Wobec moralnych problemów naszych czasów

z dziedzictwa myśli Tadeusza Kotarbińskiego
 
 
Dnia 15 marca 2005 r. z inicjatywy Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej oraz redakcji Res Humana odbyła się dyskusja panelowa, której tematem było ?Dziedzictwo myśli etycznej Tadeusza Kotarbińskiego wobec moralnych problemów naszych czasów?.
 
Poniżej zamieszczamy, opracowane w redakcji, teksty wystąpień trzech panelistów: prof. Andrzeja GRZEGORCZYKA, prof. Mieczysława MICHALIKA i prof. Zbigniewa SZAWARSKIEGO oraz obszerne fragmenty wystąpień uczestników dyskusji. Spotkanie zagaił i prowadził prezes Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego prof. Jerzy J. Wiatr.
 
 
Profesor Jerzy J. WIATR
 
Nieprzypadkowo rozpoczynamy cykl naszych spotkań od tego poświęconego etyce niezależnej Tadeusza Kotarbińskiego. Dwa powody zdecydowały o takim wyborze tematu. Jeżeli bowiem coś szczególnego wyróżnia kulturę świecką w kulturze rozumianej szeroko to z pewnością wśród tych wyróżników jest gotowość poważnej refleksji etycznej niezależnej od jakichkolwiek uwarunkowań ideologicznych czy religijnych. Ludzie, którzy opowiadają się za etyka niezależną mogą być wierzącymi, ateistami czy agnostykami, albowiem samo opowiedzenie się za etyką niezależną nie przesądza stosunku jednostki do tych wielkich systemów światopoglądowych. Natomiast opowiedzenie się za ideą etyki niezależnej oznacza, że gotowi jesteśmy poszukiwać pewnego wspólnego punktu widzenia w kwestiach etycznych właśnie niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzącymi tej czy innej religii, ateistami czy agnostykami. Przekonani o możliwości istnienia etyki niezależnej jest więc drogą do stworzenia pewnego porozumienia ludzi przyzwoitych niezależnie od wielu różnic, które mogą występować miedzy nimi. Jeżeli więc mamy promować kulturę świecką, kulturę, która jest niezależna od takich czy innych autorytetów religijnych czy ideologicznych to etyka niezależna w tym sensie jest z całą pewnością nie tylko elementem, ale - powiem tak - solą tak rozumianej kultury świeckiej.
 
A po drugie. Patron naszego Towarzystwa, Tadeusz Kotarbiński, wniósł bardzo wiele do rozwoju myśli filozoficznej, ale to, co czyni pamięć o nim szczególnie bliską Towarzystwu - to właśnie sformułowanie idei etyki niezależnej. Co więcej, sądzę że ta właśnie idea jest zarazem szczególnie doniosłym wkładem myśli świeckiej do dziedzictwa polskiej kultury.
 
 
Profesor Andrzej GRZEGORCZYK
 
Zapewne każdy z tutaj obecnych miał lub ma nadal jakiś kontakt z osobą lub z dziełem Tadeusza Kotarbińskiego i każdy z nas ma jakiś ukształtowany pogląd w tych kwestiach.
 
Jeśli o mnie chodzi to powiem najpierw słowo o genealogii myśli Tadeusza Kotarbińskiego, którą jak sądzę ukształtowała tradycja pewnego zaangażowania etycznego i patriotycznego, zaangażowania w pracę organiczną kształtowaną przez ideały racjonalizmu czy pozytywizmu warszawskiego. Niemały też wpływ na ukształtowanie jego myśli przewodnich wywarł Kazimierz Twardowski, promotor jego pracy doktorskiej.
 
Jako filozof postanowił swoje poglądy etyczne ująć w pewną teorię, która budzi moje różne wątpliwości, głównie natury metodologicznej. Otóż Tadeusz Kotarbiński przyjął z jednej strony zasadę uwypuklania ocen etycznych, a z drugiej - wskazywania ideału postępowania człowieka, które uznaje za szczególnie chwalebne. Wyróżniał więc czyny chwalebne i haniebne. Analiza czynów chwalebnych i ich moralnego sensu doprowadziła go do sformułowania ideału społecznego, który opisał formułą ideału spolegliwego opiekuna .A więc chwalebne postępowanie człowieka, jako opiekuna spolegliwego, to takie postępowanie, na które podopieczny może liczyć, na którym może polegać.
 
