Czy lewica wraca?
 
Autor: Jerzy J. Wiatr
 

Tegoroczne maj i czerwiec to miesiące europejskiej lewicy, która pokazała, że kładący ją do grobu komentatorzy poważnie się pomylili.
 
Wyniki majowych wyborów we Francji, Grecji i Niemczech sygnalizują nową tendencję polityczną w Europie. We Francji socjalista Francois Hollande wygrał wybory i jest drugim socjalistycznym prezydentem Francji (po Francois Mitterandzie, prezydencie w latach 1981?1995). Powołany przez niego socjalistyczny rząd zapewne zdoła zapewnić sobie większość parlamentarną w wyznaczonych na czerwiec wyborach do Zgromadzenia Narodowego. Najważniejszą niewiadomą jest pozycja, którą zdobędzie radykalna lewica (w tym komuniści), której poparcie zapewniło kandydatowi socjalistów zwycięstwo w wyborach prezydenckich, ale która może okazać się trudnym sojusznikiem, jeśli jej głosy okazałyby się niezbędne do stworzenia lewicowej większości w parlamencie. Wygrana lewicy francuskiej jest tylko w części konsekwencją odrzucenia przez wyborców niepopularnego i coraz bardziej nie liczącego się z realiami prezydenta z prawicy. W decydującej mierze zwycięstwo to wynika z faktu, że Francuzi mają dość polityki oszczędzania kosztem ludzi pracy najemnej a zarazem pozostawiania w spokoju najbogatszych. Jest tak nie tylko we Francji.
 
W tym samym czasie wybory w Grecji przyniosły klęskę obu ?historycznych? partii (konserwatywnej Nowej Demokracji i socjalistycznego PASOKu), które na przemian rządziły od upadku wojskowej dyktatury (w 1974 roku) ponosząc odpowiedzialność za kryzys finansów publicznych tego państwa, a obecnie poparły oszczędnościowy program podyktowany Grecji przez Unię Europejską. Wielkim zwycięzcą wyborów jest radykalnie lewicowa koalicja SYRKIZA, która zdobywając 16,8% głosów zajęła drugie miejsce (po Nowej Demokracji, która zdobyła 18,6%, ale zgodnie z dość osobliwą grecką ordynacją wyborczą otrzymała pięćdziesiąt mandatów dodatkowej premii za zajęcie pierwszego miejsca) i działając wspólnie z mniejszymi partiami zablokowała możliwość powołania koalicyjnego rządu. W połowie maja sondaże wskazywały na jej bardzo prawdopodobną wygraną w nowych (czerwcowych) wyborach. Oznacza to prawdziwe trzęsienie ziemi ? nie tylko dla Grecji, lecz także dla całej Unii Europejskiej.
 
W Republice Federalnej Niemiec rządząca chadecja przegrywa kolejne wybory do Landtagów. Po Szlezwik-Holsztynie poniosła klęskę w Nadrenii Północnej Westfalii. Te przegrane nie tylko utrudniają Angeli Merkel rządzenie, ale stanowią groźną dla partii rządzącej prognozę na przyszłoroczne wybory do Bundestagu. Osobista popularność pani kanclerz może nie wystarczyć dla zwycięstwa kierowanej przez nią partii.
 
Tendencja ta może się utrzymać i dać socjalistom zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego, co byłoby znaczącą zmianą klimatu politycznego w Unii Europejskiej. Sporo jednak zależeć będzie od tego, czy zwrot na lewo obejmie także nowych członków Unii Europejskiej z Europy środkowo-wschodniej.
 
Ta część Europy nadal pozostaje w większości obszarem rządów prawicy, ale wygranie wyborów w Słowacji przez lewicową partię SMER i powstanie rządu Roberta Fico sygnalizują, że nie musi tak być zawsze.
 
Powrót lewicy ma swe źródła w kryzysie neoliberalnej strategii gospodarczej. Jej obrońcy dowodzą, że nie ma dla niej alternatywy, Czy rzeczywiście?
 
Coraz silniej rozlegają się głosy poważnych ekonomistów światowych domagających się rewizji strategii opartej na wycofywaniu się państwa z gospodarki i prowadzenia polityki powiększającej nierówności ekonomiczne. Te ostatnie osiągnęły zastraszające rozmiary i w połączeniu z załamaniem się koniunktury wywołują coraz silniejsze protesty ?oburzonych?. Polityka zaczyna odzwierciedlać tę tendencję.
 
Czy Polska pozostanie poza tym nurtem? Od siedmiu lat trwa zła passa dla polskiej lewicy. Utrzymywanie się tej złej tendencji wskazuje na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydawało tym, którzy za porażki lewicy całą winą obciążali kolejnych przywódców. Nie negując popełnionych przez nich błędów trzeba dostrzegać strukturalne przyczyny ?złej pogody? dla lewicy w Polsce i w niemal wszystkich państwach naszego regionu.
 
W pierwszych latach transformacji ustrojowej na rzecz lewicy działała nostalgia za tymi cechami poprzedniego ustroju, które zaczynały się tym bardziej podobać, im dotkliwsze dla warstw niezamożnych były następstwa neoliberalnej polityki ekonomicznej nowych rządów. Liczono na to, że lewica będzie rządziła w duchu większej sprawiedliwości społecznej. To częściowo (ale tylko częściowo) okazało się faktem. Ważniejsze jednak okazało się to, że raz uruchomione mechanizmy gospodarki rynkowej w sposób systematyczny generują rosnące nierówności, a zarazem ? przynajmniej w Polsce ? przynoszą wzrost gospodarczy, tym cenniejszy, że mający miejsce w warunkach światowego kryzysu finansowego.
 
W konsekwencji znaczna część społeczeństwa polskiego ma poczucie satysfakcji (osobistej i narodowej) z osiągnięć ostatnich dwóch dziesięcioleci i mniej niż kilkanaście lat temu jest skłonna szukać alternatywy dla obecnie realizowanej polityki. Sondaże socjologiczne od paru lat wskazują na wzrost optymizmu, a to nie skłania to udzielania poparcia kontestującej obecną politykę lewicy. Ten stan rzeczy nie musi trwać wiecznie. Jest tak także dlatego, że narracja wprowadzona przez Prawo i Sprawiedliwość pozwoliła tej partii pozyskać poparcie sporej części tych, którym się szczególnie źle dzieje.
 
Nie wynika z tego, że Polska musi pozostawać skansenem prawicy w przesuwającej się na lewo Europie. Wymaga to jednak znalezienia trafnej odpowiedzi na pytanie, jaka powinna być realistyczna propozycja lewicy na następne dziesięciolecia. To jest znacznie trudniejsze niż ? skądinąd potrzebne ? kontestowanie poszczególnych posunięć rządzącej partii. W środowiskach intelektualnych lewicy trwają od pewnego czasu poważne dyskusje na ten temat, rzecz jednak w tym, czy i jak zostaną one przetłumaczone na język praktycznej polityki. Mam nadzieję, że to nastąpi i że Polska też będzie miała swój maj lewicy.
 

Res Humana nr 3/2012, s. 1-2