Efekt Lucyfera
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 
 
Jakżeż to miasto wierne stało się nierządnicą?
Księga IZAJASZA (1, 21)
 
Wybitny psycholog amerykański Philip Zimbardo, znany z wielu eksperymentów i wypowiedzi na temat zachowań człowieka ukuł - na kanwie jednego ze swych testów - teorię nazywaną efektem Lucyfera. Otóż Lucyfer, jako ukochany anioł Boga został za bunt przeciwko Absolutowi strącony za karę do otchłani piekielnych. Z psychologiczno-filozoficznego punktu widzenia interesującym jest zawsze przebieg procesu i przyczyny sprawiające, że normalni, zwykli, szarzy na co dzień obywatele, w określonych warunkach stają się bestiami. Dla Zimbardo efekt Lucyfera ?to metafora opisująca transformację ludzkiego charakteru?(1). Dodać należy: transformacja zależna od okoliczności, ideologii, religii, przekonań politycznych itd. umykają w cień utylitaryzmu czy korzyści.

Podobny dylemat gnębi Dennisa Hoopera, reżysera faktu Easy Rider i zarazem odtwórcy jednej z głównych postaci filmu (z fantastycznymi i ponadczasowymi rolami aktorskimi Henry?ego Fondy, samego Hoopera i Jacka Nicholsona). Oto dwaj motocykliści, Watt (Fonda) i Billy (Hooper) podróżują przez południowe stany USA na motocyklach. Im dalej jadą na wschód, od Kalifornii, zagłębiając się w amerykański interior, tym mniej przychylne reakcje spotykają ich ze strony miejscowych ludzi. W końcu na jednym z biwaków zostają zabici przez ?solidnych?, ?poczciwych? i ?porządnych? obywateli. ?Normalny? świat amerykańskiej (czy tylko amerykańskiej?) głuszy nie toleruje Innego, jakichś podejrzanych wagabundów i przybłędów burzących ?święty spokój? i lokalne, do bólu przewidywalne ?ciepełko?. Lokalne, gminne, regionalne, narodowe, rasowe, religijno-wspólnotowe. Zachowania ?szacownych obywateli? na problem Inności i niestandardowych sytuacji ? wykraczających poza schemat utartych i przyjętych norm, konwenansów czy układów ? ukazane przez Hoopera są również bliskie efektowi Lucyfera, sformułowanemu przez Zimbardo (choć film powstał w 1969 roku, w okresie burzliwego lata amerykańskiego, niesie po dziś dzień olbrzymi ładunek humanizmu, wątpliwości związanych z tzw. ?normalnością? i codziennością, dylematów moralnych współczesnej cywilizacji).

Ten bowiem burzy porządek, przyzwyczajenia, święty spokój, zakłóca świat bez refleksji i pytań o podstawy egzystencji osoby ludzkiej. Inny zaskakuje, rozdrażnia, zmusza do inteletualnego wysiłku, a to nie każdy lubi, nie każdy jest nań przygotowany. Zwłaszcza ci stateczni, uporządkowani do granic (często absurdu) burgeois: szacowni obywatele płacący regularnie podatki, chodzący regularnie do kościoła i oczekujący właśnie tego ?świętego spokoju?.

Analogiczne rozważania snuła Hannah Arendt pisząc o ?banalności zła? obserwując naocznie proces zbrodniarza z Auschwitz, Adolfa Eichmanna w Jerozolimie (Izrael ? 1963)(2). Zanim Eichmann został jednym z realizatorów ?ostatecznego rozwiązania? był normalnym, przeciętnym człowiekiem. Zwykłym, szarym, porządnym i nie rzucającym się w oczy obywatelem Niemiec. W szponach systemu, stał się bestią i beznamiętnym wykonawcą zbrodniczych eksperymentów.

