Myśląc o naszym państwie
 
Autor: Zdzisław Słowik
 

Myśląc o państwie, myślimy najpierw o nim jako o wartości, o wspólnym dobru, które powołała do życia społeczność ludzka z potrzeby swojego bezpieczeństwa, obrony interesów, uzyskania zdolności do wysiłku w imię wspólnoty narodowej, której państwo stało się zwieńczeniem. Myśląc o państwie i narodzie zarazem, bo bliskie to sobie składniki, myślimy za Norwidem jako o naszym ?zbiorowym obowiązku?, naszej zdolności do jego obrony, do zgodnego działania na tych wszystkich polach wspólnej troski, z których rodzi się dostatek, rozwój, ład społeczny i moralny, wszystko, co składa się na poczucie sukcesu, wzrost szans i możliwości a nie klęski czy jałowe malkontenctwo.
 
Ale myśląc tak o państwie nie możemy uciec od rosnącego niepokoju o jego współczesnym stanie, nie możemy milczeć, kiedy widać jak urosły i jakiej nabrały siły w ostatnich latach, w świecie i w Polsce, różne siły czy grupy korporacyjne, biznesowe czy hobbystyczne, o rosnących wpływach, którym państwo jest nie tylko niepotrzebne, ale widzą w nim przeszkodę w robieniu własnych interesów. Wspiera te aspiracje niemała liczba ludzi nauki czy mediów, którzy z wysokości intelektualnego Olimpu orzekają o nieuchronnym zmierzchu a nawet śmierci państwa, uznając je za anachronizm, wobec spiżowych spraw wolnego rynku i uroków bezgranicznej konkurencji czy wobec prywatyzacji i atomizacji życia społecznego, wobec życia, w którym ?wolne atomy? nie pragną niczego więcej niż tylko wolności, a państwu wyznaczają łaskawie rolę ?nocnego stróża?. I nic ponad to.
 
Już nieco wcześniej w sporach o osławione OFE, a w ostatnich tygodniach, w których z niebywałą furią zaatakowano ustawę porządkującą dotychczasowe zasady obrotu lekami, wypowiedziano słowa ? zupełnie nieprzytomnie potęgowane przez rozhisteryzowane media ? które napawają już grozą: że ustawa ta to uśmiercanie przez państwo własnego narodu, że to świadectwo jego nieudolności, zasługujące jedynie na kalumnie lub kpiny (np. w ustach przedstawicieli korporacji lekarzy), że wreszcie trzeba to straszne państwo dobić do końca pospiesznie skleconym donosem do instytucji europejskich.
 
Co napawa nas grozą? ? przedstawmy tę konstatację w postaci pytania. Głęboko niepokoi otóż narastająca dychotomia pomiędzy osobami czy instytucjami państwa, pogardliwie określanymi ?urzędasami? a tymi, którzy uzurpują sobie prawo do wyłącznej prawdy, słuszności własnych racji, tymi, którzy mają być uosobieniem samego dobra, a tymi drugimi, ludźmi reprezentującymi państwo, ludźmi uosabiającymi tylko zło. To groźny znak dla zdecydowanej większości tych, którzy z silnym, sprawnie działającym i dobrze legitymizowanym państwem wiążą swój los czy realizację swych nadziei.
 
Uporządkujmy nasze myślenie o państwie. Miejmy najpierw świadomość, że obok demokratycznie wyłonionych w wyborach powszechnych władz państwowych czy samorządowych współistnieją z nimi razem inne zorganizowane struktury. W polskich realiach to historycznie utrwalona pozycja Kościoła katolickiego, którego wszelako rola i wpływ wywierany na państwo zdaje się być współcześnie coraz większym problemem, jeśli państwo nie zamierza rezygnować ze swych konstytucyjnych uprawnień, nawet swej godności; to sieć wielkich instytucji o charakterze korporacyjnym (banki, firmy ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne itp.); to media, zwłaszcza elektroniczne, tyle informujące ile kreujące rzeczywistość, często według bardzo nieprzejrzystych kryteriów. To ilustracja wspomnianej już dychotomii: tym razem między strukturami posiadającymi mandat demokratyczny a strukturami w istocie niedemokratycznymi. Z dychotomii tej, miejmy tego świadomość, wyłaniają się realnie już istniejące i potencjalne źródła konfliktów. Ocena skali tych konfliktów i ich wpływu na stan spraw naszego państwa ? to, oczywiście, zadanie do oddzielnego, głębszego namysłu.
 
Aleksander Kwaśniewski w ważnej rozmowie z redaktorami Jerzym Domańskim i Robertem Walenciakiem (?Przegląd? z 1 stycznia 2012 r.) dostrzegając te wszystkie zagrożenia współczesnego państwa, radzi, aby podjęło ono próbę dostosowania swych dotychczasowych struktur i instrumentów działania do wymogów dyktowanych następstwami rewolucji informacyjnej i sądzi, że jesteśmy na progu przekształcania się demokracji przedstawicielskiej, dziś dominującej, w demokrację bezpośrednią.
 
Ta prawdopodobna, choć z pewnością rozłożona w czasie projekcja państwa, bez pokusy jej uniwersalizacji, nie znosi jego roli tu i teraz, zwłaszcza w warunkach wielu współczesnych zagrożeń (wyraźne zjawiska kryzysu w ramach Unii Europejskiej), wobec których konstytucyjne obowiązki państwa nabierają szczególnej wagi, także wsparcia i konsolidacji instytucji europejskich. Państwo nie może w żadnym stopniu pozostawić samymi sobie tych wszystkich, tej ?milczącej większości?, która z działaniami państwa, a nie z prywatnymi bankami czy firmami ubezpieczeniowymi, wiąże swój codzienny los, swoje poczucie sprawiedliwości, swoje często po prostu przetrwanie.
 
Myśląc więc o państwie, o naszym polskim państwie, pomyślmy w końcu i o tym, co każdy a nas może i powinien dla tego państwa uczynić, aby w efekcie wspólnego wysiłku państwo nie tylko ocalić przed prorokami jego upadku, lecz aby dodać mu nowych sił na trudny współczesny czas.
 

Res Humana nr 1/2012, s. 1-2