Pół wieku po II Soborze Watykańskim
 
Andrzej Grzegorczyk
 

Pytania organizatorów spotkania dotyczyły Soboru Watykańskiego Drugiego, ale odpowiedź moja miała charakter szerszy. Na ten ostatni sobór patrzę jako na wydarzenie ważne, być może wyznaczające ważny zwrot. Ale naprawdę fascynującym problemem jest LUDZKI LOS, widziany dziś na nowo.
 
LOS oglądany w perspektywie tradycji dawnych był zawsze wiarą w coś co nas przekracza, co trwa niezależnie od naszych codziennych wysiłków podtrzymywania naszego życia i przekazywania życia i naszych zdobyczy dalszym pokoleniom.
 
Był też wiarą, że są dwa etapy naszego istnienia: wcześniejsze istnienie ziemskie i późniejsze pozaziemskie. Oraz że w obu tych sposobach istnienia ludzie posiadają swoistą percepcję (jakby poczucie) dobrostanu swojego istnienia i owo ?poczucie dobrostanu? w fazie drugiej zależy od moralnej wartości ich życia w pierwszej (ziemskiej) fazie życia. Dobre moralnie zachowanie w pierwszej (ziemskiej) fazie ludzkiego istnienia przyczynia się do odczucia lepszego stanu w drugiej (pozaziemskiej) fazie istnienia tejże ludzkiej jednostki. Jest nagrodą lub karą.
 
Zastanawiający jest fakt, że w naszym gatunku, w różnych miejscach i w różnych populacjach ludzkich powstały takie wierzenia mające podobną treść.
 
*
 
Dziś natomiast zadziwiającym fenomenem jest dla mnie, że w naszej kulturze ?Śródziemnomorsko-europejskiej? w przekonaniach filozoficzno-religijnych tego typu następowała i nadal ma miejsce ewolucja kulturowo-światopoglądowa, jakby wyprecyzowująca wzory cenionych zachowań. Ważny przykład tego rodzaju ewolucji stanowią poglądy na temat zabójstwa innych ludzi.
 
W biblijnej opowieści podane jest, że Bóg od Abrahama żądał ofiary całopalnej z jego jedynego syna, w którym Abraham upatrywał swego (wcześniej obiecanego) następcę. Całość tej opowieści prowadzi jednak do wniosku, że Abraham zostaje pouczony, że wyobrażenie ludzkie bywa błędne. Bóg jednak potwierdza, że życie ludzkie ma sens tylko jako służba Jemu, który jest uosobieniem wartości, ale wartości mogą przekraczać nasze poznanie. Sam dialog ?Bóg ? człowiek? wykracza już poza możliwości jednoznacznego, logicznego opisu w ludzkim języku.
 
Kilka stuleci po Abrahamie, Mojżesz jako prorok Absolutu głosi przykazanie ?Nie zabijaj!?. Ale jako przywódca ludu Izraela wyznacza karę śmierci za cudzołóstwo, którą podważa dopiero Jezus z Nazaretu przeszło tysiąc lat później. Dzisiaj większość naszych kodeksów etycznych przyjmuje w teorii zasadę ?Nie zabijaj!?, ale w praktyce często popiera liczne od niej odstępstwa, czynione np. przez służby specjalne dla naszego bezpieczeństwa, a czasem tylko dla zbiorowej wygody.
 
Pomysły typu wypraw krzyżowych lub nawracania ludów siłą raczej się już nie powtórzą w historii chrześcijaństwa. Projekty bezinteresownego poświęcenia się dla innych, do czego Jezus zachęca swoim nauczaniem i życiem, bywają bardzo cenione, ale jednakże rzadko kto się na nie zdobywa.
 
Wizja tradycyjna ludzkiego losu nie jest więc wizją ani łatwą, ani maksymalnie optymistyczną. Nie jest też wizją oczywistą, nie nastręczającą wątpliwości. Ale jest wizją atrakcyjną intelektualnie w perspektywie ogólno-światopoglądowej i spotykana w Europie moda na poniżanie jej wyznawców nie wydaje się usprawiedliwiona.
 
Atrakcyjność tej wizji wiąże się z wyjątkowością naszego gatunku, który mocno wyewoluował ponad inne gatunki zwierzęce w swoich zdolnościach poznawczo-konstrukcyjnych, których ewolucyjnie wytworzonym narzędziem jest fenomen ludzkich języków.
 
Trwałość i wysiłek zachowań jednostek (we wszystkich gatunkach zwierzęcych) podtrzymywane są (uaktualniającymi się okazjonalnie) emocjami. Homo sapiens obok emocji pobudzanych aktualną sytuacją, dysponuje jeszcze też: SYSTEMATYCZNĄ WIEDZĄ OPISOWĄ dotyczącą rzeczy i stanów rzeczy, zarówno postrzeganych, hipotetycznych jak i planowanych. Realizacja swojego zachowania, w taki sposób, żeby odpowiadał wcześniej skonstruowanemu symbolicznemu (językowemu) opisowi, stanowi przy tym istotę ludzkiej intelektualnej kontroli własnego zachowania.
 
Dzięki tej kontroli języki ludzkich populacji umożliwiają realizację wartości duchowych, jak i praktyczne życiowe współdziałanie znacznie bardziej złożone niż współdziałanie w innych gatunkach. Język ludzki daje podstawę dla jednolitej w danej ludzkiej wspólnocie percepcji tego samego wydarzenia i wspólnej reakcji tej wspólnoty. A stąd:
Stąd przygnębiającym zjawiskiem jest brak współdziałania, tam gdzie wydaje się naturalne, a więc brak TROSKI jednych (nieco bogatszych) o to, co innym (zwykle nieco słabszym czy uboższym) ludzkim jednostkom jest niezbędne do normalnego ich życia, brak współczucia i zrozumienia mimo powszechnej dostępności wiedzy, na wszystkie tematy z tym związane.
 
