Człowiek i praca
 
Autor: Zdzisław Cackowski
 

1
 
W ?Ideologii niemieckiej? Karol Marks i Fryderyk Engels wskazują na dwupłaszczyznowość ludzkiej pracy. Po pierwsze praca realizuje się w płaszczyźnie stosunków człowieka wobec rzeczy. Po drugie, realizuje się ona w płaszczyźnie stosunków człowieka z innymi ludźmi -jako współpraca.
 
W pierwszej z tych płaszczyzn (człowiek - rzecz) człowiek jest/bywa skuteczny lub nieskuteczny w swoim działaniu na rzeczy oraz rzeczami. Skuteczność daje efekt życiotwórczy (dostarcza pożywienia, odzienia, schronienia,...) oraz dobre samopoczucie, czyli samoutwierdzenie ludzkiej mocy, siły, zręczności, bezpieczeństwa, władzy. To dobre samopoczucie związane ze skutecznym działaniem człowieka na rzeczy i rzeczami, związane z potwierdzeniem jego zręczności może też się stawać samodzielną wartością, wartością estetyczną, która funkcjonuje, wiąże człowieka z wykonywaną pracą nawet wtedy, gdy wszystkie inne okoliczności pracy go przeciwstawiają, gdy go wobec pracy alienują, albo gdy pracę wobec niego alienują, czyniąc z niej narzędzie jego udręczenia.
 
Ale skuteczność w pracy (we wszelkim działaniu) jest jej aspektem pozytywnym, wszak pod warunkiem, że nie jest absolutna, czyli, jak by powiedział Gombrowicz, ?nie za bardzo". Bo skuteczność pełna ogłupia, pozbawia rozumu. Bogowie się nią podobno od zawsze wobec człowieka posługiwali, gdy chcieli go zgubić, co osiągali wcześniej człowieka rozumu pozbawiając: Quem deus perdere vult, demantat prius! Ale, mimo tego powściągu wobec skuteczności, jest ona, pewne jej minimum, warunkiem poczucia sensu pracy.
 
Tu miejsce na Dostojewskiego: ?Przyszło mi raz na myśl, że gdyby kto chciał kompletnie zmiażdżyć, zniweczyć człowieka, ukarać go karą najokropniejszą, taką, że najgorszy morderca wzdrygnąłby się przed tą karą i z góry by się jej przeraził, to wystarczyłoby tylko nadać [...] robocie cechę zupełnej, całkowitej bezużyteczności. Jeżeli [...] robota katorżnicza jest dla więźnia nieciekawa i nudna, to sama w sobie, jako praca, jest sensowna: więzień robi cegły, kopie ziemię, tynkuje, buduje; praca ta ma sens i cel. Czasem katorżnik nawet się do niej zapala, chce ją wykonać zręczniej, sprawniej, lepiej. Ale gdyby mu kazać, na przykład, przelewać wodę z jednego kubła do drugiego, a z drugiego do pierwszego, tłuc piasek, przenosić kupę ziemi z jednego miejsca na drugie i z powrotem - sądzę, że więzień by się powiesił po kilku dniach...? (Dostojewski, s. 23).
 
Zatem, praca ludzka jest czynnością fizyczną zmieniającą jakieś rzeczy. Ale różni się ona od fizycznego oddziaływania jakiejś rzeczy na jakąś inną rzecz. Jak krótko określić tę różnicę? Oddziaływanie rzeczy na rzecz nie wykracza poza swoje bezpośrednie (fizyczne) skutki; nie jest ?przeźroczyste?; nie ma w nim żadnej intencji; ono nie znaczy nic poza tym, czym jest. Praca natomiast jest ?przeźroczystym? fizycznym działaniem rzeczy upodmiotowionej (człowieka) na jakąś rzecz, to znaczy, że nastawiona jest na coś jeszcze. Tym czymś jeszcze może być i bywa: zadowolenie z tego, co się robi i z bezpośrednich efektów tego, co się robi (nazwijmy to estetyką pracy); pożytek z tego, co się robi, pożytek dla mnie lub dla innych - w pracy wytwarza się pożywienie, odzienie, schronienie,... (nazwijmy to pragmatyką pracy); wreszcie etyka pracy, czyli jej wartość dla ogółu, dla wspólnoty, dla wszystkich, nawet jej wartość symboliczna.

