O ogóle i szczególe
 
Autor: Małgorzata B. Jakubiak
 

Skłonność do uogólnień jest powszechna. Na podstawie znajomości kilku panów Brown?ów i Richardson?ów, Iwanowów, Khatanbatarów i Kowalskich tworzy się powszechnie przyjęte wizerunki Anglików, Rosjan, Mongołów i Polaków. Krótka, turystyczna podróż do Włoch bywa podstawą tworzenia najogólniejszych sądów o tym kraju, zwyczajach i charakterze jego mieszkańców od Sycylii aż po Mediolan. A znajomość z kundelkiem czy jamnikiem kuzynów pozwala zabierać głos w sprawie tego, jakie naprawdę są psy i co lubią a czego nie lubią najbardziej.

1.

Zetknięcie się z jakąś niewielką częścią czegoś, owocuje skłonnością do tworzenia sądów ogólnych i wypowiadania się o tej, nieznanej, a często różnorodnej i pokaźnej całości. Zupełnie jak w tej przypowieści indyjskiej o trzech ślepcach, którzy wędrując wspólnie napotkali słonia. Chcąc dowiedzieć się co to takiego stanęło na ich drodze wyciągnęli ręce: jeden dotknął trąby, drugi nogi, trzeci ucha. Stąd jeden wyprowadził wniosek, że drogę zagradza im wielki wąż, drugi orzekł, że jest to słup, dla trzeciego nie było wątpliwości, że jest to wachlarz.

Uogólnianie, a wraz z nim podział rzeczy i zjawisk na klasy, kategorie, gatunki, rasy etc. należy do najbardziej ugruntowanych sposobów myślenia.

Powszechna jest zatem skłonność do formułowania sądów ogólnych i tworzenia pojęć ogólnych ? i co znamienne ? do przypisywania owym wspomnianym grupom, kategoriom itp. cech stałych, niezmiennych, a także skłonność do bezwarunkowego wartościowania zjawisk, rzeczy i osób ich na podstawie ich przynależności kategorialnej.

Jak bardzo umysł ciąży do tego, by na podstawie jednostkowych spostrzeżeń i doznań tworzyć ogólne wizerunki, by subiektywnym kolorytem jednego zdarzenia, jednej przeżytej chwili, jednej napotkanej osoby zabarwić swoje widzenie całego nawet świata, wie prawie każdy. Przykre i smutne doznania jednostkowe rodzą skłonności do postrzegania życia i świata jako złych i ciężkich, gdy zaś wszystko idzie jak ?z płatka? powiada się, ?że świat jest piękny, a życie nie jest takie złe?.

Nawet filozofom, nieskorym, wydawałoby się, do pochopnych sadów, rozważającym i analizującym, zdarzało się na podstawie własnych, jednostkowych okoliczności życia, subiektywnych doznań i sposobów ich przeżywania, na podstawie nastrojów związanych z jednym miejscem i środowiskiem, wypowiadać sądy o życiu w ogóle. Smutny, pełen lęków i samoudręczeń, z głębią przeżyć niezrozumiałych dla mieszczańskiego i pospolitego środowiska w którym przyszło mu żyć, wyobcowany i osamotniony S?ren Kiergegaard ? norweski filozof żyjący w XIX wieku ? opisuje świat i życie jako czarę rozpaczy. Tytuły jego dzieł są znamienne: Bojaźń i drżenie, Choroba na śmierć. Ale Claude Helvetius, który prowadził wesołe życie dworskie, w którym miłostki, taniec, szermierka zajmowały poczesne miejsce, twierdził, że to świat jest wesoły i przyjemny, a książka, w której o tym pisze nosi tytuł Szczęście. W ten sposób mały wycinek dostępnej dla nich rzeczywistości w postaci życia, które było ich udziałem rzutował na ich pogląd na ?świat i życie w ogóle?.

