25 lat III RP ? obecna rzeczywistość - refleksje
 
Autor: Stefan Wala
 

W czerwcu 2014 roku z udziałem wielu prezydentów państw z Barackiem Obamą i nowym prezydentem Ukrainy obchodziliśmy uroczyście 25 LAT WOLNOŚCI. Prezydenci Polski i Niemiec uświetnili uroczystość nadaniem autostradzie z Warszawy do Berlina nazwy ? AUTOSTRADA WOLNOŚCI.
 
Można dyskutować, kto uczestniczył w uroczystościach, a kogo zabrakło?! Faktem jest, że 4 czerwca 1989 roku uznajemy za przełomową datę, a przeprowadzone wtedy wybory za przekroczenie progu, za którym czekał nas nowy, inny i prawie przez wszystkich akceptowany ustrój polityczny i ekonomiczny. Pamiętajmy jednak, że wybory te odbyły się w państwie, którego głową był gen Jaruzelski, a ministrem spraw wewnętrznych gen. Kiszczak. To pod ich parasolem i za ich aprobatą odbyły się te wybory. Generał Jaruzelski opuścił nas. Odszedł na wieczną wartę, ale gen. Kiszczak powinien być jedną z głównych postaci uroczystych obchodów przemiany ..., napisał Andrzej Iwański. W moim opowiadaniu o naszej najnowszej historii oparłem się na literaturze faktu, pisanej przez ludzi czynu, świadków historii, wykształconych w Polsce Ludowej . Sam również czuje się świadkiem historii, gdyż moje świadome życie zaczęło się przed wojną w II RP. Andrzej IWAŃSKI ? nauczyciel akademicki, 30 lat przepracował w PRL-u. W swoim artykule pt. ?CHWAŁA LUDZIOM PRACY PRL-u? zamieszczonym w tygodniku ?Przegląd? nr 26 z 23 czerwca br. napisał: ?Polska w roku 1945 była w opłakanym stanie. Tak samo jak nasze społeczeństwo. Z  36 mln w 1938 r. zostało  nas  ok. 24 mln. Stolica w gruzach, w gruzach Wrocław i Gdańsk. Niewielki przemysł prawie zniszczony, podobnie transport. Ogromna ilość sierot i inwalidów. Inteligencja nieliczna /8%/ w 1938 r. wymordowana lub rozproszona po świecie / uniwersytety w okresie niemieckiej okupacji nie pracowały/". To prawda ? byliśmy zwycięzcami, nasze flagi powiewały w Berlinie i na Monte Cassino, ale jeszcze jedno takie zwycięstwo i mogliśmy zniknąć jako naród. Dobrze pamiętam te czasy ? ubóstwo pomieszane z nędzą. W tym tragicznym stanie przeważająca część społeczeństwa zakasuje rękawy, podejmuje trud odbudowy i budowy. Z wielką zaciętością i ofiarnością uruchamiany jest transport, natychmiast ruszają szkoły i uniwersytety. Odgruzowujemy stolicę i nosząc na plecach cegły, w 8 lat odbudowujemy warszawską Starówkę. Zagospodarowujemy Dolny Śląsk, ziemię szczecińską i Mazury. Ruszają - prasa i radio; pełna parą pracują stare i nowe drukarnie, które drukują podręczniki i tanie książki. Likwidujemy analfabetyzm. Rodzą się dzieci; zapełniają się sale szkolne, dzieci są dożywiane, szczepione i dostają tran. Zabliźniają się wojenne rany. Jeśli szukamy czasów, w których nasz naród wykazał wielką żywotność i niezwykłą wewnętrzną siłę ? były to czasy wczesnego PRL-u. W naszej tysiącletniej historii niewiele było takich okresów. Nie wszyscy podjęli pracę. Niektórzy z naszych braci, jako ?żołnierze wyklęci? wraz z tymi, którzy z nimi walczyli, nadal zapełniali cmentarze ofiarami/.../ Nadeszły czasy zimnej wojny. Ważnymi elementami systemu geopolitycznego była konieczność utrzymywania i wyposażenia dużej armii, na którą państwo musiało ponosić bardzo duże koszty.
 
