Jądro ciemności raz jeszcze

Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Afryka musi się wyzwolić gospodarczo.
Patrice Lumumba (pierwszy premier niepodległego Konga)

Dyskusja o epoce kolonializmu i jego skutkach mających miejsce dla kolonizowanych wówczas plemion, ludów i narodów ma szczególnie dziś znaczenie w świetle dramatycznych scen dziejących się u wrót Europy: tysiące, dziesiątki tysięcy uchodźców starających się dostać do Unii Europejskiej. I nie tylko wojny czy interwencje wywołane nieodpowiedzialnymi ? w stylu kolonialnym i powodowane takim samym myśleniem ? decyzjami politycznymi krajów Zachodu są tego przyczyną. To jest również echo epoki kolonialnej ze swoim sposobem wytyczenia granic, eksploatacji poza europejskich ludów, społeczności i narodów przez imperialne mocarstwa zaliczane do cywilizacji ?białego człowieka?, narzucanie tym zbiorowościom określonej kultury, popieranie przez dekady reżimów powolnych Zachodowi etc. Dramat uchodźców to efekt owego cienia kolonializmu w całej swej krasie.

Refleksja dysputy nad tragedią przed jakim aktualnie stanęła Europa nie idzie jednak moim zdaniem w kierunku odpowiedzi na pytanie i wytłumaczenia jak kolonializm i podboje, a następnie ? władza,  dokonywane przez Europejczyków (w imię swych utylitarnych i ekonomicznych ? a także jak było w przypadku Hiszpanów: religijno-misyjnych - interesów) rzutują na sytuację w tzw. III Świecie współcześnie. Ta refleksja nad istotą kolonizacji winna być widziana z jednej strony oczami kolonizowanych, podbijanych i eksploatowanych przez wieki ludzi z pozaeuropejskich cywilizacji i kultur, a z drugiej ? być pewną formą ekspiacji nad krzywdami zadanymi Innemu w imię racji ekonomicznych, religijnych, kulturowo-cywilizacyjnych, biologiczno-rasowych itd. Bóg białych Europejczyków nader często przyświecał kolonizacji, niewolnictwu, imperializmowi europejskiemu, dlatego też (i o tym należy pamiętać) w jednym szeregu z europejskimi żołnierzami i kolonistami szli księża katoliccy, pastorzy protestanccy czy prawosławni popi. Podboje w Azji, Afryce, Ameryce czy Australii dokonywane przez białego człowieka ? w imię imperium brytyjskiego, Francji, Niemiec, Holandii, Hiszpanii, Portugalii czy Rosji (w Azji i na Kaukazie), a wcześniej ? I RP na terenach współczesnej Europy Wschodniej (my w Polsce staramy się o tym nie pamiętać sławiąc kulturę ziemiańska i wynosząc na piedestał sarmacko-szlachecka tradycję na tzw. Kresach), miały zawsze bardzo podobny charakter i wymiar. Nie był to chlubny i wzniosły epizod w dziejach Starego Kontynentu, w dziejach cywilizacji ?białego człowieka?, który nader często rzutuje po dziś dzień na stosunki polityczne, kulturowo-cywilizacyjne, społeczne z jakimi się spotykamy we współczesnej rzeczywistości.

Kontynuując ten temat ? rozpoczęty tekstem pt. ?Kolonialne ćwiczenia z ludobójstwa? - przedstawić pragnę książkę Adam Hochschilda pt. DUCH   KRÓLA  LEOPOLDA.  To jak zapewnia Autor opowieść o chciwości, horrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce. To chłodny zapis tego co Joseph Conrad w sposób literacki opisuje w JĄDRZE CIEMNOŚCI. Jak stwierdza amerykański pisarz i wykładowca uniwersytecki skala ludobójstwa w Kongu zarządzanym ? a w zasadzie będącym własnością na przełomie XIX i XX wieku króla  Belgów Leopolda II ? dorównuje rozmiarami Holocaustowi czy wytępieniu Indian w Ameryce. Trudno ? ze względu na czas jaki minął od tamtych lat i braki w dokumentacji ? ocenić liczbę ofiar terroru zaprowadzonego na terenie dzisiejszego Konga przez zarządzających w imieniu Leopolda tymi obszarami Europejczyków (i Amerykanów), wynajętych i skuszonych stabilnymi oraz wysokimi dochodami do wyciśnięcia z miejscowej ludności maksymalnego zysku. Głównie chodziło o pozyskiwanie kauczuku, który to surowiec z racji rozwijającego się w Starym Świecie i Ameryce przemysłu (przede wszystkim motoryzacyjnego) był na przysłowiowym topie. Przynosiło to Leopoldowi krociowe zyski, pomnażając jego prywatną fortunę. Przy okazji jego przedstawiciele ? a można w tym wypadku mówić o siepaczach i oprawcach w świetle znanych faktów (analogie z funkcjonariuszach hitlerowskich obozów koncentracyjnych z okresu II wojny światowej nasuwają się same)? sami korzystali z bogactw tej krainy wykorzystując niewolniczą siłę roboczą jej autochtonicznych mieszkańców. Po prostu byli zwyczajnie - wg reguł laissez faire - przedsiębiorczy. Brali sprawę w swoje ręce, chwytając swoją szansę?.

