Człowiek a praca człowieka
 
Autor: Dionizy Tanalski
 

[?] ?Kto nie chce pracować, niech też i nie je!?. To nie Marks, to święty Paweł w liście do Tesaloniczan. Jest oburzony: ?Słyszymy, że niektórzy z was oddają się próżniactwu, zamiast pracować tracą czas na błahostki. Tych surowo napominamy w Panu Jezusie Chrystusie, żeby spokojnie pracując, własny chleb jedli? (List II, 3, 10?12).

?Marysiu! Zobacz, co Pan robi, kolacja stygnie!

Marysia wraca po chwili. ? ?Nic nie robi, siedzi i myśli?.

Odpowiedź Marysi zwraca uwagę na kilka spraw.
1)?Myślenie na siedząco nie jest pracą.
2)?Czy myślenie na stojąco Marysia określiłaby też jako próżnowanie?.
3)?Osobą, o którą pyta Pani, co też ona ?robi? (= ?pracuje?), lub czy robi cokolwiek, albo nic nie robi, jest ?Pan? ? mężczyzna. W tym wypadku, zamiast cokolwiek ?robić?, ?siedzi i myśli?.
4)?Podsuwa pytanie o status kobiet: czy ?Pani? i Marysia, w odróżnieniu od ?Pana?, krzątając się w kuchni, pracują?

Tradycja Starego Testamentu zbudowała i utrwaliła obraz człowieka jako mężczyzny. Bóg stworzył ?człowieka? = Adama, a potem dopiero z jego żebra ?kobietę?, której ?człowiek? ? Adam nadał imię Ewa. Wprawdzie od kilkudziesięciu lat teologowie katoliccy usiłują tłumaczyć, że Bóg stworzył ?człowieka? zarazem w postaci mężczyzny i kobiety, lecz jest to interpretacja biblijnego zapisu zanadto naciągana pod naciskiem silnego nurtu emancypacyjnego kobiet i w ogóle kultury współczesnej, która coraz widoczniej osłabia tradycję męskiego szowinizmu i podziału ról społecznych na męskie i kobiece.

Już na samym początku historii rodu ludzkiego Bóg posłużył się pracą jako okrutną karą za złamanie przez Adama i Ewę zakazu spożycia dwóch rodzajów owoców: Owoców Wiedzy i Owoców Wiecznego Życia. Usunął człowieka z raju na przeklętą ziemię, z której ciężką pracą, w pocie i znoju, pokarm zdobywać ma, a ona i tak ciernie i chwasty rodzić mu będzie, Ewę zaś skazał na cierpienia ciąży i porodowe boleści oraz podleganie Adamowej władzy (St. Test. II i III).
Kara owa, praca, stała się zatem podstawą ludzkiej egzystencji, i jeść, czyli odżywiać się, czyli żyć, ma prawo ? według świętego Pawła ? tylko ten, kto pracuje w pocie i znoju; kto zaś nie pracuje, prawa do jedzenia, czyli życia, nie ma.

Niech zatem umiera?!

Niezależnie wszakże od owej religijnej wersji początku historii rodzaju ludzkiego praca, istotnie, jest głównym (jedynym?) warunkiem i sposobem naszego istnienia, a w konsekwencji, naczelną wartością, bez której niemożliwe byłoby ułożenie harmonii naszego społecznego porządku. Temu oczywistemu i banalnemu, w gruncie rzeczy, poglądowi sprzyja nie tylko religijna wizja świata, lecz i świeckie teorie ekonomiczne i socjologiczne.

Ekonomiści sprawnie wyliczyli, że dobro ludzkiego istnienia jest ściśle związane z pracą. To właśnie pracą stworzyliśmy kolejne cywilizacje i cywilizację współczesną. To dzięki pracy mamy dobrobyt i bogacimy się. Czy wszyscy i czy jednakowo? ? nie. Jedni są bardziej bogaci, inni mniej, czasami nawet bogatsi są ci, co pracują mniej lub w ogóle nie pracują lecz korzystają z pracy innych. Zatrudniają innych, aby nie pracować. Ekonomiści wyjaśniają, że jednak i oni żyją z pracy, tyle że społecznie organizowanej. Lecz osobiście nie pracując mają nie jeść, a w konsekwencji umierać?

Lecz co zrobić z ludźmi, którzy, z różnych powodów jednak nie pracują?

Według Marysi Pan ?nie pracuje, lecz siedzi sobie i myśli?.

Święty Tomasz z Akwinu byłby oburzony, gdyby usłyszał Marysiną informację, bo właśnie myślenie, a zwłaszcza kontemplacyjne zatopienie się w myśleniu religijnym, uznawał za najszlachetniejszą formę ludzkiej aktywności. W hierarchicznie zbudowanym świecie (wiek XIII, feudalizm) najniżej sytuował pracę fizyczną, wyżej sadowił pracę uczonych i twórców kultury, jeszcze wyżej aktywność społeczną (panowanie, zarządzanie), a na szczycie tej aksjologicznej hierarchii umiejscowił pobożną kontemplację, którą najdoskonalej wykonuje się ?nic nie robiąc?, lecz siedząc, a jeszcze lepiej, leżąc na łożu, lub krzyżem w świątyni na zimnej posadzce.

Czy kontemplator pracuje?

Czy należy mu się jedzenie i w ogóle środki do życia?

Jeśli odpowiemy, że tak, należą się, to musimy też rozstrzygnąć, czy i innym osobom, zdrowym oczywiście, które też siedzą lub leżą, a ?nie pracują?, także należą się środki do życia. Dobrej odpowiedzi nie ma: czy jeśli uznamy, że się należą, to sankcjonujemy naszą zgodę na lenistwo lub pogardę dla pracy? A jeśli nie należą się, to co dalej?