Gdy napotyka się nowe, czy nieznane zjawisko potrzeba zrozumienia go polega między innymi na próbach przypisania go do jakiejś znanej grupy, klasy, rodzaju czy gatunku, a niemożność zrobienia tego budzi niepokój i dezorientację. Zjawiska, które nie mieszczą się w istniejących już klarownych i ustalonych podziałach (klasyfikacjach) zawsze przysparzały problemów naukowcom; ale i w życiu codziennym, w sytuacji, gdy zupełnie nie wiadomo z czym ma się do czynienia odczuwa się zaniepokojenie. To, co nieznane i niezrozumiałe budzi dezorientację i swoisty niepokój, i bardzo chce się ustalić na początek chociaż rodzaj zjawiska, z którym ma się do czynienia. Myśl ludzka miewa przy tym tendencje do ?kostnienia? w zakresie pewnych znanych i już wcześniej ustalonych kategorii zjawisk i cech im przypisanych, toteż gdy natrafi się na coś, co nie pasuje do żadnej z nich pojawia się prawdziwy kłopot, szczególnie dla tych, którzy nie chcą przekroczyć granic myślenia schematycznego. Takie schematycznie i standardowo traktowane ?myślenie kategorialne? pozbawione wszelkiej zdolności do modyfikacji sprawia, że albo odrzuca się nietypowe zjawisko jako ?nie mogące istnieć? albo neguje się w nim cechy nietypowe, zalicza się do jakiejś kategorii i nie przyjmuje się absolutnie odmienności danego indywiduum. Gdy po raz pierwszy opisano meteoryty, które spadły na ziemię, uczeni, nie mogąc zaklasyfikować zjawiska kawałów żelaza spadających z nieba uznali, że nie ma i nie może być nic takiego. Zaś pewna moja sąsiadka spacerująca ze swoją suczką, od lat spotyka na tych spacerach starego pitbula ze swoim panem. I niezmiennie od lat na ich widok wbiega na osiedlowa górkę i chowając się tam za mizernym krzaczkiem wydaje z siebie nieartykułowane dźwięki, mające oznaczać jej przerażenie.

To nic, że przez te 8, czy nawet więcej lat pit bul, wychowany na zrównoważonego i pogodnego psa, spaceruje spokojnie po osiedlu i okolicy, to nic, że każdego dnia udowadnia otoczeniu, że jest nie tylko pogodnym wesołkiem, skorym do zabawy ze wszystkimi, ale też i pacyfistą (albo ofermą ? to zależy od punktu widzenia), który obszczekany przez maleńkiego orka woli mu raczej zejść z drogi niż podjąć jakąś psią dyskusję. Bo w jej mniemaniu pitbul musi być groźny i zły, o czym świadczyć ma sama przynależność do rasy, a jeśli taki nie jest (podobnie jak byczek Fernando) budzi u wielu konsternację jako obiekt nie mieszczący się w raz na zawsze określonych ramach. Zapewne skala zjawiska w powyżej podanych przykładach jest krańcowo różna, ale sam sposób myślenia oparty jest na podobnych mechanizmach.

Błędy nadmiernego uogólniania, a także dezorientacji gdy jakieś zjawisko nie mieści w znanych szufladkach dotknąć może wszystkich, bez podziału na kategorie uczonych i mniej uczonych. Bardzo łatwo też zapomina się, że wprawdzie dana kategoria rzeczy zawiera pewne cechy wspólne, ale każde indywiduum, zaliczane do danej kategorii, dlatego jest owym indywiduum, bo ma też cechy odrębne. Inaczej świat byłby zbiorem rodzajów i gatunków, z których każdy zawierałby jednakowe klony.

Prof. Narcyz Łubnicki (1904?1988), filozof, w tym logik, napisał: Zbyt pochopne uogólnienie (przypisywanie wszystkim przedmiotom pewnej grupy własności dostrzeżonej tylko u niektórych członków tej grupy) może pociągnąć za sobą najfatalniejsze konsekwencje w każdej dziedzinie, zwłaszcza zaś w dziedzinie polityczno-społecznej. Na tle takiego bezkrytycznego, bezwzględnego uogólnienia powstają najgroźniejsze przesądy i zabobony (...). Wszystkie animozje dzielnicowe, narodowe, rasowe, wyznaniowe itd. powstają przez niemądre, bezpodstawne uogólnianie (N. Łubnicki, Nauka poprawnego myślenia, W-wa, 1987). Dodam, że w dziedzinach społeczno-politycznych, w próbach tendencyjnego przypisania jakiejś grupie cech niekoniecznie w sposób absolutny i bezwarunkowy stanowiących o jej istocie, sięga się do różnych argumentów, na miarę czasów. Błękitna krew lepiej urodzonych, czy kolor skóry ludzkiej, zależny nie tyle od szerokości geograficznej czy warunków klimatycznych co od ?jakości? ludzi to już stare argumenty (chociaż wciąż aktualne). Czasy współczesne (rozumiane jako wiek XX i XXI) mają dodatkowo genetykę (zwaną wcześniej eugeniką), która wykorzystana w nieuczciwych, stronniczych argumentach służy niejednokrotnie do zamknięcia kogoś raz na zawsze w ramach ściśle zamkniętej kategorii. I w tym przypadku znowu mamy do czynienia z absurdalnym uogólnieniem, bo geny są czynnikiem od którego zależy wiele cech, ale bynajmniej nie wszystkie. Jeśli by tak było, trzeba by zanegować sens wychowania, nauczania, resocjalizacji.

