Metropolita i kapłan
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Myśli biskupa Hosera krążą wokół fallicznej Istoty
prof. Jan Hartman
 
Skandaliczne pytanie zadane księdzu Lemańskiemu przez metropolitę warszawsko-praskiego, arcybpa Henryka Hosera (które wyciekło do mediów i spowodowało takie zamieszanie oraz konsternację mainstreamu w naszym kraju,  w znacznej części sklerykalizowanego i zdewociałego) mnie osobiście nie dziwi. Klimat dla seksistowskich, antysemickich i rasistowskich ? w swej istocie ? żartów, kupletów czy insynuacji jest w polskim społeczeństwie sprzyjający od dekad. Wypada domniemać, iż środowisko duchowieństwa nadwiślańskiego jest porażone tą gangreną nie mniej niż pozostała część narodu. A zapewne to porażenie jest sporo większe jak we wszystkich tego rodzaju środowiskach ekskluzywno-eklektycznych ma się rzecz z różnego rodzaju fobiami, kompleksami, urojeniami etc. 

Warto jednak skonsternowanemu mainstreamowi polskiemu przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno media wiązały wielkie nadzieje z powrotem tego hierarchy do Polski. Pisano i mówiono w nich o Henryku Hoserze jako ?światłym lekarzu, obytym w świecie, nie tylko w Afryce i na Watykanie, ale również w Paryżu i w Brukseli?. Nie ukrywano w nich nadziei, że zasili szeregi tzw. Kościoła otwartego, a nawet stanie na jego czele. Te przesłanki czerpano  z informacji świadczących iż hierarcha utrzymywał  podczas pobytu na Zachodzie kontakty z takimi osobami jak np. prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar, Czesław Miłosz czy Jerzy Giedrojć. To kolejny przykład naiwności i błędnych rachub polskiego mainstreamu odnoszonych do usytuowania i konotacji mentalno-intelektualnych następnego polskiego, wysokiej rangi, funkcjonariusza Kościoła rzymskiego powracającego do kraju z zagranicy na eksponowane stanowisko w miejscowym Episkopacie (poprzednio podobnie rzecz się miała z kard. Stanisławem Dziwiszem). O Rwandzie, obecności Henryka Hosera  przez 20 lat w XX wieku (przed i po rzeziach uczynionych przez Hutu Tutsim) nie było ani słowem. Typowy dla polskiego mainstreamu, nader często stosowany, wishfull thinking i jednoczesna amnezja wobec niewygodnych faktów. Przy równoczesnym, pełnym moralno-etycznych i podniośle wzniosłych zapewnień o wartościach, demokracji i wolnościach obywatelskich. 

O tej antysemickiej w swoim wyrazie wypowiedzi metropolity, świadczącej o klimacie intelektualnym i etyce (czyli ? stosunku do ?Innego? człowieka) panujących wśród polskich hierarchów Kościoła powiedziano i napisano już dostatecznie dużo. Sytuacja jest dynamiczna i zmienna, zresztą jak wszystko w przyrodzie, czego jednak nie zauważają w swych komentarzach i życzeniach polskie elity, te topowe i uzurpujące sobie jednocześnie absolutną wiedzę o świecie, ludziach, wartościach i Prawdzie. To też moim zdaniem  pokłosie ich sklerykalizowania, dewocji, bezkrytycznego poddaństwa (mentalnego) ideologii i doktrynie Kościoła rzymskiego. W Polsce wydaje się, że parafraza kartezjuszowskiego ?cogito ergo sum? winna brzmieć ?wierzę w Kościół powszechny wiec jestem?. 

A w ogóle mentalna sytuacja współczesnych Polaków, ta pokazywana w mediach i opisywana przez usłużnych żurnalistów, wygenerowanych przez proces o którym wspomniałem wyżej, jest obciążona jakby niesamowitym, sakralnym chomątem. Bez żadnych wątpliwości, zastrzeżeń, wahań i krytycyzmu. Kościół był, jest i będzie (w tak prezentowanej perspektywie) najważniejszą instytucją w historii tego kraju, jedynym i absolutnym szafarzem wartości, moralności i zasad etycznych, Bogiem, sędzią, prokuratorem i katem (oczywiście pośrednio, bo opinie przez tą instytucję wydane ? oficjalnie i poufnie, towarzysko czy kuluarowo ? są jak ?pocałunek śmierci? lub ?kopniak do kariery?) zarazem. W historii już kiedyś taką rolę pełnił w Europie.

