Emerytowany zegarmistrz światła
 
Autor: Julian Bartosz
 

I.?Hugo Steinhaus (1887?1972) był wielkim polskim matematykiem, uczonym o światowej sławie, współtwórcą lwowskiej a po 1945 roku wrocławskiej szkoły matematycznej. Dla wielu później wybitnych matematyków był Mistrzem. Odznaczony został najwyższymi Orderami polskimi a także innych krajów. Wiele uniwersytetów europejskich poczytywało sobie za zaszczyt nadanie mu tytułu doktora honoris causa. Przewodniczył różnym towarzystwom naukowym. Współzałożył i redagował czasopisma matematyczne. On sam nazwał siebie ?pośrednikiem między duchem i materią? a pod koniec życia pragnął, aby na wizytówce napisać sobie ?emerytowany zegarmistrz światła?.
 
Poza dziełami w swej dziedzinie nauki, pracami na temat jej zastosowań na polu medycyny, biologii, chemii, techniki, ekonomii i rzeczy powszechnie użytecznych, pozostawił po sobie ?Wspomnienia i zapiski? (1).
 
Dla profana, jak ja (1) była to lektura w pewnych partiach nader trudna. Zagadnień matematycznych, którymi zajmował się Autor, nawet nie próbowałem zrozumieć. Powtórzę słowa autora przedmowy, Kazimierza Dziewanowskiego, laika jak ja z ledwie przyswojoną i zapomniana wiedzą ?licealną?, że ?matematyka jest najbardziej wysublimowaną abstrakcją, najbardziej czystą nauką, w której wszystko odbywa się między umysłem człowieka a kartką papieru?? Profesor Steinhaus, którego niezwykle ciekawą gawędę słuchałem kiedyś we wrocławskim Klubie Dziennikarza, miał natomiast rozległą wiedzę humanistyczną, znał się doskonale na literaturze swoich epok, zboczył też nieco na ścieżki filozofii, ale, jak przyznał w rozdziale ?getyńskim?, szybko zrezygnował z uczestnictwa w wykładach z nauk społecznych, za którymi, wedle własnych słów, nie mógł nadążyć.
 
II.?Obserwatorem zjawisk społecznych był wszakże pilnym i to bardzo krytycznym, nawet złośliwym a niekiedy, eufemistycznie to określając, niestety niekompetentnym. Nawet wybitni w swoich dziedzinach uczeni, gdy wypowiadają się na tematy szeroko pojętej polityki, tak się czasem mają.
 
Czasowe i przestrzenne pole obserwacji miał Hugo Steinhaus rozległe. Postrzegał je m.in. z pozycji nigdy nie zaprzeczonej pozycji człowieka, którego najpierw przedwojenni ?prawdziwi Polacy? uważali za podczłowieka, a któremu potem hitlerowcy zgotowali Zagładę. Był prawnukiem Chaima haKohena Steinhausa a tytuł haKohen oznaczał, że męscy potomkowie rodu pochodzili z prostej linii od arcykapłana Aarona. Był i czuł się arystokratą, takim szczególnym, bo nauki, a w jej kręgu, jak w całej polskiej kulturze, ludzie judaistycznego pochodzenia stanowili wartość samą w sobie dla Polski. Jak podaje Autor, 70 procent potencjału polskiej matematyki wymordowali Niemcy. Na stronach 275?278 podaje dziesiątki nazwisk.
 
Obserwacjami swymi objął Hugo Steinhaus koniec okresu rozbioru austriackiego i zmierzch lat wilhemińskich (w Getyndze), epizod Legionów, wybuch niepodległości, lata przedwojenne, napad 17 września 1939 Armii Czerwonej na wschodnią Polskę, okupację radziecką Lwowa, gdy nadal, jako członek Akademii Nauk w Kijowie, pracował w swej dziedzinie, a od czerwca 1941 niemiecką, którą pod nazwiskiem Grzegorz Krochmalny przeżył biednie w Berdechowie w Małopolsce, nastanie nowego ustroju w 1944/45 i wreszcie prawie trzy dziesięciolecia w Polsce Ludowej.
 
Miał co wspominać. Zaczął, jak wynika to z notki pod datą 8 grudnia 1944 roku (s 263), u progu nowej rzeczywistości społecznej na wschodzie Europy, dalsze zapisy (z 5 tomów, 727 kartek przechowywanych w zbiorach Ossolineum) pochodzą z czasów wrocławskich, kiedy, co teraz już zauważę, jako dojrzały, doświadczony, że tak powiem ? przedwojenny człowiek, i to ze Lwowa, spoglądał na ówczesną dziejbę krajową i międzynarodową z wyżyn swego matematycznego Olimpu z niejaką pogardą, do której miał powody, i dość jednostronnie.
 