Ale w tym miejscu pojawia pewien problem czy aspekt dyskusyjny: mianowicie wobec kogo mamy być spolegliwym, w jaki też sposób odróżniać - i czy w ogóle odróżniać - tych bardziej potrzebujących i mniej potrzebujących troski spolegliwego opiekuna. Tadeusz Kotarbiński dostrzegał ten problem i radził, aby troską szczególną otaczać osoby żyjące poniżej pewnego minimum. Sądził także, iż opiekuństwo spolegliwe może być najbardziej efektywne wobec tych, którzy liczą na naszą pomoc.
 
Wszelako idea opiekuna spolegliwego przekracza, jak sądzę, ramy ściśle rozumianej teorii etycznej. I nie chodzi tu tylko o prakseologię, o teorię sprawnego działania. Autor ?Medytacji o życiu godziwym? zauważył bowiem, istnienie pewnych uwarunkowań, określanych pojęciem anomii, które sprzyjają powstawaniu różnych zjawisk patologicznych. Owa anomia to brak osobistego i głębokiego przeżywania wartości. Sprzeciwiając się sytuacji anomii zarazem zachęcał do przeżywania tego, co dla człowieka cenne, czemu warto się poświęcać. Swoim osobistym życiem dawał świadectwo takiej postawy a wielu może mu zawdzięczać okazanego im serca, pomocy, często materialnego wsparcia.
 
Swoje przekonania formułowane w tekstach ściśle teoretycznych wyrażał też w postaci zwięzłych i bardzo komunikatywnych dyrektywach, że przypomnieć choćby cztery najbardziej znane: ?Lub robić coś?, ?Kochaj kogoś?, ?Żyj poważnie?, ?Nie bądź gałganem?. Sądzę, że formuły te stanowią o niezależności jego etyki: nie podyktował ich żaden światopogląd, mają charakter uniwersalny. Wyrażona tutaj opinia nie kłóci się z bliskim mi poglądem, że mianowicie przekonania światopoglądowe wywierają wpływ na poglądy i zachowania moralne, ale to już przedmiot oddzielnej debaty.
 
 
Profesor Mieczysław MICHALIK
 
Zacznę od refleksji ogólniejszej, a mianowicie od konstatacji na temat miejsca Tadeusza Kotarbińskiego w dwudziestowiecznej filozofii i etyce polskiej. Otóż sądzę, że dorobek twórcy prakseologii i etyki niezależnej stanowi kontynuację dzieła jego wybitnych antenatów, tych, którzy w XIX wieku kształtowali fundamenty polskiej myśli filozoficznej, a zarazem należy on do grona swoich filozoficznych rówieśników, a także ich uczniów, tych, którzy dali tak znakomite świadectwo polskiej nauce i kulturze w wieku XX. W ten sposób w osobie i dziele Tadeusza Kotarbińskiego dostrzegam spotkanie kilku formacji znakomitej tradycji, która i współcześnie pozostaje wciąż żywa i inspirująca.
 
Chciałbym się zatrzymać na dwóch jedynie kwestiach, z obszaru osobistego dorobku Tadeusza Kotarbińskiego, dorobku stanowiącego tak istotny składnik tej tradycji.
 
Po pierwsze, na niektórych aspektach etyki niezależnej. W pełni podzielam wypowiedziany już pogląd, że etyka niezależna autora ?Medytacji o życiu godziwym? nie była adresowana wyłącznie do ludzi niewierzących, a może nawet nie głównie do nich. Chociaż etyka niezależna w okresie, kiedy programowa laicyzacja była jedną z ważnych części składowych indoktrynacji ideologicznej polskiego społeczeństwa, stanowiła jej cześć dość istotną, to jednak każdy nieuprzedzony czytelnik pism Tadeusza Kotarbińskiego bez trudu dostrzeże w idei etyki niezależnej ważną propozycję teoretyczną przekreślającą jakiekolwiek próby jej instrumentalnego wykorzystania. Owszem, etyka niezależna była i pozostaje, jak myślę, ważnym składnikiem obrony tożsamości ludzi niewierzących, obroną przed zarzutami odmawiającymi im tytułu do etyczności ze względu na ich wybór światopoglądowy, a więc świadectwem ich godności, ich życia w zgodzie z najwyższymi standardami moralnymi. Sądzę, że jest to sprawa wciąż aktualna w warunkach naszego kraju.
 