Wypowiedź arcybpa Hosera wpisuje się w ten tradycjonalistyczny, ultra-konserwatywny trend obecny coraz silniej  w naszej przestrzeni publicznej. To powrót do dawnych przyzwyczajeń, zachowań, sposobu myślenia, do tzw. przed-soborowej wizji Kościoła i świata. Kościoła jako ?łodzi podwodnej? (określenie Jerzego Turowicza), oblężonej twierdzy, atakowanej ze wszystkich stron przez wraże siły a priori wrogie. 

Mnie to jednak nie zaskakuje. Taka jest bowiem istota polskiego Kościoła i polskiego katolicyzmu. Groźniejszym jest moim zdaniem sklerykalizowanie i bigoteria polskich elit i to tych, które z racji swego oczytania, swoje profesji, swego obycia w świecie, swej pozycji winne być nośnikiem otwarcia, modernizmu, postępu. I nie chodzi nawet o porzucanie teizmu na rzecz agnostycyzmu czy ateizmu. Chodzi o ewolucję idei samego Boga, Absolutu, o wizję religii we współczesnej rzeczywistości oraz umiejscowienie instytucji religijnych (i samej wiary religijnej) w demokratycznym, wolnym i pluralistycznym świecie. Są bowiem one ? te instytucje  - jednymi z wielu, równoprawnymi i tak samo ważnymi (w ludzkim, ziemskim, doczesnym wymiarze) jak pozostałe struktury, organizacje, stowarzyszenia itd.  Taka postawa przeczy zasadniczo jakiemukolwiek wybraniu i uzurpacji z tego tytułu jakichkolwiek prerogatyw w życiu codziennym. Prerogatyw materialnych i duchowych.  

Gdy zastanawiam się nad tym co np. mówi Dorota Masłowska, topowa pisarka młodego pokolenia, uznana przez mainstream za Joanną d?Arc literatury polskiej (wywiad dla Rzeczpospolitej z października 2012) twierdząca, iż  ?Świat bez Boga stracił czubek, środek: zdeformował się. A ludzie zatracili poczucie proporcji, poczucie tego, co jest ważne (...). W tej potężnej maszynerii, jaką jest ludzki umysł i dusza, mielą się jakieś śmieci, papierki, bzdury? to należy skonkludować, że wszystko co osiągnięto od Oświecenia ? wolność, pluralizm, demokrację, tzw. prawa człowieka (choć nadal ułomne), rozdział religii od państwa, prywatność wyznania ? jest złem, jest ?do bani?, spowodowało chaos, upadek, degenerację. 
 
Klerykalizacja i religianckie myślenie dominujące w mentalności krajowych elit popada w paranoję ? zwłaszcza w kontekście zagadnień związanych z seksem, relacjami damsko-męskimi,  cielesnością, anatomią i płciowością. Z jednej strony atakuje się tenisistkę Agnieszkę Radwańską (byłą już członkinię akcji ?Nie wstydzę się Jezusa?) za roznegliżowane  zdjęcia dla ilustrowanego magazynu, a z drugiej ? mamy do czynienia z seksistowską, o podglebiu fallicznym, wypowiedź (pomijając już jej jawne źródła antysemickie) metropolity Hosera.  

Akcja ?Nie wstydzę się Jezusa? jest niezwykle szeroko rozprzestrzeniona w polskim mainstreamie. I to nie tylko sama idea, czy noszenie określonych symboli; to przede wszystkim prozelityzm. Pierwsza zasada wynikająca z przynależności do akcji brzmi - Ktoś otwarcie atakuje w Twoim środowisku Jezusa i Kościół albo publicznie zachęca do grzechu? Upomnij go! Powiedz mu otwarcie, że to co robi jest złem. Nawet gdyby Cię to naraziło na drwiny i szykany innych osób z Twojego otoczenia, nie wstydź się. Nie bądź tchórzem! Odwaga polega na przezwyciężaniu strachu, a nie na braku jego odczuwania. Dzięki Twojej zdecydowanej postawie taka osoba ma szansę na nawrócenie! Czyli chrześcijańska misja, nawracanie, szerzenie określonego światopoglądu ? często wbrew temu czego ów ?Inny? sobie życzy, czego oczekuje, jakie ma nadzieje.

