Rocznicowe refleksje
 
Autor: Eugeniusz Guz
 
 
Niemal od początku roku głośno, szczególnie w Polsce, o sposobie upamiętnienia 70. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Zapewne bliżej rocznicy będzie głośniej, choć może lepszą byłaby zaduma nad wojną ? obronną czy napastniczą (często napastnicza jest tylko pozornie obronna), bo wszystkie one pod jednym względem są do siebie zawsze podobne: oznaczają wzajemne, masowe zabijanie, niewyobrażalne zniszczenia, tragedie nie tylko żołnierzy lecz milionów ludzi. Bilans śmiertelny jednych i drugich tylko w ostatniej wojnie światowej to około 50 milionów ofiar.

Tymczasem rocznice takie przyjęto upamiętniać entuzjastycznym nastrojem defilad wojskowych. Oklaskujemy radośnie krok marszowy, nieświadomi przeważnie, że nolens volens jest to marsz ku dalszemu zabijaniu. Oczywiście często świętuje się radośnie zwycięstwo nad złem, lecz okupujemy to jeszcze większym złem, bo powszechną zagładą, czego najnowszym dowodem pozostaje bilans II wojny światowej. Tradycyjne wojskowe defilady siłą rzeczy kojarzą się z jednoczesnym prężeniem muskułów, zapowiedzią gotowości do dalszego zabijania.

Dlatego sądzę, że bardziej niż defiladowy marsz wskazana byłaby tego dnia droga na żołnierskie cmentarze. Skoro tradycja defilad zarówno obrońcy jak i agresora jest bardzo trwała, to sądzę, że przynajmniej ?Res Humana? powinna płynąć tutaj w refleksjach pod prąd, nad militarną paradę przedkładając lampkę na żołnierskim grobie. Tam najlepiej przywołać wspomnienia cmentarzyska II wojny światowej. A wszelkie uroczystości rocznicowe winny przywoływać myśl wypowiedzianą przez prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy?ego: ?Ludzkość musi położyć kres wojnie, bo inaczej wojna położy kres ludzkości?.

Niestety cmentarze wojenne ? mówię o Polsce ? to często przykry obraz naszej najnowszej historii, bo groby z I wojny światowej się jeszcze tu ówdzie zachowały. Cmentarze ostatniej wojny bywają zapomniane bądź zaniedbane. Zapewne głównie dlatego, że na naszych ziemiach kryją one zwłoki żołnierzy ?polskojęzycznych?. O to haniebne określenie potknął się nawet prymas Józef Glemp. Kontrastem naszych żołnierskich mogił mogą być cmentarze Wehrmachtu, których w Polsce mamy 10, rozsianych po całym kraju. Jest ich więcej niż na całym obszarze b. ZSRR. Pielęgnuje je niemiecko-polska ręka. Obyśmy nie dożyli czasów, że właśnie te cmentarze będą na ziemiach polskich jedynymi zadbanymi wojennymi śladami II wojny światowej.

Rocznicowa refleksja upomina się niestety o aktualne post scriptum. Przez 70 lat, nawet w okresie trwania zimnej wojny, nie wykorzystywano rocznic zakończenia wojny do pożałowania godnych incydentów, manipulując także historią. Każdy oddawał poległym honory według własnego uznania i tak być powinno. W tym roku pojawili się najwyższego szczebla władzy instruktorzy, pouczając z góry nawet zagranicę, gdzie i z kim należy lub nie należy rocznicę tę obchodzić.

To godne pożałowania praktyki. Więcej, groźne dla Polski.
 
PS. Na podstawie informacji prasy niemieckiej kanclerz Angela Merkel zamiast obecności na paradzie wojskowej razem z Władimirem Putinem oddadzą następnego dnia hołd przed grobem poległych w tej wojnie żołnierzy radzieckich. Z kolei prezydent Niemiec złoży wieniec na cmentarzu żołnierzy radzieckich pochowanych w Niemczech.
 

Res Humana nr 3/2015, s. 2-3