Wartość teoretyczną etyki niezależnej, powracam do przerwanej myśli, wyprowadzam ze złotej reguły Immanuela Kanta, jego etyki otwartej dla wszystkich, takiej etyki, którą są w stanie zaaprobować ludzie bez względu na swoje przekonania światopoglądowe jako wystarczający drogowskaz ich życia, lub jako co najmniej element swojego wyposażenia aksjologicznego, który może być wzbogacany o jego inne aspekty.
 
Drugą kwestią nad którą pragnę się zatrzymać to kwestia znaczenia etyki niezależnej, etyki racjonalnej, w warunkach współczesnej Polski, w czasach rozległych przemian ustrojowych, w warunkach działania praw wolnego rynku. W tej nowej pod wielu względami sytuacji napotykamy sytuacje i zachowania, dla których jakby nieobecne były zasady czy normy moralne, w których lansowane koncepcje wolności gospodarczej wykluczają jakąkolwiek ingerencję etyczną. Wolny rynek, zdaniem wielu ideologów tego rynku, ma samoczynnie regulować stosunki pracy; na tym rynku też mają jedynie ludzie silni odnosić sukcesy, według reguł społecznego darwinizmu. Jeden z ideologów tego rynku tak niedawno formułował swoje poglądy na ten temat w wywiadzie prasowym: ?Masz mocne pazury to idź śmiało i bezwzględnie, duś bliźnich, bo inaczej oni cię zaduszą, wyssają i wyplują?.
 
Ale na szczęście obserwujemy zarazem tendencje zmierzające do wprowadzania zasad etycznych w działalności gospodarczej. Tendencje te w naszym kraju nawiązują z jednej strony do tradycji etyki antycznej, a z drugiej - rzecznicy myśli etycznej, którzy pragną te myśl realizować w praktyce polskiego życia gospodarczego nawiązują wprost do dziedzictwa myśli Tadeusza Kotarbińskiego, do jego filozofii praktycznej. Filozofia ta w postaci prakseologii objęła, pozwolę sobie przypomnieć, trzy elementy wyrażone w triadzie: ekonomiczność, efektywność i etyczność.
 
Ekonomiczność to gospodarność i oszczędność, efektywność to skuteczność w osiąganiu zamierzonych celów, to pewna sprawność, wreszcie etyczność, która powinna być elementem ekonomiczności i efektywności.
 
Podkreślał w swych pismach Tadeusz Kotarbiński: Oprócz składnika prakseologicznego dzielność ma w sobie składnik etyczny. Dzielny jest mianowicie ten, tylko ten, kto działa sprawnie w sprawie godziwej. I dalej: ?Dzielność to sprawność i tylko sprawność, ale to sprawność w czynach godziwych, sprawność złączona z dążeniami godnymi szacunku?. I jeszcze jedno zdanie: ?Społeczne hasło <dobrej roboty> domaga się roboty nie tylko sprawnej, lecz nadto takiej, która służy celom godziwym?.
 
Niektórzy z interpretatorów tych myśli twierdzą, że dwa pierwsze człony tej triady, to jest ekonomiczność i efektywność są aetyczne, to znaczy, że same w sobie i rozpatrywane rozłącznie nie odwołują się do wartości moralnych. Jedynie poprzez trzon trzeci triady ujawnia się rola etyki i jej w jakimś stopniu pośredni wpływ na dwa pierwsze człony tej triady.
 
Nie sądzę, aby była to interpretacja słuszna, bowiem gotów jestem podzielić determinację Sokratesa skłonnego ?posiać do piekieł tego, kto pierwszy rozdzielił dobro i pożytek. Przecież nie dobro zależy od pożytku - dodawał - lecz przeciwnie - tylko to co dobre jest naprawdę pożyteczne?. Kilka wieków później Cyceron dodawał: ?Nigdy nie jest coś pożyteczne, co równocześnie nie jest moralnie dobre. I nie dlatego jest coś moralnie dobre, że jest pożyteczne, lecz dlatego jest pożyteczne, że jest moralnie dobre?.
 
