Pół wieku po II Soborze Watykańskim
 
Zdzisław Słowik
 

Kiedy zastanawialiśmy się w gronie inicjatorów naszego dzisiejszego spotkania nad jego tematem, nad pytaniem czy II Sobór był sukcesem czy raczej niewykorzystaną szansą głębokiej odnowy Kościoła, pytaniem, na które poszukujemy tu odpowiedzi, to o dokonanym wyborze nie decydował wyłącznie kalendarz ? równe pół wieku od dnia otwarcia II Soboru, ale dyktowało myślenie o polskim Kościele, o tym, na ile dziedzictwo Soboru jest obecne w jego współczesnym działaniu. Działaniu nie obojętnym także dla wszystkich, którzy nie doświadczają łaski wiary, lecz którzy wciąż wierzą w istnienie wspólnego dobra jako wartości przekraczającej różnice światopoglądowe.
 
Zanim spróbuję u końca naszej debaty odpowiedzieć na to pytanie, chciałbym najpierw parę słów poświęcić temu, co ówczesne środowisko świeckich humanistów czy wolnomyślicieli myślało lub co wiązało z otwarciem Soboru. Myśleliśmy, proszę Państwa, w poczuciu głębokiej troski i nadziei, że Sobór i w jego następstwie przemiany w Kościele, przeobrażą powojenny, głęboko podzielony świat, że opadnie ?żelazna kurtyna?, że wolność myślenia, suwerenność czy szacunek dla godności człowieka zdobędą prawo do istnienia, do organizowania życia wspólnoty światowej, także do przeobrażenia polskiego życia. To było bardzo autentyczne uczucie i moje i wielu osób wspomnianego środowiska skupionego m.in. wokół tygodnika ?Argumenty? czy miesięcznika ?Człowiek i Światopogląd?. Tak wówczas naprawdę czuliśmy, a uczucie to wynikało z poważnego taktowania Kościoła, jako siły, jednej z niewielu na świecie, zdolnej go pchnąć na nowe tory. A Sobór w swoich doniosłych przesłaniach: o idei partnerstwa Kościoła i świata, o współdziałaniu i dialogu w rozwiązywaniu najważniejszych spraw tego świata; o idei człowieka rozumianego odtąd jako podmiot, jako ?droga Kościoła?; czy o idei wreszcie ekumenizmu i nowym ujęciu stosunku do świata niewierzących ? to wszystko razem, powtórzę, stwarzało nadzieję na historyczny kompromis Kościoła i świata świeckiego w budowaniu wspólnie lepszej przyszłości.
 
Środowisko świeckie, poza grupami marginesowymi, autentycznie przejęte było wszystkim, co dochodziło nad Wisłę z rzymskiej bazyliki św. Piotra. Mogę nawet powiedzieć, że trzymaliśmy przysłowiowe kciuki za pomyślność Soboru, bo w jego sukcesie dostrzegaliśmy sukces polskiego porozumienia na drodze dialogu kończącego czas nieustannej konfrontacji Kościoła i ówczesnej władzy.
 
Ta wielka euforia i niemniejsze nadzieje, jak dziś dobrze wiemy z perspektywy półwiecza od tamtych dni, nie spełniły się, niestety, w stopniu wówczas oczekiwanym. Choć Sobór ten, jak zostało tu powiedziane, ?przewietrzył Kościół?, wniósł wiele w jego dotychczasowe życie rzeczy nowych (w kwestiach doktrynalnych, w sposobach komunikacji, języku czy liturgii) to wyzwolił zarazem aktywność wielu wpływowych sił w strukturach Kościoła nie zainteresowanych jego głębszymi zmianami. Kościół doświadczył wielu pęknięć i podziałów, co nie mogło pozostawać bez wpływu na aktywne kontynuowanie dzieła Soboru. Zdaje się, że jesteśmy dziś w momencie, w którym Kościół zapomniał w praktyce o Soborze. Nie miejsce tu na analizę tego dramatycznego dla wielu ludzi samego Kościoła i świata laickiego procesu zahamowania, jeśli nie zaniechania idei i ducha tego wielkiego Soboru. Ale jednak Sobór wciąż trwa: jest zapisany w jego dokumentach, trwa w pamięci wielu, czeka na odważną kontynuację.
 
