Współczesna dziewczynka z zapałkami
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

W czasie gdy pociągi odwoziły żołnierzy na pola bitew
w Serbii, czescy rezerwiści wyruszający przeciwko
Serbom, na wagonach, którymi ich wywożono, pisali:
?Niech żyją Serbowie!?.

Jarosław HASZEK
 
Jan Christian Andersen w bajce o śmierci dziecka, zmuszonego sprzedawać na ulicy zapałki (w mroźny dzień kończący rok czyli w czas radości, świętowania, zabawy), aby utrzymać się przy życiu bo takie są reguły rządzące społeczeństwami opartymi o kapitalistyczne kanony zysku (obojętnie czy to wiek XIX czy - nowoczesny, postępowy, liberalny i pełen wolności oraz praw człowieka - wiek XXI) gdzie prawo do szczęścia i zadowolenia mają tylko ci, których skonsumował światowy kapitał i którzy uczestniczą w relacji kupno-sprzedaż na odpowiednim poziomie, pokazuje jeden z najbardziej przejmujących momentów bytu ludzkiego: śmierć człowieka. Śmierci smutnej i tragicznej, bo odchodzi małe, niewinne, opuszczone dziecko. Śmierci niepotrzebnej i niezrozumiałej, bo przecież to dziecko mogło żyć wiele lat. Jakby rozumiejąc bezsensowność i okrucieństwo takiego końca, autor próbuje nadać samemu faktowi śmierci nowe, bardziej wzniosłe  znaczenie. Oswoić, znaleźć w nim sens i piękno, ułatwić niejako jego pojmowanie. To wizja refleksyjna, ale o predylekcji religijnej, poddania się woli Absolutu i nieuchronności określonej organizacji społeczeństwa (chorej, szkodliwej, bezwzględnej i cynicznej bo ubranej w komunały o etyce, moralności i jednoczesnej nieuchronności i niezmienności ?niewidzialnej ręki rynku?). To ma być wizja uniwersalna, dziś to doskonale widać. Ale taki wymiar i taka forma zakończenia tej bajki (będącej rzeczywistością współczesnego świata) muszą budzić sprzeciw i gniew.

Ale predylekcja religijna każe ?nieść swój krzyż?. Za ? wydumany, wmówiony, wdeptany od dzieciństwa w mózg ? grzech pierworodny (co za bzdura i aberracja) i inne czyny nazwane z chrześcijańska grzechami. Ta tradycja karze cierpieć aż do śmierci, nawet tak niewinnym osobom ludzkim jak Dziewczynka z zapałkami. Bo ziemski byt uważa się za cierpienie albo w wersji współczesnego wilczego kapitalizmu traktowany jest wedle zasady ?kto nie pracuje? (czyli nie jest włączony w nasz system skonsumowania wszystkich i wszystkiego przez kapitał) ?ten nie ma prawa do godnego? (o ile do jakiegokolwiek) ?życia?. Tak pouczają nas co chwila z mediów różnego rodzaju Balcerowicze, Bochniarzowe, Mordasiewicze, Gwiazdowskie i tabuny gospodarczych liberałów co to niczym św. Cyprian z Kartaginy przekonują doktrynersko i po dyktatorsku, że poza (ich) kościołem nie ma jakiegokolwiek zbawienia.

Inną wersję ? choć też poddania się rzeczywistości i naciskowi społeczeństwa oraz terrorowi political corectness (tu ręka w rękę idą  państwo - stojące na straży tych porządków - i skonsumowane przez ów system społeczeństwo) ? obrał Dobry Wojak Szwejk. On jednak poddając się temu terrorowi idzie dalej. On go w pewnych momentach wyprzedza, nadając mu ton i sens (tak się może nadmiernie ?dostosowanym?  obywatelom i burgeois  wydawać). Nadaje ton ale zarazem ośmiesza pustkę, hipokryzję, schizofrenię, troglodytyzm i kabotynizm tej rzeczywistości. Clou tego myślenia, tego skonsumowania przez kapitał wszystkich i wszystkiego jest szlagwort Józefa Szwejka, iż  ??Kapelani wszystkich armii modlili się i odprawiali msze polowe za zwycięstwo tej strony, której chleb jedli?.