Jest wielkim problemem naszych czasów problem relacji pomiędzy wartościami ekonomicznymi a wartościami etycznymi. Przedmiotem namysłu jest kwestia na ile wartości ściśle ekonomiczne, sprawnościowe, utylitarne służą celom moralnym bądź wyrażają wartości moralne, na ile też wartości moralne są przekładalne na wartości ekonomiczne i służą wartościom ekonomicznym. Profesor Wojciech Gacparski bardzo trafnie, jak myślę, uchwycił ten problem tak tytułując jeden ze swoich odczytów: ?Moralna sprawność i sprawna moralność?.
 
Roztrząsane tu sprawy kojarzą mi się z kwestią tzw. opłacalności etyki w biznesie, co z kolei wiąże się z Tadeusza Kotarbińskiego ideą realizmu etycznego wyrażoną w znanej maksymie: nie szkodzić, zapobiegać, czynić mniejsze zło itd. Różni autorzy miewają też różne w tej kwestii poglądy. Głośny liberalny ekonomista Milton Fiedman opłacalność etyki rozważał wyłącznie w kategoriach utylitarnych: etyka i prawo są potrzebne o tyle o ile przysparzają one sukcesu firmie, sukcesu ekonomicznego. I tylko tyle. Ale większość innych autorów opłacalność etyki wiąże z pewnymi społecznymi powinnościami gospodarki, takimi powinnościami jak solidarność, dotrzymywanie umów, jakością wyrobów itd. Sądzą też, że etyka w biznesie służy bezpośrednio człowiekowi, jego celom godnościowym, jego dobru.
 
Konkludując powiem, że Tadeusza Kotarbińskiego etyka niezależna, etyka spolegliwego opiekuna i realizm etyczny odnoszą się także do współczesnego życia ekonomicznego, także politycznego, co więcej, mogą być - jeśli o tych ideach będziemy aktywnie pamiętać - silnym impulsem sprzyjającym kształtowaniu ładu społecznego i moralnego we współczesnych warunkach.
 
 
Profesor Zbigniew SZAWARSKI
 
Wyznam najpierw, że nie było mi dane słuchać wykładów Tadeusza Kotarbińskiego, kiedy podjąłem studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego: Profesor zakończył właśnie aktywną uniwersytecką działalność dydaktyczną.
 
Nie upłynęło wszelako wiele czasu, kiedy na pierwszej konferencji etycznej w Nieborowie, poświęconej miejscu filozofii w programach studiów uniwersyteckich, miałem sposobność poznać i rozmawiać z Tadeuszem Kotarbińskim. Utkwiła mi zwłaszcza w pamięci rozmowa na temat poznania w etyce, którą odbyłem z Profesorem podczas spaceru po parku. Ale przede wszystkim zapamiętałem Tadeusza Kotarbińskiego jako człowieka nieprzeciętnej wiedzy i wielkiej osobistej, wręcz ujmującej kultury. To pozwalało przełamywać bariery, tworzyło klimat wzajemnego zaufania i przyjaźni.
 
Kiedy z perspektywy czterdziestu lat, które mijają od tego spotkania, zastanawiam się nad tym, co pozostaje dziś ideą największą z dziedzictwa myśli Tadeusza Kotarbińskiego to dla mnie taką ideą jest idea spolegliwego opiekuna. Ale to mało tak powiedzieć. Albowiem idea spolegliwego opiekuna opiera na dwóch wartościach fundamentalnych, a mianowicie wartości opieki i wartości zaufania. Paradygmatem spolegliwego opiekuna jest matka, ta, która nieustannie opiekuje się swoim dzieckiem aż do momentu jego usamodzielnienia, ta, na którą dziecko może zawsze liczyć, która nie pozostawi go w potrzebie.
 
Powiem, że my dopiero obecnie odkrywamy i dostrzegamy w idei zaufania fundament życia społecznego, współdziałania i współpracy.
 
