Head & Shoulders (czyli Bóg fundamentalistów)
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Bóg to jest coś co się was nie boi
i da wam do wiwatu, że aż zgłupiejecie.

Dobry  Wojak  Szwejk

Head & Shoulders (H&S) to marka  szamponu przeciw-łupieżowego (produkowanego od 1961 roku przez amerykańską firmę Procter & Gamble), reklamującego się jako ?dwa w jednym?: czyli środek do mycia i pielęgnacji włosów oraz medykament niezbędny dla kuracji anty-łupieżowej. W polskiej wersji reklamy tego produktu brał wielokrotnie udział celebryta Krzysztof Ibisz.

Z Bogiem fundamentalistów i purytanów różnej maści jest jak z szamponem Head & Shoulders. W tym pojęciu, przez nich prezentowanym z nieskrywanym i aroganckim przekonaniem o absolutnej prawdzie swych wyobrażeń o swoim Bogu,  zawiera się bowiem to co doskonale opisuje we wstępie reklama wspomnianego produktu: ?dwa w jednym? (dwa, a może i więcej). Dwa (a może więcej) chciejstwa tych ludzi. Dwie (tu tylko i aż dwie), dychotomicznie funkcjonujące wizje świata: nasz świat dobra, szlachetności, człowieczeństwa i wartości prawdziwych ? bo nasz Bóg jest z nami, on dał nam ten świat do zagospodarowania i zlecił misję panowania nad nim, ujednolicenia go wg jego/naszych recept i świat Innego, świat zła, porubstwa, cywilizacji śmierci, sodoma i gomora, świat do nawrócenia (lub do zniszczenia).

Tak jak szampon Head & Shoulders sprawia, iż włosy po umyciu są piękne, puszyste, lśnią i mienią się swą wesołością i szczęśliwością, a odpowiednie amalgamaty niszczą, eliminują, rugują z włosów łupież tak funkcjonować ma świat Boga fundamentalistów, purytanów i ortodoksów religijnych.  Ta wizja świata: misja, dogmat, biel i czerń oraz zero-jedynkowe opinie (bezwzględnie religijnej, judeochrześcijańskiej proweniencji) zakaziła swym nietolerancyjnym oddechem kulturę hellenistyczna, a potem przeniesiona została wraz z nauką (i władzą) Kościoła rzymskiego ? na zasadzie indoktrynacji - do cywilizacji Europy i Zachodu.

Obserwując ataki coraz to agresywniejszego ciemnogrodu, fundamentalizmu, nietolerancji, obskurantyzmu i bigoterii w polskiej przestrzeni publicznej (już nie tylko werbalne i retoryczne, ale będące zagrożeniem dla zdrowia ? a przy dalszej eskalacji manifestacji owej siły zapewne i życia Innego) - warto zastanowić się nad wizerunkiem Boga jaki tkwi w świadomości religijnej większości polskich katolików. Oto, zdawać się może, wg przeciętnego (niezwykle głośnego, agresywnego i totalitarnego w swym oglądzie świata) Polaka-katolika,  gdzieś w niebiosach, może na chmurze, może na Marsie czy jakiejś gwieździe, siedzi okrakiem dobrotliwy ? z wyglądu (jak na obrazach Michała Anioła), z siwą brodą i laska w ręku, Bóg-Ojciec, Patriarcha, Pan i władca, zarządzający ?tym światem?: w Polsce może to być podświadome (tak po freudowsku) utożsamienie np. z  ziemianinem, magnatem, klasycznym Sarmatą, gdyż z takim mitem mamy w Polsce nadal do czynienia.

Na potwierdzenie tego mitu, tak skrojonej wizji świata, funkcjonującego po dziś dzień w Polsce ? gdzie ludność musi identyfikować się ?ze swoim Panem?, potrzebować tego Pana i władcy, korzyć się przed władzą (bo pochodzi ona od Boga), a jest to właśnie echo feudalnego i średniowiecznego systemu społeczno-politycznego kodowanego także za pomocą religii chrześcijańskiej i przekazu idącego ze strony polskiego Kościoła powszechnego ? niech będzie fakt przytoczony w książce pt. Onegdaj w Krakowie przez Berenikę Kluczykowską-Sienkiewicz  (żonę Bartłomieja Sienkiewicza, prawnuka Henryka Sienkiewicza). Otóż jeszcze początku lat 70-siątych, ?za głębokiej komuny? (czyli ?wczesnego Gierka?) ?stare kobiety ze wsi? świętokrzyskich, podczas pobytu kilkunastoletniego Bartłomieja S. (rocznik 1961)  na kielecczyźnie, w Oblęgorku ? czyli gnieździe sienkiewiczowskim i ich dawnych włościach ? zwracały się do niego vel ?paniczu?. Zwycięstwo Solidarności w 1989 roku - ruchu mającego na swych sztandarach egalitaryzm, braterstwo, wspólnotę i równość ? spowodowało nawrót owego myślenia, owych obyczajów i owych paternalistycznych na wskroś stosunków interpersonalnych. 

