Rynek i religie

Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Nasze wartości nie są tylko amerykańskie.
Powierzył nam je sam Bóg.
prezydent Georg W. BUSH  jr.
 
W erze powszechnej komercjalizacji i ekonomizacji wszystkiego wokoło nas jakbyśmy zapomnieli o instytucjach religijnych i samych wierzeniach. Krytyka merkantylizmu owych instytucji i duchowieństwa idzie w kierunku wypaczeń i niekompatybilności takich postaw z głoszonymi zasadami doktrynalnymi. A one ? instytucje (i kapłani) - zachowują się zgodnie z zasadami komercji: podaż ? popyt ? zysk (do tego dochodzi jeszcze reklama promująca dany produkt w oczach potencjalnego konsumenta), czyli tak samo jak wszystkie inne podmioty na rynku. Tu ? na rynku religijnych dóbr, rynku proponującym ludziom (dotychczasowym wiernym  i potencjalnym nowym konsumentom czyli konwertytom bądź nowo-nawróconym) zbawienie, tzw. życie wieczne, Eden i raj. Działają one ? wystarczy popatrzeć trochę inaczej na owe zagadnienie (nie przez pryzmat wiary religijnej lub najszerzej rozumianego sacrum) ? jak podmioty gry rynkowej, stosujące reklamę, marketing, najzwyklejszy PR przyciągając klienta do proponowanych przez siebie produktów.

Dwaj amerykańscy socjologowie religii, Wiliam S. Bainbridge i Rodney Stark, opracowali w końcu XX wieku teorię, w której opisują i tłumaczą funkcjonowanie wierzeń religijnych (a tym samym ? instytucji z nimi związanych) na zasadzie zwykłej gry sił rynkowych ([w]: R.Stark / W.S.Bainbridge, Teoria religii). Teoria ta przyjmuje, iż przestrzeń sakralną najszerzej pojętą (czyli wszystko co z nią się wiąże w sensie duchowym, instytucjonalnym, kulturowym czy politycznym) należy rozpatrywać i opisywać w kategoriach rynku. Religie są więc wedle tej koncepcji ? wobec unifikacji i standaryzacji współcześnie globalizującego się świata i jako część doczesnej, ziemskiej rzeczywistości ? poddawane tym samym procesom co inne sfery ludzkiego bytu. Muszą więc zachowywać się jak podmioty ekonomiczne rywalizujące ze sobą na rynku idei (religii) o klienta. Analogiczna sytuacja dotyczy ? a może przede wszystkim ? instytucji religijnych będących emanacją owych wierzeń (i potrzeb wiernych) jak i materializacją oraz hierarchizacją sprawowanego kultu. Tym samym duchowni i kapłani owych instytucji  jawić się muszą jako akwizytorzy ?pana Boga?, agenci firm zajmujących się dystrybucją religijnych utensyliów, pracownicy struktur udzielających nagrody i kary (poddawane w swoistej retoryce i oprawie ? liturgia, ryt), funkcjonariusze korporacji władający i egzekwujący określony porządek etyczno-moralny (oparty o wymieniony system nagród i kar).

Stark i Bainbridge zwracają uwagę na ciekawy problem. Otóż sam proces sekularyzacji jest indywidualnym poszukiwaniem jednostki źródeł zaspokojenia swych potrzeb duchowych, poza-materialnych, transcendentnych. Stąd bierze się w dzisiejszej dobie ? jako egzemplifikacja indywidualizacji, rozproszenia, pluralizmu i chaosu - takie mnóstwo sekt, nowych związków wyznaniowych, religii i quasi-religii. Dlatego m.in. obserwujemy masowy wysyp charyzmatycznych guru i mesjaszów, przewodników duchowych i reformatorów religijnych w kościołach tradycyjnych jak i w pozainstytucjonalnej sferze sacrum (bardzo często będących pospolitymi oszustami działającymi na rzecz łatwego i szybkiego zysku co dodatkowo potwierdza teorię Starka /  Bainbridge?a o rynkowej proweniencji wiary religijnej i instytucji je egzemplifikujących). Bezrefleksyjne i bezkrytyczne mass-media bez wątpienia sprzyjają takiej sytuacji prezentując  owe wynaturzenia i irracjonalne harce jako newsy, igraszki bądź ciekawostki. A bez pogłębionej analizy zachodzących w tej materii procesów, bez wnikliwych obserwacji tego co dzieje się na rynku religijnych idei i rywalizujących między sobą podmiotów (tu instytucji religijnych) walczących o ten rynek niczego tak naprawdę nie zrozumiemy. Owo rozproszenie i chaos współczesności, brak oparcia i przewidywalności (co niesie zawsze ze sobą niepokój, neurozę, zagubienie i alienację) sprzyjać mogą ? jak to było w historii wielokrotnie ? ucieczce do sfery sacrum, gdzie czekają już akwizytorzy zapewniający spokój dusz, wyciszenie, wizję Edenu i raju, świetlaną przyszłość. Trzeba tylko nabyć określony produkt, na wzór tabletki na potencję, lekarstwa na przywrócenie pamięci, nowy model telewizora czy smartfona, bądź szykowne (choć z przeceny) wdzianko.  Religia wpisać się więc musi ? jako twór ziemski, doczesny, odzwierciedlający napięcia i stosunki społeczne  -  w ten powszechny trend, dostosowując się jedynie do panujących warunków. Nie może więc dziwić popularność i ofensywa różnego rodzaju irracjonalizmów, mitologii, pospolitego szamaństwa, nie wspominając o religiach i instytucjach z nimi związanych, a zakorzenionych w cywilizacji Zachodu od stuleci (osłabionych w dwóch ostatnich wiekach wskutek postępujących; laicyzacji i sekularyzacji).

