Autoprezentacja w służbie księży (Część druga)
 
Autor: Czesław Matusewicz
 

Po wyświęceniu ksiądz nie uprawia czynności mistrza różnorakich ceremonii, lecz pełni ?służbę bożą?, sam staje się ?sługą bożym?. Zabieg ten stanowi wyraźne nadużycie semantyczne i moralne, księża realnie są bowiem jedynie sługami Kościoła. I jest to kolejny zabieg symbolicznego wyróżnienia społecznego osób tej grupy. Splendor pana, jak wiadomo, przenosi się na sługę. Zjawisko to psychologowie nazywają ?kąpaniem się w cudzej chwale?. A technikę chwalenia Pana i kąpania się w Jego chwale księża wykorzystują nawet z pewną dozą przesady. Wiadomo: im więcej przypisze się Panu wszelkich cnót i walorów, tym więcej blasku spłynie na Jego sługi.

Jednym z następstw przekonania o powołaniu jest ? według księży ? przywilej obcowania z duchem bożym. Księża prezentują siebie jako biegłych i wtajemniczonych, którzy potrafią rozpoznać myśli i wolę Boga, ukazują także siebie jako jedynych pośredników, poprawnie przekazujących je rzeszom ludzi niewtajemniczonych. W ich wypowiedziach często pojawiają się zwroty: ?Taka jest wola boża?, ?Bóg tak nakazał? i inne.

Prezentują się także jako ci, którzy znając upodobania i życzenia Boga potrafią skutecznie skłaniać (upraszać) Go do spełniania próśb i życzeń wiernych. W praktyce funkcjonuje to jako oferta kierowana do wiernych o korzystanie z pośrednictwa księży w pozyskiwaniu przychylności bożej dla poczynań zleceniodawców. Dla tych, którzy przyjmują ofertę w dobrej wierze o jej skuteczności, jawi się ona jako wizytówka kompetentnych specjalistów.

Stosowanie tego typu sposobów autoprezentacji znaczy w sensie społecznym korzystanie z bardzo skutecznego środka wpływu społecznego. Okazuje się, że ludzie mają silnie utrwaloną skłonność odmiennego reagowania na osobistą sugestię (prośbę) przekazującego i autorytetu, w imieniu którego jest przekazywana. Zjawisko to chętnie wykorzystują (poza księżmi), negocjatorzy, handlowcy, sędziowie i inni. Negocjatorzy nazywają je ?taktyką na zwierzchnika? albo zjawiskiem pełnomocnika.

Schemat działania tym sposobem jest bardzo prosty. Powiada się: ?Ja godzę się na te warunki, ale szef, zarządu, przełożeni, żona, mąż itd. tego nie zaakceptują, musicie ustąpić!? I strony z reguły ustępują. W przypadku Najwyższego Autorytetu niektórzy z dumą ulegają Jego realnym lub domniemanym nakazom. Stwierdzenie ?Bóg tak chce? jest imperatywem niepodważalnym, psychicznym nakazem działania.

Dodatkowo zwroty te, powtarzane miliony razy w ciągu wieków, stają się tzw. oczywistymi prawdami społecznymi, nie poddają się refleksji, są przekazywane z pokolenia na pokolenie różnymi kanałami komunikacji międzypokoleniowej. Wpływają na psychikę ludzką i obraz świata ludzi, w którym wszystko jest tak, jak ma być. Konsensus społeczny leży u podstaw tego stanu rzeczy.

Semantyka jest wykorzystywana również do podkreślenia ważności czynności kapłańskich.

Ksiądz nie wygłasza przemówienia, lecz kazanie (staropolskie kazać, to tyla co nakazywać), obecnie homilie, tzn. objaśnianie wątków biblijnych, czyli znowu nakazów bożych. Określenia typu homilia, psalmy, roraty, eucharystia, hostia, prezbiterium i inne oszałamiają człowieka niewykształconego, ?przenoszą? go w świat niecodziennej rzeczywistości, w świat symboliczny, wzbudzający poczucie niepewności, wymuszający zachowanie uległe i pokorne.

Ludzie, jak wiadomo, w sytuacjach nieznanych tracą pewność siebie i zachowują się pod wpływem presji sytuacyjnej, dają się łatwo ?prowadzić?.

Nieznane, tajemnicze jest wykorzystywane także w innej wersji. Widać to wyraziście po rozróżnieniu działań na scenie, przeznaczonych dla ogółu odbiorców i zakulisowych, dostępnych jedynie wtajemniczonym. Uroczystości, nabożeństwa są prezentowane w odświętnej scenerii na scenie, natomiast ich przygotowanie, okryte całunem tajemniczości, przebiega w cieniu kulis. To umożliwia skrywanie niezbyt przyjemnych aspektów techniki preparowania tego, co świetliste, uświęcone i ?niebiańskie?.