Wytłumaczenie najnaturalniejsze tego faktu nie łączy się z pochwałą żadnej grupy ludzi, ani żadnego narodu. Wszyscy ludzie (lub prawie wszyscy?) w sterowaniu swoim zachowaniem okazujemy się bardziej ulegli ogólno-zwierzęcym emocjom rozkrzewionym w naszych populacjach i grupach interesu, niż argumentom poważnego analitycznego myślenia o całości sytuacji, przed jaką stoi cała ludzkość. Wyzwania dla jednostek naszego gatunku pochodzą więc z wymienionego wyżej dualizmu doznań wartości: witalnych i duchowych. Witalne związane są z utrzymywaniem przy życiu i w sprawności całości swego organizmu i całego stada są odbierane przez wszystkie zwierzęta. Wartości duchowe streszczane hasłowo w naszej kulturze przez pojęcia dobra, prawdy i piękna stanowią specyficzną domenę ludzkiej wrażliwości. Doświadczenia historii ludzkich populacji wskazują na ogólną prawidłowość historyczną, zgodnie z którą:
Najważniejszym hasłem Tadeusza Kotarbińskiego, patrona organizacji tego spotkania, było zawołanie: ŻYJ POWAŻNIE! Największym zagrożeniem poziomu moralnego, utożsamianego z poważną realizacją wartości duchowych jest skupianie swoich sił na osiąganiu wyższego poziomu własnej konsumpcji. Miewa to miejsce we wszystkich zakresach życia jednostki. Również w sferze religii obserwujemy np. przekształcanie się religijnych spotkań (które mogłyby inspirować do altruistycznych zachowań) w tryumfalne festiwale pełne fanfar, radosnego świętowania, okrzyków, fotografii, rozprowadzania rozmaitych gadżetów, celebrowania stroi liturgicznych, wychwalania kultowych autorytetów.
 
Organizatorzy imprez zbiorowych, korumpują w ten sposób też zwykle i samych siebie. Korupcja całości społeczeństwa, jakiej dziś doświadczamy, miewa też swe źródło w omijaniu problemów trudnych, drażliwych i przede wszystkim wymagających zwiększonego wysiłku. Unikamy intelektualnego wysiłku poza tym prostym, który nam łatwo przychodzi i, o który z resztą dbamy, żeby był przyjemny. (Np. fundujemy sobie najwygodniejsze narzędzia i warunki pracy, a kosztami naszej wygody obciążamy naszych klientów i odbiorców). Tak skutkuje przewaga administracji nad wykonawcami i stąd częsta konieczna między nimi walka. Zakończenie każdego konfliktu bez czyjegoś cierpienia graniczy z cudem. (Na tej drodze, analizując moralne aspekty życia można bronić słuszności chrześcijańskiej wersji walki bez przemocy).
 
*
 
Ale może jeszcze bardziej istotne problemy intelektualne religii dziś rodzą się też z badań nad naszym ewolucyjnym początkiem. Około 200 lat temu, w naszej śródziemnomorsko-europejskiej kulturze zapanowało przekonanie o istnieniu naszego gatunku nie dziesiątki, ale raczej setki (lub więcej) tysiącleci przed naszą erą. Powstał wtedy problem odczytywania na nowo, czyli interpretacji tekstów religijnych, zwłaszcza mówiących o początkach człowieczeństwa, które zostały skonstruowane w czasie, gdy teorii naukowej na temat ewolucyjnego powstania naszej obecnej fazy naszego gatunku nikt sobie jeszcze nie mógł wyobrazić. W Biblii są to fragmenty na temat: rajskiego okres, okresu do potopu i /lub też np. ewangelicznej genealogii Jezusa z Nazaretu.
 
Nauka nam też mówi, że człowieczeństwo nie powstało w raju, ale w walce o przetrwanie gatunku stosunkowo słabego w porównaniu z wrogami, czyhającymi na pewno również w warunkach ?rajskiej? obfitości dostępnych pokarmów. Pewien znany antropolog tłumaczył kiedyś w sposób bardzo interesujący, jak można sobie wyobrażać początek rodziny ludzkiej. Mogło być mianowicie tak, że ważny mutant, samiec nowego gatunku hominidów (nazwijmy go Adamem) musiał mieć niezbyt satysfakcjonujące przeżycia spotkań z samicami ze stada hominidów, z którego się wywodził i w którym przebywał, póki nie natrafił na samicę, która miała taką samą wrodzoną wrażliwość, takie same głębsze odczucia różnych duchowych i nie tylko duchowych wartości, które on przeżywał, ponieważ była ona po prostu jego córką z wcześniejszych jego kontaktów seksualnych i posiadała szereg jego cech (w jakimś sensie, czego nie umiem biologicznie opisać, należała już do tego nowego gatunku, który Adam reprezentował). Kiedy odczuli tą wspólnotę, wtedy wytworzyli pierwszą ludzką rodzinę. Tak można alegorycznie interpretować tekst biblijny Genesis 2,18?23, gdzie są umieszczone słowa w tradycji hebrajskiej przypisane Adamowi ?Ta dopiero jest kością z mojej kości i ciałem z ciała mojego?. Nie chodzi mi o lansowanie konkretnej hipotezy, ale o pełne dopuszczenie w interpretacji chrześcijańskiej Biblii myślenia bardziej racjonalistycznego niż tradycyjna mitologia raju.