Podobno ??Wielkie czasy wymagają wielkich ludzi?. Ale Szwejk nie podpala świątyni Artemidy w Efezie jak Herostrates, nie zabija na stopniach Kapitolu Juliusza Cezara jak Brutus, nie był papieżem jak Karol Wojtyła ani wodzem zwycięskich armii jak np. hrabia Radecki von Radetz; to nie  Napoleon, Attyla, Jan III Sobieski,  Piotr I Wielki, Lincoln czy Robespierre; to nie Nobel, Curie-Skłodowska, Oppenheimer,  Einstein czy Hawking. Daleko mu także do Mahatmy Gandhiego , Martina Luthera Kinga,  Desmonda Tutu czy nawet Lecha Wałęsy (choć tu analogie nasuwają się często same). To także nie jest wymiar Jego Sławnego Rodaka ? Vaclava Havla. Bo mówi Józef Szwejk, iż ??Moralne zwycięstwo odniesie każdy komu przeciwnik przetrąci nogę?. Dobry Wojak Szwejk chce być prowincjuszem, outsiderem, huncwotem, obwiesiem, przygłupem i notorycznym idiotą. Lecz to  tylko poza i  próba przetrwania tych wielkich (ponoć) czasów w jakich przyszło mu egzystować. Tego bowiem sobie nie wybieramy. I nie wybiera nam tego też żaden bóg, żaden premier, żaden mentor, autorytet moralny czy kapłan. I mamy prawo do takich wyborów odrzucając (i jednocześnie szydząc) z ludzi prawiących o ?wielkich czasach? i ?wielkich wyzwaniach? teraźniejszości. Tym bardziej nie wybiera nam tego tzw. mainstream (gdyż nie ma do tego absolutnie jakiegokolwiek prawa).

Bo byt każdej osoby winno się utożsamiać  z  ?wielkimi czasami? ? i małej Dziewczynki z zapałkami i Dobrego Wojaka Szwejka -  gdyż jest on (i te czasy) niepowtarzalnym, nie-do-przeżycia-po-raz-wtóry, a szkody w tym czasie popełnione są nie-do-naprawienia. I dlatego każde życie każdego człowieka jest wielkim czasem, dla niego, dla jego świadomości, dla jego samopoczucia. A śmierć każdego człowieka - tym bardziej niesprawiedliwa, tym bardziej dramatyczna jak w przypadku Dziewczynki z zapałkami ? winna być szczególnie godną  napiętnowania i potępienia. Zwłaszcza gdy wkoło jest tyle bogactwa. Śmierć każdego człowieka jest przecież  ?śmiercią Wszechświata?. Zwłaszcza takiej małej, niewinnej istoty jak Dziewczynka z zapałkami.

Więc dlatego m.in. kocham i szanuję, wielbię i podziwiam Dobrego Wojaka Szwejka oraz chylę czoła przed jego życiową filozofią. Bo to jest  filozofia czci i atencji  dla życia w jego rudymanetarnym i humanistycznym wymiarze, najwyższej i jedynej prawdziwej wartości jaką posiada człowiek. Tu i teraz. Czegoś autentycznego i niepowtarzalnego w obecności każdej jednostki na tym ziemskim padole, potocznie zwanym życiem doczesnym. A zarazem to jest szyderstwo wobec wszelkich ?wielkich czasów? (i ich wyzwań które zmuszają np. do pracy dzieci i pozwalają na ich samotną i dramatyczną śmierć) zadekretowanych przez Wielkich Ludzi, Możnych Tego Świata czy tzw. Autorytety Moralne. A przede wszystkim ? przez kapitał (czyli jego właścicieli). O tzw. mainstreamie ? wiszącym u jego (ich) klamek - nawet nie wspominając. 
Inne formy przetrwania we współczesnym, neoliberalnym i coraz bardziej, tak naprawdę konserwatywnym  świecie (mimo pozorów liberalizmu, postępu, wolności, swobody myśli i powszechnych trendów demokratyzujących)  ? zwierzęcym i  nieludzkim, anty-humanistycznym i brutalnym ? prezentują (po przedstawionych już: Dziewczynce z zapałkami i Dobrym Wojaku Szwejku) to modliszka i ślimak. Możemy ich naśladować, możemy z nich brać przykłady, można patrzeć i wyciągać wnioski oraz konkluzje. Wielu bierze dosłownie te wzorce. Gdy popatrzy się na świat wokół nas widzimy to dokładnie. Zwłaszcza, że rośnie liczba modliszek będących efektem warunków społecznych i wartości przez nie promowanych,  przez nie wymuszanych, przez nie tworzonych. Bo to byt określa świadomość jak napisał ponad 150 lat temu pewien brodaty filozof z Trewiru.
 
