Popołudnia filozofów podczas sjest
 
Autor: Józef L. Krakowiak
 

Eugeniusz Kabatc, Popołudnia filozofów, Biblioteka ?RES HUMANA?, Warszawa 2015, s. 168.
 
O czym traktują popołudniowe przyjacielskie rozmowy wiernego swym zasadom Profesora, wyrozumiałego, koncyliacyjnego człowieka pogranicza wielu wymiarów kulturowych, z antyklerykalnym Przyjacielem, inżynierem niepokojonym nie tylko snami na tle minionej partyjności? Mowa o dialogach toczonych podczas polskich sjest przy szklance lub kieliszku wina/grze w szachy z niejasnym otoczeniem małej konsumpcji, prowadzonych najczęściej w salonie-biblioteczce Profesora, a latem w ogrodzie przy szachowym stoliku.

Relacji z czasu rozmyślań towarzyszy opis niedosłownie pogodowej aury danego wieczoru, który w jakimś stopniu moderuje nastrój psychiczny przyjaciół. Do tego [świadomie] nieco przymkniętego świata wdzierają się echa polskich wydarzeń lat 2007?2014 i to raczej z nacechowanej nadmiarem patosu bezkompromisowości sfery społeczno-politycznej gadaniny, którą zarazem cechuje wyjątkowy brak powagi, co stanowi bezpośredni impuls do gorących komentarzy interlokutorów.

Dyskurs przyjaciół dotyczy niedogodności ludzkiej kondycji, rozpiętej między jednostronnością SIĘ, czyli połowicznością, bezkompromisowej, by żartobliwie nie powiedzieć  potocznej opinii publicznej, a odświętnymi ciągotami ku pełni lub ku prawdzie bycia tu wypowiadanej jednak w nastroju pojednawczym.

Ponadto towarzyszą temu osobiste reminiscencje Profesora z bieżących wydarzeń secowskich w kraju i zagranicą oraz trzy nadzwyczajne wyjątki kulturowo-historyczne, ale o tym potem. Spécialité de la maison polskiego SECu jest specyficzny trening w sztuce kulturowego przekuwania ran przeszłości w Szajny ducha przyszłego pojednania, bowiem Nie każda łza jest pozbawiona zła. Chodzi o to, by nie kłamiąc przeszłości, nie zapieklać się w chęci pomsty, ani nie zamykać się w stężałej męce rozżalenia, ale otwierać się pomimo ran złej przeszłości na wino nowej przyszłości, dającej się pomyśleć i posmakować przeczuciem wspólnoty radości.

Niedojrzałą, połowiczną formą leczenia zastarzałych ran przeszłości jest odwieczne niszczenie, burzenie symboli przeszłości.

Profesor myśli w duchu jedności kultury europejskiej, której jądrem jest kultura śródziemnomorska, a symboliczną siedzibą SOCIÉTÉ EUROPÉENNE DE CULTURE w Wenecji. Jest jednak materialny problem, gdyż kultura śródziemnomorska nie jest równoznaczna z konkretną cywilizacją, bowiem do tego kręgu jakoś przynależą także arabskie kraje islamskie, a wątpliwe czy przynależy kultura prawosławia, choć ta z kolei jest częścią chrześcijaństwa.  Profesorowi idzie o to, aby do kultury śródziemnomorskiej włączyć także bardziej wschodnią niż Polska Europę. Profesor, optujący za Kaliningradem, Wenecją północy, jako miejscem spotkań SECu, nie do końca chce umierać za Ukrainę, a cieszy go ekumeniczne porozumienie Patriarchy Moskiewskiego z Prymasem Polski. Ale Przyjacielowi Profesor jednoznacznie deklaruje: Ograniczmy nasze uniwersalne spojrzenie patriotów do Europy.

Poetycka sztuka zmyślania  blisko sąsiaduje u Profesora z rzetelnością filozoficznego dyskursu na temat ludzkiej kondycji lub wręcz go zastępuje ? słusznie krytycznie zauważa jego Przyjaciel, ale jest tak z racji ich, tzn. poezji i filozofii, wspólnego wspierania się na nietzscheańskiej istocie człowieka jako oceniającego, a zarazem akcentującego to, co możliwe, jako również jakoś istniejące.

Profesor, w duchu Leszka Kołakowskiego pochwały niekonsekwencji, w sporze rozumu ze sferą uczuć, często zdaje się stawać po stronie uczuć, bowiem sam doświadcza śródziemnomorskich lękowych stanów, o których zamierza napisać książkę, a których nauka z założenia nie wyjaśnia. Mówiąc zwięźle, naukowy racjonalizm europejski niesłychanie poszatkował rozum, a tymczasem sfera ludzkiego działania oparta jest na woli i decyzjach, które podlegają wyborowi wartości, a przeto odwołują się do preferencji i pozaracjonalnych motywacji.