Nie to mnie skłania jednak do snucia tych akurat przemyśleń i refleksji. Przede wszystkim inspirują mnie opinie środowisk religijnych w naszym kraju, iż Polacy są ?spolegliwym? i nie krwiożerczym narodem, nie sięgającym po terroryzm czy masowe ludobójstwo. Warto tylko przypomnieć datę 16.12.1922 ? i zamach na osobę prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Co by nie mówić i nie sądzić o tym dramatycznym wydarzeniu można stwierdzić, iż atmosfera, klimat i uzasadnienia medialne wiodące ku tak drastycznym zachowaniom, człowieka w końcu wykształconego, bywałego w świecie, członka bądź co bądź ?elity kulturalnej? ? Eligiusza Niewiadomskiego ? były wiodącymi przyczynami skłaniającymi go do tej ?lucyferiańskiej? reakcji.

Postać Eligiusza N. może więc świadczy z jednej strony o realności i istnieniu tego co określa się efektem Lucyfera (przełożenie warunków i sytuacji na zachowania personalne), a ponadto ? druga strona tego medalu ? przeczy jawnie tezom o ?bogobojności? Polaków i ich wstręcie do przemocy. Religijnie rozpalone namiętności zawsze przynosiły w historii gorzkie owoce. A takim językiem przemawiała i przemawia po dziś dzień polska prawica - nie tylko polityczna, ale i tradycjonalistycznie nastawiona część społeczeństwa polskiego, podpierająca się zawsze argumentacją z gatunku klerykalizmu politycznego i antysemityzmu, mówiąc stale o narodzie zakreślonym w ramach religijno-rasowo-klanowych, reprezentującym jednorodnie brzmiące imponderabilia i niosącym ze sobą wyraźne przesłanie antymodernistyczne, antyoświeceniowe.

Owa spolegliwość Polaków jako narodu bogobojnego i wielbiącego Maryję, Matkę Boga nie jest oparta na żadnych racjonalnych i empirycznych przesłankach. To kolejny mit wzmacniający dobre samopoczucie, samouwielbienie, nośnik idei mistycyzmu narodowego, a także religijno-przaśny element narcyzmu skierowanego do brutalnych, dyszących rządzą przemocy, wobec Polski jako Chrystusa narodów, innowierczych sąsiadów naszego kraju.

Twórczość publicystyczno-dokumentacyjna Jana T. Grossa w ostatniej dekadzie przeczy idealistycznemu obrazowi polskiej homogeniczności narodowej oraz gloryfikacji ?miłości bożej? immanentnej jakoby polskości wpływającej na powszechną dobroć ludu nadwiślańskiego oddanego w ?pakt Maryi wiecznej dziewicy?.

Religia miłości, jak od dwudziestu wieków prezentuje się chrześcijaństwo, wpajając ludzkości swoją wielkość i szczytność ideałów też nie jest wolna od efektu Lucyfera. Historia pokazała to dobitnie i wielokrotnie.

Znakomitymi przykładami jest twórczość Bartolomeo de las Casasa czy Bernardino de Sahaguna opisujących podbój Ameryk przez arcychrześcijańskich Hiszpanów. Dysputa w Valladolid (lato 1550) i wnioski oraz decyzje podjęte w jej wyniku są tu także przykładem na dwoistość nauki katolickiej, w każdej epoce historycznej. De las Casas, który bronił Indian przed tezami Juana Ginesa de Sepulvedy, nadwornego ideologa korony hiszpańskiej, wziętego filozofa i teologa który twierdził że Indianie nie posiadają duszy i dlatego nie przysługuje im miano człowieczeństwa, stoją na etapie niższym kulturowo niźli chrześcijanie i muszą podlegać ewangelizacji, a ich kulturę należy wykorzenić.

