Cień Kosowa (suplement - część I)
(manipulacja masakrą w Raczaku)
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 
Partyzanci z UCK mieli porywać nie tylko Serbów,
ale także kosowskich Romów, a nawet rodaków ?
Albańczyków (tych uznanych za nielojalnych).
Następnie przetrzymywali ich w obozach szkoleniowych
UCK, potem transportowali do północnej Albanii i tam
zabijali, zaś pobrane od nich narządy
sprzedawali, drogą lotniczą na Zachód

Carla  del  PONTE
 
Cień Kosowa (czyli post-jugosłowiański spleen) to materiał porównujący sytuację na Bałkanach podczas rozpadu Jugosławii i współczesne wydarzenia na Ukrainie ([patrz]: http://www.kulturaswiecka.pl/node/822). To długi tekst, esej polityczny, podejmujący materię nie zawsze znaną polskiemu czytelnikowi codziennej prasy, zwłaszcza koniunkturalnie i utylitarnie ? czyli bez analizy przyczyn takich konfliktów (jak Kosowo, wschodnia Ukraina, Syria, Irak itd.) a konfrontującej walczące tam siły na zasadzie MY vs ONI (to znaczy: Inni) ? prezentującej tamte wydarzenia. To praktyka nagminna w nadwiślańskich mediach. Suplement tu publikowany jest kontynuacją treści w nim zawartych, z rozszerzeniem o tragiczne zestrzelenie (?) samolotu pasażerskiego malezyjskich linii lotniczych nad wschodnią Ukrainą (czyli terenami gdzie toczą się walki między ?rosyjskojęzycznymi separatystami? ? jak nazywa polska prasa tamtejszych powstańców ? a wojskami rządu z Kijowa: dziwne ? podczas walk o Kosowo albańscy ?separatyści? byli nazywani przez tą samą prasę ?bojownikami?, a serbskie wojska walczące z irredentą Albańczyków ?dopuszczały się bestialstw i mordów? i były ?niebywale brutalne?. Na Ukrainie nadwiślańskie media sytuację przedstawiają dokładnie na odwrót, posługując się analogicznym językiem tylko, że a rebours (który jak widać zależny jest od antypatii, fobii, fumów czy uprzedzeń).
 
Czytelnikowi zostawiam ocenę ? bo różnice są nie tylko retoryczno-semantyczne lecz obracają się w przestrzeni wartościowania: bojownik to nie to samo co separatysta, powstaniec ? najemnik, a partyzant ? terrorysta. One odzwierciedlają stopień sympatii i kierują odbiorcę od razu na pozycje MY vs ONI, SWOI vs INNI. Co w dalszej konsekwencji skutkuje afirmacją DOBRO kontra ZŁO.
 
Przecież wolne i demokratyczne media mają pomagać aby OBYWATEL coraz bardziej przybliżał się do spinozjańskiej zasady: ??. Staram się jedynie, aby ludzkich postępków nie wyśmiewać, nie opłakiwać i nie potępiać, lecz je zrozumieć?. To miało się właśnie zmienić ? w informacyjno-propagandowo-ideowej przestrzeni medialnej nad Wisłą, Odrą i Bugiem ? po wyborach z dn. 4.06.1989. Czytelnik miał się stać podmiotem, obywatelem, osobą ? nie konsumentem i plastyczną masą, urabianą wg subiektywnych poglądów Panów Redaktorów czy aktualnych zapotrzebowań polityczno-utylitarnych tzw. Autorytetów Moralnych, Zasłużonych Bojowników o Wolną Polskę (i takie media) czy zwykłych celebrytów medialnego businessu.
 