Jak na ironię był prezentowany w mediach ów teren, ów obszar (przez przychylnych Leopoldowi dziennikarzy i publicystów pobierających jawnie łapówki za tworzenie pozytywnego klimatu i atmosfery wokoło królewskich dokonań w Afryce) jako Wolne Państwo Kongo.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że królowi nie chodziło w żadnym wypadku o Belgię. Gardził krajem którego był monarchą i ludźmi którym królował. Leopold gorączkowo poszukiwał kolonii bojąc się, iż inne mocarstwa kolonialne wyprzedzą go w tym wyścigu. Było to modne w tamtych czasach drapieżnego, leseferystycznego kapitalizmu, zgodne z duchem europejskiej epoki kolonizowania świata (II połowa XIX wieku), a także wynikało z potrzeby pomnażania kapitału (czyli adekwatne z kapitalistycznym duchem przedsiębiorczości). Zysk, prestiż, korzystny image wśród koronowanych głów Europy ? to podstawowe cechy osobowości Leopolda, kapitalnie odnotowane przez Autora książki i oddające atmosferę oraz trendy tamtej epoki.

Rządy Leopolda w Kongo szacunkowo kosztowały ten rejon Czarnego Lądu (wykrojony z Afryki środkowej zresztą zupełnie abstrakcyjnie, bez oglądania się na powiązania i kulturę autochtonów, geografię i historię) w zależności od źródeł - od 2 do 8 mln ofiar. Podstawą wyznaczania granic własności Leopolda II stał się system transportu (czyli możliwość drapieżnej eksploatacji Kotliny Kongo i porastającej ją dżungli) oparty o dorzecze rzeki Kongo. Książka w sposób metodyczny, chłodny, analityczny prezentuje istotę, narodziny oraz trwanie terroru, sadyzmu jaki panował na zarządzanym terytorium. Pokazując m.in. uwarunkowania historyczne, gospodarcze i cywilizacyjno-kulturowe (czyli ideologiczne, pseudo-naukowe i światopoglądowe prowadzące do pozbawiania godności oraz człowieczeństwa przedstawicieli innych ras niźli biali ludzie) Hochschild prezentuje jak niczym nieograniczona żądza zysku często owocuje bestialstwem, sadyzmem i terrorem. Przykłady tych zachowań to np. obcinanie dłoni dzieciom niewolników pozyskujących kauczuk (była to kara za niewykonanie narzuconej normy), kolekcjonowanie obciętych autochtonom głów (niektórzy europejscy nadzorcy, co jest faktem wielokrotnie udokumentowanym,  zatykali te głowy na palisadach swoich posiadłości celem odstraszania potencjalnych buntowników), wędzenie obciętych rąk  (to z kolei miało być potwierdzeniem odpowiedniej ilości krajowców zabitych przez siły porządkowe Wolnego Państwa Kongo podczas  prewencyjnych akcji militarnych). Ten materiał pokazuje nie tylko istotę i  immanencję epoki kolonialnej, ale jest też obrazem do czego niczym niepohamowana pogoń za zyskiem przy braku ograniczeń moralnych i jurydycznych może prowadzić (to sfera kultury i klimatu intelektualnego każdej epoki). Porównania z dzisiejszą, neoliberalna epoką, są zadziwiająco podobne. Jedyna klisza odniesienia, dogmatyczny wzorzec, brak ? intelektualnie uzasadnianej ? alternatywy rodzą zawsze karłowatość sceptycyzmu i promują de facto autorytaryzm.