Przygotowania ? dziś medialne, a wczoraj i przedwczoraj w postaci kazań, nauk i obyczajów religijnych, rytów i kulturowych obrzędów ? świadomości społecznej do tego co Zimbardo nazywa efektem Lucyfera są niemniej ważne niż sam akt przemiany ?anioła w diabła?. Innego pozbawia się w tym procesie godności, odczłowiecza, dehumanizuje. Przy okazji przypisuje się Innemu wszystkie nieszczęścia jakie spadają na naszą wspólnotę, na naszą społeczność, na nasz naród (gdy jest jeszcze on uznawany za naród wybrany(3) te nieszczęścia, katastrofy i niepowodzenia są tym samym sprzeciwem przeciwko naszemu Bogu czyli świętokradztwem, herezją, obrazą i próbą zburzenia porządku społeczno-moralnego). Urobionej opinii publicznej taki obraz Innego daje podstawy dla traktowania go jako nie-człowieka, jako unter-menscha, zmorę naszej cywilizacji, coś groźnego i zagrażającego naszemu istnieniu. Można więc go uciszyć, aby oczyścić naszą przestrzeń życiową z Inności.

Idealny, wzorcowy model istoty wykluczonej przedstawia pojęcie homo sacer. To wykluczenie ? jak zapewnia Zygmunt Bauman ? w wymiarze prawnym, socjalnym, psychologicznym ? choć traktowane nie w wymiarze religijno-ofiarnym. W tradycji antycznej życie homo sacer było pozbawione wartości, zarówno z ludzkiego jak i boskiego punktu widzenia. Można go było zabić bezkarnie, w imieniu całej wspólnoty, ale nie można go było ? ze względów nieczystości, wykluczenia i pozbawienia godności ? złożyć w ofierze(4). Ten stan mentalności (będący wynikiem określonych i opisanych działań) oraz stosunek do człowieka-odrzutu przygotowuje to co nazywamy efektem Lucyfera. Geneza tkwi po części w wierzeniach religijnych.

Przykłady z dziejów kultury Zachodu można mnożyć. Chrześcijaństwo jako wielowiekowy demiurg tej kultury ma tu wątpliwej jakości zasługi na tym polu.

Wierzenia religijne są niebywale trwałym nośnikiem elementów przygotowujących nadejście opisywanego efektu Lucyfera, w zupełnie innych warunkach, w zupełnie nieoczekiwanej chwili, w diametralnie różnej wydawałoby się sytuacji. One poprzez sakralizację przeszłości i jej mistyfikację zaszczepiają w wiernych niechęć i dystans do ewolucji jako procesu immanentnego człowieczeństwu ? ewolucji wszystkiego, przede wszystkim poglądów, zachowań, obyczajów i idei.

Fiodor Dostojewski napisał słynne zdanie: ?Jeżeli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone". Wykorzystywane jest ono dziś przez konserwatystów i tradycjonalistów do krytyki nowoczesności jakoby desakralizującej rzeczywistość i przez to powodującej ?upadek moralny? ludzkości. To twierdzenie jest z gruntu, niedorzeczne, przewrotne, mami świadomość i zaciemnia obraz współczesnego świata: jest po prostu głupie, chociaż całkiem możliwe, że jest uczciwym wyznaniem wiary. Głupotę tego można uznać za oczywistą, ale może jednak warto się temu zdaniu przyjrzeć(5). Bo nie trzeba odwracać zdania Dostojewskiego do góry nogami, czyli twierdzić, że jeśli ?Bóg jest, to wszystko jest dozwolone? (jeśli to jest miłe Bogu). Historia chrześcijaństwa i innych wierzeń religijnych, jak jest jak wiadomo, pełna agresji, przemocy, bestialstwa, ludobójstwa dokonywanych z Bogiem na ustach i sztandarach. Wcześniej te działania były zawsze pracowicie uzasadniane teoretycznie, ideowo, doktrynalnie i religijnie.