Bo czy ta akurat władza ? media to przecież władza czwarta o specyficznej roli i umocowaniu w społeczeństwie demokratycznym ? ma prezentować afektywne, emocjonalne, personalnie jednoznaczne (w tym wypadku piszącego dziennikarza bądź publicysty) stanowisko lub spojrzenie na dany problem czy jest raczej od agnostycznego (czyli nie-emocjonalnego, możliwie czysto angelicznego, dającego konsumentowi materiału wybór i ukształtowanie swego własnego zdania na konkretne zagadnienie), wielopłaszczyznowego nakreślenia pluralizmu  współczesnego świata ? Tak tylko bowiem rodzić się może obywatel, osoba odpowiedzialna, świadoma i racjonalna w swych wyborach i reakcjach. A tego Polsce XXI wieku przede wszystkim potrzeba. Inaczej tworzymy biernego konsumenta medialnej ?papki?, manipulowanego poglądami ? tu - dziennikarzy, publicystów lub komentatorów. Czyli manipulowany może być zawsze ?.
 
Proszę wrócić do kryzysu wokół Kosowa. I przeczytać jakie stanowiska zajmowała wówczas śmietanka nadwiślańskich mediów: Żakowski, Szostkiewicz, Wołek, Ostrowski, Wróbel, Sierakowski itd. ? z Adamem Michnikiem na czele. I porównać ich ówczesną argumentację ? ale biorąc pod uwagę przestrzeń etyczno-moralną bo to zawsze oni eksponują w swojej publicystyce ? w przedmiocie poszczególnych epizodów dramatu Kosowa i współczesnej Ukrainy. Raczak i katastrofa MH 17 ? to dwa symbole, dwie tragiczne sytuacje jakich na wojnie (każdej) jest mnóstwo. Bo to wojna sama w sobie jest nieszczęściem. Zwrócić pragnę jedynie uwagę na argumentację i ton etyczno-moralnego uniesienia jakim epatuje zawsze w swych produkcjach czołówka polskich publicystów. I na mentorskie, aprioryczne, paternalistyczno-kaznodziejskie brzmienie tych produkcji.
 
15 stycznia 1999 we wsi Raczak w Kosowie doszło do starcia między policją jugosłowiańską, a oddziałami Armii Wyzwolenia Kosowa. W rezultacie interwencji Misji Weryfikacyjnej OBWE walki zostały przerwane. Następnego dnia we wsi został odkryty masowy grób zawierający zwłoki 45 Albańczyków. Tego samego dnia kierownik misji OBWE William Walker oskarżył Belgrad o dokonanie masowej egzekucji na ludności cywilnej. Władze Jugosławii zaprzeczyły, jakoby doszło do zbrodni oskarżając z kolei Armię Wyzwolenia Kosowa o zaaranżowanie miejsca masakry poprzez umieszczenie w nim zwłok zabitych w innych miejscach albańskich partyzantów. Pełny raport z badań zwłok przeprowadzonych przez zespół fińskich lekarzy nie został nigdy ujawniony, co sprawia, iż okoliczności śmierci Albańczyków nie zostały ostatecznie rozstrzygnięte. 19 stycznia zwłoki Albańczyków zostały przeniesione do kostnicy i poddane autopsji. Początkowo przeprowadzała ją grupa lekarzy serbskich i białoruskich, do których 22 stycznia dołączył zespół lekarzy (specjalistów medycyny sądowej) z Finlandii pod przewodnictwem Heleny Ranty. Pierwsza grupa lekarzy ogłosiła zakończenie prac w końcu stycznia, ogłaszając, iż nie odnalazł śladów masakry na ludności cywilnej. Natomiast wyniki prac zespołu fińskiego nie zostały opublikowane w całości. 17.03.1999 na konferencji prasowej przedstawiono ich kilkustronicowe podsumowanie autorstwa przewodniczącej grupy, z zastrzeżeniem, iż tekst zawiera tezy jedynie autorki, nie zaś wszystkich lekarzy.
 