Ale z perspektywy owych minionych lat zastanawiam się także nad tym, czy jesteśmy od tamtego czasu lepsi, bardziej spolegliwi, bardziej odpowiedzialni, bardziej godni zaufania; czy żyjemy w bardziej egalitarnym i sprawiedliwym społeczeństwie? Otóż muszę wyznać, że takim społeczeństwem nie jesteśmy. Mam wrażenie, że zjawiska i procesy, które dziś obserwujemy ujawniają pogłębiającą się erozję zaufania, kryzys zaufania. Gdziekolwiek bowiem nie spojrzeć mamy do czynienia z korupcją, wszelkiego rodzaju patologiami, które w gruncie rzeczy zaczynają się od tego, że nie dotrzymuje się danego słowa, że nie pełni się roli opiekuńczych, że wzrasta liczba ludzi, którym przestajemy ufać. Spójrzmy wokół siebie: polityka skorumpowana, służba zdrowia - korupcja totalna, bo wszystko tu można kupić, a także usłyszeć o prawie lekarza ?do wdzięczności?; z korupcją mamy do czynienia w szkolnictwie, w mediach, także w Kościele.
 
Twierdzę, że u podstaw tych wszystkich zjawisk leży kryzys zaufania. I ta spirala różnych patologii pogłębia się. Oczywiście, nie zamierzam demonizować tej sytuacji. Ciągle bowiem jesteśmy przekonani, że woda nadaje się do picia, że lekarstwa, które kupujemy w aptece nie są sfałszowane lub przeterminowane. Jakoś funkcjonujemy normalnie, a jednak nasza kultura stała się kulturą podejrzliwości. Ostatnio nagłaśniane afery ?teczkowe? potwierdzają istnienie takiej kultury. W takiej kulturze każdy z nas może być postrzegany jako były, aktualny lub potencjalny agent, współpracownik ?ciemnych sił?. Za każdym też razem musimy udowadniać naszą niewinność.
 
Dlatego, mówię szczerze, jestem sceptyczny co do powszechności idei opiekuństwa spolegliwego. Oczywiście cieszyć musi to, że teksty Tadeusza Kotarbińskiego są obecne w przestrzeni naszego życia intelektualnego, że wiele wydawnictw podejmuje ich wznawianie. Ale musi martwić, że zawarte w nich idee i wskazówki etyczne w zbyt nikłym stopniu są obecne w codziennym życiu społecznym.
 
Narzuca się pytanie, co mianowicie miałby nam dziś do powiedzenia Tadeusz Kotarbiński o naszej sytuacji, gdyby dane mu było to uczynić. Myślę, że jego diagnoza byłaby następująca: powiedziałby, że nie ma współdziałania bez zaufania, a wyjście z obecnej sytuacji, rozwiązanie naszych współczesnych problemów wymaga solidarności i zbiorowego współdziałania.
 
Powstaje i drugie pytanie :od czego zacząć, aby powstrzymać napór nieufności i zła, zacząć odnowę naszego życia? Nikt z nas nie musi być moralnym przodownikiem, ale wystarczy, że każdy z nas zacznie uczciwie i rzetelnie wykonywać swoje podstawowe obowiązki, najprostsze powinności moralne, poczynając od przestrzegania punktualności a kończąc na dotrzymywaniu danego słowa, także na pomaganiu najsłabszym spośród nas. Być może po jakimś czasie pojawi się efekt śniegowej kuli, przekroczymy krytyczny punkt, od którego zaczną się zmiany na lepsze.
 
To jest, jak sądzę, rada, jakiej by nam dzisiaj udzielił Tadeusz Kotarbiński, przy sposobności nie zalecając żadnej ?rewolucji moralnej?. I to jest rada zarazem najbardziej realistyczna, chyba najlepsza droga do odrzucenia kultury podejrzliwości na rzecz kultury przyjaźni i zaufania.
 