Oto trzy kolejne dialogi wędrowca z kamieniarzami, którzy fizycznie robią to samo ? tłuką kamienie. Na pytanie, co robisz człowieku:
- pierwszy odpowiada: ?Tłukę kamienie?;
- drugi: ?Zarabiam na życie?;
- trzeci zaś: ?Buduję świątynię?.
 
W tych trzech różnych odpowiedziach wyrażone są trzy różne intencje. Intencja pierwsza nie wykracza poza sens fizycznej czynności kamieniarza, której treść redukowana jest właśnie do tłuczenia kamieni. A jednak oczywiste jest, że nawet w tym przypadku tłuczenie kamieni jest czymś innym, czymś więcej niż rozbicie kamienia przez upadający nań wielki głaz. Nawet tutaj jest jakaś okruszyna czegoś więcej, może jakaś okruszyna estetyki; przeświadczenia, że się coś sensownego robi i że się to robić potrafi (zob. odnotowane wyżej spostrzeżenie Dostojewskiego). Intencja drugiego z kamieniarzy sięga wyraźnie dalej niż tłuczenie kamieni, bo to ostatnie jest u niego środkiem, środkiem zarabiania na życie. Wyodrębnia się tu tłuczenie kamieni jako środek oraz zarabianie na życie jako cel, jako wartość, wartość użytkowa. Intencja trzeciej odpowiedzi wznosi się jeszcze wyżej - ku ?budowie świątyni?, a więc w obszar wartości symbolicznej, moralnej, pozaużytkowej. A może ostrożniej to powiedzieć, nie dystansując się od użytkowości w sposób absolutny: może ?budowanie świątyni? ma ten sens, że robi się coś użytkowego, ale nie dla siebie, lecz dla innych, a może nawet dla wszystkich, ale użytkowość dla wszystkich nie może być użytkowością określoną, konkretną, czyli staje się ona wtedy ?użytkowością? w ogóle, ?użytkowością? uogólnioną, symboliczną.
 
Kiedyś miałem okazję mówić do nauczycieli o nauczycielskim zawodzie i nauczycielskim powołaniu. Zawód nauczycielski jest nauczaniem zarobkowym - odpowiednik kamieniarza, który tłukąc kamienie ?zarabia na życie?. Powołanie natomiast nauczycielskie polega na nauczaniu z motywów wyższych, jest udziałem w ?budowaniu świątyni?. W wykonywaniu zawodu narzuca się człowiekowi zasada: jaka praca, taka płaca, albo przeciwnie: jaka płaca, taka praca. A zawód ten w całym świecie ?cywilizowanym? jest płacowo niedowartościowany, to znaczy mniej się go opłaca niż się go ceni, albo: mniej się go opłaca niż jest wart. Czyli postawa zawodowa wobec nauczania obniża jego doniosłość, jego poziom, a czynność marnie wykonywana nie daje człowiekowi radości, stając się przez to uciążliwsza. Więc zalecałem w tym wykładzie nauczycielom ratowanie się powołaniem nauczycielskim, czyli ?budowaniem świątyni? poprzez spełnianie nauczycielskiej funkcji, bo w ten sposób tworzy się motywację wznioślejszą, która wpływa korzystnie na poziom wykonywanych czynności, a przez to daje zadowolenie ?estetyczne? - wbrew deprecjacji zawodowej.
 
2
 
A teraz ten sam wątek zaczerpnięty od Unamuno. Tak zwana kwestia społeczna, powiada Unamuno, ?...jest może czymś więcej niż problemem podziału dóbr, produktów pracy, jest problemem podziału powołań, sposobów produkowania? (Unamuno, s. 293). Działanie bez powołania daje tylko pretekst do wynagrodzenia, a nie autentyczne tego wynagrodzenia uzasadnienie (s. 295). Szewc zarabiający, szewc starający się być najlepszym, wreszcie szewc religijny (?budujący świątynię?), który nie powinien był umrzeć, bo robił buty dla nas, religijnie (!). Z miłości bliźniego i dla niego!
 