Co zrobić jednak z sercem, które wtrąca się do procesu decyzyjnego i przedstawia się jako również swoista racja ? nie wyrozumowana, owszem, uczuciowa raczej, ale wszak istniejąca. A to, co istnieje, jest prawdą, powiedziane. Prawdą jest, że nasz rozum nieprzerwanie osaczają uczucia, pragnienia, marzenia, duchy święte i nieświęte, a pamięć w to uwikłana wybiera jeno fragmenty tej rzeczywistości. Wynosi na powierzchnię to, co nazwałbym wtórną racją, sprawdzoną niejako w zmaganiu o swój byt ?

Dlatego też pozwala sobie jakby polemizować także z własnymi przekonaniami, tymi nazbyt ciasnymi, połowicznymi, albo też bywa dialogicznie wciśnięty w taką niewygodną pozycję. Mimo braku odwołań do transcendencji, poza niewykluczeniem możliwości istnienia sędziego naszych sumień, Profesor napomyka o poszukiwaniu absolutnej prawdy, przejawia też  chęć rozmowy na temat sensu życia, i w ogóle o tym, co najważniejsze. Obaj przyjaciele JUŻ nie oczekujący tych odpowiedzi od religii, żyjąc w dobie, gdy nauka w ogóle od tego abstrahuje a nawet tego nie obiecuje, bo programowo nie odwołuje się do sfery wartości, nieustannie zmuszani są zmagać się z relatywizmem w różnych dziedzinach życia, a woleliby osiąść na twardym gruncie jednego worka mądrości.

Status kulturowy Profesora nieodwracalnie usytuowany jest pomiędzy: Wschodem a Zachodem; między polskością prawosławną a katolicką, stąd karkołomna idea konstantynopolskiej. Widzi siebie na podobieństwo Iwaszkiewicza czy Suchodolskiego, a nawet Łomnickiego, którzy raczej nie identyfikowali się ani z władzą, ani ze społeczeństwem.

Dwakroć w tym tomiku znajdujemy  niechętne odwołania do dwu ostatnich Prezydentów RP, którzy w 2008 oraz 2014 roku przypominają starorzymską zasadę imperialnej mądrości: Si vis pacem, para bellum.

Bowiem Profesor dominantę kulturowego bycia upatruje nie tyle w walce, co we współpracy. Człowiek przetwarza naturę dla życia i w tym celu współdziała z innymi lub walczy z wrogiem, tzn. zmaga się w braterskiej rywalizacji ze współobywatelami, z przyrodą i z Bogiem (?) i chyba z dość wyraźnie postrzeganym złem i zdradą. Marnym spoiwem jest wróg, gdy jest tym jedynym, co łączy, ale cóż innego jednoczyć może taktycznych bezkompromisowców poza negacją. Czy bezkompromisowość praktycznie nie oznacza zarazem fundamentalizmu religijnego, klasowego lub narodowego lub absolutyzmu metafizyczno-aksjologicznego? Miałbym pretensję do Profesora, bo zapewne z racji swego interlokutora, nie wydobył istoty Brzozowskiego filozofii pracy jako międzyludzkiej twórczości kulturowej i nie próbował pozytywnie ukazać naukowo-eksperymentalnej istoty europejskiej kultury w kontraście do profeudalnego patriotyzmu Sienkiewiczowskiej filozofii wojaczki jako przygody.

Z tak rozwiniętej perspektywy bardziej zrozumiałym stałoby się głoszenie polityki kultury przeciwstawianej ponadobywatelskiej i pozaetycznej polityce, uzurpującej sobie królewskie prawa, a która przecież wydzieliła się, ale i wyobcowała z kultury śródziemnomorskiej, a nie sarmackiej. Kultura w tym utworze to przede wszystkim literatura, filozofia, prawo i moralność oraz kultura języka i architektura. Łącznie tradycyjny humanizm. Jest mowa o teatrze życia, w tym politycznego, ale nie ma teatru poza wzmianką o osobie Łomnickiego i Grotowskiego oraz negatywnego stosunku do instalacji, happeningów, festiwali itd., bo beztreściowe.

Obaj różniący się w wielu kwestiach poobiedni filozofowie nieustannie krytykują wciąż partykularne prawo, będące gordyjskim węzłem polityki i moralności oraz upolitycznioną gospodarkę. Choć Profesor coraz bardziej skłonny jest uznawać, bo i odczuwać przemoc ekonomii.

Gdzieś tam na horyzoncie majaczy idea etyki uniwersalnej jako przedmiotu, którego Profesor naucza, oraz marzenie o odpowiedzialności za swoje czyny, ponadto odwołanie do elementarnej ludzkiej przyzwoitości. Ta właśnie problematyka jest  głównym przedmiotem rozważań tej niewielkiej objętościowo, lecz przebogatej w treść najnowszej książki Eugeniusza Kabatca.
 

Res Humana nr 2/2015, s. 28-30