Racjonalizm  i  humanizm  a  religia

Autor:  Radosław S. Czarnecki
 

Wiara obdarza niekiedy błogością; błogość
z żadnej idee fixe nie czyni prawdziwej idei;
wiara nie przenosi gór; z pewnością wznosi
je tam, gdzie ich dotąd nie było

Fryderyk  Nietzsche
 
Znakomita znawczyni religii i wierzeń religijnych Karen Armstrong stwierdzając, że niektóre grupy społeczne nigdy nie będą w stanie pojąc modernizmu zostały bowiem zainfekowane uprzednio przez fałszywą świadomość przyznaje rację skrajnym fundamentalistom religijnym. Takim samym  sposobem myślenia posługuje się m.in. prof. Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, historyk i politolog Jacob Lei-Talmond (1916-80)  pochodzący z  rodziny ortodoksyjnych wyznawców judaizmu. Uważa on wszelkie nowożytne ideologie za przedłużenie religijnych systemów panujących w cywilizacji Zachodu: jego zdaniem każda świecka ideologia, mobilizująca ludzi do działania, jest w istocie nowoczesnym systemem  wierzeń religijnych, tylko odwołującym się do poczucia racjonalności.
 
Ów determinizm Armstrong i  Talmona, jest osadzony w tezie, iż wszystko już było i że wszystko jest echem dawnych idei oraz teorii (nawet nauka i racjonalizm stają się w takiej opcji jedynie odbiciem poprzedzających je systemów, uprzednich doświadczeń, minionych tez i sądów oraz dawnych zbiorów wartości)  zapominając jednocześnie iż jak mawiał słusznie Benedykt Spinoza iż każda determinacja jest negacją (1). Im bardziej coś jest zdeterminowane, tym mocniej jest ograniczone i tym samym neguje  otaczającą rzeczywistość.
 
Od czasów Oświecenia zakorzeniony jest  pogląd, iż religia jest źródłem tzw. fałszywej świadomości, a instytucje religijne są ośrodkami dyrygującymi ludzką mentalnością na nutę konserwatyzmu, tradycjonalizmu, często ? ortodoksji, purytanizmu czy nawet fundamentalizmu religijnego.
 
Ludzie zacięcie walczyli o ideały Epoki Rozumu: wolność, równość, braterstwo, szczęście ludzkie, sprawiedliwość społeczną. Ta świecka ideologia mobilizująca masy ludzkie do działania ? jak sądzi wspomniana Karen Armstrong ? jest  nowoczesnym systemem religijnych wierzeń, tyle iż odwołujących się do poczucia racjonalności. Czy istnieją podstawy do takiego spojrzenia na to zagadnienie ? Czy rzeczywiście racjonalizm jest kolejnym wcieleniem mitu towarzyszącego ludzkości od zarania jej dziejów ?
 
Współczesny świat traktując naukę jako swoistą ideologię, odchodząc od uświadomienia sobie jej aktualnych zawsze ? choć ciągle przesuwanych - granic (a może i nawet traktując przedstawicieli nauki jako obiekty idolatrii) dał do ręki religijnym kontrrewolucjonistom, purytanom i ortodoksom różnej maści potężną broń do ręki. Broń w postaci strachu przed nowoczesnością, jak również (to też poniekąd wina coraz szybciej zmieniającego się świata ? a tym samym i nauki, mnożącej coraz to nowe dylematy i problemy) to o czym pisał w swym wiekopomnym dziele Erich Fromm (2): możliwość ucieczki ?do przeszłości?, od wolności niesionej  przez współczesność. Współczesności, której nie tylko nie rozumieją, ale się często jej boją. Panuje ? co pokazuje wspominana Karen Armstrong - od dawna przekonanie, że część ludzkości (z różnych względów) nie będzie w  stanie pojąć i zrozumieć przyśpieszonego modernizmu (wraz z jego relatywizmem, ewolucjonizmem stanowiących immanentną częścią tego sposobu percepcji), z charakterystyczną a związaną z owym przyspieszeniem postępu  tzw. płynną nowoczesnością, hurra-optymizmem i nienasyconym kultem życia. Występując  więc przeciwko temu co uważają za racjonalizm i jego dziedzictwo (a przy okazji współczesnym elitom i mainstreamowej prezentacji rzeczywistości) wydaje się im, że zwalczają idee rewolucyjne niegdyś, a dziś ? autorytarnie promowane i uchodzące za prawdy oczywiste. Są więc tym samym ? we własnym mniemaniu ? jedynymi  obrońcami demokracji, wolności i swobody myślenia.
 