Niezwykle charakterystycznym narzędziem, używanym przez  nadzorców i funkcjonariuszy Wolnego Państwa Kongo ? zwłaszcza  przy  pozyskiwaniu kauczuku ? charakterystycznym dla całego przedsięwzięcia realizowanego w dolinie rzeki Kongo przez króla Belgów, było tzw. chicotte.

Chicotte to pejcz ze skóry hipopotama, którego uderzenie przecinało skórę niewolnika  zatrudnionego przy zbieraniu kauczuku (bo głównie w tym celu używano tego rodzaju pejczy w Kongu Leopolda) aż do kości. Rany zadane tego rodzaju batem, a  skazaniec ? z byle jakiego powodu ? otrzymywał niekiedy 50 ? 100 uderzeń chicotte, goiły się niezwykle długo, powodując częste gangreny czy powolną śmierć. Przy tego rodzaju karach niezwykle częste były wypadki zasmagania tym biczem  człowieka na  śmierć. Inną formą zmuszania do nieludzkiej, iście niewolniczej, morderczej, ponad siły pracy, było branie w zakład rodziny robotnika mającego pozyskiwać kauczuk w dżungli. Był to swoisty rodzaj niewolnictwa ? nie wykonanie normy, przyczyniało się do dalszego więzienia żony, dzieci bądź starych rodziców. Bardziej okrutni nadzorcy i urzędnicy, celem wymuszenia wydajnej pracy i dostarczania coraz to większej ilości czarnego złota stosowali represję w postaci wspomnianego już ucinania dłoni poszczególnym członkom rodziny takiego robotnika (była to  kara za zbyt opieszałą pracę, małą  wydajność czy bunty). Wzrastający lawinowo popyt na kauczuk ? rozwój przemysłu motoryzacyjnego i gumowego był tu podstawową sprężyną tego zapotrzebowania ? powodował rosnące zyski (prywatne) Leopolda. Także jego emisariusze, urzędnicy, reprezentanci dworu belgijskiego w Afryce Środkowej chcący pomnożyć szybko swe bogactwo dopuszczali się w obliczu wspomnianego popytu nieludzkich okrucieństw, szalbierstw i terroru na autochtonicznej ludności. Kongo spływało po prostu krwią. To jeden z najhaniebniejszych epizodów epoki kolonialnej jaką zafundowała cywilizacja ?białego człowieka?  Afryce. Więc wspominanie o jakimkolwiek ?kaganku cywilizacji? jest  nie tyle niemoralne co cyniczne i  trąci pospolitym nihilizmem. Po prostu ? ciszej nad tą trumną Oświecenia i człowieczeństwa!

Hochschild pokazuje też osoby, które sprzeciwiały się stosunkom panującym w Kongu, pokazując i nagłaśniając w prasie niegodziwości i amoralność systemu. Walka o dekolonizację w zasadzie zaczęła się od tych właśnie ludzi, przerażonych stanem przemocy, bestialstwa i terroru na terenie Wolnego Państwa Kongo. Idea dekolonizacji, opuszczenia przez białych ludzi Afryki (pozostających tam jako kolonizatorzy) stała się zaczynem ruchu wolnościowego dla ludów tzw. III Świata. Wielu bojowników i animatorów sprzeciwu przeciwko niesprawiedliwościom w Kongo inicjowało akcje w Ameryce, zapoznając kongresmenów i prezydentów USA z sytuacją w tej prywatnej kolonii króla Belgów. Nacisk amerykańskiej opinii publicznej (abolicjonaliści) spowodował reakcje rządu Stanów Zjednoczonych i wywarcie presji na dwór belgijski oraz tamtejszy rząd.

Przerażający (w swym analityczno-reporterskim wymiarze) jest to tekst. Mimo, iż od opisywanych wydarzeń w Kongu minął ponad wiek nadal refleksje budzące się podczas czytania tej książki zmuszają do zastanowienia się nad naturą człowieka i zadaniem pytań o istotę kultury białych ludzi, o istotę kolonializmu i jego wymiar cywilizacyjno-kulturowy. Warto jest przeczytać ten materiał nawet celem skonfrontowania opisu Hochschilda z dzisiejszą sytuacją na świecie. I z pewnymi pomysłami prezentowanymi w tej materii w racjonalistyczno-oświeceniowej, pro-osobowej i chcącej nieść w świat zasady oraz idee praw człowieka, ponoć, Europie.

Adam Hochschild, DUCH KRÓLA LEOPOLDA, Wyd. Sfery, Warszawa 2012, ss. 462