DYSKUSJA
 
 
Profesor Barbara STANOSZ
 
Zdumiały mnie opinie wypowiedziane tu przez dwóch panów profesorów. Chodzi o to, że od czasów studenckich byłam przekonana, że pojęcie etyki niezależnej należy interpretować jako odnoszące się do pewnego stanowiska w kwestii statusu norm i ocen etycznych, a wiele lat później, już po śmierci Tadeusza Kotarbińskiego, dowiedziałam się od Pani profesor Janiny Kotarbińskiej o genezie pojęcia etyki niezależnej. Mianowicie Tadeusz Kotarbiński, jako siedemnastolatek, przeżył rodzaj iluminacji i światopoglądowej, był bowiem pod wielkim wrażeniem, z jednej strony, doniosłości etyki a z drugiej - bezzasadności wszelkich jej religijnych założeń. Myślał nad tym jak uniezależnić status norm i ocen moralnych od założenia zakładającego istnienie istoty czy istot nadprzyrodzonych, których wola ma być wyrażana w owych normach i ocenach. Jak uniknąć takiego sposobu uzasadniania powinności wypełniana norm moralnych, jak je rozwijać i umacniać odrzucając owe ontologiczne ich uzasadnianie.
 
Tak więc myślę, że etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego jest etyką niezależną od tradycyjnych, odwiecznych założeń dotyczących genezy czy natury norm etycznych, ich statusu poznawczego. Gdyby rzeczywiście było prawdziwe stanowisko, jakie zostało tu wyrażone, to etykę niezależną równie dobrze może przyjmować osoba religijna, co np. także ateista.
 
Mnie natomiast wydawało się dotąd, że religijność polega na wiązaniu etyki z siłami nadprzyrodzonymi, a etyka niezależna polega na tym, że się jej przypisuje status poznawczy odrzucający jej religijne założenia ontologiczne.
 
 
Profesor Janusz Y. OSTROWSKI
 
Podzielam pogląd, który sformułowała przed chwilą Pani Profesor Stanosz, ponieważ jego potwierdzeniem jest moja pamięć z rozmów jakie miałem możność prowadzić w czasie kilku wspólnych podróży z Tadeuszem Kotarbińskim do Łodzi. Z tych rozmów wynoszę pełne przekonanie, że etyka niezależna jest etyką niezależną od Boga.
 
 
Profesor Dionizy TANALSKI
 
Nie chciałbym w tym momencie włączać się do sporu na temat ontologicznego statusu etyki niezależnej, choć doceniam jego wagę. Mnie natomiast już bardzo dawno i nadal interesuje problem na ile etyka niezależna może stworzyć przestrzeń owocnego dialogu przedstawicieli odmiennych światopoglądów, przedstawicieli świata laickiego i katolickiego.
 
Jak Państwu wiadomo, przed laty miały miejsce w naszym kraju liczne spotkania dialogowe wspomnianych przedstawicieli odmiennych światopoglądów. Ten dialog miał oczywiście swoją specyfikę, stały za nim nieufne wobec siebie dwie potężne siły ideologiczne i polityczne. Obecnie mamy nową i pod każdym względem korzystną sytuację dla prowadzenia takiego dialogu. Słychać też coraz głośniej formułowane, także w środowiskach chrześcijańskich, postulaty o potrzebie powrotu do dialogu.
 
Sądzę, że jego przedmiotem mogłaby z powodzeniem być właśnie etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego. Dlaczego? Otóż dlatego, że stawia ona najmniej barier światopoglądowych, przez co stwarza dobrą okazję do tego, aby uwolnić się od presji własnych światopoglądów, co nie znaczy uwolnienia się od własnego światopoglądu rozumianego pod postacią całościowego systemu, ale uwolnienia od presji, która uniemożliwia rozmowę z ludźmi reprezentujący światopogląd odmienny od mojego.
 
Ale etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego z dwóch powodów szczególnych ma szansę stać się przedmiotem owocnego dialogu. Po pierwsze, zawiera normy obecne w różnych systemach etycznych i po drugie, zawiera sama najmniej barier utrudniających dialog. Zwolennik etyki niezależnej ma prawo wypowiadania różnych poglądów nieskodyfikowanych przez określony światopogląd.
 