Wydawać mogłoby się, że wszystko to, co zostało tu powiedziane jest czczym rozważaniem, wszak każdy rozsądny człowiek wie, że przysłowiowy ?flegmatyczny Anglik? w rzeczywistości może okazać się Anglikiem pełnym temperamentu, a ?ognisty Hiszpan? w indywidualnej postaci pewnego pana Fernandeza, albo Calderona, może być go pozbawiony, pitbul może okazać się ?kanapowcem? zaś posługiwanie się takimi uproszczonymi obrazami jest pozbawionym większego znaczenia niegroźnym, potocznym i uproszczonym sposobem wyrażania emocji, który jednak znika, gdy trzeba wydać opinie przemyślaną, poważną.

Wydawać by się tak mogło, ale tak nie jest. Jakże często w (pozornie) poważnych dyskusjach osób ?medialnych? zamiast wnikliwego rozróżnienia niuansów poszczególnych zjawisk, żongluje się gotowymi ogólnikami, pojęciami, których odpowiednikami nie są żywi ludzie, lecz bliżej nieokreślone abstrakty.

2.

Oprócz znanych i uznanych kategorii, które i tak nie mieszczą w sobie licznych zjawisk ?nie pasujących? tworzone są nieomal na każda okoliczność grupy i rodzaje, których członkom, wydawałoby się, poważni i wykształceni ludzie chcą raz na zawsze przypisać pewne cechy i na tej podstawie określić ich charakter i los życia. Mam tu na myśli głównie kategorie społeczne, abstrahując w tym momencie od kategorii nauk ścisłych. Nie wszystkie kategorie pośród tych wyodrębnionych i uwypuklonych na potrzeby chwili i sytuacji, i związane z nimi uogólnienia mają anegdotyczne i humorystyczne zabarwienie jak kategoria blondynek. Dla uzasadnienia różnych interesów, upodobań, chęci lub niechęci można zebrać niewygodnych czy nielubianych ludzi w najrozmaitsze kategorie, po czym przypisując im absurdalne cechy stworzyć abstrakty wobec których wyrabia się negatywne opinie społeczne oraz podejmuje działania destruktywne.

Nie tak dawno, w związku z paraolimpiadą, został wygłoszony w mediach pogląd, że osoby niepełnosprawne nie powinny uprawiać sportów ?fizycznych?, powinny jedynie grać w szachy.

W związku ze sporami na temat in vitro dowiedzieliśmy się, że kategoria dzieci tak poczętych jest odrębna i zarazem ?wyjęta? z ogólnej kategorii dzieci i naznaczona przez posiadanie specjalnej fałdki na ciele.

W dyskusjach skrajnych feministek i różnie skrajnych szowinistów męskich ciągle słyszymy, co powinna robić, pragnąć i czuć kategoria mężczyzn i kategoria kobiet, jako osobników o cechach raz na zawsze ustalonych i na ogół takich jakie pasują akurat komuś do uzasadnienia jego poglądów, co powinni robić mężczyźni, a do czego stworzone są kobiety.

Przykładów takich jest wiele na każdym kroku, bo tak już jakoś jest, że ludzie dla swych często pierwotnych instynktów i motywacji poszukują głębi teoretycznych uzasadnień.

W dyskusjach tych poraża ignorancja i brak myślenia, które to niedobory czynią wszelkie debaty i spory jałowymi. Elementarna znajomość logiki pozwala zrozumieć zależności między pojęciem ogólnym, nazwą a elementami zawierającymi się w tym pojęciu, elementami tworzącymi klasę, gatunek, etc. Łatwiej można wtedy zrozumieć, że wprawdzie niepełnosprawny należy niewątpliwie do klasy niepełnosprawnych (chociaż sportowcy tej grupy zadziwiają swoją właśnie sprawnością, rodzajem uprawianego wyczynu dobranym do możliwości, ale czy i tzw. ?pełnosprawny? nie wybiera dziedziny zgodnie ze swoimi możliwościami, zaś w innych dziedzinach okazałby się do niczego?), ale klasa ta zawiera się w klasie ludzi, a ci, jak wiadomo mają różne potrzeby, wynikające z ich zainteresowań, temperamentu i zbyt wielu jeszcze czynników, aby je tu wymienić. A ludzie, jak wiadomo, jedni wolą szachy, a inni wolą pomknąć na rowerze. W wypowiedzi o paraolimpiadzie, tak jak i niepełnosprawnych sportowców, uogólniono także całą kategorię widzów ? kibiców; skoro dla jednemu nie podoba się oglądanie rowerzysty pedałującego rękoma, to jest oczywiste, że cała reszta kibiców to on sam do potęgi n.

