Dwie strony miłości
 
Autor: Leszek Bugajski
 
 
Wacław Sadkowski, Rozdroża miłości Guillaume?a Apollinaire?a. Opowieść epistolograficzna. Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2014; s. 384.
 
Z lekturą zbiorów listów wybitnych postaci z panteonu kultury zawsze mam kłopot. Wiem dobrze, że takie osoby ? nawet jeśli nigdy tego głośno nie powiedzą ? uprawiając korespondencję zakładają w głębi duszy, że ich listy staną się kiedyś obiektem badań historyków literatury, biografów, albo po prostu podszytą (plotkarską) ciekawością lekturą dla tłumu miłośników ich twórczości. Oczywiście nigdy nie można z całą pewnością powiedzieć, że tak jest w każdym przypadku, ale bliska jest mi myśl, że listy, podobnie jak dzienniki, nie zawsze są szczerym ujawnieniem prawdy o sobie samym, lecz także formą autokreacji, że zawsze (to zresztą dotyczy także listów nie tylko wybitnych osób) autor listów stara się w nich przedstawić siebie w dobrym świetle, jakoś tam poprawić swój wizerunek, dowartościować się?

Wyobrażam więc sobie, że kiedy Wacław Sadkowski ? erudyta i znawca światowej literatury ? czytał pisane w czasie I wojny światowej listy Guillaume?a Apollinaire?a do kobiet  zastanawiał się, co też poeta naprawdę myślał pisząc je. Jakie wyrachowanie ukrywał za słowami, jakie gry prowadził z adresatkami, kiedy był szczery, a kiedy to i owo zakłamywał dla lepszego efektu czy sercowego podboju? No i wymyślił tę książkę, która nie jest zbiorem listów, nie jest biografią, nie jest powieścią ? Sadkowski konsekwentnie nazywa ją ?opowieścią epistolograficzną? unikając w ten sposób wdawania się w genologiczne zawiłości i nadając sobie prawo do swobodnego posługiwania się z jednej strony fragmentami listów Apollinaire?a, a z drugiej ? własną wyobraźnią. Uszeregowane chronologicznie bloki listów francuskiego poety do dwóch kobiet, z którymi tamten był związany uczuciowo przerywa Sadkowski swoją ?narracją wiążącą? (tak to nazywa), czyli zapisem tego, jak sobie wyobraził to, co myślał Apollinaire w trakcie ich pisania. I tak oto powstała frapująca opowieść o człowieku, który udał się na wojnę, doświadcza wszystkich jej trudów i marzy o spełnionym uczuciu, gotów jest na rozmaite kompromisy, a nawet upokorzenia byle tylko zaznać ciepła, czuć się ?w związku?, oderwać choć na chwilę od życia w okopach.

Wojenne perypetie Apollinaire?a są nam dobrze znane: zgłosił się na ochotnika, by wziąć udział w obronie wybranej ojczyzny, przebywał na froncie kilka lat, aż został z niego wycofany z powodu odniesionej rany. Tu mamy stworzoną przez Sadkowskiego ?montażową? opowieść o ?stanie ducha i nastrojach poety?, o jego intymności budowanej i ochranianej na przekór warunkom, w jakich się znalazł i z którymi był pogodzony trwając przy raz podjętej decyzji.

Pierwszą z adresatek swoich listów, nazywaną Lou, poznał w tym okresie, gdy starał się o wcielenie do armii. Była to pochodząca z tzw. dobrej rodziny dama o dość swobodnych obyczajach i poeta korzystał z tego z wielkim zadowoleniem godząc się z tym, że miała jeszcze drugiego kochanka, też zresztą wcielonego do wojska. Trwał w tym trójkącie starając się nie ujawniać zazdrości ? przeciwnie, demonstrując nieustannie swoją wyrozumiałość a nawet deklarując przyjaźń w stosunku do rywala, z którym Lou nie zamierzała zerwać, a nawet obdarzała go żywszym afektem niż Apollinaire?a. Wszystko to poeta akceptował wyrażając nieustanne zachwyty ciałem kobiety i ? nomen omen ? rozkoszując się fizycznym kontaktem z nią i akceptując bez większych zastrzeżeń jej brak zainteresowania rozbudowaniem ich związku także w sferze duchowej. Mówiąc prosto i brutalnie: Lou to był w jego życiu czysty seks, fizyczność.

Oczywiście po jakimś czasie Apollinaire?owi przestało to wystarczać. I wtedy w jego wojennym życiu pojawiła się Madeleine, nauczycielka z Algieru, którą poznał w pociągu. Rozpoczyna się korespondencja, w której poeta idealizuje dziewczynę przekonany, że znalazł ?bratnią duszę? ? osobę wrażliwą, zainteresowaną sztuką, subtelną. Snuje plany związania się z nią na stałe, składa deklaracje, osacza ją werbalnie, aż wreszcie oświadcza się jej. Jako jednak dojrzały mężczyzna robi w listach coraz liczniejsze aluzje do ewentualnej także fizycznej ?konsumpcji? ich związku, na które Madeleine ? jak się zdaje ? reaguje unikami. A kiedy wreszcie Apollinaire dostaje urlop i jedzie do Algierii, by poznać rodzinę wybranki, do żadnego kontaktu nie może dojść, bo dziewczyna jest skrupulatnie pilnowana przez rodzinę. Wraca rozczarowany do okopów i stopniowo jego afekt słabnie.

Gdyby to nie było smutne ? bo rozgrywa się ta opowieść w wojennej scenerii, bo możemy się domyślać rozpaczliwej samotności autora listów ? byłoby nawet zabawne. Dlaczego? Ano dlatego, że dorosły, inteligentny i ?oblatany? w świecie mężczyzna zachowuje się jak rozczarowany chłopiec: gdy otrząsnął się idealizowania Madeleine, o której myślał jako o osobie dorównującej mu intelektem, dostrzegł jej ograniczenia i złośliwie stwierdza, ?że jej belferskie wywody o pisarzach i dziełach sztuki przypominają mi kpiarskie pastisze elukubracji ?uczonych białogłów? pisywane przeze mnie (?) do (?) czasopisma ?Marge??. Jest to podobne do tego, jak porzucony przez Lou przestaje się zachwycać jej ciałem i wyraża domysł, ?że wybrała się w kolejną wyprawę w oszukiwaniu rzadkiego kwiecia, żeby je posmakować swym okazałym, smakoszowskim tyłkiem?.

Jak się okazuje oba zbudowane na słowach wojenne związki uczuciowe Apollinaire?a ? i ten fizyczny, i ten duchowy ? przez słowa zostają skreślone. A zaspokojona została jego potrzeba uczucia przez kobietę, do której nie napisał ani jednego listu, a więc nastąpiło to niejako poza słowami, w każdym razie poza słowami zapisywanymi. Poeta umiera trwając w tym ?nieopisanym? związku chyba szczęśliwy. I tu oczywiście otwiera się pole do dywagacji, czy Sadkowski stworzył taką opowieść po to, by wyrazić swoją nieufność wobec słowa pisanego, a tym samym jego skłonności do zakłamywani rzeczywistości, do pochopnej idealizacji dla łatwego efektu? I także do wykorzystywania go do sprawiania bólu? Bardzo to możliwe. Ale w tym momencie ta ?opowieść epistolograficzna? się urywa, bo tak zdecydował los. I z tym ? jako czytelnicy ? zostajemy. I nad tym chyba Sadkowski każe nam się zastanowić.
 
 
Res Humana nr 2/2015, s. 30-31