Kard. Stepinać ? święty czy zbrodniarz?
(papież  Franciszek  wstrzymuje  kanonizację)
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 
 
Część Serbów wybijemy, część wygnamy, a resztę,
która musi przyjąć religię katolicką, włączymy do
narodu chorwackiego? Wszystkie nasze poczynania
wynikają z wierności wobec religii i Kościoła katolickiego

Mile Budar, polityk chorwacki  w rządzie
poglavnika Ante Pavelićia (1940-45)
 
W dn. 6 czerwca 2015 r. Franciszek I odwiedził z jednodniową pielgrzymką Sarajewo, gdzie na miejscowym stadionie Koszevo odprawił mszę i spotkał się z kilkudziesięcioma tysiącami wiernych. Ale w czasie ją poprzedzającym ponad 20 intelektualistów katolickich z Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji skierowało do papieża list zwracając mu uwagę na nacjonalizm, ksenofobię i de facto admirację przemocy oraz agresji poprzez gloryfikację przez Kościół w Chorwacji tych miejscowych wojskowych, którzy zostali skazani przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze na kary więzienia za zbrodnie wojenne podczas walk w Bośni i Chorwacji. Zbrodni dokonywali na innowiercach: prawosławnych Serbach i muzułmańskich Bośniakach.

Autorzy petycji powiadomili papieża o sympatiach jakie żywi katolickie duchowieństwo w Bośni i Chorwacji (zdecydowana większość Chorwatów bośniackich należy ? zresztą jak w wypadku Chorwacji właściwej ? do Kościoła katolickiego) będących zaprzeczeniem oficjalnego nauczania Rzymu i wykładu papieskiego w tej mierze.  Chodzi o uświęcenie i gloryfikację faktycznych zbrodniarzy wojennych  ? których Chorwaci dokonywali w nie mniej spektakularny sposób niż Serbowie, uchodzący wg mainstreamowych mediów za wcielenie wszelkiego zła, i zbrodni ? którzy po odbyciu kar wracają do Bośni i Chorwacji. Np. Dario Kordiciowi, sprawcy masakry 116 muzułmańskich cywili (po odbyciu 2/3 kary reszta została mu darowana) zgotowano uroczyste powitanie łącznie z mszą i obecnością chorwackiego zbrodniarza ?przy ołtarzu?. Bp Vlado Koszić witał wcześniej Kordicia na zagrzebskim lotnisku, a powitanie miało charakter triumfalnego powrotu zwycięzcy. Abp Marin Strakić odwiedzał np. głodującego w więzieniu generała armii chorwackiej Branimira Glavasza, który podjął głodówkę w proteście przeciwko wyrokowi jaki otrzymał za zbrodnie dokonane przez chorwackie oddziały przez niego dowodzone. W swych enuncjacjach hierarcha użalał się na sam wyrok i nad losem generała, słowem nie wspominając o ofiarach mordów i czystki etnicznej jaką na masową skalę  dokonano podczas operacji Oluja (wygnano wtedy ze wschodniej Chorwacji ponad  200 000 autochtonów-Serbów, którzy po dziś dzień koczują w obozach dla uchodźców w bośniackiej Republice Serbskiej lub w Serbii właściwej).

Chorwaccy biskupi deklarowali zawsze poparcie dla ultranacjonalistów chorwackich i skrajnie szowinistycznych tendencji panujących wśród tzw. weteranów wojennych z czasów bałkańskich wojen z końca XX wieku oraz dla tej części chorwackiego społeczeństwa, dla której te wartości i ta tożsamość stanowią przedmiot kultu i admiracji. To echo i lustrzane odbicie postawy Kościoła katolickiego w Chorwacji z czasów rządów w Zagrzebiu faszystów-ustaszy pod wodzą poglavnika Ante Pavelićia (okres II wojny światowej). Zbrodnie jakich dopuszczano się w tym faszystowskim państwie przechodziły swym okrucieństwem i bestialstwem to co zgotowali swym ofiarom naziści niemieccy.