Byliśmy odcięci od nowych technologii, między nami i Zachodem zapadła ?żelazna kurtyna?. Często kierowali nami ludzie sprawni w pracy ideologicznej , za to marni organizatorzy; popełnialiśmy więc wiele błędów. Ale mimo trudności kraj się rozwijał, bo nasi ojcowie i my ofiarnie pracowaliśmy. Zbudowaliśmy od podstaw przemysł stoczniowy. Politechnika Gdańska uruchomiła wydział budowy okrętów; Zakłady Cegielskiego wytwarzały silniki okrętowe. Budowaliśmy kolejne wielkie elektrownie i huty, fabryki samochodów i telewizorów, układów scalonych i komputerów. Jeden za drugim powstawały instytuty naukowe, uruchamialiśmy kolejne uniwersytety. Budowaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy zdając sobie sprawę z dystansu do czołówki światowej. Z kraju rolniczego staliśmy się krajem przemysłowym, z rozbudowanym systemem kształcenia i zapleczem naukowym. Miliony ludzi pracy zbudowały przemysł, szkoły, uniwersytety ? wykształciły nowe pokolenia. W 1945 roku 16 mln Polaków mieszkało na wsi, w miastach tylko 8 mln. W 1990 roku na wsi nadal mieszkało 16 mln, ale w miastach już 22 mln.
 
Dla 14 mln Polaków zbudowaliśmy miasta ? dzielnice mieszkaniowe wraz z miejscami pracy. Mieszkania skromne, ale zaopatrzone w wodę, światło, często  gaz, z WC i łazienkami. Te miasta miały szkoły, teatry, kina i kościoły. To była ogromna praca, która podniosła nasze społeczeństwo na wyższy poziom cywilizacyjny. Duże generacje Polaków, mimo wielu przeciwności, wbrew fatalnemu układowi politycznemu, zimnej wojnie i żelaznej kurtynie, wydźwignęły nasz kraj z poziomu ruin i zacofania na poziom cywilizacji europejskiej. To ludziom pracy PRL-u należą się pomniki, ordery i chwała!
 
Okres PRL-u lokujemy między latami 1945 a 1989. Jednak rozwój następował tylko w pierwszych 35. latach. Oto w roku 1980 powstaje ?Solidarność? i porywa społeczeństwo do czynu. Potem stan wojenny, lata działań podziemia. Wspaniałe lata 80-te ? pełne czynów godnych zapamiętania i nagród. Jednak z punktu widzenia gospodarki i produktu krajowego są one czarną dziurą, latami straconymi. Przestaliśmy się rozwijać miotając się od strajku do strajku. Od protestu do bojkotu. Spadł eksport, zmniejszyła się produkcja przemysłowa, uniwersytety stanęły w miejscu. Z wielkim trudem w końcu dekady wychodziliśmy z zapaści. Dopiero w 1992 roku doprowadziliśmy PKB do poziomu z roku 1980. W czasie straconej dekady mogliśmy podnieść dochód narodowy o 60-80% - bylibyśmy teraz na poziomie Czech albo wyżej. Skutki straconej dekady będą się wlokły za nami przez stulecie?.
 
Jesteśmy wolni ? każdy może zostać przedsiębiorcą, wydawcą, premierem ? ale to nie znaczy, że nim zostanie. Musi bowiem mieć pieniądze na założenie firmy, gazety, na kampanię wyborczą. Każdy może dostać kredyt na zrealizowanie swoich marzeń ? jak głoszą reklamy telewizyjne ? ale bez zabezpieczenia ? nie dostanie się kredytu w żadnym banku. Każdy może pojechać AUTOSTRADĄ WOLNOŚCI, ale wielu kierowców wciąż jeździ wąską drogą poznańską, bo opłaty za przejazd są dla nich zaporowe. Jak powiedział prof. Mirosław KARWAT: ?wolność jest  luksusem". Wolność jest coraz częściej kojarzona z tymi co im się powiodło. Nie ma wolności dla biednych i wykluczonych.
 