Cztery dni wcześniej Berliner Zeitung napisała, iż część wysokich urzędników OBWE skłania się ku tezie, iż w Raczaku nie doszło do masakry, a do ?albańskiej inscenizacji?. Ta sama gazeta w marcu 2000 znalazła się w posiadaniu kopii 40 protokołów sekcji zwłok dokonywanych przez lekarzy z Finlandii. Znajdowały się w nich twierdzenia, iż nie miały miejsca okaleczenia zwłok, ofiary nie zginęły od strzałów z bardzo małej odległości, zaś tezę, iż wszyscy zabici byli cywilami i zostali zamordowani w Raczaku należy uznać za ?nieudowodnioną?. W styczniu 2001, również na łamach tej gazety podano, iż dziennikarze pisma dotarli do opracowania sporządzonego przez trzech spośród ekspertów fińskich, którzy stwierdzili w nim, iż nie ma dowodów, by ciała odnalezione w Raczaku były zwłokami cywilów. Pełne wyniki prac lekarzy nie zostały opublikowane. W 2008 Helena Ranta w swojej biografii, napisanej przez Kaiusa Niemiego, stwierdziła, że zarówno szef misji OBWE William Walker, jak i urzędnicy fińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wywierali na nią naciski aby treść raportu jej zespołu była tak skonstruowana, by bardziej zdecydowanie potępiał on Serbów i określał ich winę.
 
Ale wyrok media już wydały, określając jednoznacznie winę, motywy, formę dokonania i sprawców masakry.
 
Cytując (jako motto tego tekstu) Carlę del Ponte (szwajcarską prawniczkę i głównego prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze ds. zbrodnii w Rwandzie, później - w byłej Jugosławii) pragnę pokazać jak klimat i doraźne potrzeby polityczne, zacietrzewienie cywilizacyjno-kulturowe (chodzi o pojęcie ?wyższości kulturowej? Zachodu i jej funkcjonowanie związane z misyjnością, mającą swe źródła w rudymentach chrześcijaństwa zachodniego) i pospolita ksenofobia kulturowa (czy ? kulturowy imperializm) święcą dziś nadal triumfy. Ludzie Zachodu  są przekonani, że jedynie ich wybory są słuszne i prawdziwe, że tylko one są triumfem i clou rozwoju całej ludzkości, że tylko ta forma rozwoju człowieka jest najlepsza i możliwa do zaakceptowania. Ich język dziś ? choćby odnośnie konfliktu na Ukrainie (a poprzednio ? w sprawie Kosowa, rozpadu Jugosławii, Iraku czy Libii), ich argumentację i stanowisko w tych sprawach z jednej strony to przejaw znanych z historii Zachodu stosunków feudalnych: seniora i wasala, z drugiej ? powtórzenie mentalności kolonizatorów i krzyżowców (choć mogą być uznani za protoplastów XVIII i XIX wiecznych zachodnio-europejskich zdobywców tzw. III świata), a z trzeciej ? to egzemplifikacja panowania kapitału, skupionego jak na razie głównie w rękach ludzi Zachodu.
 
Jak twierdzi filozof Adam Karpiński społeczeństwom zachodnim (zwłaszcza amerykańskiemu) wydaje się ? to jest właśnie jeden z przejawów imperializmu cywilizacyjno-kulturowego (czy jego XXI?wiecznej formy) ? że rozpoznały już dostatecznie treści, istotę i zasady  ??. demokracji i wystarczająco je urzeczywistniły. Teraz nastał czas wdrażania demokracji przez inne narody i  społeczeństwa?. To stąd ? z tych korzeni ? wzięła się fałszywa, życzeniowa i podbudowana imperialnym myśleniem, jak widać dziś dokładnie, idea o   ?końcu historii? (Francis Fukuyama).  To z takich też przesłanek znakomity antropolog brytyjski James C. Prichard (1786-1848)  wysnuł onegdaj tezę, że ?dzikie rasy ludzkie są nie do uratowania?. To z takiego myślenia, obarczonego XIX-wiecznym, spencero-rasistowsko-mistycznym * opisem świata, wypływają poglądy nowego, polskiego euro-posła Janusza Korwina-Mikke.
 
Uprzedzenia wobec Innego istniały i istnieją zawsze. W XIX wieku przyjęły one formę zorganizowanego, państwowo-imperialnego, podbudowanego nauką (czy ? pseudo-nauką) systemu. Dziś jest to ? moim zdaniem ? tzw. demokratologia uzasadniająca pojęcie tzw. demokraturę.
 