Mnie się wydaje, że jeśli wypowiedzi przedstawicieli Kościoła są wiarygodne i mają autentyczne wsparcie społeczności ludzi wierzących to wynika z tego postulat upowszechniania myśli Tadeusza Kotarbińskiego jako płaszczyzny spotkania ludzi o różnych światopoglądach i, co więcej, postulat takiego dialogu wydaje się coraz bardziej naglący ze względu na szybki postęp procesów globalizacyjnych na świecie, które już wymuszają i wymuszać będą coraz bardziej potrzebę poszukiwania tego, co wspólne i dobre zarazem.
 
 
Dr hab. Adam KOTARBIŃSKI
 
Wyraził na wstępie podziękowanie za zorganizowanie tego spotkania i wiele bardzo interesujących myśli, jakie zostały tu przedstawione. W dalszej części swojego wystąpienia zastanawiał się nad najbardziej efektywnymi współcześnie sposobami upowszechniania myśli i idei Ojca, zwłaszcza krzewienia wartości etycznych w środowiskach młodzieży. Powiedział, ze miewa wiele rozterek, kiedy przygotowuje się właśnie do spotkania z młodzieżą szkoły w Andrychowie noszącej imię Tadeusza Kotarbińskiego. Stwierdził, że bliska mu jest diagnoza sytuacji moralnej w Polsce współczesnej przedstawiona w wystąpieniu prof. Zbigniewa Szawarskiego i zaakcentował wagę potrzeby wzrostu zaufania społecznego i tolerancji w życiu społecznym.
 
 
Profesor Jerzy J. WIATR
 
Zastanawiam się nad okolicznościami, w jakich przed ponad pięćdziesięciu laty w dramatycznych warunkach utraciłem wiarę. Wtedy rzeczywiście tak myślałem. Teraz wiem, że na moje ówczesne powody utraty wiary można znaleźć wiele przekonujących argumentów. Nie spowodowało to wprawdzie, abym te wiarę odzyskał, ale spowodowało, że z mniejszą pewnością siebie słucham czy gotów jestem przyjąć argument, że zło, które istnieje w świecie jest dowodem na nieistnienie Boga. Chociaż stwierdzam, że gdy miałem trzynaście lat tak właśnie myślałem.
 
Druga moja uwaga dotyczy tego, co Pan profesor Szawarski mówił na temat systematycznego pogarszania się stanu moralnego w naszym kraju. Otóż z racji tego, że jestem sporo od Pana Profesora starszy skłonny jestem być sceptycznym wobec tego pesymizmu etycznego czy moralnego. Jest to zresztą zagadnienie, które powtarza się z pokolenia na pokolenie. Gdybyśmy w postępujący regres moralny mieli wierzyć, pamiętając o tym, że przecież o upadku moralnym sto lat temu pisał przekonująco Oswald Splengler i wcześnie też tak pisano, to musielibyśmy się zgodzić, że oto dziś żyjemy na jakimś absolutnym dnie moralnym. I tego właśnie nie jestem pewien.
 
Nie idealizując bynajmniej tego, co jest, nie zamykając oczu na najrozmaitszego rodzaju niegodziwości nie jestem pewien czy np. klimat moralny, który istniał na tym Uniwersytecie 50 lat temu, wtedy, kiedy kończyłem tu studia był lepszy niż obecnie. Jedna sprawę przypominam sobie z tamtego czasu, kiedy to mój kolega, znany i szanowany krytyk literacki naśmiewał się w czasie spotkań przy kawie z opowiadanego przeze mnie dowcipu o pewnej znakomitej osobistości, aby następnego dnia pospieszyć z publicznym donosem na temat tego, co opowiadałem. Z wielkim trudem i przy życzliwości pewnej osoby z grona moich znajomych wyszedłem z tej opresji cało. A kiedy przypominam sobie rok 1968 na tymże Uniwersytecie to wprawdzie było tu wiele aktów osobistej szlachetności i odwagi, ale nie wolno zapominać, że było też wówczas wiele aktów haniebnych. Jeden z naszych kolegów został przecież w tym gmachu poturbowany przy wejściu na zebranie katedry. Otóż myślę, że szlachetność i podłość przeplatały się w przeszłości i przeplatają nadal. Oczywiście musimy być, i zapewne takimi jesteśmy, bardziej wrażliwi na to, co złe, bardziej świadomi i zdeterminowani w działaniu przeciwko temu, co złe. Jestem zgodny z intencjami sformułowanymi przez profesora Szawarskiego, ale równocześnie coś mi podpowiada, że wcale nie osiągniemy poprawy moralnej ulegając takiemu widzeniu, w którego optyce jest tylko zło, i będzie coraz gorzej. Bo ta pesymistyczna optyka nie tyle mobilizuje do walki ze złem, co może demobilizować, chociaż dodam, iż być może nie mam racji.
 