Bez mistyfikacji, ukrycia tego, co pospolite, nie byłoby wzniosłości nabożeństwa. Wyobraźmy sobie sytuację otwartego, dostępnego uczestnikom, przygotowania mszy świętej. Widzielibyśmy wypiekanie ciasta hostii, odkorkowywanie butelki z winem napełnianie wodą z kranu kropidła, prasowanie strojów kapłana, zmywanie naczyń liturgicznych itp. Przy takiej prezentacji świętość i doniosłość przekazu religijnego ległaby w gruzach, a nabożeństwo zatraciłoby swój sens i istotę. Siła mistyfikacji kształtuje przeżycia i stany psychiki ludzkiej!

Ważne przy tym jest i to, że rozdzielenie fazy materialnej produkcji i umysłowej percepcji nabożeństwa pozwala wywyższyć ostatnią kosztem pierwszej prezentacji. Pokaz jest elegancki, dostojny, produkcja ? mozolna i zgrzebna. W następstwie tego celebrujący uroczystość kapłan jawi się jako kreator wzniosłości, postać znacząca, wywyższona. Jest kimś lepszym od innych, osobą ze świata cudowności, mirandy. W wyniku generalizacji ten odświętny model postrzegania księdza przenosi się, na ogół sytuacji życia codziennego. Tym samym przyczynia się do akceptacji wysokiej pozycji księży na skali ocen społecznych, prestiżu.

W procesie budowy korzystnego wizerunku księża wyśmienicie wykorzystują elementy przestrzeni. Jak wiadomo, wywyższenie lub zbliżenie przestrzenne ma swe odpowiedniki psychiczne. Skrócenie dystansu, zbliżenie fizyczne osób jest wskaźnikiem bliskiej więzi psychicznej. Trzymanie na dystans jest sposobem wymuszania respektu, szacunku. Wywyższenie w przestrzeni jest odbierane jako oznakę dominacji górującego. Zatem ksiądz na ambonie nakazuje odgórnie, a udzielający komunii osobom klęczącym jawi się im jako potężny szafaż dobra. Wywyższony spowiednik jest wybawcą błądzącego, a powiększona i podwyższona dzięki infule i szatom liturgicznym postać kapłana uosabia siłę, jawi się jakby potęga zaklęta w postaci Mojżesza z rzeźby Michała Anioła.

Niektóre gesty, niekiedy zwane czerwonymi, lokowane w górnej partii przestrzeni osobistej skutecznie służą wzmacnianiu nakazów, wyrażaniu oburzenia, potępienia. Dobrą ilustracją tej prawidłowości jest obraz ukazujący ks. P. Skargę, głoszącego kazanie sejmowe. Ręka, uniesiona do góry w geście potępienia, wyraża siłę ekspresji kaznodziei, ?narzuca? respekt dla mówcy i jego przesłania.

Również strój codzienny księdza został pomyślany jako środek oddziaływania autoprezentacyjnego. Jednolita, okrywająca ciało od szyi po stopy sutanna oraz biret, ?wydłużający? głowę, narzucają spostrzeganie postaci jako wysokiej, dominującej. Przy tym czerń stroju wzmacnia to doznanie, i jeszcze dodaje powagi tak wyglądającej postaci.

Czytelnik, nie interesujący się przedstawianymi problemami na co dzień, może sądzić, że są to mało istotne drobiazgi. Jednak, czego dowodzą liczne badania antropologów, ludzie są niezwykle wrażliwi na przestrzenne wskaźniki umiejscowienia innych. Wrażliwość ta została ukształtowana w zamierzchłych czasach, w których relacje te decydowały o możliwości przetrwania i jest uwarunkowana genetycznie.

Ukazane zabiegi autoprezentacyjne i jeszcze liczniejsze nieukazane, niekiedy zmodyfikowane, dostosowane do cech osobowych jednostki. intensywnie oddziałują na naszą podświadomość. Wyzwalają automatyzmy regulujące zachowanie. Niektórzy ludzie bezrefleksyjnie odbierają je jako wskaźniki prestiżu, walorów ducha, dominowania. Jest przy tym rzeczą znamienną, że tak demonstrowana wyższość nie wzbudza u nich sprzeciwu, agresji,* a wręcz przeciwnie ? prowadzi do daleko idącej uległości. Nawet często bywa traktowana jako zaszczyt należny eksponowanej roli, a możliwość podzielenia się swymi skromnymi zasobami z osobą wielebnego uznaje się za wyraz łaskawości obdarowywanego.