Motywacje pracy: ekonomiczna; estetyczna (dla jej piękna); etyczna - motywacja ?religijna?, czyli płynąca z naszego głodu wieczności (s. 298). Z każdego naszego zadania należy uczynić ?prawdziwą modlitwę?, woła Unamuno. ?Szyjąc buty można zasłużyć na niebo, jeżeli szewc dokłada wysiłków, aby jako szewc być doskonałym - jak doskonały jest Ojciec nasz Niebieski?, (s. 299).
 
Dążenie do bycia niezastąpionym, do sprawienia, aby nasze zniknięcie było niesprawiedliwością prowadzi do wykonywania naszego zawodu z pasją, czyli tragicznie. ?Winno prowadzić nas do wysiłków, aby innych naznaczyć naszym piętnem, aby uwiecznić się w nich i w ich dzieciach, aby na wszystkim pozostawić nasze niezniszczalne znamię. Najpłodniejsza jest moralność wzajemnego narzucania się sobie? (s. 300).
 
Potrzeba upowszechnienia siebie, uczynienia z siebie potrzeby dla innych, potrzeby tak znaczącej, że inni czują nas sobie potrzebnymi. Oto jak Unamuno ilustruje tę myśl: ?Oto szewc, który żyje z tego, że robi buty, i robi je z wystarczającą starannością, aby zachować swą klientelę i nie stracić jej. Oto inny szewc, znajdujący się na wyższym nieco poziomie duchowym, posiada bowiem zawodową miłość własną i zawzięcie dokłada wszelkich starań, aby uchodzić za najlepszego szewca w mieście lub w królestwie, choć nie miałoby to przysporzyć mu klientów ani zysku, a jedynie uznanie i prestiż. Lecz istnieje jeszcze wyższy stopień doskonałości moralnej w zawodzie szewskim, ten mianowicie, aby stać się dla klientów szewcem jedynym i niezastąpionym, który robi tak doskonałe buty, że będą za nim tęsknić, kiedy im umrze - ?im umrze?, a nie po prostu ?umrze?; i sądzić będą jego klienci, że nie powinien był umrzeć, a to dlatego, że robił dla nich buty myśląc o tym, by zaoszczędzić im wszelkiej niewygody, aby troska o stopy nie przeszkadzała im kontemplować prawd najwyższych; robił dla nich buty z miłości do nich i do Boga w nich; robił je z pobożnością? (s. 295/296). Taka robota, szewca czy kogokolwiek, jest prawdziwą modlitwą, zasługującą na niebo (s. 299).
 
Dalszym ciągiem, albo innym aspektem tego wywodu jest problem takiego życia, które sprawia, że jednak - wbrew przysłowiu - odejście człowieka powoduje ?dziurę w niebie", no - nawet jeśli nie aż dziurę, to przynajmniej dziurkę. Trzeba w życiu postępować tak (uczestniczyć w ?budowaniu świątyni"), aby się utrwalać: dalej, dalej, jak najdalej, aż do wieczności. To zdanie jest moją własną formą przedstawienia problemu, a teraz przedstawię rzecz językiem Unamuno, a i jeszcze czyimś, Senancoura, który ?... w liście XC każe mówić swemu Obermanowi: L'Homme est périssable. Il se peut ; mais périssons en résistant, et, si le néant nous est réservé, ne faisons pas que ce soit une justice? (Unamuno, s. 51). Dalej Unamuno wraca do tej myśli: ?Zmieńcie formę tego zdania z przeczącej na twierdzącą: ?A jeśli tym, co nas czeka, jest nicość, postępujmy tak, aby to była niesprawiedliwość?; otrzymacie wtedy najtrwalszą podstawę działania dla tych, którzy nie mogą albo nie chcą być dogmatykami? (Unamuno, s. 285).
 