Nie o taka wolność walczyła 10 milionowa ?Solidarność? ćwierć wieku temu od skoku w kapitalizm w egzotycznym wydaniu. Skoku , który dla  wielu Polaków skończył się katastrofą. Strajkującym robotnikom w latach osiemdziesiątych do głowy by nie przyszło, że walczą o likwidację własnych zakładów pracy i o bezrobocie dla siebie ? pisze Jolanta CZARTORYSKA  w swojej książce ?ODEJŚĆ W CIEŃ? wydanej w 2012 r. i przemilczanej przez media. Przyszłość miała być świetlana. Ale bajanie o złotych czasach, które właśnie nadeszły, tylko przykrywały prawdziwe intencje nowych właścicieli Polski. I był to ?Złoty okres?, tyle że dla cwaniaków, którzy w kosmicznym tempie grabili wszystko, co wybudowano przez dziesiątki lat. By jakoś uspokoić sumienia zajęte liczeniem kasy, ale przede wszystkim by prawica mogła ideologicznie uzasadnić tę politykę ? zaczęło się bezprecedensowe w skali ? zakłamywanie historii. Na PRL spływała i spływa czarna farba w ilościach nieograniczonych rozumem ani przyzwoitością. Efekty?
 
Drugie pokolenie Polaków dostaje wyłącznie wybiórczą i szczątkową wiedzę o realiach Polski w latach 1945-1989. Ocet i pałowania ? to jedyne komunikaty sączone do głów tych, którzy się urodzili w ostatnim 30-leciu. Powszechna indoktrynacja trwa. Prezydent wszystkich Polaków głosi, że Polska w 1989 roku budowała gospodarkę na ruinach. A starsze pokolenie /rodzice, dziadkowie/ zagubieni, często też przerażeni kłamstwami prawicy i bezradni wobec bezczelności IPN zamykają się w sobie i unikają sporu. Na szczęście są też tacy jak Jolanta Czartoryska. Książka Czartoryskiej /?Odejść w cień?/ przywraca sens życiu, jakie było udziałem jej rówieśników. Trafne obserwacje. Uczciwy opis realiów tamtych czasów. I prawdziwe dylematy, które trzeba było wówczas rozwiązywać. Docenia to, co w PRL zostało zrobione. Dając świadectwo prawdzie i przykład innym by nie milczeć wobec oczywistych kłamstw.
 
Redaktor Paweł DYBICZ w ?Przeglądzie? nr 48 z 25 listopada 2013 r. napisał: ? Kiedy polityka  historyczna  traktuje Polskę Ludową  wyłącznie jako czarną dziurę, kiedy prezydent Bronisław Komorowski w przemówieniu twierdzi, że PRL pozostawiła po sobie ruinę, normalny człowiek puka się w czoło i zastanawia co się stało z polskim przemysłem, polskimi zakładami. Interesuje go również co by było gdyby po 1989 roku nie dopuszczono w kraju do tak szeroko zakrojonej likwidacji zakładów przemysłowych. Odpowiedzi na te pytania daje książka ? JAK POWSTAŁY I JAK UPADAŁY ZAKŁADY PRZEMYSŁOWE W POLSCE?. Jej autorzy: Andrzej KARPIŃSKI, Stanisław PARADYSZ, Paweł SOROKA i Wiesław ŻÓŁTKOWSKI skupili się tylko na przedsiębiorstwach, które zbudowano od podstaw i oddano do użytku między 1949 r a styczniem 1989 r. i które zatrudniały najmniej 100 pracowników. Lektura z jednej strony dowodzi ogromnego wysiłku Polski Ludowej włożonego w uprzemysłowienie państwa, z drugiej wywołuje smutek , że tyle zakładów zostało zlikwidowanych.
 
W tych latach powstało 1615 zakładów, z czego 1535 na nowych placach budowy.  Stanowiły one 24,6 % ogólnej liczby zakładów istniejących w 1988 r. - co oznacza , że co czwarty istniejący wtedy zakład powstał w PRL. Gdy dodamy, że jedynie 20% zakładów istniejących przed 1949 r. nie zostało znacząco rozbudowanych, trudno się nie zgodzić z autorami, że ?nigdy wcześniej ani później nie zbudowano tak wielkiej liczby zakładów przemysłowych?. Trzeba też pamiętać, że łączny udział zakładów budowanych w PRL wyniósł 52,9%  całego majątku produkcyjnego w przemyśle w 1988 r.; w produkcji przemysłowej udział ten wynosił 51,6%; w ogólnym zatrudnieniu zaś 38,1%.
 