Im szybciej postępuje modernizacja, zarówno w przestrzeni przynależnej cywilizacji, jak i kulturze, tym bardziej jest ona powierzchowną, złudną, fasadową i pozorną. Tym szersze masy ludzi pozostawia poza swoim wpływem. Oczywiście chodzi o wpływ zrozumiały, pojęty, zanurzenie się w postępie w sposób świadomy. Bo ludzie włączeni nie świadomie, mentalnie nie przygotowani i nie przyjmujący modernizacji jako czegoś naturalnego (wynikającego z ewolucji) nie pojmą nigdy jej istoty. I prędzej czy później ją odrzucą, przechodząc na pozycje proponowane im przez religijnych oszustów i fundamentalistycznych szalbierców.
 
Strach jest przeważnie irracjonalny. Irracjonalny przez  tworzone wyobrażenia przyszłości. Co później owocuje zazwyczaj wybuchami nienawiści, przemocy, agresji do Innego. Wyznawcy religii monoteistycznych, gdzie idea narodu wybranego przez Istotę Najwyższą jest szczególnie silna, gdzie prozelityzm jest niejako wpisany w ich doktrynę, a historia tych religii jest pełna masowych zbrodni, rzezi, masakr i linczów w imię miłości własnej wiary i swojego Boga, są niezwykle podatni na takie zachowania i taką mentalność. Naród wybrany jest zawsze w pojęciu wyznawców tych religii lepszy, bardziej moralny, posiada placet dany od Boga, ma szerzyć prawdziwą i zbawienną wiarę. Ma przywieźć Innego (obojętnie jakimi metodami) do Prawdy.
 
Racjonaliści właśnie z tego tytułu, nigdy siebie nie powinni traktować na zasadzie narodu wybranego. Bo to Sokrates - a nie Paweł z Tarsu właściwy twórca chrześcijaństwa i mentor Kościoła katolickiego - ze swoim ?Wiem, że nic nie wiem? (jako podstawy racjonalnego myślenia popartego wspominanymi granicami poznania i możliwości człowieka) winien być dla nich alfą i omegą.
 
Nowoczesny, racjonalny, progresywny, oświeceniowy sposób postrzegania świata to ziemska sakralizacja człowieka (jako ?miary wszechrzeczy?) (3), tak różny od dawnych mitów bogotwórczych. Ta apoteoza jednostki ludzkiej zrywa całkowicie z dotychczasową tradycją ? zwłaszcza związaną z religiami monoteistycznymi wywodzącymi się z Bliskiego Wschodu  - przenosząc szczęście jednostki, zadowolenie osoby, cel życia  na Ziemię. W doczesność. Tu i teraz. Likwidując tym samym mityczne życie w zaświatach. I to też może budzić strach i przerażenie.
 
Każda religia wiąże się bezpośrednio z mitem. Mit w sensie przedmiotowym to opowiadanie udramatyzowane, często symboliczne, wyrażające ludzkie doświadczenie świata jako rzeczywistości sakralnej. Objawia modele wszelkich obrzędów i ludzkiej działalności w których doznaje się religijnego (lub quasi-religijnego) doświadczenia świata. W języku potocznym mit jest synonimem fikcji, tego co nieprawdziwe, nierealne, irracjonalne. Mit od XIX wieku - ewolucjonizm, scjentyzm, rozwój nauki i techniki ? postrzegany zostaje jako coś przed-naukowego, nie nowoczesny sposób myślenia, nie modernistyczną i zacofaną formę odbioru (oraz jej opisu) rzeczywistości.
 
