Synod papieża Franciszka i powracające pytania
 
Autor: Jacek Syski
 

Dyktat czy dialog? Oto, najkrócej, pytanie jakie znowu staje dziś przed Kościołem katolickim w świetle synodu zwołanego przez papieża Franciszka a poświęconego kwestiom, które do niedawna jeszcze były kościelnym tabu i w znacznej mierze jeszcze takie pozostają, choćby w Polsce.

Chodzi przede wszystkim o tzw. związki pozamałżeńskie, rozwody oraz związki osób tej samej płci. W świecie współczesnym to już od dawna normalne zjawiska, zresztą coraz częstsze. W teorii i praktyce Kościoła ? w różnym stopniu czy natężeniu ? cały obszar tych doświadczeń był jednak odrzucany, negowany czy potępiany oficjalnie w teorii i praktyce.

Novum jakie zamierza wprowadzić obecny papież ? to próba spokojnego zastanowienia się nad tymi zjawiskami, bez anatem, ale we współpracy i dialogu z wierzącymi. Chodzi o znalezienie modus vivendi, zwłaszcza w kwestiach rozwodów i ponownych związków małżeńskich, które są dzisiaj obłożone zakazem udziału tych wiernych w pewnych sakramentach. Bardziej nieśmiała jest natomiast tolerancji wobec związków jednopłciowych, bo też i opór stanu kapłańskiego jest tu znacznie silniejszy, co znalazło zresztą wyraz w obradach synodu.

Rezultaty owego synodu dzisiaj to po prostu zapis (Relatio) z obrad. Zapis, który w wielu wątkach, tych bardziej dyskusyjnych lub kontrowersyjnych dla hierarchów Kościoła, został złagodzony, pomijając najbardziej drażliwe kwestie omawiane podczas obrad na żywo.

Zwróćmy tu jednak uwagę, iż w chwili obecnej nie ma to większego znaczenia. Synod jest bowiem ze swej istoty tylko ciałem doradczym dla papieża; opinie czy stanowiska na nim wyrażone nie mają więc żadnej mocy wiążącej.

Jak wiadomo, następny synod poświęcony tym samym kwestiom ma się odbyć w roku 2015, a następnie już sam papież podejmie decyzje jakie uzna za stosowne.

Mówienie więc dzisiaj ? w kontekście synodu ? czy to o ?otwarciu? Kościoła, czy meandrach owego ?otwarcia? jest raczej przedwczesne.

Widać, iż papież chciał poznać stanowisko hierarchów swego Kościoła w tych drażliwych kwestiach. Widać, że ich stanowiska są mocno podzielone we wszystkich niemal sprawach, o które byli pytani.

Ale też, zauważmy, procedury postępowania synodu zostały przygotowane tak ostrożnie, że dzisiejszy brak porozumienia nie oznacza żadnego rozłamu i nim raczej nie grozi. Wprowadzono bowiem regułę, iż opcja uznawana za przyjętą przez synod powinna uzyskać poparcie 3/4 głosów.

Takich rezultatów nie uzyskano dla proponowanych reform i korektur. Ale uzyskano jednak przyzwolenie dla zmian: rozwody i ponowne związki pozamałżeńskie uzyskały ponad 50 procentowe poparcie uczestników synodu. To już znaczny sukces całej inicjatywy.

Czy ostrożność papieża i jego ?dyplomatyczna? perfekcja związana jest, jak to w tradycji bywało, z zakonem z którego pochodzi (-jezuici)?

Tak czy inaczej strategia ta, jak sądzę, może już na następnym synodzie przynieść oczekiwane trzy czwarte akceptacji dla zgody na ?otwarcie się? Kościoła wobec świata i tolerancję zamiast wykluczenia ?błądzących? w sprawach, o które chodzi. Ostatecznie wiadomo, czego oczekuje zwierzchnik Kościoła od podwładnych i wiadomo już, że dziś ma za sobą większość w kwestiach najważniejszych.

Powiedzmy zresztą jasno: takie otwarcie jest obecnie i na przyszłość potrzebne przede wszystkim samemu Kościołowi jeśli nie chce on pogłębiającej się izolacji wobec świata. Stojąc na dotychczasowych pozycjach potępienia i wykluczenia sam schodzi on na margines dzisiejszego świata, w którym obszar tych zjawisk potępianych dotychczas stale się powiększa.

Widać to również z badań społeczności wiernych. Nawet w konserwatywnej religijnie Polsce tylko 40 procent wierzących korzysta z sakramentów.

Milcząca większość ?owieczek? kroczących wiernie ze swymi pasterzami to już raczej mit przeszłości, który dziś może wspierać jedynie autorytarne ambicje duchowieństwa.

Nawet w Polsce, gdzie byliśmy świadkami, jak miejscowa hierarchia kościelna nie kryła dezaprobaty czy krytycznej oceny samej inicjatywy podjętej na synodzie. A tymczasem jeden z włoskich biskupów zauważył krótko ?Synod przełamuje kościelne uprzedzenia?.

Wszelako obecność owych uprzedzeń jest jednak wciąż rozległą praktyką Kościoła.

Zmiana tej sytuacji i wykorzenienie uprzedzeń jest jednak nie tylko potrzebą, ale i szansą, przede wszystkim dla samego Kościoła. Dla Kościoła może nawet bardziej niż dla wiernych, którzy ? jak wszystko wskazuje ? coraz częściej znajdują sobie miejsce poza jego nauką i dyscypliną.

Zobaczymy, jakie będą dalsze konsekwencje tej inicjatywy papieża Franciszka. Czy zwycięży kierunek tolerancji i dialogu jaki on proponuje?

Na pewno jednak już dziś można powiedzieć, że będzie to miało konsekwencje ważniejsze i większe dla Kościoła niż świata. Jak ktoś bowiem trafnie zauważył, jeśli Kościół nie będzie słuchał świata to świat nie będzie słuchał Kościoła? Co zresztą widać już dzisiaj coraz wyraźniej.
 

Res Humana nr 6/2014, s. 5-6