Raczak i zestrzelenie/katastrofa malezyjskiego samolotu zestawiam w jedną płaszczyznę, słysząc komentarze i obserwując histerię polskich mediów w tym przedmiocie. Wyrok już jest wydany, sprawcy osądzeni (moralnie, etycznie, historycznie i politycznie), przebieg wydarzenia ? jednoznacznie opisany i zadekretowany. Jak w Raczaku (sprzed ponad dekady z okładem), gdzie dziś, m.in. dzięki Carli del Ponte, jest więcej znaków zapytania niż jednoznacznych tropów zbrodni czy odpowiedzi. Albo inaczej ? jest więcej prawdopodobnych odpowiedzi niż wtedy gdy wydawano jednoznacznie brzmiące wyroki. Ślady jawnie prowadzą do celowej mistyfikacji ? nie wiadomo tylko czy w grobach złożeni byli  bojownicy/separatyści kosowscy czy zabici miejscowi wieśniacy, zamordowani przez UCK celem spowodowania interwencji państw NATO. Zdecydowana większość mediów całej Europy brała w tej mistyfikacji i fałszerstwie udział (polskie przekaziory były tu szczególnie gorliwe oraz kłamliwe).
 
Ale mleko się już dawno rozlało. Potępiono Belgrad, po raz kolejny Serbów okrzyknięto en bloc zbrodniarzami i jedynymi sprawcami masakr na Bałkanach, NATO zbombardowało, zniszczyło kraj, zabito niewinnych ludzi ?.
 
Po tragedii na wschodzie Ukrainy jak podczas irredenty Albańczyków w Kosowie zapanowała w naszym kraju histeria (towarzyszy ona zresztą cały czas komentarzom dotyczących sytuacji na Wschodzie Europy). Tak jak w Kosowie - zło i dobro od samego początku (jak prezentowały ów konflikt polskie media) zadekretowano jednoznacznie obu stronom tego dramatycznego i krwawego konfliktu. Nie dopuszczając ? dziś też informacje o handlu narządami ludzkimi, mordowaniu potencjalnych ?dawców?, bezwzględności UCK (ocenianej i opisywanej jak zawsze to ma miejsce w Polsce z pobudek etycznych, mitycznych, bombastyczno-pompatycznie) nie przedzierają się do nadwiślańskiej opinii publicznej - do diametralnego zaprzeczenia medialnemu, angelicznemu niemalże, wizerunkowi UCK i Kosowarów z tamtego okresu.  Tej dramaturgii i zakłamania egzemplifikacją niech będzie osoba kosowskiego polityka i bojownika/separatysty (?) Hashima Thaciego i to co na jego temat napisała ostatnio wspomniana szwajcarska prokurator, a także senator szwajcarski, (który z ramienia rady Europy prowadził w tej materii śledztwo) Dick Marty. Mówi on, że  "Haliti, Veseli, Syla, Limaj, a także Thaci [czyli czołowi politycy dzisiejszego Kosowa ? rscz] i inni jego bliscy współpracownicy zlecali, a w niektórych przypadkach osobiście nadzorowali morderstwa, zatrzymania, pobicia i przesłuchania w różnych częściach Kosowa (...) i w ramach operacji Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK) na terytorium Albanii w latach 1998-2000?.
 