Mit posiada jeszcze jedną, niezwykle charakterystyczną cechę. Sam z siebie co prawda nie wymaga dla czci oraz swej władzy przemocy czy agresji. Jednak kiedy przedmiotem mitu i przy tym ? ubóstwienia, staje się konkretny człowiek lub instytucja religijna (np. Kościół katolicki, rabinat, imamat czy współczesne formy kalifatu), wyznawcy samoczynnie zamieniają się w poddanych, niewolników, najemników Prawdy. Tych można dowoli omamiać, sterować nimi, manipulować ich świadomością. Obiecywać lepsze życie w zaświatach, w naszym idealnym świecie po zniszczeniu zła. Jak pisze Stefan Bratkowski ??przymus i w następstwie terror są jedynie konsekwencją prawa rządzących do podporządkowywania sobie tych poddanych? (4). I tak dzieje się w sposób uniwersalny ? zarówno gdy obiektem deifikacji staje się państwo, instytucja religijna, charyzmatyczny przywódca, nawiedzony guru czy mistycznie pojęta wspólnota.
 
We współczesnym religioznawstwie dominuje nurt rewaloryzacji mitu. Przyczyniły się do tego zapewne w dużej mierze badania Karla Junga i jego szkoły, wykazujące na zakorzenienie mitu jako postawy w najgłębszych pokładach psychiki ludzkiej. Także postęp w naukach antropologicznych pozwolił na zmianę stosunku i opisywania mitu jako określonej kategorii.
 
Jak zauważa jeden z największych teologów katolickich XX wieku Karl Rahner pojęcie mitu nierozerwalnie jest związane z językiem religijnym i z rozumieniem egzystencji człowieka. Każde pojęcie opowiadające o rzeczywistości metafizycznej bądź religijnej jako leżącej poza sferą bezpośredniego doświadczenia musi się posługiwać wyobrażeniami, które nie są pierwotnymi wyrazami tej rzeczywistości, ale które pochodzą z innego źródła. Jeżeli przyjmujemy następnie, że to wyobrażenie nie jest statycznym obrazem ale ma charakter wyobrażenia dramatycznego, wydarzeniowego albo przynajmniej może się  w tych kierunkach rozwinąć tak, iż można je nazywać wyobrażeniem mitycznym, to w takim przypadku będziemy mogli skonkludować, że każda wypowiedź metafizyczna albo religijna ma charakter mityczny lub podlega interpretacji w terminach mitu.
 
Mit jako rzeczywistość żywa i przeżywana podlega podobnie jak samo zjawisko religii, deformującym procesom historycznym, społecznym, kulturowym itd. W ich wyniku zdegradowany zostaje do rzędu pewnego rodzaju literatury, opowiadania, nie branego całkiem serio. Wzrastająca rola mediów we współczesnym świecie poszerza to pole dla mitologii i mitomaństwa.
 
Zdaniem niektórych religioznawców ostatnim stadium degradacji mitu stanowią opowiadania folklorystyczne, klechdy i baśnie ludowe. Newsy tabloidalne chyba można zakwalifikować jednoznacznie do tej kategorii.
 
Bez względu więc na zajmowaną pozycję religii, na podstawie współcześnie zachodzących procesów, nie da się w przewidywanym okresie wyeliminować jej z przestrzeni publicznej. I mówienie o tym w sposób aprioryczny, kategoryczny, dogmatyczny (jako przekonanie immanentne racjonalizmowi) jest nierealistyczne, życzeniowe i tym samym ? irracjonalne. Ba, potwierdzałoby się w takim wypadku skłonności ideologiczne ? na co wskazuje przywoływana już Karen Armstrong ? i fundamentalistyczno-aprioryczne tego prądu mentalno-praktycznego, tego sposobu opisu świata i procesów w nim zachodzących (jest  to bez wątpienia system holistyczny) będącego próbą wyzwolenia człowieka właśnie z mitologii, aprioryzmu, dogmatyzmu i anty-ewolucjonizmu.
 