Norma ?Kto nie pracuje, niech też i nie je? ma charakter aksjologiczny: zdrowy i w sile wieku człowiek niepracujący nie jest warty utrzymywania go i traktowania na równi z pracującym. Jest gorszy od pracującego!

A jeśli pracować chce, lecz pracy nie znajduje?

Rozwijamy nieustannie techniczne środki produkcji, coraz efektywniejsze maszyny obsługiwane przez coraz mniejszą liczbę ludzi produkują coraz więcej produktów. Ekonomiści i socjologowie już dawno pouczyli nas, że prócz doraźnego braku pracy dla wielu osób nieuchronną częścią rozwiniętego kapitalizmu jest tak zwane bezrobocie strukturalne, nieusuwalny ale i niezbędny element systemu zatrudnienia. Czyli, niezależnie od chęci czy niechęci do pracy, wielka gromada ludzi zatrudnienia nie znajdzie.

Co powinni i co mogą zrobić?

Powinni sami zorganizować sobie pracę na własny rachunek i sprzedawać jej rezultaty, aby jeść i żyć. Lecz, jeśli z jakichś powodów, nie mają takich możliwości: nie mają odpowiedniego pomysłu; nie mają potrzebnej na to własnej energii; nie ma zapotrzebowania na ich produkty... Wszak nie każdy człowiek, i nie zawsze z własnej winy, ma odpowiednie pomysły, temperament organizacyjny i niezbędną do tego kondycję! Czy jest gorszy od innych, którzy tych kłopotów akurat nie mają? I co wtedy z przysłowiowym jedzeniem? Czy zasługuje na nie? Czy ma takie samo prawo do życia, jak osoby pracujące?

Oczywiście, pytania te nie dotyczą dzieci, starców i w ogóle osób, które, naszym zdaniem, potrzebują naszej pomocy i opieki medycznej. Tę świadczą ? i powinny świadczyć ? rodziny, różne organizacje społeczne, służba zdrowia i inne, powołane do tego, instytucje państwowe. Dotyczą natomiast osób uznanych za dorosłych i ? naszym zdaniem ? zdolnych do samodzielnego życia i własnej za nie odpowiedzialności.

Powyższe pytania prowadzą do pytań już fundamentalnych:
? czy wartość ludzi jest różna w zależności od rodzaju wykonywanej pracy?
? czy myślenie (?siedzi i myśli? ? Marysia; ?kontemplacja? ? Tomasz z Akwinu) jest wartościowsze od pracy przysłowiowych górnika, drwala czy rolnika? A może w ogóle ciężka praca fizyczna jest wartościowsza od pracy umysłowej?
? czy wymuszony przez bezrobocie strukturalne podział ludzi na pracujących i bezrobotnych słusznie implikuje traktowanie tych pierwszych jako bardziej wartościowych od tych drugich?
? czy tylko praca świadczy o wartości każdego człowieka?
? czy ?homo oeconomicus? jest nieusuwalnie głównym fundamentem hierarchii wartości?

Odpowiedzi twierdzące prowadzą w konsekwencji do groźnego, moim zdaniem, podziału ludzi na różne gatunki ?lepszych? i ?gorszych?, już nie z tradycyjnych powodów tzw. ?urodzenia? lub odmienności ?rasowych?, lecz ich miejsca i roli w ekonomicznie zorganizowanym ustroju społecznym.

Czy to jest sprawiedliwe?

Jeśli zaś odpowiemy negatywnie, to musimy uznać, że wszyscy ludzie, niezależnie od tego, czy ?pracują? czy też ?nie pracują?, są jednakowo wartościowi, są taką samą wartością zasługującą na nasz niezróżnicowany szacunek i niezróżnicowane świadczenia.

Czy to jest sprawiedliwe?

Powyższe pytania stawiane są przez światopogląd, filozofię oraz aksjologię, i można by pytania te uznać za wysublimowane oraz mało komu potrzebne teoretyzowanie, ?kontemplowanie?, gdyby nie fakt, że przecież właśnie w praktyce społecznego życia dominuje zawsze jakiś etos, a tworzymy go my ? ludzie: etos arystokratyczny, rycerski, szlachecki, plebejski? ? i każdy z nich rozstrzyga o naszym losie i naszej w społeczeństwie wartości.

Czy to jest sprawiedliwe?

Jaki powinniśmy ustanowić etos, aby każdy człowiek był odpowiednio szanowany i czuł się dobrze?

Ludzie wierzący religijnie (np. chrześcijanie) odpowiedzą prosto: ?Człowiek zasługuje na szacunek, bo jest podobieństwem Boga?. Lecz ta teoria nie rozstrzyga, czy wszyscy zasługują na jednakowy szacunek?

Istnieje doskonała dyrektywa moralna: ?Nie krzywdzić innych!? Czy to wystarcza, abyśmy się czuli dobrze? Wszak nie znosi ona indywidualnego i społecznego zróżnicowania ludzi! Czy ?naprawia? ona świat?

Ktoś pewnie z politowaniem wzruszy ramionami: ?Nie da się nie krzywdzić, urawniłowki też już próbowaliśmy ? i co z tego wyszło? Nic dobrego. Trzeba dać każdemu równy start, a dalej to już wszystko od niego samego zależy?.

I tyle? Tylko tyle? I nic więcej ?

Jak odpowiedzieć na te wszystkie pytania?
 
 
Res Humana nr 6/2014, s. 22-24