W nowych zakładach przemysłu ciężkiego zbudowanych w okresie PRL stworzono prawie 2 miliony miejsc pracy. Najwięcej w zakładach przemysłu budowy maszyn / 202 tys./, w górnictwie /187 tys./ i w hutnictwie /173 tys./ Jeśli do liczby nowych zakładów doda się rozbudowane w PRL ? okaże się, że w 1988 r. wytwarzały one ok. 80% całej produkcji przemysłowej. Ówczesna polityka przemysłowa, o której w wywiadzie mówi prof. Andrzej KARPIŃSKI, kładła nacisk na dwa czynniki: - pełne zatrudnienie i rozbudowę przemysłu ciężkiego, bez którego nie byłoby uprzemysłowienia. Dlatego 1/3 nowo zbudowanych zakładów stanowiły inwestycje w hutnictwie i energetyce. Tak duże inwestycje w przemysł ciężki niewątpliwie  przyczyniły się do zachwiania proporcji między  nim a  przemysłem pracującym na potrzeby konsumpcji społeczeństwa. Z 1615 przedsiębiorstw ok. 650 nie przetrwało do 2012 r. co oznacza, że zlikwidowano ponad 10 % wszystkich zakładów zbudowanych w dziejach Polski. Mało tego, z 93 zbudowanych w PRL zakładów elektronicznych ? likwidacji uległo aż 81! To zastraszające dane, a może raczej symbol upadku polskiego przemysłu, który stał się montownią w dużym stopniu importowanych elementów. Nazwy wielu upadłych firm znane są milionom Polaków ? nie tylko ludziom starszym. Zakłady Przemysłu Odzieżowego ?CORA? w Warszawie, Zakłady Obuwia ?PODHALE? Nowy Targ, Zakłady Sprzętu Domowego ?PREDOM-POLAR? z Wrocławia, Zakłady Głośników ?UNITRA-TONSIL? z Wrześni, Zakłady Radiowe im. Kasprzaka z Warszawy, Stocznia Północna w Gdańsku, czy Fabryka Wagonów ?PAFAWAG? z Wrocławia i dziesiątki innych przeszły już do historii. Ale nie powinny być zapomniane!
 
Pierwszy zastępca redaktora naczelnego tygodnika ?Przegląd? Paweł DYBICZ przeprowadził rozmowę ? wywiad z prof. Andrzejem KARPIŃSKIM ? jednym z głównych autorów wspomnianej już książki ?Jak powstały i jak upadły zakłady przemysłowe w Polsce?. Prof. A. Karpiński ? ekonomista, wieloletni członek i sekretarz naukowy Komitetu Prognoz ?POLSKA 2000? przy Prezydium PAN, autor wielu książek ekonomicznych. Z przeprowadzonej rozmowy dowiadujemy się , że polityka przemysłowa Polski Ludowej na pewno była przemyślana o czym świadczy jej skuteczność ? chociaż czasem odbiegała od światowych trendów.  Uprzemysłowienie było wiodącą ideą 45?lecia i jest głównym historycznym osiągnięciem PRL. Można je oceniać gorzej lub lepiej, ale to PRL wprowadziła Polskę w erę cywilizacji przemysłowej. Dwie dekady ? lata 50. i dekada Gierka ? nie ma podstaw do przeciwstawiania tych dekad, każda bowiem miała inne funkcje i zadania. Pierwsza ? lata 50. ? zbudowała od podstaw bazę przemysłu ciężkiego, stworzyła wiele branż , które nie istniały w Polsce międzywojennej. Były one warunkiem rozwoju w gospodarce zamkniętej ? odciętej od rynku światowego. Ich przykładem może być przemysł wytwarzający wyposażenie do elektrowni , przemysł stoczniowy, maszyn budowlanych, różne działy przemysłu maszynowego, przemysł miedziowy i siarkowy, energetyka oparta na węglu brunatnym. Natomiast dekada Gierka była otwarciem na świat, na nowe technologie i na unowocześnienie już stworzonego przemysłu. W PRL industrializacja nigdy nie była oparta przede wszystkim na pieniądzach z kredytów zagranicznych; zawsze jej największym źródłem były zasoby finansowe i praca polskiego społeczeństwa. Kredyty zagraniczne w szczytowym momencie ich wykorzystania  stanowiły nie więcej niż 10-20% całości inwestycji.
 