Ukuto nawet pojęcie homo religiosus ? człowiek, istota religijna, osoba ukierunkowana ze swej istoty na transcendencję. Czy tak jest na pewno ? Fakt, religia i doświadczenie sacrum towarzyszą człowiekowi od zarania jego dziejów. Nie oznacza to jednak, że tak musi być zawsze, a że religie żyją, ewoluują, zmieniają się mieszając wzajemnie (tzw. synkretyzm religijny) bo nie są to byty statyczne, nadane z góry przez Absolut, świadczyć to może tylko o ich ziemskiej, społecznej, kulturowo-cywilizacyjnej  proweniencji.
 
Wulgarny racjonalizm, prostacko i prymitywnie utożsamiający człowieka i jego byt wyłącznie z materialną stroną doczesności przynosi więcej szkód idei Oświecenia ? która jest tu podstawą i początkiem procesów modernizacyjnych w dzisiejszym wymiarze ? niźli tradycyjna religijność oparta o standardowe rozumienie trwania. Zachłanny konsumeryzm, tzw. zakupizm (5) czy niczym nieograniczony hedonizm preferowane kosztem nauk, racjonalnie pojętej duchowości (czyli życia wewnętrznego), otwarcia na sztukę, literaturę, różnorodne idee czy światopoglądy  etc. zubożają człowieka, irracjonalizując jego jestestwo, czyniąc podatnym na różne szamaństwa (nawet nie transcendentno-mistycznego pochodzenia): to stąd bierze się taka popularność tarotów, kabał, horoskopów, przeróżnych przepowiadaczy przyszłości , wróżek i wróżbitów. To za tym idą tabuny tele-ewangelistów, nawiedzonych mesjaszów, religijnych magów i pospolitych oszustów węszących w tym religijnym tyglu swój utylitarny interes. To stąd bierze się m.in. powrót do ? tu niechlubna rola Polski w tym średniowiecznym nawrocie kołtuństwa i filisterstwa jest znamienna ? praktyk egzorcyzmów, wypędzania szatana i publicznego odczyniania złego. To tu tkwi wzrastająca obecność i popularność polityków (oraz ugrupowań politycznych) szermujących argumentacją religijno-teologiczną, nadużywających uzasadnień ? dla swego istnienia ? kwestiami sakralno-transcendentalnymi. 
       
Wspominany już Erich Fromm napisał onegdaj, że ? Nowoczesny człowiek żyje w iluzji, że wie, czego pragnie ? gdy tymczasem, pragnie dokładnie tego czego się od niego oczekuje, że będzie pragnął? (6). Sens tego powiedzenia jest współcześnie, przy takim znaczeniu mediów i ich tabloidyzacji, wzrastającej ciągle roli religijnych fundamentalizmów i nachalnym prozelityzmie religijnym, niesłychanie adekwatny do tematu dysputy nad rolą religii w dzisiejszym świecie. I zadaniom stawianym przez modernizm racjonalistom i humanistom.
 
Przypisy:
1) B.Spinoza, Etyka, Warszawa 1959, s. 9
2) E.Fromm, Ucieczka od wolności, 
3) Protagoras z Abdery (za ? Platon, Teajet, 152-2)
4) S.Bratkowski, Kto  na  to  pozwolił  ?, Warszawa 2013, s. 69
5) - [patrz] B.P.Barber, Skonsumowani  i Dżihad kontra Mc świat
6) E.Fromm, Ucieczka od wolności, Warszawa 2005, s. 74