Ślimak nosi na grzbiecie swój dom, swoją ostoję, swoje schronienie. Gdy zagrożenie ? w jakiejkolwiek formie - daje mu się we znaki po prostu chowa się do muszli odcinając się (lub ? alienując) od świata zewnętrznego. To metoda powszechnie znana w świecie fauny i flory.

Ślimaki poddając się trendom proponowanym przez brutalny, zwierzęcy świat, świat gdzie zwycięża tylko silniejszy, sprytniejszy, bardziej ofensywny (vel bezwzględny) osobnik, wykształciły taką formę obrony. Alienacja. Wycofanie. Pozorny nie-byt. Nieuczestniczenie w codzienności (przynajmniej na jakiś czas ? gdy ściga nas zagrożenie). Tak wiele osób ? widzimy to w naszym kraju po wyborczej frekwencji gdzie grubo ponad 50 % populacji (jak ślimaki) wycofało się z życia publicznego do swego domowego, prywatnego zacisza ? robi, olewając wszystko co jest poza ich prywatnym zakresem zainteresowań czy doświadczeń (pozytywnych i twórczych). Mainstream tylko ?biadoli? nad tą mizerią, nie wchodząc jednak w meritum zagadnienia ? nie zadając sobie podstawowego pytania (i nie próbując rzeczowo na nie odpowiedzieć): dlaczego ? Wszelkie tłumaczenia krążą po poboczach i opłotkach problemu. A trzeba wyjść od wspomnianej dewizy brodacza z Trewiru, że to ?byt kształtuje świadomość? (byt pojmowany nie tylko jako ?papu?, jako konsumpcja o której prawi ciągle ów mainstream, ale przede wszystkim byt jako uświadomiona konieczność i społeczna empatia za tym idąca, byt jako życie aktywne, mające na celu ?coś dawać? zbiorowości, bo człowiek to zwierzę społeczne). Ale w Polsce nawet słuszne ze wszech miar tezy Karola Marksa nie są podnoszone bo to nazwisko zostało obłożone mainstreamową (i powszechną) anatemą. Jeśli nie mówi się o czymś, to tego zjawiska, problemu, procesu nie ma. Trzy małpki KGB.

Tej sytuacji ? znaczna część społeczeństwa zachowująca się jak ślimaki ? sprzyja poniekąd postawa i myślenie samego mainstreamu: wydaje się mu, że im mniej ludzi jest zainteresowanych sprawami publicznymi tym lepiej dla niego, dla jego interesów, dla jego trwania. A ponadto im więcej  ludzie zajmują się konsumpcją tym mniej mają czasu na poważne, pogłębione i racjonalne postrzeganie spraw publicznych. Zabawmy się, skonsumujmy się do reszty, absolutnie i totalnie, na śmierć.

Absolutnie na antypodach ślimakowego trwania pozostaje modliszka. Jest ona ? wg powszechnie dziś afirmowanego modelu i formy bytowania człowieka zarówno w medialnej narracji jak i w powszechnym preferowaniu stosunków interpersonalnych opartych o skrajną konkurencyjność i związane z nią dewiacje czyli  tzw. ?wyścig szczurów?  i  cyniczno-feudalną hierarchiczność ? uosobieniem współczesnego świata i życia, ofensywności, zaborczości, ?pełni życia? i optymizmu sytych, młodych, pięknych i przede wszystkim bezwzględnych, osobników.