Te (i podobne) fantomy ? zwłaszcza mit wybrania, mit Polski jako Mesjasza i Chrystusa narodów Europy (co widać w polskiej polityce wschodniej nad wyraz czytelnie), mit Polaka-Sarmaty jako ucieleśnienia wolności (ale tylko w ?komunii? z Kościołem katolickim i takowym sposobem myślenia) - tkwią nadal w świadomości tzw. prawdziwego Polaka-katolika, w jego mentalności i sposobie patrzenia na świat.

Widzimy wyraźnie, że istnieje wielka potrzeba istnienia (w społecznym i polskim zarazem) imaginarium Pana, opiekuna, władcy, wymuszająca jednoczesne ukorzenie się, ugięcie, wyzbycie krytycyzmu i własnego Ja przed tak skonstruowanym Autorytetem, nadziemskiego pochodzenia i proweniencji. O tych procesach, immanentnych społeczeństwom, wspólnotom czy grupom, ludzi muśniętych jedynie modernizmem, konserwatywnych i nieoświeconych piszą tak różni twórcy czy myśliciele jak  Erich Fromm ([w]: Ucieczka od wolności), Daniel de Beavois  ([w]: Mit Kresów Wschodnich i Polacy w oczach Francuzów w latach 1793-1914), Harriete B. Stowe ([w]: Chata Wuja Toma), Ludwik Stomma ([w]: Polskie złudzenia  narodowe)  jak i zaświadczają życiem oraz dorobkiem np. Frederick Douglass (wybitny abolicjonista amerykański). Stąd też, z takiej potrzeby rodzi się określona wizja Boga. Stwórcy, Pana wszechświata i wszechrzeczy , bytu porządkującego wszystkie zagadnienia wszystkie sprawy. Bytu będącego utożsamianego z miłosierdziem i sprawiedliwością (często bezwzględną) ? co jest niemożliwe w życiu potocznym (John S. Mill: ?Albo Bóg jest wszechmocny, a wtedy nie jest dobrotliwy, albo jest dobrotliwy, a wtedy nie jest wszechmocny?), bo sędzią, prokuratorem i katem, synonimem dobra i zemsty być jednocześnie jest niemożliwe. Tu widać, że Bóg Polaków jest bardziej bóstwem Żydów ze Starego Testamentu, mściwym bożkiem plemiennym stosującym w praktyce zasadę ?oko za oko? Chaldejczyka Hammurabiego niż Najwyższym Bytem europejskiego ? pluralistycznego i tolerancyjnego - chowu. Bardziej zakazującym, karzącym, mszczącym się, zabijającym, stosującym przemoc i agresję poprzez działania swoich gorących wyznawców i zwolenników. Bo im dał władzę do opinii i oceny wszystkiego co tu na tej ziemi istnieje. Bo ich uczynił nowym narodem wybranym.

Coraz częstsze napady na dzieła sztuki, brutalne  (na razie - retoryczne) ataki na ludzi związanych z innym niźli światopogląd religijny, nie wpisujących się w polsko-katolicką i nacjonalistyczno-ksenofobiczną tożsamość przez środowiska fundamentalistycznych religiantów są tego najlepszą egzemplifikacją. To m.in. przypadki: Golgoty Picnic czy Nergala (vel  Darskiego), zniszczenie  kompozycji pt. ?La Nona Ora? w  warszawskiej Zachęcie (papież przygnieciony meteorytem), problemy z dziełami Kozyry czy skandal wokół koncertu norweskiego zespołu metalowego Gorgoroth w Krakowie świadczą najlepiej o zaborczej ofensywie agresywnej dewocji i opresyjnej bigoterii w naszym kraju. W oparciu o ?religijne uczucia? i ich domniemaną obrazę.

