Państwo laickie a religia
 
Autor: Adam Jaśkow
 

Byłem świadkiem debaty kościół a liberalizm, w której brali udział o. Prusak, prof. Stanisław Majcherek i prof. Jan Hartman. Niby nic nowego? ale ?liberalny? relatywnie Prusak powiedział, że katolikowi liberalizm nie jest potrzebny, bo wszystko ma w swojej religii? Pośrednio potwierdził więc powszechny ?  ?katholicos? ? charakter swojej wiary? Można by powiedzieć totalny, bo to w zasadzie to samo.
 
Między liberalizmem, rozumianym jako liberalna demokracja, a każdą zinstytucjonalizowaną religią istnieje stałe napięcie. Państwo liberalne nie tylko bowiem ogranicza siebie, ale także ogranicza wszystkie inne idee i traktuje je równo, a przynajmniej powinno. Państwo takie nie może wszystkiego, ale też żadna instytucja nie może więcej niż państwo. Państwo, zajmując się tylko doczesną rzeczywistością, ignoruje to co jest poza nią, ale też wszystkie koncepcje mówiące o tym, co jest poza, nie mogą wkraczać w sferę działania państwa.
 
Albo więc religie, jak niektóre protestanckie, pogodzą się z demokracją i wycofają się z bieżącego kontrolowania polityki, albo skażą się na nieustanne mniejsze lub większe konflikty z państwem.
 
To dotyczy jednak instytucji religijnych, czyli Kościołów. A co z wiernymi? Politykami wierzącymi głęboko w coś innego, niż tylko demokrację? Otóż ogranicza ich państwo liberalne, które ma strefy zakazane i granice nakazów. Czy w takim państwie człowiek wierzący może czuć się dobrze? Jeśli swoją uwagę skupia na sobie, to nikt mu nie zabroni żyć zgodnie z przekonaniami, choć może się zdarzyć, że o niektóre swoje prawa przyjdzie mu mocno się starać. Im bardziej jego osobista religia odbiega od kultury środka, tym częściej może się zderzać albo z prawem, albo z praktyką funkcjonowania instytucji.
 
I może się zdarzyć, że przegra. Bo choć ogólne zasady go chronią, to w jednostkowych sytuacjach decyzje mogą zapadać na jego niekorzyść.
 
Istotny jest też poziom fundamentalizmu jego religii, czyli siła nacisku wywieranego na jednostki przez zinstytucjonalizowaną religię, czyli kościół.
 
Istotą religii jest przekonanie o posiadaniu jedynej prawdy. Więc samo funkcjonowanie innego spójnego światopoglądu, innej ?prawdy?, traktowane jest jako zagrożenie. Bo skoro można żyć szczęśliwie, etycznie i godnie bez balastu religii i kościoła, to stanowi to zagrożenie dla jedynej prawdziwej? czyli każdej wiary.
 
Czy Polskie państwo jest liberalną demokracją? Oczywista oczywistość, że nie jest. Niestety, dla znacznej grupy polityków nieukrywających swoich religijnych motywacji, jest i tak nadmiernie liberalne. Światopogląd religijny niemal zawsze jest konserwatywny, idealizujący przeszłość. W Polskich warunkach wspiera podobnie nastawionych polityków, nie ukrywających swoich historycznych sentymentów.
 
Część komentatorów głosi klęskę Kościoła powołując się na 10% wynik wyborczy Ruchu Palikota? Ale to tylko 5% dorosłej populacji... Nic nowego... Równie dobrze można ogłosić sukces Kościoła instytucjonalnego... Bo przecież cała reszta ugrupowań, może za wyjątkiem części SLD, przyznaje się mniej lub bardziej do chrześcijańskich korzeni.
 
Jak jest na prawdę? Czy coś się zmieniło? Samo raczej się nie zmienia...
 
W oficjalnych opisach rzeczywistości cały czas funkcjonują cuda gospodarcze i inne, objawienia, dopusty, niewidzialne ręce, tajemnicze rynki, żelazne prawa, których korozji nie chce się dostrzegać. Bez realnego opisu rzeczywistości wiara w cuda będzie dominować...
 
W akcji ?Młodzi głosują? zwyciężył w 2011 roku Ruch Palikota. To może być sygnał, że pielgrzymki, modlitwy i leżenie krzyżem pod krzyżem nie są dla sporej części młodych ludzi lekarstwami na choroby i problemy dzisiejszego świata.
 
Ale to nie znaczy, że do nich nie wrócą, jeśli nie otrzymają innych bardziej skutecznych.
 
Forum Myśli Wolnej nr 51/2011, s. 42-44