Z aprobatą, a nawet wyraźną sympatią włączyłem do swojego wywodu refleksję Unamuno, ale uczyniwszy to muszę się jednak zdystansować wobec jego moralności jako narzucania siebie, swojej postawy innym. To Unamunę prowadzi do apoteozy inkwizytora, a w tym kierunku już iść za nim nie mogę.
 
3
 
Anthony de Mello też przywołuje szewca: Szewc użala się rabinowi, że tak jest zawalony łataniem butów biedakom, że nie ma czasu na poranną modlitwę. Przynoszą mu buty wieczorem, a rano muszą je - naprawione - odebrać, bo mają tylko jedną parę. W tym swoim skołataniu, w zajęciu młotkiem i szydłem, i w zatroskaniu o niespełnienie obowiązku porannej modlitwy czasami - uskarża się rabinowi biedny skołatany szewc - ?prawie słyszę westchnienie płynące z głębi serca: ?Jakim jestem nieszczęśliwym człowiekiem, że nie mogę odmówić porannej modlitwy?. Na to rabin: ?Gdybym był Bogiem, ważniejsze byłoby dla mnie to westchnienie, niż modlitwa? (de Mello, s. 25).
 
4
 
A teraz Bolesław Leśmian i jego szewczyk ?budujący świątynię?:

W mgłach daleczeje sierp księżyca,
Zatkwiony ostrzem w czub komina,
Latarnia się na palcach wspina
W mrok, gdzie już kończy się ulica.
Obłędny szewczvk - kuternoga
Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,
Buty na miarę stopy Boga,
Co mu na imię - Nieobjęty!
Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki but
Wśród takiej srebrnej nocy!
Boże obłoków, Boże rosy,
Naści z mej dłoni dar obfity,
Abyś nie chadzał w niebie bosy
I stóp nie ranił o błękity!
Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
Bóg przyobuty bywa godnie!
Błogosławion trud....
Dałeś mi Panie kęs istnienia,
Co mi na całą starczy drogę.
Wybacz, że pośród nędzy cienia
Nic Ci prócz butów dać nie mogę.
W szyciu nic nie ma oprócz szycia,
Więc szyjmy póki starczy siły.
W życiu nic nie ma oprócz życia,
Więc żyjmy aż po kres mogiły.
Błogosławiony trud...

(Bolesław Leśmian, Szewczyk)
 
5
 
Alienacja pracy. Teraz wrócę do początku tego tekstu, czyli do Marksa idei o dwupłaszczyznowości ludzkiej pracy, z których jedną wyznaczają relacje człowiek - rzecz, a drugą człowiek - człowiek. W przypadkach indywidualnych możliwe jest robienie czegoś w pojedynkę, bez zwracania uwagi na drugiego. Ale w skali głębszej, w sensie antropologicznym nie można bez drugiego, a nawet bez wielu drugich. Praca jest, powtórzmy, działaniem dwupłaszczyznowym - działaniem (na rzeczy i rzeczami) oraz współdziałaniem (z ludźmi, dla ludzi, przez ludzi, przeciw ludziom,....). Fryderyk Engels napisał pracę pt. ?Rola pracy w procesie uczłowieczenia małpy?. Idea zawarta w tym tytule miała podstawowy charakter dla Marksowskiej antropologii, ale jednocześnie najważniejsze wątki dorobku intelektualnego Marksa poświęcone były analizie stosunków społecznych, w których praca degraduje człowieka, sprowadza istotę ludzką do poziomu zwierzęcego. Czyli, ten medal ma dwie strony - uczłowieczającą, ale i degradującą, zezwierzęcającą.
 
W obu wymienionych wyżej płaszczyznach swojego funkcjonowania praca jest jednością dwu przeciwstawnych cech.
 