Akces do tej krucjaty, do tego przedsięwzięcia mającego u swych źródeł klasyczny prozelityzm (czyli coś co jest sprzeczne z podstawowymi ideami człowieczeństwa, szacunku dla godności osoby ludzkiej, jej wolności i wyborów, bo nawracać należy tych co błądzą, tych co wierzą nie tak jak my, my ? którzy posiedliśmy Prawdę) ? stając się przy tym jej aktywnymi uczestnikami ? zgłosili tacy celebryci i reprezentanci polskiego mainstreamu jak Przemysław Babiarz (dziennikarz sportowy), Krzysztof Ziemiec (prezenter telewizyjny), Ireneusz Dudek (rockman i bluesman), Tomasz Zubilewicz (telewizyjny spec od pogody), Stanisława Celińska (aktorka), Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski (piłkarze), Jerzy Skoczylas (satyryk i działacz polityczny), Radosław Pazura (aktor). Resume tych działań i postaw niech będzie powiedzenie Tomasza Zubilewicza, że ?ludzie wierzący mają odkryty sens życia? (to oznacza, iż ateiści i agnostycy tego sensu nie mają - czyli to z kolei implikuje ustawienie ich w hierarchii dokonywanej przez ludzi wierzących jako gorszych  ? takie pytania i dylematy się mnożą).

Gdy do tego dodać takie fakty jak atak dziennikarki Katarzyny Kolendy-Zaleskiej na satyryczką Marię Czubaszek po jej wyznaniu o dokonywanych w życiu zabiegach przerywania ciąży, nieprzystojne i obraźliwe uwagi innej gwiazdy TV Polsat Doroty Gawryluk o metodzie In-vitro (i poparcie tych wywodów m.in. przez kolejnego żurnalistę ? Tomasza Machałę) czy deklaracje dotyczące obowiązującej  ustawy aborcyjnej w Polsce (za jej kompromisowością ? sic ! -  i spełnianiem swej roli we właściwy sposób są m.in. takie gwiazdy TV jak Tomasz Lis czy Jarosław Gugała) mamy przekrój przez mentalność polskich elit opiniotwórczych, scenicznych, celebryckich itd.

Do tego obrazu podsumowaniem  niech będzie planowanie kościelnego ślubu ? i gorące wyznania wiary ? przez Marylę Rodowicz, po prawie 25 latach pożycia małżeńskiego z Andrzejem Dużyńskim.   

O politykach, tych z ?górnej półki?, topowych i medialnie znanych, lepiej nie mówić. A oni są też przecież ? albo: mają być ? bezstronnym areopagiem tworzącym nowoczesne, cywilizowane, na miarę obecnego stulecia prawo, pchać Polskę w kierunku XXI, nie XIX, wieku.. 

Jeśli elity polskie są tak sklerykalizowane, jeśli ich  ideą ma być ?nawracanie Innego? ? czyli nie uznawanie jego praw za równych swoim prawom, jego świadome wybory poddawać pod wątpliwość a tym samym nie traktować ich jako czegoś godnego, świętego, ważnego to dlaczego wymaga empatii, tolerancji, kultury, szacunku dla godności drugiego człowieka od funkcjonariusza (czyli de facto ? urzędnika i to  wysokiej rangi) Instytucji religijnej mającej określone interesy w stałym poszerzaniu swej bazy członkowskiej, gdyż za tym idzie oczywisty zysk liczony w różnych płaszczyznach codziennego bytu.   

Richard Dawkins w swej znakomitej książce ?Bóg urojony? (s. 377) podaje za motto kolejnego rozdziału taki oto passus: ? Religia zdołała skutecznie przekonać ludzi, że jest sobie pewien niewidzialny człowiek ? gdzieś tam w niebie ? który pilnie baczy na wszystko, co robisz, i obserwuje cię w każdej minucie i każdego dnia. Ów niewidzialny człowiek ma specjalną listę, na której wypisane ma 10 rzeczy których on nie chce abyś robił. A jeśli zrobisz którąś z tych rzeczy to ma także specjalne miejsce pełne dymu i ognia i płomieni i tortur i męczarni, gdzie wyśle ciebie byś trwał tam i cierpiał i smażył się i krztusił i męczył się aż po wieczność ?.. Ale ten człowiek cię kocha !?. I to jest główny problem arcybiskupa Henryka Hosera, wielkiej części polskich elit (mających promować ?oświecenie? i postęp) oraz znacznej części całego nadwiślańskiego społeczeństwa.