Odżywanie tendencji nacjonalistyczno-faszystowskich, zwłaszcza w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, jest niezwykle groźnym znamieniem dzisiejszych czasów. Tam gdzie religię połączono  z narodową tożsamością dojść musi do powtórzenia się demonów z czasów dawno zdawałoby się minionych. Bałkany z końca XX wieku są tego jawnym i namacalnym dowodem. Gdy religia wzmacnia, posiłkuje, gloryfikuje i legitymizuje tego typu tendencje oraz ideologie (ponieważ działa tu zasada sprzężenia zwrotnego gdyż obie strony ? państwo i struktura kościoła katolickiego - świadczą sobie wzajemnie dusery w tym względzie czerpiąc z nich określone, utylitarno-polityczne korzyści) efekty są zawsze traumatyczne.

Pisząc o tym nie wolno zapomnieć o odradzaniu tendencji ultraprawicowych i ksenofobiczno-nacjonalistycznych także w Polsce (to przede wszystkim tradycja endecko-ONRowska, ale także wielu zwolenników gromadzący się obecnie wokół Pawła Kukiza, ruch tzw. kiboli, które ocierają się zawsze o kultywowanie agresji, nienawiści, przemocy i skrajnego szowinizmu).

Niebezpieczeństwo odradzania się neonazizmu (w różnych postaciach), mimo jego mikrych do tej pory osiągnięć w wyborach parlamentarnych (ma to miejsce na Ukrainie, w Polsce, na Litwie czy Łotwie, Szwecji, Grecji, a nawet w Niemczech) tkwi w tym co powiedział kiedyś o znaczeniu oraz roli Ligi Polskich Rodzin jej twórca i lider Roman Giertych: ? ?.my nie wygramy wyborów, ja to wiem, ale my narzucimy wymiar narracji publicznej w tym kraju?.

Do papieża Franciszka dodarł także inny list, z prawosławnego kościoła Serbii, a dotyczący kanonizacji kard. Alojzije Stepinaćia, metropolity Zagrzebia w latach 1937-45, Przewodniczącego Konferencji Biskupów Jugosławii (do jej zajęcia przez III Rzeszę i powstanie państwa chorwackiego, potem - Chorwacji), fana poglavnika Ante Pavelicia, kapelana nazistowskiego bractwa jakim byli ustasze, zwolennika przymusowych konwersji chorwackich i bośniackich Serbów czy Żydów (mieli wybór ? konwersja lub śmierć), podniesionego w roku 1998 przez Jana Pawła II do godności błogosławionego (co wiąże się z lokalnym, kultem i wzorcem osobowym niesionym przez błogosławionego). Stepinać uznany został również przez Karola Wojtyłę ?męczennikiem za wiarę? (z racji wyroku jaki otrzymał od powojennych władz Jugosławii w uzasadnieniu kolaboracji z faszyzmem i uczestniczeniu w zbrodniach wojennych).

Najwyżsi serbscy patriarchowie wystosowali to posłanie do Rzymu, pisząc w nim, iż "uważają kard. Alojzije Stepinćia za zbrodniarza", który "aktywnie budował faszystowskie Niezależne Państwo Chorwackie". Stepinać miał nadzorować przymusowe nawracanie na katolicyzm prawosławnych obywateli, a tych ? jak doliczyli się historycy po latach ? było łącznie w okresie 1941-45 ponad 240 tysięcy. Serbscy duchowni zwrócili na to uwagę już w 2014 r., kiedy chorwacki episkopat poinformował, że dokumenty kanonizacyjne Stepinćia będą analizowane w związku ze zbliżającą się kanonizacją w Watykanie, podkreślając, iż ten hierarcha w oczach prawosławnych z Bałkanów  "jest współodpowiedzialny za eksterminację Serbów, Żydów i Romów".

Odpowiedź z Rzymu, do kancelarii serbskiego synodu prawosławnego,  nadeszła 2 czerwca 2015. Na dokumencie widniał podpis Franciszka. Papież ? po rozpatrzeniu wątpliwości serbskich hierarchów ? zdecydował o "powołaniu dwustronnej komisji", która "zajmie się kardynałem Stepinaćiem". Równocześnie Watykan poinformował o wstrzymaniu się z przygotowaniami do zakończenia procesu kanonizacji kardynała, tłumacząc, że będzie czekał na "wyniki końcowe powołanego gremium".

13 czerwca dziennik zagrzebski "Vecernji list" potwierdził dane ze swoich źródeł w chorwackim episkopacie, że zakończenie proces kanonizacji Stepinaćia w 2015 r. nie jest możliwe. Zostało to przyjęte ?z bólem, zaskoczeniem i niedowierzaniem?.

