Etyka w szkole. Problemy i dylematy

Autor: Włodzimierz Lebiedziński
 

Od 8 sierpnia 2008 r. na łamach „Gazety Wyborczej” toczył się spór (A. Domaniewski, M. Środa, J. A. Majcherek, A. Kalbarczyk, ks. A. Wierzbicki) w sprawie etyki w szkole. Dnia 9 października A. Domaniewski ustosunkował się do kilku publikowanych wcześniej opinii i propozycji. Z prezentowanych pozycji swoich interlokutorów faktycznie zanegował wszystkie uwagi krytyczne. Tymczasem problem wcale nie jest ani prosty, ani oczywisty. Na kilka trudności warto zwrócić szczególną uwagę.
 
1.
 
Pojęcie „etyka” jest wieloznaczne. Można rozumieć ją jako ogół ocen i norm moralnych w danej epoce czy zbiorowości społecznej (Słownik PWN). W tym sensie wyróżnia się np. etykę zawodową, chrześcijańską, świecką; normatywną i opisową. Na szczególną uwagę zasługuje etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego. Rozpowszechnione jest nadto utożsamianie etyki z moralnością: np. „postawa moralno-etyczna pana X”. Nie mniej wieloznaczne jest pojęcie „moralność”: zespół dominujących w danej epoce historycznej czy w określonej zbiorowości społecznej ocen, norm, zasad postępowania teoretycznego lub praktycznego. Mówi się przy tym o moralności indywidualnej i społecznej: nakazach moralności, poziomie moralności, upadku moralności, obrazie moralności, dbaniu o czyjąś moralność itp. Często tworzone są rozbudowane kodeksy moralne, zawierające zamknięty krąg ocen i norm, które mają obowiązywać członków jakiejś zbiorowości ludzkiej. Nie bardzo wiadomo zatem, czy A. Domaniewski postuluje wprowadzenie do szkoły etyki w ścisłym znaczeniu, czy też jakiegoś kodeksu moralnego, złożonego, jak sam twierdzi, z najbardziej podstawowych, elementarnych wartości, które, jak mniema, godzą „różne rozbieżne skądinąd teorie i systemy”.
 
2.
 
Spór o etykę (moralność?) w szkole będzie dopóty jałowy, dopóki nie zostaną sformułowane propozycje programowe (wielość propozycji). Dopiero one, a nie wizje poszczególnych autorów, dadzą podstawę do merytorycznej dyskusji oraz poszukiwań rozwiązań najbardziej racjonalnych i skutecznych. Pod żadnym względem nie można pominąć przy tym sugestii prof. Tadeusza Kotarbińskiego, wnosząc doń konieczne zmiany i uzupełnienia uwarunkowane wynikami poznawczymi i potrzebami naszych czasów.
 
3.
 
Trzeba zgodzić się z A. Domaniewskim, że etyki w szkole nie należy traktować opozycyjnie wobec lekcji religii. Myli się jednak twierdząc, że „etyka sama w sobie nie ma natury polemicznej, lecz jest dziedziną samoistną o własnych pozytywnych treściach”. Oczywiście lekcje religii sprowadzają się w zasadzie do indoktrynowania uczniów w zakresie wiary. Nie jest to zatem dziedzina naukowa, choć paradoksalnie realizowana w szkole, która ma krzewić wiedzę wyłącznie naukową. A. Domaniewski mniema, jak się zdaje, mówiąc o etyce jako niepolemicznej dziedzinie samoistnej o własnych pozytywnych treściach, że stanowi ona nienaruszalny kanon, kodeks, obowiązujący wszystkich ludzi. Nie dostrzega, zatem, że jakiekolwiek twierdzenia wartościujące i normatywne nie podlegają weryfikacji w kategoriach prawdy lub fałszu. Mogą one być prawdziwe lub fałszywe wyłącznie na gruncie przyjętego systemu wartości. Ten zaś logicznie nie wynika z opisów rzeczywistości przyrodniczej i społecznej. Formuje po prostu się na innych zasadach.
 
4.
 