Stosując różne formy autoprezentacji księża uzyskują poważny środek wpływu społecznego, kształtują opinię społeczną i określone wzorce zachowań ludzi. Demonstrowanie dominacji, wyższości jest potrzebne i zrozumiałe w kontekście realizacji celów ideowo-wychowawczych. Bez ukazywania swej wyróżniającej się, ponad przeciętnej dobroci, piękna, mądrości wychowawca nie będzie pociągającym wzorcem, nie zachęci do naśladowania jego postępowania. Dobra autoprezentacja znakomicie ułatwia realizację tak rozumianych celów. Istota rzeczy wikła się jednak w splocie celów i środków. Jeżeli cele są wzniosłe, takie jak pobudzanie życzliwości wzajemnej, miłości bliźniego, nastawienia produktywnego, twórczego, to i środki nabierają blasku.

Życie dostarcza jednak aż w nadmiarze przykładów rozbieżności pomiędzy blaskiem autoprezentacji a ciemną stroną jej wykorzystywania. Często służy ona do bezwzględnego zwalczania, a nawet niszczenia w imię Boga oponentów ideologicznych, niewygodnych przeciwników politycznych lub tych, którzy jedynie nie chcą podporządkować woli duchowieństwa.

Narcystyczne tendencje, wywyższanie własnej postaci i grupy wyznaniowej, służalczość wobec przełożonych, biskupów (?...módlmy się za naszego biskupa...?) i innych dygnitarzy organizacji kościelnej (Skąd i dlaczego takie jednostkowe wyróżnienie?!), przesadne przywiązanie do dóbr materialnych, nieustanne dążenie do ich zdobywania, to także zabiegi w tle z autoprezentacją, jako przyczyny i skutki działania.

Miłość własna, nadmiernie pobudzona u niektórych osób, współgra tu z ideologią i zasadami działania instytucjonalnego, a także samo utwierdzające się przekonanie (podobnie jak samospełniające się proroctwo) o wielkości roli i postaci, sprzyja budowaniu świetlanego wizerunku swojej osoby oraz instytucji i takiej interpretacji zdarzeń, która pozwala rozgrzeszać społecznie nieaprobowane czyny i zachowania członków wspólnoty i jej samej, rozumianej jako całość. (?Niezrozumiałe są zamiary boskie!?). Umożliwia korzystanie z różnych form autoprezentacji dla celów osobistych i organizacyjnych. ?Co łaska? i gest wyciągniętej dłoni, trwający tak długo, dopóki nie nie znajdzie się na niej oczekiwana suma, są jedną z możliwych ilustracji wypowiedzianej myśli.

Wyszukane gesty, postury, formy wypowiedzi, przećwiczone do perfekcji, służą wytwarzaniu przekonania u nieobytych odbiorców, że mają do czynienia z ludźmi ?lepionymi z lepszej gliny?, osobami duchownymi. Wyzwala to u tych ostatnich nieświadome automatyzmy uznania, dominacji i skłonności do świadczenia usług i przysług dobrze prezentującym się ?sługom bożym?. Automatyzmy te, odruchy są dobrze utrwalone, trwają od wieków i prawdopodobnie jeszcze długo potrwają. Samych księży skłaniają do zaniechania ewangelicznych nakazów służby ludziom chorym i cierpiącym, potrzebującym wsparcia i pomocy. Do poniechania organicznej pracy na rzecz ubogich i kalek, moralnego wychowania młodzieży w placówkach parafialnych itp. Praca organiczna w świetle tej wizji staje się mniej istotną, ustępuje, bo musi ustąpić, pragnieniu dominacji, żądzy panowania i dyskontowania przywilejów.

I tak autoprezentacja księży przyczynia się do tego, że już na ziemi zaczyna spełniać się dychotomiczna wizja rajskiej szczęśliwości wybranych oraz padołu płaczu i cierpienia niegodnych łaski. Co więcej, wszyscy mają wolną wolę i sami sobie wybierają los życia, jak to powiada ks. M. Dziewiecki.
 
W moim artykule zamieszczonym w nr 5 (126) RES HUMANA, tytuł pochodził od Redakcji i nie oddawał intencji mojej wypowiedzi. Autoprezentacja jest wykorzystywana w interesie Kościoła i księży, wbrew Panu Bogu, rozumianym jako ideał moralny. Czesław MATUSEWICZ.

Przepraszamy.
Redakcja RES HUMANA

Autor artykułu jest profesorem psychologii, przez wiele lat związanym z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie; autorem wielu cenionych książek, studiów i artykułów, drukowanych także, co sobie wysoko cenimy, w ?RES HUMANA?.
 
 
Res Humana nr 6/2013, s. 23-25