III.??Wspomnienia i zapiski? Profesora ukazały się w omawianym wydaniu w opracowaniu Aleksandry Zgorzelskiej oraz z przypisami prof. Romana Dudy, matematyka Uniwersytetu Wrocławskiego. Zarówno opracowanie dokonane przez naukowca z bractwa Clio jak i wielce fachowe oprzyrządowanie przypisami przez człowieka nauk ścisłych zasługują moim zdaniem na krytyczną ocenę. Oboje nie powinni byli przy całej estymie dla Hugona Steinhausena przejść do porządku dziennego nad faktograficznymi uchybieniami i błędami Autora. Do obojga można mieć pretensje o to, że nawet nie próbowali objąć swymi przypisami spraw poza-matematycznych pozostawiając ewidentne błędy w sprawach politycznych, co, jak sądzę wynikało z utożsamiania się z Autorem.
 
IV.?Najpierw kilka drobiazgów. Szanowny Autor wspomnień miał ewidentne kłopoty z nazwiskami. Weźmy jeden tylko przykład ? Ribbentropa. W 1934 roku miał on przyjąć na berlińskiej Wilhelmstrasse, siedziby ministerstwa spraw zagranicznych, pewnego muzyka z kręgu jego znajomych. Tymczasem w niemieckim MSZ szefował wtedy Konstantin von Neurath zaś Ribbentrop handlował z Anglikami szampanem firmy Henkell a w Europie sprzedawał whisky Johnnie Walker. Ministrem spraw zagranicznych został dopiero w lutym 1938 roku. Nie mógł wtedy podpisywać żadnej umowy w Moskwie, jakby miało wynikać z zapisków, a kiedy rzeczywiście jako minister zawierał wiadomy pakt, to nie było to ?wiosną 1939 roku?, lecz w pełni lata, 23 sierpnia. Z tym Ribbentropem miał Autor jeszcze inne kłopoty, albowiem tenże nie ?paktował? z ?białym oficerem? Własowem, albowiem wziętego do niemieckiej niewoli radzieckiego generała Własowa namówił do kolaboracji sam Himmler. Pominę dalsze exempla ewidentnych błędów.
 
Drobiazgiem nie są natomiast uwagi autora w sprawie sposobu ukazywania przez ówczesne polskie media w latach 50. określonych postaci w rządzie RFN, m.in. Oberlaendera. Autor uznał, że ?po prostu przyłączono się w Polsce do rozpętanej ?na gwizdek Chruszczowa? nagonki na Niemcy Zachodnie?. Gdy wybuchła sprawa Oberlaendera, Chruszczowa jako przywódcy ZSRR jeszcze nie było. Mimo to Autor zauważa: ?Akcja przeciw Bonn, w szczególności przeciw Adenauerowi jest szczytem bezczelności, bo Polska nie była kontrahentem w Poczdamie, ani nie był nim rząd NRF. To państwo wtedy nie istniało. Gdyby Adenauer chciał podpisać deklarację, że uznaje ?granicę na Odrze i Nysie?, to ? zdaniem Steinhausa ? Polska nie mogła przyjąć tej deklaracji, bo uważano, że jej sąsiadem są Niemcy Wschodnie, zaś Polska ze swej strony nie uznaje NRF jako legalnego rządu niemieckiego??.
 
Jest jeszcze kilka przypadków bynajmniej nie ?wysublimowanej abstrakcji? lecz swoistej politycznej metafizyki. Ponieważ ?granica wschodnia (NRF) leży o kilkaset kilometrów dalej na zachód, nie może to państwo ani uznawać, ani nie uznawać Odry-Nysy (?) Jest to monstrualny przykład na to, jak nasza prasa liczy na głupotę czytelnika? (s 503). Exemplum zaiste monstrualne, tym bardziej zastanawiające, że przecież koledzy po fachu, ?Osiemnastu Uczonych z Getyngi? zajmowało już w 1957 roku w ocenie Adenauera zgoła inne, tożsame z polskim widzeniem, stanowisko. Inne przykłady obcości (ocena wojny w Wietnamie) pomijam. Hugo Steinhaus uważał polityczne inicjatywy i oświadczenia w rodzaju podejmowanych przez Bertranda Russella za przejaw naiwności, co, historycznie biorąc, niesłuszne nie było. Nigdy bowiem apele uczonych do polityków skuteczne nie były, chyba że politycy sami zgłaszali na nie zamówienie.
 
V.?Uczony dość pogardliwie wyrażał się o polskiej prasie, zwłaszcza powojennej, chociaż np. w stosunku do przedwojennego ?IKC? też używał słów nieeleganckich. Jednak dopuszczał wyjątki: raz dał się nawet namówić do współautorstwa tekstu o popularyzowaniu nauki na łamach ?Wiadomości Literackich?. Hugo Steinhaus, jak się zdaje, miał na temat prasy i dziennikarzy pogląd ukształtowany jeszcze w okresie getyńskim poprzez systematyczną lekturę wiedeńskiego tygodnika ?Die Fackel? wydawanego i redagowanego przez Karla Krausa (1874?1936) (2), wiedeńskiego, bezwzględnego wobec wszystkich krytyka literackiego, purystę językowego i zdecydowanego wroga drobnomieszczańskich pół- i ćwierćinteligentów. Takich ludzi w rodzimym wydaniu opisywał Steinhaus po wojnie, że ?uśmiechają się głupio i uważają maskowanie się za szczyt mądrości? (s 379). Swą apodyktyczność wobec ?pisarczyków? i nie tylko Hugo Steinhaus przejął po Krasowskiej ?Pochodni?.
 