Tragedia Boeinga 777 Malaysia Airlines, dramat ludzi nim lecących, ich rodzin i bliskich, poruszenie międzynarodowej opinii publicznej to zupełnie inna przestrzeń i zagadnienie. I nie tego dotyczą te refleksje. Głównie w prezentacji medialnej tego wydarzenia chodzić o wyciszenie emocji, deeskalację napięcia (jakie narasta wokół wydarzeń na pograniczu rosyjsko-ukraińskim), umiarkowanie w sądach i zaprzestania ferowania apriorycznych, przedwczesnych wyroków. Bo są one zawsze obarczone afektami, sympatiami, chęcią uporządkowania świata wedle naszych, łatwych i prostych wyobrażeń, schematów i ?kalek? cywilizacyjno-kulturowych. I danie medialnemu konsumentowi różnych, możliwości skonstruowania subiektywnego oglądu. Raczak i Kosowo przywołuję więc po raz wtóry ? jako memento, jako przestrogę, jako swoisty i niebezpieczny symbol dopasowywania bieżącej polityki do danej sytuacji, nie jej kreowania w sposób odpowiedzialny przez elity. I ostrzeżenie przed zgubną (również ? bo pozytywów ich działalność ma też sporo)  współcześnie rolą mediów:  one mówią opinii publicznej ?jak jest? (w sposób autorytarny, emocjonalny i jednoznaczny, odbierając odbiorcy krytycyzm, samodzielność myślenia, dystans). Z kolei opinia odbiera to najczęściej apriorycznie i naciska na elity polityczne wg emocji, afektów czy populistycznych ?chciejstw?. Te już potem nie mają wyboru, bo są uzależnione od emocji wyborców, sterowanych medialnie. Po wyjaśnieniu ? czas, czas tu jest decydującym czynnikiem -  danego wydarzenia i tak wszyscy (z tytułu pogoni za newsem i zyskiem) już o nim dawno zapomnieli. Bo zysk jest najważniejszy - nie prawda, jej istota, przyczyny zdarzenia. O samodzielnie myślącym, krytycznym czytelniku nie warto mówić.
 
100 lat temu, w sierpniu 1914 roku wybuchła I wojna światowa (8.08.1914 doszło do pierwszych starć wojsk francusko-brytyjskich z Niemcami w Togo/Afryka) . Ostateczną iskrą do tego globalnego konfliktu stał się zamach w Sarajewie. Katastrofa malajskiego boeinga na Wschodzie Ukrainy może być takim impulsem do zaangażowania się NATO w ukraiński konflikt. Nawoływania do takich rozwiązań w Polsce jest nagminne i  są one tyleż głupie, niebezpieczne, prostackie, co ? groźne. Nieodpowiedzialne, anty-dyplomatyczne, tromtadrackie, buńczuczne i poniekąd (ze względu na społeczną, kulturowo-cywilizacyjną sytuację Polski) - groteskowe.
 
Tak przewidywany rozwój sytuacji mógł być inspiracją dla określonych działań władz w Kijowie, celem wspomożenia ponoszących ostatnio serię porażek w tzw. ?akcji anty-terrorystycznej? (w obwodach donieckim i Łużańskim) wojsk Ukrainy oraz grup paramilitarnych rekrutowanych na zachodzie kraju. Prowokacja ? jak widać w przypadku przywołanego kosowskiego Raczaka ? jest skutecznym środkiem. Niszczy tylko otoczkę, nimb moralno-etycznego kadzidła jakim polskie media spowiły konflikty na Bałkanach i jaką to mgłą prostych, szlachetnych (ponoć) intencji i wizji otulono to co od ponad ? roku dzieje się na Ukrainie. Sprowadzanie wszelkich konfliktów tego typu do realu, gdzie zło i dobro przeplatają się nawzajem, a ?Pan Bóg chodzi w butach diabła? (Kark Heinz Deschner), to wymóg chwili.
 
To jedna z hipotez, tak samo prawdopodobna jak zestrzelenie samolotu przez separatystów/bojowników z Donieckiej Republiki Ludowej, ?wolnych? najemników (także z Polski, Białorusi, Litwy, Grecji, Serbii czy Mołdawii) służących po obu stronach konfliktu, wojsk rosyjskich (najmniej realna możliwość) czy ?? funkcjonariuszy amerykańskiej otoczonej złą sławą agencji ochrony Black Water (dziś to jest tzw. Academy ? jak na ironię przywołującej tradycje Akademii Platona).
 
A na koniec- być może jest to jakieś fatum, że ponownie rejsowy samolot Malaysia Airlines ginie w niewyjaśnionych okolicznościach podczas lotu.

*-mistycznym w tym wypadku wydaje mi się myślenie w kategoriach wyższości rasy białego człowieka i wszystkiego co się z tym wiąże