Dokonywana powszechnie krytyka współczesności z pozycji religijnego konserwatyzmu to w zasadzie atak na modernizm i postęp. Ten aspekt zawiera się w stwierdzeniu Francoisa Fureta, iż przyczyną totalitarnych ideologii nowoczesnego świata jest trudność własnej, nowoczesnej autonomii. Dzieje się tak zdaniem francuskiego myśliciela zarówno w wymiarze personalnym jak i zbiorowym(6). Podobnie uważa Chantal Delsol krytykując XXI-wieczne rozchwianie ideowe i postmodernistyczny chaos, widząc w nich efekt modernistycznego projektu odejścia ?od Boga?, desekularyzacji i laicyzacji nowoczesnej rzeczywistości(7).

Nie widzą owi krytycy współczesności, że efekt Lucyfera, o którym piszą w różnych kontekstach i w różnych płaszczyznach, najczęściej przygotowywany był i został powoływany do życia w wychwalanych, starych, dobrych, bogobojnych i złotych zdawałoby się, dawno minionych, czasach.

Mimo wszystko taka postawa intelektualna, takie rozumienie procesów dręczących współczesny świat, jest przykładem antyewolucjonizmu, statyki myśli i bezruchu idei. To model średniowiecznej kultury zastygłej w wyniosłości katedr i kościołów, kazaniach duchowieństwa chrześcijańskiego i filozofii tomistycznej. To podświadome wołanie o ciszę, boską harmonię i pokój. Homogeniczność kultury w skali makro i mikro. Wtedy człowiek był przez Autorytety zwolniony z obowiązku współżycia z Obcością, ocierania się o Inność, z wysiłku intelektualnego nad ich rozumieniem i pojmowaniem niuansów, które niesie ze sobą nowocześnie pojmowana wolność jednostki. Mógł być jak Ferdek Kiepski, Marian Paździoch i Arnold Boczek. Trzy w jednym...

To właśnie dlatego serial Świat według Kiepskich cieszy się popularnością wśród telewidzów. Polacy odnajdują tam bowiem wizerunek swojej mentalności, swoje widzenie świata, swoją przaśność i złogi ?ciemnogrodu?. Czyli to wszystko co właśnie często leży u podstaw efektu Lucyfera ? brak wykształcenia, lenistwo intelektualne, uprzedzenia, bezrefleksyjne ukochanie swojskości, nadwiślański mesjanizm, czy w końcu megalomanię.

Spostrzeżenia Philipa Zimbardo o efekcie Lucyfera są niewątpliwie cenną wskazówką dla komentatorów życia społecznego. Warto jest w kontekście rozważań amerykańskiego psychologa i filozofa popatrzeć zawsze na kontekst społeczny, retorykę i medialny show czyniony wokół pewnych idei i pomysłów. Każde wykluczenie, każda stygmatyzacja osoby, grupy osób, zbiorowości kategoryzowanych według rasy, płci, religii czy narodowości, mniejszości seksualnych czy kulturowych, poglądów politycznych, jakiekolwiek urabianie opinii publicznej przeciwko tak określonym ludziom i próba ukierunkowania gniewu czy nienawiści wobec nich ? musi prędzej czy później zaowocować zachowaniami opisanymi przez Zimbardo.

Historia po wielokroć pokazała te prawidłowości aż nadto.

Przypisy:
1?A. Domosławski, Ameryka zbuntowana, Warszawa 2007, s. 180.
2?H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła, Kraków 1987.
3?A. Koraszewski, Naród wybrany, www.racjonalista.pl, s. 8586; R.S. Czarnecki, Szkodliwość idei narodu wybranego, www.racjonalista.pl. s. 8228.
4?Z. Bauman, Życie na przemiał, Kraków 2004, s. 53?54.
5?E.S.Mc Donald, Jeżeli Boga nie ma ??, www.racjonalista.pl, s. 854.
6?F. Furet, Fascisme et communisme, Paris 1998, s. 62 (i następne).
7?Ch. Delsol, Esej o człowieku późnej nowoczesności, Kraków 2003.
 
 
Res Humana nr 6/2014, s. 32-35