Po pierwsze jest ciężarem, trudem. Jest czymś, co od niej nas odpycha. Nie przypadkowo w dawnych tradycjach religijnych traktowano pracę jako coś poniżającego, jako przekleństwo, jako karę za jakieś wielkie przewinienie, którego skutki (właśnie ten odpychający ciężar pracy) miały przechodzić z pokolenia na pokolenie aż do skończenia świata. Tak praca jest przedstawiana w mitologii żydowskiej (Genezis), tak była też ujmowana w jeszcze dawniejszych mitach - mitach sumeryjskich. W mitologii sumeryjskiej najpierw istnieli bogowie - istoty nieśmiertelne, ale potrzebujące jadła, napojów, odzieży, a i dachu nad głową. Ale ktoś te dobra musiał wytwarzać. Zdecydowali więc bogowie, że zlecą zadanie wytwarzania potrzebnych im dóbr bogom najpośledniejszym (hierarchia istniała wśród bogów bodaj od zawsze). Jednakże poniżeni pracą bogowie się zbuntowali - zastrajkowali. Trzeba było więc stworzyć do pracy ludzi - śmiertelnych pracowników. Tak też się stało. Ulepili więc bogowie ludzi z gliny, a zabiwszy jednego z pośledniejszych bogów nasączyli ludzkie ciała boską krwią. I tak człowiek został stworzony do pracy, aby przez pracę służyć bogom - bogom z Olimpu, bogom niebiańskim oraz ich ziemskim przedstawicielom.
 
Po drugie, praca tworzy życie, bowiem daje pożywienie, odzienie, schronienie, bezpieczeństwo egzystencjalne, a wreszcie daje zadowolenie człowiekowi, który potrafi ją skutecznie wykonywać. Pierwsze (praca jako trud) od niej odpycha, drugie ją motywuje i do niej przyciąga, skłania, a nawet zmusza. Warunkiem twórczej mocy pracy jest przewaga tej drugiej siły (przyciągającej - motywacyjnej) nad pierwszą (odpychającą). A w każdym razie, warunkiem funkcjonowania pracy jest jedność jednego i drugiego, jedność trudu oraz pozytywnego motywu, który odpychające działanie trudu przezwycięża.
 
A może to, co tu piszę, nie pracy dotyczy, ale czegoś jeszcze bardziej zasadniczego. Czego? Życia, które ma analogiczne do pracy dwie strony - trud życia i radość życia. Ileż w życiu pokonuje się zniechęcających trudności, tak bardzo zniechęcających, że aż czasami nie chce się już dalej żyć, ale się jednak żyje, bo...., bo przecież w tym ciężkim życiu trafiają się też radości, spełniają się jakieś ciekawości. Wszak wprawdzie w tej chwili jest okropnie nudno i ponuro, ale za chwilę może coś, albo ktoś (a może nawet ja) się uśmiechnie...
 
Ale wracajmy do pracy i jej dwóch aspektów. Napędem pracy, napędem jej rozwoju (a przez nią i rozwoju człowieka - nawet papież Jan Paweł II podjął ten wątek w języku teologii człowieka, głosząc, że proces Boskiego tworzenia człowieka dalej trwa, spełniając się poprzez rozwój pracy właśnie, zatem poprzez samostwarzanie się człowieka przez pracę. Zob. enc. Laborem exercens) są potrzeby człowieka przez pracę zaspokajane, a może nie tylko zaspokajane, ale tworzone i zaspokajane. Zaspokajanie potrzeb tworzy nowe potrzeby, a ich zaspokajanie tworzy następne... Czy potrzeby mogą w ten sposób rosnąć bez końca? Otóż (m.in. John K. Galbraith to zauważył) istnieje czynnik powściągający bezgraniczne narastanie potrzeb. Tym czynnikiem jest trud ich zaspokajania. Piękną, kuszącą potrzebę - pozytywny motyw pracy, może gasić zniechęcający trud jej wykonania.
 