Modliszka w swej ofensywności, brutalności, agresji i furii zjada samca podczas aktu kopulacji. To kulminacja modelu skrajnie  darwinistycznego pojmowania przestrzeni społecznej. Czy ślimaki muszą więc zniknąć z naszej rzeczywistości jako element słabszy, mniej przystosowany, ?introwertyczny? ? Gdyby tak miało się stać w ludzkim czyli społecznie zorientowanym modelu współpracy (mamy przecież XXI wiek) byłoby to potwierdzenie racji Herberta Spencera i zaprzeczeniem dorobku całej ludzkiej myśli w dziedzinie humanistyki, prawa, filozofii, stosunków międzynarodowych i międzyludzkich, kultury, sztuki etc.

Dlatego kolejne kręgi zatacza alienacja coraz to nowych jednostek z dzisiejszego świata. Odrzucony (czy ? wyrzucony) ze świata siłą rzeczy musi stawać się ślimakiem. Odrzucona modliszka ? może tak się czasami stać (lub modliszka ?nie skonsumowana? przez partnera albo przez ?.. kapitał) ? przepoczwarza się w samobójcę-terrorystę, zawodowego kilera, dog of war. Jej naturalna potrzeba agresji, wzmocniona ogólnymi trendami zachowań i realnością dzisiejszego świata, skierowuje się przeciwko temu światu, którego jest (była) dominującą częścią. Bo jaki może mieć nie-skonsumowany człowiek wybór, oprócz proponowanej przez mainstream gry (jeśliś nie przystosowany, jeśli nie chcesz grać ?na naszych warunkach?, jeśli nie potrafisz, jesteś zbyt biedny, słaby i ci się po prostu nie udało, masz za wiele obiekcji myśląc samodzielnie, cenisz swą godność jako jednostki) poza jałmużną i dobroczynnością skapująca (bądź nie) ?z pańskiego stołu??

Tzw. dobrodzieje-pracodawcy, w powszechnym klimacie neoliberalnych tzw. reform (reform dla samych reform będących de facto słabo zakamuflowanym nabijaniem kieszeni biznesowi, prywatnym właścicielom środków produkcji ? jak mawiał Marks -czyli właśnie dobrodziejom-pracodawcom) stali się ponownie jak w czasach brodacza z Trewiru modliszkami. Raz z racji zysku, który był, jest i będzie zawsze napędem działania kapitału (reszta się nie liczy, zwłaszcza tzw. siła robocza czy jak eufeministycznie dziś się ?ściemnia? ? HR), drugi raz ? z tytułu modelu preferowanego przez dzisiejsze czasy: młody, piękny, bogaty, ofensywny, bezwzględny w parciu do celu (wzór biznesowy nastawiony na  sukces ? czyli zysk) ma tylko rację bytu.

Jedna z podstawowych sentencji Immanuela Kanta, giganta europejskiej myśli filozoficznej,  zamykająca się w formule: Co mogę wiedzieć ? Co powinienem czynić ? Czego mogę się spodziewać ? winna być drogowskazem dla tej części społeczeństwa która określa siebie mianem postępowej pro-rozwojowej, oświeceniowej i modernistycznej (czyli najkrócej mówiąc: LEWICĄ). Od tego trzeba zacząć wszelką debatę o lewicy w naszym kraju, jeśli ma się ona toczyć sensownymi tory i mieć jakieś szans powodzenia. Ślimak bądź Dziewczynka z zapałkami są nie wskazane: nota bene przywołana tu Dziewczynka z zapałkami to współczesna, parlamentarna polska lewica, zwłaszcza po prezentacji kandydata(ki) w wyborach prezydenckich AD?2015. Tym wyborem potwierdza ona swą bezradność, brak jakiegokolwiek pomysłu na przyszłość ? dalszą i bliższą, rozchwianie ideowe, rozkrok programowy, pustkę mentalną. Było to widoczne od lat, dziś zmaterializowało się ostatecznie.

Dziś w naszym kraju Dziewczynką z zapałkami są też górnicy ze Śląska, walczący o swoje miejsca pracy. Umiera polskie górnictwo powoli, choć wcale nie musi. Mentalność liberalna rządzących elit ma zakodowany paradygmat, iż tylko prywatne, tylko własność indywidualna to clou gospodarki. I aby była to własność tylko-aby-nie-wspólna, państwowa, spółdzielcza, kolektywna.  Bo to śmierdzi tej mentalności komunizmem, socjalizmem, lewicowością.