Uprzemysłowienie z lat 50. musiało się odbywać kosztem ograniczenia wzrostu konsumpcji Polaków. Nie ma innego sposobu uprzemysłowienia / jeśli nie opiera się ono na kredytach zagranicznych/ niż kosztem rezygnacji z części potencjalnego wzrostu konsumpcji. W PRL decydującym kierunkiem wydatkowania przyrostu dochodu narodowego były inwestycje. Od początku bowiem kierowano się ideą pełnego zatrudnienia, nawet kosztem niższych płac. Po transformacji ustrojowej nastąpiło patologiczne niszczenie przemysłu. Na pytanie czy konieczna była likwidacja na taką skalę zakładów zbudowanych w Polsce Ludowej /ok. 650 z 1615/ i jaka jest ocena polityki przemysłowej III RP ? prof. Andrzej Karpiński odpowiedział - ?nie było żadnej polityki przemysłowej III RP. To należy głośno powiedzieć! Nie mogę jednak się zgodzić z głoszoną niekiedy tezą, że polski przemysł został zlikwidowany, bo ma on przecież zdolność rozwojową i najlepszym tego dowodem jest to, że po 1989 r. w ciągu tych 25 lat produkcja przemysłowa zwiększyła się ponad dwukrotnie, chociaż całkowicie zmieniła charakter.
 
Własną produkcję finalną zastąpiło montowanie z elementów importowanych i konfekcjonowanie wyrobów finalnych z surowców importowanych. Można szacować, że 2/3 przyrostu produkcji w latach 1990?2010 osiągnięto zamianą własnej produkcji finalnej na wyroby montowane i konfekcjonowane oparte na imporcie. Nie ma zatem co płakać nad zlikwidowanymi zakładami?  - Płakać nie, ale nasza sytuacja byłaby znacznie lepsza gdybyśmy nie dopuścili do tak dużej likwidacji zakładów przemysłowych. Byłaby lepsza zwłaszcza w 5 obszarach: - szybszy byłby wzrost produkcji przemysłowej i tym samym większe dochody budżetowe; - mielibyśmy większy eksport i lepszą sytuację płatniczą, a w rezultacie mniejsze zadłużenie; - mniejsze byłoby bezrobocie o ok. 0,8 mln osób, a więc znacznie lepiej wyglądałaby sytuacja na rynku pracy. Większe byłyby szanse na atrakcyjne miejsca pracy dla ludzi młodych, a tym samym mniejsza byłaby ich emigracja. Wreszcie większe by były szanse na innowacyjność ? zlikwidowane zostały bowiem głównie duże zakłady generujące modernizację ? czyli elektronika, przemysł informatyczny i precyzyjny.
 
Mieliśmy w rękach wszystkie mechanizmy do obrony własnego przemysłu, ale z przyczyn doktrynalnych nie zastosowano, nawet tych działających w gospodarce rynkowej. Nie wykorzystano również szans na skierowanie napływu kapitału zagranicznego do dziedzin najbardziej modernizujących gospodarkę. Dotyczy to zwłaszcza gałęzi przemysłu wysokiej techniki. Takie możliwości wykorzystała np. Irlandia. Warto zauważyć, że np. Węgrom po transformacji udało się nawet te gałęzie rozbudować. Można było uniknąć likwidacji tylu zakładów. Trzeba było chronić przede wszystkim zakłady wysokiej techniki, a więc fabryki elektroniczne, informatyczne, budowy maszyn, chemii specjalistycznej, gotowych tekstyliów w przemyśle włókienniczym. Trzeba było ochronić przemysł obronny, który reprezentował u nas najwyższy poziom technologiczny. Zakłady te dałyby się przestawić na bardziej konkurencyjną produkcję, gdyby zapewniono im więcej czasu na adaptację do nowych warunków rynkowych. Niszczono wszystko co przez lata zbudowano w PRL.
 