Ale to zniechęcające działania trudu pracy, to ograniczające rozwój potrzeb obciążenie trudem ich realizacji można pokonać i przez tysiąclecia je pokonywano. Jak? Bardzo prosto? Przez podmiotowe rozłączenie potrzeb, czyli pozytywnego motywu pracy oraz trudu wykonywania pracy. Kto inny, mianowicie, zaspokaja dzięki owocom ludzkiej pracy swoje potrzeby, a całkiem kto inny przyjmuje na siebie trud/ciężar pracy. Jak w micie sumeryjskim. W ten sposób wyzwolone potrzeby, wyzwolone od ograniczającego je trudu zyskują skrzydła (zob. Thorstein Veblen, ale i Witold Gombrowicz), dzięki czemu świat ludzki wzlatuje ku niebu wspaniałych potrzeb, albo potrzeb zdegenerowanych, a z drugiej strony trud (ów trud oderwany od perspektywy zaspokajanych przezeń potrzeb) zyskuje na udręczającym ciężarze.
 
Trzeba coś robić, żeby odpychające działanie nagiego ciężaru pracy pokonywać. Katorżnika, czy niewolnika można było do pracy zapędzać batem. Żonę w domu motywem powołania rodzinnego. Niekiedy można oba te zewnętrzne źródła motywów pracy ze sobą łączyć, stosując zarówno przymus jak i kulturowy motyw, to znaczy motyw ?budowania świątyni?.
 
6
 
Brak pracy. A co począć, gdy pracy brak? Jest to już rozległa rzeczywistość. U nas i w świecie. A perspektywa cywilizacji zapowiada relację 20-80: 20 % zdolnych do pracy będzie miało zatrudnienie, a 80 % zatrudnienia mieć nie będzie. Mówię tu o braku pracy w podwójnym znaczeniu -jako braku zajęcia oraz jako braku warunków egzystencji. Czy można by te dwie funkcje pracy rozłączyć? To miała być perspektywa komunizmu Marksowskiego: ?Od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb? perspektywa wzniosła moralnie, bo ona dopiero wskazuje społeczne warunki traktujące człowieka (i jego prawo do ludzkiego życia) jako wartość moralną (bezwarunkową, instrumentalnie nieuwarunkowaną). Ale próba wkroczenia na drogę komunizmu tak boleśnie się skompromitowała - społecznie, politycznie!
 
Technologicznie jednak perspektywa taka, perspektywa życia bez pracy jako środka i warunku egzystencji zdaje się ciągle wzmacniać.
 
Kiedyś taka perspektywa była mityczną utopią. Pisał o tym jeszcze Arystoteles: ?Jest zaś narzędziem ponad narzędzia każdy sługa. Gdyby bowiem każde narzędzie mogło spełniać swoje zadania według rozkazu albo i uprzedzając go, jak to podobno robiły posągi Dedala lub trójnogi Hefajsta, które jak mówi poeta [Homer: Iliada, XVIII, 373-6.], same się zjawiały na zebranie bogów, gdyby tak czółenka tkackie same tkały, a pałeczki od gitary same grały, to ani budowniczowie nie potrzebowaliby pomocników, ani panowie niewolników? (Arystoteles: Polityka, 1253b, 5).
 
W naszych czasach utopijno-mitologiczna mrzonka z czasów przedarystotelesowskich przybrała już wyraźnie realną perspektywę technologiczną, a przy tym - wbrew dawnym urojeniom - nie samo niebo ona otwiera.
 
Pisał o tej perspektywie w latach 40. ubiegłego wieku Norbert Wiener. Technika współczesna, jego zdaniem, daje ?...rodzajowi ludzkiemu dla wykonania jego pracy nowy i niezwykle skuteczny zbiór niewolników mechanicznych. Owa praca mechaniczna posiada większość ekonomicznych właściwości pracy niewolniczej, chociaż w odróżnieniu od pracy niewolniczej nie zawiera koniecznych dla tej ostatniej demoralizujących skutków ludzkiego okrucieństwa. Tymczasem wszelka praca akceptująca warunki konkurencji z pracą niewolniczą akceptuje tym samym warunki pracy niewolniczej i jest w istocie pracą niewolniczą. Kluczowym słowem tego zdania jest słowo, konkurencja. Czy jest dla ludzkości rzeczą dobrą, czy złą posiadanie maszyny uwalniającej ludzkość od przyziemnych i nieprzyjemnych trudów, tego nie wiem. Nie może być jednak dobrze, dokąd te nowe możliwości traktowane są w kategoriach rynku, w kategoriach pieniądza dzięki nim zdobywanego, a przecież takie są właśnie kategorie otwartego rynku, owej, piątej wolności. To one przecież, owe kategorie wolnego rynku, stały się cechą rozpoznawczą sektora opinii amerykańskiej, reprezentowanego przez National Association of Manufacturers i ?Saturday Evening Post?. Rozstrzygnięcie polega tu, rzecz jasna, na tym, aby mieć społeczeństwo oparte na ludzkich wartościach, różnych od kupna i sprzedaży? (Wiener, s. 27/28).
 