Podobnie jest z przynależnością do klasy kobiet czy mężczyzn, która to przynależność nie wyklucza ich cech i zainteresowań szerszych niż te ściśle związane z płcią.

Bycie zarazem matką i adwokatem logik wytłumaczy za pomocą tzw. ?kół Eulera?, którymi ilustruje się relacje klas i elementów (zawieranie się, mnożenie ich i dodawanie, czyli mówiąc zwyczajnie, to że lekarze i literaci mogą stworzyć grupę lekarzy-literatów, a kobiety i mężczyźni zawierają się w klasie ludzi). Socjologowie zaś ujmą to inaczej, będą mówić o tym, że jedna osoba sprawuje zarazem wiele ról społecznych. Znajomość logiki czy socjologii nie jest jednak wcale warunkiem tego by być zdolnym do obserwowania świata, myślenia i wyciągania własnych wniosków. A wtedy łatwo można zauważyć, że zjawiska świata nie dadzą się bezwarunkowo i jednoznacznie poszufladkować i takie przypisywanie zjawiska do jednej kategorii i wyznaczanie mu cech ? granic poza które nie ma prawa wydostać się jest nie tylko absurdem, ale i źródłem poważnych kłopotów teoretycznych i realnych.

3.

Problemy z tym co ogólne i z tym, co jednostkowe zostały dostrzeżone we wczesnych wiekach średnich i znane są w historii filozofii jako spór o uniwersalia (mówiąc inaczej o naturę powszechników, czyli pojęć ogólnych, o to, czym one naprawdę są i jakie mają odniesienie do rzeczywistości). Spór ten najburzliwiej rozgorzał w wieku XI i XII, ale i potem, przez całe wieki temat ten powracał wciąż na nowo. Toczył się on pomiędzy teologami a zwolennikami ?uracjonalnionej? wiedzy, tzw. dialektykami i miał wielkie i swoiste zarazem znaczenie, bo stawką było uzasadnienie lub podważenie całej problematyki teologicznej (bazującej na abstraktach) i wykazanie wyższości rozumu nad wiarą i objawieniem, lub odwrotnie ? podporządkowanie wiedzy racjonalnej (w tym logiki) racjom teologicznym. Jeśli pojęcia ogólne istnieją jedynie jako twory umysłu, określane wspólną nazwą, w rzeczywistości zaś będące zbiorem jednostkowych rzeczy o cechach wspólnych, ale i także przypadkowych, ? jak twierdzili dialektycy ? to cała teologia, wszelkie dociekania dogmatyczne byłyby jedynie bezpłodnym żonglowaniem słowami.

Podważone byłoby np. pojęcie ?człowieka w ogóle? jako idei w zamierzeniach Stwórcy przed stworzeniem pierwszego człowieka konkretnego i podważona byłaby także. augustyńska koncepcja ?jedności Kościoła? pojmowana jako realnie istniejący byt ogólny, a nie jako jedynie zbiór jednostkowych wiernych. Jeśli jednak takie abstrakty istniałyby swym idealnym bytem naprawdę, a rzeczy jednostkowe stanowiłyby ich (niedoskonałe) odzwierciedlenie, tak jak to głosi teologia ? nawiasem mówiąc dla potrzeb której wykorzystano platońską naukę o istniejących realnie ideach i ich niedoskonałym odzwierciedleniu w postaci przedmiotów realnego, ziemskiego świata ? to oczywiście świadczyłoby to o ich wyższości nad dialektyką, naukami opartymi na rozumie, czyli dyscyplinami wyzwolonymi (nieteologicznymi).

A zatem spór ten miał znaczenie nie tylko poznawcze, teoretyczne, ale był wyrazem i instrumentem walki o słuszność światopoglądu świeckiego lub też teologicznego, a co za tym idzie prymat władzy kościelnej, opartej na objawieniach i wierze lub laickiej, kierującej się argumentami rozumowymi.