W tym miejscu tkwi właśnie poważne niebezpieczeństwo. Jeśli poszczególne tezy etyczne (moralne) oparte są na określonych systemach wartości, wówczas nauczyciel tego przedmiotu może realizować go zgodnie z przyjętym przez się własnym systemem wartości Wiadomo wszakże, że absolwentów uczelni państwowych ze specjalizacją z etyki jest nadal niewielu. A wtedy lekcje z zakresu etyki (moralności) przejmą bądź katecheci, bądź, co jest bardziej prawdopodobne, absolwenci uczelni konfesyjnych, zwłaszcza katolickich, którym wdrożono chrześcijański system wartości. W rezultacie w polskiej szkole mogą okazać się dwie doskonale uzupełniające się dziedziny z tymi samymi podstawami światopoglądowymi.
 
5.
 
A. Domaniewski, choć nie tylko on, jest przekonany, że w etyce powinny znaleźć się podstawowe, elementarne wartości ludzkie. Zalicza doń przykładowo poszanowanie życia i godności człowieka, potępienie zabójstwa, gwałtu, oszustwa, znęcania się, pochwała życzliwości i współczucia. Pod wpływem krytyki A. Kalbarczyka dodaje jeszcze: eutanazję, seks, aborcję, homoseksualizm, dobro człowieka, wolność, prawa do różnej wiary. Twierdzi zarazem, że wartości te godzą różne, rozbieżne teorie i systemy. Jego zdaniem, „to jest najprostszy fundament etycznego myślenia, nad którym dopiero kształtują się różne teorie i pola do dyskusji – również o tym, jak owe elementarne wartości mogą funkcjonować w życiu i rozmaitych sytuacjach”. Zostawmy na uboczu problem kształtowania się różnych teorii i systemów. Jest on wielce złożony. Faktem jest, że one istnieją i w sposób decydujący aktualnie warunkują różne interpretacje norm i ocen moralnych. Nie sposób tego nie dostrzegać. Wszystko zależy, przeto od tego, kto owe wartości będzie wnosił do świadomości młodzieży szkolnej.
 
6.
 
Powstaje, zatem swoiste błędne koło. Toteż wydaje się, że wyjścia należy szukać w innym obszarze. Szkoła potrzebuje istotnej dziedziny poznawczej, a nie kolejnego instrumentu indoktrynacyjnego. Należy wrócić, przeto do dyskutowanego już ongiś powrotu do polskiej szkoły wybranych problemów z filozofii, najlepiej, jak się zdaje, historii filozofii. Chodziłoby nie tylko o poznanie pewnych sposobów myślenia w przeszłości: jak kształtowały się one i rozwijały. Studia te uczą pokory i tolerancji wobec różnorodnych idei i pomysłów. Dowodzą przewagi racjonalizmu nad wszelakimi doktrynami irracjonalnymi. Obalają mity o prawdach wiecznych. Kształtują kulturę uzasadniania twierdzeń, uczą pozbywania się rozwiązań dogmatycznych. Artykułują decydującą rolę podmiotu w poznaniu i działaniu. Wiedza filozoficzna niezbędna jest wreszcie do głębszego zrozumienia historii, literatury, sztuki oraz wielu innych współczesnych, często wielce złożonych problemów. W tym zakresie rola filozofii jest wyjątkowo doniosłą.
 
7.
 
Oczywiście, z filozofii również można uczynić odpowiedni instrument indoktrynacyjny, służący wyłącznie interesom określonych grup, organizacji społecznych czy konfesyjnych. Aby uniknąć tego, należałoby spełnić, co najmniej cztery podstawowe warunki: a) sformułować kilka solidnych programów do wyboru – musiałyby być dostosowane do zdolności percepcyjnych młodzieży szkolnej oraz ważkie poznawczo; b) staranny dobór nauczycieli-filozofów, a nie amatorów z tego zakresu; c) zorganizowanie całego systemu seminariów i konsultacji dla nauczycieli wykładających filozofię; d) powołanie wyspecjalizowanego nadzoru wizytatorskiego wyłącznie do tego przedmiotu. Lekcje z zakresu filozofii powinny być prowadzone w taki sposób, by pobudzały młodzież do dyskusji, formułowania pytań, wyrażania sprzeciwu, przekonań odmiennych, artykułowania wątpliwości itp. W przeciwnym razie będzie to jeszcze jedna nudna, a w konsekwencji zbędna, a może nawet szkodliwa godzina wychowawcza.
 
Autor tekstu jest profesorem filozofii, wykładowcą akademickim, autorem wielu prac filozoficznych.
 
 
Res Humana nr 1/2009, s. 36-37