We Wrocławiu brałem udział ostatnio w kilku konwentyklach i debatach w kręgach lewicowych (także tej pozaparlamentarnej, niekoncesjonowanej przez mainstream lewicy jakby się wyrazić) i co zaobserwowałem: są słuszne diagnozy sytuacji polskiej lewicy, właściwe uogólnienia, prawidłowe analizy itd. Brak jest jednak po pierwsze w nich konkluzji co dalej, jak wyjść ma lewica z tego klinczu ideowo-programowego w jakim się znalazła. To narracja salonowa, myślenie mainstreamowe, wyalienowane z rzeczywistości polskiego interioru, takiej też mentalności i problemów zwykłego, szarego człowieka. Choć jak mówi nestor i guru polskiej myśli lewicowej prof. Karol Modzelewski hasła ?lewicowe leżą na ulicy?.  A po drugie ? język owych debat jest wyprany zazwyczaj z utopii lewicowej (a ona, nawet w formie szczątkowej, jest niezbędną dla tej narracji, jest jej solą) jakby ludzie uczestniczący w tych debatach wstydzili się posądzenia o populizm, wykastrowany z retoryki klasowej analizy konfliktów w Polsce, z rozumowania o człowieku pracy najemnej, z refleksji nad wolnością i kapitałem (jako takim) w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, ze stosunku do totalnej prywatyzacji (i fetyszyzacji tego procesu przez polski mainstream).

Nawiasem mówiąc już Marcus Parcius Cato (234 ? 149 p.n.e.) czyli Katon Starszy miał mawiać, że ??Złodzieje dobra prywatnego spędzają żywot w kajdanach, złodzieje dobra publicznego ? w złocie i purpurze?.

Ale mainstream polski widać, też już ?przejrzał na oczy? i stara się spacyfikować rosnące nastroje defetyzmu, przygnębienia i frustracji. Nawet wśród tzw. lemingów czyli swego elektoratu. Bo wie, że hasło guru biznesu zza oceanu Nicka Hanauera (?Idą po nas z widłami?) ma moc uniwersalną. Psycholożka, terapeutka, pisarka Hanna Samson zauważyła ostatnio, że ??.Stworzyliśmy sobie świat w którym przetrwają najsilniejsi. Słabsi nie mają szans?. Czyli modliszki. Daje dobre rady, o wyciszeniu, o zdystansowaniu, przemyślenia ?naszego?  stosunku do życia, do świata, do ludzi. Guy Standing, Rafał Woś, Benjamin Barber etc. To wszystko już było ??

Brak mi tylko w tej słusznej skądinąd refleksji uwagi, iż to media do spółki z owym mitycznym mainstreamem stworzyły ten świat w naszych głowach. Gdy strach  zaczyna zaglądać w oczy i ciarki mrowić po plecach, a tak jest, zaczyna się ucieczka z tonącego okrętu. Medice, cura te ipsum ??

Dysputa na lewicy obraca się jak na razie głównie wokół osoby kandydatki na Prezydenta RP w wyborach AD?2015. To bezsensowne. Trzeba mówić i debatować o programie i to ?do przodu?. Oczywiście patrząc przy tym ?za siebie?. Bo jak rzekł ?  słusznie i mądrze ? konserwatysta brytyjski, mąż stanu, Winston Churchill ?Im dalej spoglądamy wstecz, tym lepiej widzimy przyszłość?.
  
Moim zdaniem, i niech to będzie konkluzja tych refleksji, czas jest na polską SYRIZĘ. To puenta tych rozważań, a pod to pojęcie ? polska SYRIZA - trzeba podciągnąć i włożyć w to paradygmaty tego co lud, masy rozumiały do tej pory pod hasłem: lewica. Czyli człowiek pracy najemnej zarówno jako wolna jednostka, ale też i członek wspólnoty (każdej). I zbalansowanie owej komunii: jednostka i zbiorowość.