Spór o uniwersalia na ogół uważa się za wygasły, a przynajmniej za mocno przygasły ? szczególnie w jego teologiczno-dialektycznej płaszczyźnie konfliktu. A jednak problemy związane z posługiwaniem się abstraktami, ze sposobem ich tworzenia i rozumienia nie straciły na aktualności również w świecie współczesnym.

4.

Dlatego też Tadeusz Kotarbiński powrócił do nich w swojej koncepcji reizmu, zwanej też konkretyzmem, zgodnie z którą istnieją tylko rzeczy konkretne, a świat jest ich ogółem. Zgodnie z tą koncepcją, ze względu m.in. na niebezpieczeństwo formułowania wieloznacznych wypowiedzi, rozstrzygania pozornych problemów, prowadzenia jałowych sporów wokół nich, rezultaty których, rodząc niepotrzebne konflikty, bywają groźne, należałoby usunąć z języka ogólniki i zastąpić je nazwami konkretnych przedmiotów. Koncepcja wzbudziła poruszenie, toczyły sie na jej temat uczone dyskusje, nie pozbawione krytyki, a Kotarbiński od skrajnej wersji programu semantyki reistycznej przechodził stopniowo do coraz bardziej liberalnej. Niezależnie bowiem od błędów jakie popełnia się dokonując uogólnień nie sposób zrezygnować z nich ani w nauce ani w życiu codziennym, nie ma możliwości rezygnacji z tzw. wnioskowania indukcyjnego, które polega na tym, że na podstawie niektórych poznanych elementów wnioskujemy i wypowiadamy się o wszystkich, także tych, których nigdy nie poznaliśmy i nie poznamy.

Inaczej nie moglibyśmy wykonać większości działań życiowych i większości operacji naukowych ? jak zauważa prof. Narcyz Łubnicki.

Ani w życiu codziennym, ani w nauce nie ma możliwości poznania wszystkich, na przestrzeni czasów i miejsc egzemplarzy danego rodzaju, o którym chcemy wypowiedzieć jakiś sąd. Aczkolwiek nigdy do końca nie można wykluczyć możliwości napotkania faktu przeczącemu przyjętemu uogólnieniu, to jednak w nauce, w celu redukcji błędu do minimum, wypracowano metody zwiększające prawdopodobieństwo prawdziwości sądów ogólnych.

W życiu codziennym pozostaje postępować zgodnie z tytułem jednego z rozdziałów książki prof. Narcyza Łubnickiego: Uogólniaj, ale rozsądnie! (w: ?Nauka poprawnego myślenia?).

O ile w nauce (a także np. w przepisach prawnych) pojęcia używane są dokładnie precyzowane i definiowane, o tyle w życiu codziennym, zarówno prywatnym jak i niestety w społecznym, publicznym tak na ogól nie dzieje się. Używa się ogromnej ilości ogólników, abstraktów ? społeczeństwo, człowiek, ludzkość, młode pokolenie, kobiety, mężczyźni, emeryci, inwalidzi, a zatem dobro społeczne, dobro ludzkości (i tak można w nieskończoność wymieniać pojęcia ? klucze) przy założeniu, że wszyscy wiedzą o co chodzi. Tadeusz Kotarbiński niejednokrotnie w swych wypowiedziach ukazywał wagę i znaczenie kultury logicznej, choćby elementarnej, polegającej na sprecyzowaniu co konkretnie jest przedmiotem dyskusji, polemiki i wypowiadanych twierdzeń.

Czasami jednak ma się wrażenie, że operowanie tymi bliżej nieokreślonymi abstraktami nie jest wynikiem jedynie braku kultury logicznej, choć i to niewątpliwie też ma miejsce. Są jednak i inne powody, które można by określić jako strategiczne.

Takie bezkształtne, niesprecyzowane pojęcie ogólne pozwala na przypisywanie mu cech takich, jakie będą lepszym argumentem dla założonej tezy, które będą odpowiedniejsze do wykazania słuszności racji danego dyskutanta. W ten sposób abstrakty, nadal mogą służyć jako arsenał dla przeciągnięcia zwycięstwa na którąś ze stron, która lepiej umie je ?zabarwić? pożądanymi w danej sytuacji cechami, które lepiej mogą służyć wykazaniu własnej słuszności i przy założeniu, że interlokutorzy nie będą umieli wychwycić i unieszkodliwić w dyskusji takiego manewru.
 

Res Humana nr 2/2014, s. 15-20