Więc należy zapytać: czy tylko Wy, ludzie tak wierzący, macie uczucia? Czy upstrzenie (lub ? zapełnienie) przestrzeni publicznej mega-pomnikami Jezusa (lub pomnikami / kiczami (a tak jest najczęściej) św. Jana Pawła nie jest przesadą i triumfalizmem  wynikającym z Waszego wybrania i posiadania absolutnej Prawdy? O tzw. przemocy symbolicznej już nawet nie warto wspominać.

Rzeczy to w demokratycznym, nowoczesnym, XXI-wiecznym kraju, państwie-członku ekskluzywnego (tak zapewniają rządzące elity) związku jakim jest Unia Europejska, niebywała, niesłychana, kompromitująca. Porównanie z fatwą (i zapowiadanym  wyrokiem śmierci) rzuconą na Salmana Rushdiego przez ajatollaha Chomeiniego po opublikowaniu Szatańskich wersetów ciśnie się sama na usta (tylko reakcja elit Wielkiej Brytanii i rządu JKM była diametralnie inna niźli ma to miejsce w Polsce).

Jeśli więc w tak banalny sposób można ?obrazić Boga?, byt najwyższy i absolutny to czymże tak na prawdę On jest? Jak należy go traktować i czym jest Wasze sacrum? Jak można zmaterializować ową obrazę czegoś co jest ? ponoć - Bytem Najwyższym i Absolutnym ? Czy nie jest to pokłosie owego, wspomnianego ?wybrania? ? jakie czują w sobie religianci różnej maści (bo muzułmanie w kwestii karykatur Mahometa w duńskim piśmie satyrycznym zareagowali podobnie jak polsko-katoliccy fundamentaliści w kwestii np. Golgoty Picnic) ? i w posiadaniu przez to na zasadzie plenipotencji prawa do egzekucji Boskich Prawd Absolutnych? Czy nie jest to klasyczny totalitaryzm (religianci uważają, że ?czynią dobro? i są jego uosobieniem, ale podobno ?dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane?)?

Znakomity psycholog amerykański Philip Zimbardo zauważył, że współczesna kultura charakteryzując się myśleniem w kategorii JA, redukuje do minimum kategorię MY (i immanentny takiemu myśleniu pluralizm). Sądzę, że w opisywanym przypadku jednostkowe JA (silnie pobudzone i egotyczne) zastępuje się zbiorowym JA-MY (tak samo pobudzonym i egotycznym), ale traktowanym jako jedność, homogeniczność, niedopuszczającą do egzystencji Innego niż JA-MY. Personalna świadomość owych religiantów, ich przekonania (w tym wiara religijna) są zglajchszaltowane z grupą, ze wspólnotą, z klanem, z plemieniem czy ? narodem (tu ? wybranym). Im słabsza psychicznie i mentalnie jest jednostka tym większej potrzebuje identyfikacji z grupą, w tym większej przestrzeni ona musi nastąpić, tym radykalniejsze są zachowania takiej jednostki, bo atak na podstawowe tzw. wartości identyfikacyjne grupy (np. w przedmiocie wierzeń religijnych) odbiera jako atak na siebie.

Takie same źródła towarzyszą mentalności etosowo-styropianowej widzącej w sobie i swoich komilitonach z lat działalności opozycyjnej sprzed 1989 roku ?wybranie?, misyjność, mentorstwo i paternalizm wobec każdego Innego. Dysydent po latach życia w opresji towarzyszącej każdej konspiracji, każdy prześladowany (realnie czy fikcyjnie, gdy skala tych prześladowań jest wytworem tylko jego wyobraźni), każdy wyalienowany ze zbiorowości ? jak owi religianci Polacy-katolicy (naprawdę czy tylko wg wyimaginowanych przyczyn), gdy dorwie się do władzy grzeszy zawsze konformizmem  i  nepotyzmem wobec własnej koterii, demonizuje zło przypisywane swemu dawnemu wrogowi, zaś swych komilitonów angelizuje (tak jak i siebie). I to jest prawda uniwersalna. Widoczna w Polsce ? w wielu płaszczyznach naszego życia publicznego ? jak na dłoni.

Antropomorfizacja bóstw i sakralizacja bohaterów następowała i następuje zawsze w procesach religio-twórczych. Miało to miejsce w czasach prehistorycznych, w Antyku,  w średniowiecznej Europie, w Ameryce czy Polinezji (opisali to dokładnie i wyczerpująco m.in. Malinowski, Frazer czy Freud). Popularność (czy raczej ? nawrót) i szeroki zasięg tego typu zachowań i postaw świadczyć może jedynie o zagrożeniu nazywanym umownie: Powrotem Średniowiecza.