Wobec tzw. prasy reżimowej (sam tego zwrotu nie używał) był bezwzględny. Z zapisków Profesora wynika, że czytał wrocławskie ?Słowo Polskie?, bo było niby bezpartyjne (!) oraz ?Przekrój?. Głównym źródłem informacji o Polsce i świecie było jednak radio, oczywiście zagraniczne. Gdy mu się w 1955 roku przepaliły lampy w odbiorniku przez kilka tygodni, jak narzekał, odcięty był od świata. Zasób słów do określenia tępoty dziennikarzy miał przebogaty: od ?reporciucha? do ?idioty? a pośrodku ?dranie?, ?szmaty, ?bezwstydni?, ?infantylni?, ?raz na lewo, raz na prawo?. Opisują jak określał - ?zasraństwo polityczne?; sformułowanie, niestety, poniekąd często trafne, ale jako uogólnienie chybione.
 
VI.?Na ?ukąszenie heglowskie?, które po 1944/45 roku dotknęło wielu polskich intelektualistów akceptujących i wspierających nowy ustrój Hugo Steinhaus był całkowicie immunizowany. Poczucie, że jego to nie dotyczy, brało się nie tylko z mocnej samoświadomości, siły ducha człowieka skazanego na Zagładę, z której zdołał się uratować, niekwestionowanej pozycji Uczonego, ale i z innych przesłanek. Także z tego, że zięciem jego był Jan Kott (1914?2001). Był to człowiek lewicy jeszcze z przedwojnia (w 1943 członek PPR, w 1944 ? oficer AL) zaprzyjaźniony z Jerzym Borejszą, nieformalnym władcą kultury, prasy i wydawnictw, z którym wspólnie założył w marcu 1945 roku tygodnik ?Kuźnica?. Profesor wiedział, że Borejsza to brat Różańskiego z najwyższego kierownictwa UB, na którego jak i na Bermana pomstował. Zięć ? jakby to powiedzieć ? ?ubezpieczał? swego teścia od niedogodności i natręctwa reżimu. Tegoż udział w ?rządzie dusz? pozwalał teściowi na ostracyzm wobec ubiegających się o rozmowę czy wywiad redakcji gazet i radia, nawet tygodnika ?Odra? Czasem nakłaniał go skutecznie na publikacje tekstu jego przemówień w ?Przeglądzie Kulturalnym?. Rządząca partia zabiegała nieustannie o przychylność Profesora. O jego aktywną akceptację rzeczywistości, którą swymi pomysłami ekonomicznymi i technicznymi faktycznie skutecznie wspierał, starali się wrocławscy sekretarze partii ? Władysław Malwin a także Roman Werfel, którzy wprosili się do jego willi. Raz (s. 419) zapytano go (cokolwiek to znaczy), ?czy przyjmie na rozmowę KC?? Był do końca ?ponad to?.
 
VII.?Wzniósł się również ponad tych, którzy nie godząc się z nową po wojnie rzeczywistością, aktywnie ją zwalczali. Jego ocena ?ludzi Lasu? jest druzgocąca. Przytaczając kilkadziesiąt przykładów mordowania przez nich (przez NSZ jak wyszczególnia) zwolenników nowej władzy ? urzędników, milicjantów i ?bezpieczniaków?, PPR-wców (traktowanych przez AK jak Volksdeutschów) oraz Żydów, pisze (s 340), że ?każdy rząd aresztowałby konspiratorów mordujących urzędników, policjantów i Żydów?. ?Bandy częściowo polityczne? współdziałały z Ukraińcami i ?nie bez udziału niemieckich bandytów?.
 
VIII.?Czytając napisane świetną polszczyzną i w oryginalnym stylu wspomnienia Hugona Steinhausa obcujemy rzeczywiście z Wielkim Uczonym, który potrafił być niezależnym w takim rozumieniu, że uważał, iż go na to stać. Krytyczne przeze mnie potraktowanie jego ocen w kwestiach politycznych, przede wszystkim w sprawach toczących się od 1945 roku między Wschodem i Zachodem (rozbrojenie atomowe, układ sił) wielkości jego nie urąga.
 
Przypisy:
1?Hugo Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, Centrum Steinhausa i ?Atut?. Wrocław 2010. (Wydanie III, poprawione)
2?Jeden z wierszyków Kraussa o prasie: Am Anfang war die Presse // und dann erschien die Welt // Im eignen Intersse // hat się uns gestellt // Nach unserer Vorbereitung // sieht Gott, dass es gelingt, // und so die Welt zur Zeitung // er bringt {...} Sie lesen, was erschienen // sie denken, was man meint // noch mehr laesst sich verdienen // wenn etwas nicht erscheint.
 

Res Humana nr 2/2012, s. 22-25