Czego się obawiam?
 
Autor: Władysław Loranc
 

Powiem najkrócej jak można: pisze te słowa człowiek coraz mniej pewny sensu słów, które do niego docierają. Po zamianie modlitw w kościele na stadionowe wiece religijne i zastąpieniu służby pokojowi podziwem dla amerykańskiej rewolucji konserwatywnej, dokonano gigantycznej manipulacji w kaznodziejskiej retoryce.

Jako przedmiot szczególnej troski Kościoła katolickiego wskazuje się dziś nie robotników lecz ludzi ubogich. Na czoło wartości wysunięto nie ocalenie pokoju lecz powinności Kościoła w misji ewangelizacyjnej przedstawianej w Polsce tak, że kojarzy się nam raczej a konkwistą. Powołaniem Kościoła przestała być emancypacja robotników o którą w czasie pielgrzymek do Ojczyzny upominał się nawet Jan Paweł II, zwłaszcza gdy przemawiał do gdańskich stoczniowców lub łódzkich włókniarek.

Dziś papież Franciszek powtarza, że Kościół chce być Kościołem ludzi ubogich. O ich prawie do pracy raczej milczy.

Ten taktyczny manewr wykonano tak, by oddać historii Sobór Watykański II i dyskretnie, bez ostentacji, odwrócić się tyłem do wielkiej próby Jana XXIII odrodzenia Kościoła katolickiego.

Kościół Jana Pawła II i drepczącego jego śladem papieża Benedykta XVI przeraził się dialogu. Obaj byli pewni, że mogą udzielać nauk lecz nie odczuwali potrzeby ich pobierania. Wielu ludziom dobrej woli wydawało się, że Kościół oswajając się z dialogiem nauczy się w nim tkwić. Dziś hierarchowie myślą inaczej.

Odwrócili się od ludzi pracy. Nie są zdolni by widzieć w nich ?sól tej ziemi?. Gdańskich stoczniowców i łódzkich włókniarek po prostu już nie ma. Rozproszeni po świecie szukają chleba gdzie się da i na warunkach przedstawianych jako ?propozycje nie do odrzucenia?. Dzięki Solidarności i jej świętemu patronowi uniknęli robotnicy, bo upadły ich fabryki. Są tylko ludzie ubodzy, Płacze się teatralnymi łzami. Kościół zrezygnował z zapewnień, że będzie Kościołem robotników. Codziennie zapewnia, że chce być Kościołem ubogich. Ta zmiana nawet nie drasnęła megalomanii Kościoła hierarchicznego, który obowiązek pokory zepchnął na barki wiernych. Pychę złoconych ornatów równoważy się monotonną bielą strojów dziecięcych i pokorną postawą ich rodziców. Przede wszystkim im obiecuje się klucze do raju. Tak ?odnowiono oblicze ziemi, tej ziemi?.

Słowa, którymi Jan XXIII budził nadzieje setek milionów ludzi, przesunięto do bibliotek. Wierzę że one tam nie śpią lecz nabierają sił. Jestem właściwie pewny że niedługo będą znów śpiewane bo nie uleciała z nich przecież trudna do pokonania moc ludzkiej nadziei. Słowa o odnowieniu oblicza ziemi przestaną być gipsową sztukaterią. Staną się wezwaniem. A gdyby hierarchia chciała je nadal lekceważyć, staną się oskarżeniem. I wtedy oratorzy i organizatorzy pielgrzymek nie będą poszukiwali cudu. Rozpadnie się zmowa miernot. Prości ludzie, może bez rozlewu krwi, przekonają się jaka siła tkwi w zorganizowanej większości. Odkryją prawdę tkwiącą w słowach ?i z własnej woli sam się zbaw?.

Kościół katolicki zaangażowany po stronie amerykańskiej rewolucji konserwatywnej utracił swą szansę.

Z ważnego magisterium Jana XXIII jego następcy zrozumieli niewiele. Namówili Kościół by śpiewał hymny triumfalistyczne. Chwali się ubóstwo. A ludzie nie chcą być ludźmi ubogimi. Chcą być bezpieczni w moralnym, socjalnym i politycznym sensie tego słowa. O takie odnowienie ziemi toczy się gra. Jeśli Kościół hierarchiczny tego nie zrozumie dokona się wielka schizma.
 
 
Res Humana nr 6/2014, s. 31-32