We współczesnych polskich warunkach, ze względu na szczególną, ukształtowaną przez nasze dzieje, pozycję i rolę Kościoła katolickiego potrzeba takiej właśnie odważnej kontynuacji dzieła Soboru nabiera znaczenia fundamentalnego. Wynika dziś ona co najmniej z jednego najważniejszego powodu: z faktu ostrego konfliktu politycznego, którego stronami są dominujące dziś w kraju obozy polityczne, istotnie odmienne w płaszczyźnie programów politycznych, lecz odwołujące się zarazem wspólnie do religii i Kościoła jako aksjologicznej podstawy swoich działań. Konflikt ten rozdziera dziś Polskę, hamuje jej rozwój, wyprowadza na ulice różne, często bardzo groźne ruchy społeczne o trudnej do przewidzenia skali destrukcji.
 
Wobec rosnącej na sile skali tej destrukcji społeczeństwo patrzy dziś na Kościół i zapytuje: co uczynił on lub co uczynić zamierza, aby dalszy rozwój tego konfliktu powstrzymać, czy zdolny jest doprowadzić strony konfliktu do jakiegoś porozumienia? Na wszystkie te pytania trzeba szczerze odpowiedzieć: Kościół w istocie nie uczynił w tej sprawie niczego, ani Kościół w Polsce ani jego przełożeni w Rzymie. Społeczeństwo polskie jest dziś świadkami milczenia Kościoła, jego hierarchii, jego Episkopatu, Stolicy Apostolskiej. To dramatyczne milczenie.
 
Tego milczenia nie mogą usprawiedliwiać wewnętrzne problemy samego polskiego Kościoła, kryzys przywództwa czy jego wewnętrzne podziały, m.in. na tle zróżnicowanego stosunku do protagonistów politycznego konfliktu, tolerowanie czy także jawne popieranie przez wielu hierarchów odśrodkowej działalności toruńskiego ośrodka redemptorystów. Społeczeństwo polskie, któremu polski Kościół mówi wiele o swych duchowym przywództwie w narodu, ma prawo domagać się siły woli i chęci poważnego zaangażowania się, jako mediatora, przynajmniej w złagodzenie rozmiaru obecnego konfliktu. Ma prawo tak myśleć pamiętając o duchu Soboru: duchu wspólnego dobra, dialogu i porozumienia. To z aktywnej roli polskiego Kościoła i z ducha Soboru, zrodził się historyczny kompromis Okrągłego Stołu.
 
Oczywiście czasy zmieniły się istotnie i powielanie czegokolwiek tak samo byłoby oczywistym nieporozumieniem, tym bardziej, że współczesny polski konflikt polityczny jest zasadniczo odmienny o tego sprzed wielu powojennych lat. Lecz może właśnie dlatego powrót do idei i ducha II Soboru, drogi porozumienia, drogi poszukiwania tego, co wspólne, może okazać się kluczem do rozwiązywania spraw dzisiejszych.
 
Środowisko świeckich humanistów, które przed pół wiekiem z nadzieją witało dzieła tego Soboru, widząc w nich jako obywatele jednego państwa doniosłe wartości o wymiarze uniwersalnym, ma, jak myślę, także obecnie moralne prawo do zabierania głosu, ma obowiązek apelować do Kościoła, wciąż realnej siły narodu polskiego, aby przerwał milczenie, aby zespolił wszystkie swoje siły w skuteczne działania przywracające naszemu państwu i społeczeństwu poczucie stabilności i ładu.
 
Dziedzictwo II Soboru pozostaje wciąż nie do końca przeczytaną księgą, wciąż otwartą: dla Kościoła i wszystkich ludzi dobrej woli.