Wizja Starka / Bainbridge?a prezentuje z jednej strony problem ekonomizacji i komercjalizacji współczesnego życia, a z drugiej ? poddaje pod rozwagę prosty przykład na demitologizację samego pojęcia religii. Zastosowanie kategorii rynkowej działalności dla opisu funkcjonowania religii i struktur z nimi związanych jest kapitalnym przykładem  sprowadzającym wierzenia religijne na ziemię, do przestrzeni zainteresowań i aktywności ludzkiej. Wierzenia religijne stają się normalnym towarem podlegającym prawom rynku (i wynaturzeniom z nim związanym), zaś sama religijność jednostki sprowadza się tym samym do zachowania konsumenckiego. Instytucja religijna jest zwyczajnym przedsiębiorstwem działającym w oparciu o zasady podaży i popytu, gdzie produktem finalnym jest konkretny zysk w formie nowego członka wspólnoty.

Religia jest więc towarem jak każdy inny element rynku, będącym na równi z innymi tego typu akcesoriami życia społecznego. Instytucje religijne ? jako korporacje czy ponadnarodowe przedsiębiorstwa ? dążą zgodnie z jego zasadami do eliminacji lub osłabienia konkurencji na rynku religijnych idei. Ideałem tu jest monopol (patrząc z pozycji formalnej). Ale w pluralistycznej, multi-religijnej przestrzeni, w świecie zdecentralizowanym i rozproszonym takim jak dziś, monopol może w tej mierze zapewnić (o ile instytucja nie jest zasadniczą częścią sprawowania władzy ? jak w teokracji) strukturze jednie państwo. Państwo, które samo jako szczególny rodzaj monopolisty może ingerować także w sferę sacrum. W zamian za sakralizację (dziś jest to już inaczej prezentowane i uzasadniane niźli w czasach gdy władza króla pochodziła bezpośrednio od Boga, a instytucja religijna  sankcjonowała ten stan namaszczając władcę symbolicznymi atrybutami boskości) i w jakimś stopniu legitymizacją - mimo demokracji i wolnych wyborów - swej pozycji jako władzy elita rządząca danym państwem przekazuje dostęp instytucji religijnej do kulturowych środków przymusu potrzebnych do zdławienia konkurencyjnych firm. Państwo wchodząc w przymierze z firmą religijną uzyskuje wspomnianą już sakralizację i duchową legitymizację dla swoich poczynań, zwłaszcza w sferze utrzymywania ładu społecznego, który nota bene wynika często z nauk wpajanych rządzonej zbiorowości przez doktrynę religijną narzuconą (czy obowiązującą) siłą i autorytetem państwa. Instytucja religijna jest tym samym pozbawiana konkurencji, a rynek dóbr sakralno-religijnych przypomina w dużym stopniu monopolistyczne praktyki w gospodarce krajów realnego socjalizmu.

I tak funkcjonuje symbioza np. państwa i instytucji religijnej (zwłaszcza  w mocno tradycjonalistycznych, nie zmodernizowanych w sferze świadomości, krajach i społeczeństwach). Jest to często symbioza nieformalna, poza konstytucyjna, dodatkowo frustrująca i destrukcyjnie wpływająca na poziom demokracji oraz swobód osobistych. W każdej dziedzinie życia monopol prędzej czy później prowadzi bowiem do głębokich wynaturzeń.

Przy ogólnym rozczarowaniu polityką i jej deprecjacji oraz współcześnie działającymi  politykami (en bloc ? co widać doskonale w przestrzeni publicznej zachodnich demokracji) religie zyskują dodatkowy bodziec dla agresywnego prozelityzmu odpowiadającemu właśnie natarczywej ofensywie rynkowej. ?Bo odwoływanie się do religii ma stać się lekarstwem na głębokie rozczarowanie polityką zrodzone z poczucia egzystencjalnej i tożsamościowej pustki, tym dotkliwiej dziś odczuwanej iż dewaluują się systemy kształtowania nowoczesnej tożsamości narodowej wznoszącej się ponad etniczność i specyfikę religijną? ([za]: G.Corm, Religia i polityka w XXI wieku).

Wielce znamienna to wypowiedź.  Potwierdzająca nie tylko po raz nie wiadomo który ziemską i doczesną proweniencję wszelkich instytucji religijnych, ale uwierzytelniająca  zasadnicze zręby rynkowej teorii religii Starka / Bainbridge?a oraz to co na ten temat pisał ponad 100 lat temu Karol Marks.

Trzeba jeszcze zauważyć, iż dzięki nauce i naszemu poznaniu, doświadczeniom ludzkości i postępowi prowokowane są do ofensywy i wzmagają swój prozelityzm instytucje religijne oraz  związani z nimi konserwatyści czy pseudo-postępowcy różnej maści. Agresywnemu prozelityzmowi zawsze towarzyszyć musi napastliwość różnego wymiaru wobec Innego. Tak jak to się dzieje z firmami tracącymi w wyniku konkurencji swoje wpływy i zyski na rynku dóbr konsumpcyjnych.