W Konstytucji dogmatycznej De Ecclasiae Christi  (I Sobór Watykański, 1871) zapisano: Romani  Pontificis  definitiones  esse  ex sese irreformabiles, non autem  ex  consensus  Ecclesiae (Definicje Papieża rzymskiego są same z siebie niezmienne, a nie wypływa to ze zgody Kościoła) i stanowi to podstawę dla dogmatu o nieomylności papieża obojętnie kiedy, gdzie i w jakiej formie się on wypowiada.  W tym  kontekście rodzi się taki oto dylemat:  w jakiej formie i wymiarze papież jest nieomylnym, a jego decyzje w jakim stopniu są niepodważalne, gdyż przez niego przemawia Duch Święty i gdy jest on namiestnikiem Boga na Ziemi?

Chorwaccy i serbscy dziennikarze piszących w ostatnich tygodniach o procesie kanonizacji Stepinaćia (i zajmujący się tymi zagadnieniami) wiążą wstrzymanie uznania jego świętości z kwestiami polityki międzynarodowej. Pojawiły się spekulacje, m.in. w serbskim dzienniku "Blic", że Franciszek, któremu niezwykle mocno zależy na zbliżeniu z prawosławiem, prowadził szerokie konsultacje w  sprawie pielgrzymki do Serbii. Podobno chciałby odwiedzić Belgrad, bo tamtędy prowadzi jego zdaniem droga do Moskwy, a na niej papieżowi zależy najbardziej. Franciszek i jego otoczenie mieli jednak usłyszeć od serbskich hierarchów kościelnych, że droga do Serbii wiedzie przez obóz koncentracyjny w Jasenovcu, w którym będzie musiał się (w imieniu kanonizowanego Stepinaćia) pokłonić ofiarom ustaszy.

Co w Polsce, kraju kultu osoby Karola Wojtyły, powie się na ten temat ? Gdyż to sytuacja bez precedensu. Najprawdopodobniej nadwiślańscy fundamentaliści w rodzaju Terlikowskiego, Marzeny Wróbel, prof. Pawłowicz, Pospieszalskiego czy Cejrowskiego zaatakują (w różnoraki i agresywny sposób) Franciszka, ale masy wierzących ? bierne, mierne, wierne na pokaz i bezrefleksyjnie - nie zareagują w ogóle. O taką właśnie wiarę - nie samodzielną, nie personalną, a przede wszystkim nie krytyczną - chodzi nadwiślańskiemu duchowieństwu. Pośrednio również miejscowemu mainstreamowi, gdyż to jest wycinek szerszego zagadnienia: mianowicie stosunku elit do tzw. ludu. To relacje rodem z feudalizmu, Pana do podległego mu Chama, wedle których ciemnym, niesamodzielnie myślącym, niewyedukowanym i stadnie manipulowanym osobnikiem łatwiej się rządzi. Manifestacyjny, ludowy, pielgrzymkowy charakter polskiej religijności oraz polskiej mentalności po raz kolejny da upust swej bezrefleksyjności.

Odważna i bezprecedensowa decyzja Franciszka jest kolejnym przykładem odkładania ad calendas Greacas koncepcji funkcjonowania Kościoła według recept i wizji Jana Pawła II (oraz ich kontynuacji przez Benedykta XVI). Czy będzie to kolejny ?trup w szafie? polskiej świadomości i rodzimego rozumienia historii, tożsamości czy dziedzictwa ludzkości?


I jeszcze jeden motyw związany z tą sprawą (choć w szerszym kontekście): czy tradycja nazistowska ? będąca zdaniem np. Umberto Eco kalką ?prafaszyzmu obecnego od zawsze w kulturze Europy? ? może służyć za identyfikowanie się  jakichkolwiek wspólnot we współczesnym świecie i czy jest dopuszczalne z tej racji gloryfikowanie bądź admirowanie takich postaw ? Chodzi o to czy możemy - z tytułu political correctness ? przemilczać zbrodnie faszystów chorwackich bądź ukraińskich (bez względu na przyczyny i przesłanki) z czasów II wojny światowej, gdy Chorwacja i Ukraina współcześnie doświadczyły agresji ze strony Serbów czy Rosji? I czy jedne zbrodnie, aktualnie popełniane, mogą posłużyć za wytłumaczenie innych, dokonywanych w przeszłości?