Minęło ćwierć wieku od zmian systemowych. Nie wyciągnięto w tym czasie w sposób dostateczny wniosków z doświadczeń PRL. Ani dobrych, ani złych. Zanegowano całą przeszłość. W rezultacie nie umiano również trafnie odczytać trendów globalnych w przemyśle. W efekcie zarysowały się zasadnicze rozbieżności pomiędzy kierunkami zmian u nas i w przemyśle światowym.
 
W Polsce postępuje patologiczne likwidowanie przemysłu ? podczas gdy na świecie wyraźnie wzrasta zainteresowanie tą gałęzią gospodarki, a w ponownym uprzemysłowieniu widzi się szansę dla Europy. W krajach rozwiniętych obserwuje się dziś silny nacisk na rozwój przemysłu wysokiej techniki opartego na technologiach XXI wieku, a u nas nastąpił jeden z największych regresów w tej dziedzinie. Skutek jest taki, że ośrodki badawcze nie za bardzo mogą współpracować z nowoczesnymi zakładami, bo te mają swoje biura projektowo ? badawcze w mateczniku poza granicami Polski. Książka ?Jak powstały i jak upadły zakłady przemysłowe w Polsce? - powstała, aby odpowiedzieć na pytania, na które polska nauka do tej pory nie miała odpowiedzi - w pierwszym rzędzie, jaka była skala i jakie przyczyny tak dużej likwidacji naszych zakładów przemysłowych. My autorzy ? mówi prof. A. Karpiński ? mieliśmy dwa cele: -po pierwsze ? udokumentować dorobek PRL w budowie nowych zakładów przemysłowych. Gdyby nie intensywna propaganda antypeerelowska, może nie byłoby to tak palące. Moja generacja, mówi profesor, która już odchodzi z przyczyn biologicznych ma świadomość, że jeśli my nie stworzymy dokumentacji, to w przyszłości nie będzie można liczyć nawet na najlepszych historyków , bo nie będą mieli takiego dostępu do udokumentowania zdarzeń, a nade wszystko możliwości odwołania się do żywych świadków. - I po drugie ? chcieliśmy rozpoznać zakres likwidacji majątku, który powstał w Polsce Ludowej.
 
Na stronie tytułowej figuruje 4 autorów, ale w zbieraniu i opracowaniu informacji uczestniczyło ponad 30 osób. Należy im się serdeczne podziękowanie. Istnieje też wielka społeczna potrzeba wyrażenia uznania i podziękowania Polakom, którzy pracowali w tych zlikwidowanych zakładach. Prawie milion ludzi ? a licząc członków rodzin - to z pracy w nich żyło 3,5 miliona osób. Tym ludziom należy się uczciwa ocena ich dorobku. Spędzili w tych zakładach po 20, 30 lat pracy. Trzeba o tym mówić i pisać by to nie przepadło w mroku historii.
 
Głoszone u nas hasło ?25 LAT WOLNOŚCI? - to werbalizm. WOLNOŚĆ ? to pojęcie wieloznaczne, najczęściej oznacza prawo jednostki do postępowania zgodnie z własną wolą i sumieniem. WOLNOŚĆ OBYWATELSKA ? to sfera aktywności i zachowania się obywatela wolna od  ingerencji organów państwowych, prawnie chroniona.
 
Polska konstytucja gwarantuje między innymi takie wolności obywatelskie jak: - nietykalność i bezpieczeństwo osobiste; - nienaruszalność mieszkania; - tajemnicę korespondencji; - nietykalność mienia; - wolność wyznania i sumienia; - wolność  słowa, druku, zrzeszeń i stowarzyszeń.
 
Mamy XXI wiek u nas zapanowała bliżej niezidentyfikowana kapitalistyczna wolność, która biednym i wykluczonym niczego nie gwarantuje. Każda ideologia, nawet  programowo najbardziej antytotalitarna, ma skłonności totalitarne. Zdaniem brytyjskiego filozofa Rogera SCRUTONA ? po dwóch ideologiach totalitarnych ? faszyzmu i komunizmu ? zapanowała dziś epoka totalnego liberalizmu, ?w której prawo zabrania nam zabraniania?. I dodaje: ?nasze prawo skrajnie pobłażliwe dla /ludzi/ czyniących zło, jest bezlitosne dla ludzi, którzy próbują mu zapobiec?.