7
 
Poszukiwanie zajęcia. Ale gdyby jednak, mimo dotychczasowych niepowodzeń, moralna perspektywa prawa do ludzkiego życia, prawa bezwarunkowego do ludzkiego życia się spełniła! To cóż człowiek miałby wtedy robić? Co wtedy począć z czasem? Miałby ów czas pozostać pusty? Wszak pusty czas życia, to puste życie, to nie-życie! Jak wtedy wypełnić tę pustkę? Czym ją wypełnić? Czystą estetyką pracy, czyli zajęciem? Od kilku już dziesięcioleci profesor Adam Schaff (Ostatnio w Filozofii dla mojej żony) podnosi ten problem, problem ZAJĘCIA dla ludzi bez pracy, dla ludzi żyjących - dostatnio(!) - bez pracy! Praca czy zajęcie motywowane ?budowaniem świątyni?, twórcze ?tłuczenie kamieni? bez zarabiania na życie, bo warunki życia ludzkiego są spełniane niezależnie od tego.
 
Jakież to moralnie trudne spekulacje, kiedy ludzie masowo a nadaremnie chcą pracą ?zarabiać na życie?! Jak do nich wtedy mówić o estetyce pracy, o pracy, która nie jest pracą, ale twórczym zajęciem? A jeszcze, gdy oni czują (choć nie chcą o tym mówić, nie chcą się z tym obnosić), że nie są w stanie TWORZYĆ, że są tylko i wyłącznie w stanie być maszynami zarabiającymi na życie! Pocieszenie: ci ludzie ani tego, ani żadnego innego podobnego typu tekstu, nie będą czytać!
 
8
 
Jak być potrzebnym? Problemem człowieka są nie tylko środki do życia. Ale też nie tylko posiadanie zajęcia. Problemem człowieka jest być potrzebnym drugiemu człowiekowi, być potrzebny ludziom! Czy można być sobie potrzebnym w zabawie i przez zabawę, i tylko przez zabawę? Dzieciom to wystarcza. A dorosłym?
 
 
Literatura:
Arystoteles: Polityka, przeł. Ludwik Piotrowicz, PWN, Warszawa 1964.
Dostojewski F.: Wspomnienia z domu umarłych, Warszawa 1957.
Marks Karol i Engels Fryderyk: Ideologia niemiecka. Dzieła, t. 3, KiW, Warszawa 1975.
Mello de, Anthony, SJ: Modlitwa żaby. Księga opowiadań medytacyjnych, 1.1, przekład Dagmara Gawełda, wydanie III poprawione, Wydawnictwo WAM. Księża Jezuici, Kraków 1996.
Schaff Adam: Filozofia dla mojej żony, Ad Novum, Warszawa 2001.
Unamuno Miguel de: O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i wśród narodów, przełożył Henryk Woźniakowski, Wyd. Literackie, Kraków - Wrocław 1984.
Veblen Thorstein: Teoria klasy próżniaczej, przeł. Janina i Krzysztof Zagórscy, PWN, Warszawa 1971.
Wiener Norbert: CYBERNETICS or control and communication in the animal and the machine. The M.I.T. Press and John Wiley and Sons, INC. New York - London 1961.
 
 
Autor artykułu jest profesorem filozofii, wykłada na UMCS w Lublinie; jest autorem wielu wybitnych książek, studiów i esejów, stałym współpracownikiem naszego czasopisma.
 

Res Humana nr 5/2006, s. 7-12