I kwestia ostatnia. Chociaż Pani profesor Stanosz nie wymieniła wprawdzie nikogo po nazwisku mówiąc o tych, z którymi się nie zgadza, to zorientowałem się, że co najmniej w połowie chodzi o mnie. Otóż myślę, że podniesiony przez Panią Profesor problem jest problemem bardzo ważnym. Jestem całkowicie zgodny z Panią Profesor, że geneza etyki niezależnej Tadeusza Kotarbińskiego związana była z jego chęcią stworzenia refleksji etycznej uwolnionej od uwarunkowań religijnych. To dążenie jest wyraźnie dostrzegalne w pismach Tadeusza Kotarbińskiego. Natomiast istotny problem polega, jak sądzę, na tym, czy etyka niezależna może być wspólnym polem pewnego konsensusu etycznego dla ludzi wierzących jak i niewierzących czy też być - że się tak wyrażę - strefą zastrzeżoną dla ludzi niewierzących.
 
Otóż w moim przekonaniu niezależnie od tego jaka była geneza etyki niezależnej, jakie poglądy filozoficzne ją formowały, a były formowane przez człowieka niewątpliwie niewierzącego, to jednak etyka niezależna nadaje się doskonale do tego, byśmy spotykali się na pewnym gruncie zasad etycznych, co do których możemy być zgodni niezależnie od tego, że jedni z nas są niewierzącymi, a drudzy wierzącymi lub agnostykami. Taką możliwość uważam za niezwykle ważną, zwłaszcza w warunkach, w których ścierają się etyczne fundamentalizmy, gdzie prawda jednego wyklucza prawdę drugiego. W tym sensie mówiłem, że etyka niezależna może być podstawą poszukiwania wspólnej płaszczyzny myślenia i działania, podstawą dialogu, do prowadzenia którego słusznie nawołuje prof. Tanalski.
 
Sprawy, o których tu rozmawiamy, są oczywiście bardzo złożone .Nie potrzebujemy wiary w Boga, aby wiedzieć, że jest rzeczą godziwą służyć pomocą swoim rodzicom, ludziom niedołężnym, szukających pomocy czy ratunku. Takich sytuacji, które łączą się ściśle z etyką niezależną jest wiele. Ale problem zaczyna się tam, gdzie kończy się określona sfera konsensusu. A więc np. można być człowiekiem porządnym, nie być gałganem, zarówno akceptując prawo kobiety do przerwania ciąży, jak też jej tego prawa odmawiając. Osobiście jestem zwolennikiem zagwarantowania kobiecie tego prawa, ale znam wielu ludzi nadzwyczaj porządnych, którzy uważają, że aborcja jest morderstwem i jako taka powinna być zakazana. Byłoby arogancją z mojej strony powiedzieć, że skoro oni nie zgadzają się ze mną to jedno z dwojga: albo nie wiedzą, o czym mówią i są głupi, albo wiedzą i są źli. Ja mówię co innego i sądzę, że jestem tutaj bliższy etyce niezależnej Tadeusza Kotarbińskiego, choć wiem zarazem, że to nie obszar neutralny, ale obszar fundamentalnych różnic. I to, że w tych fundamentalnych kwestiach się różnimy nie ma dramatu. Chodzi natomiast o to, żeby umieć odróżnić to, co w sposób bezsporny jest wspólne, uniwersalne od tego, co uniwersalne i budować konsensus na tym gruncie, który jest wspólny.

Postawa dialogu nie oznacza rezygnacji z własnych przekonań, ale zakłada, że broniąc swoich racji będę szanował racje drugich. W tym sensie sądzę, że tak właśnie interpretowana myśl etyczna Tadeusza Kotarbińskiego, niezależnie od własnych przekonań filozoficznych, może być podstawą wieloświatopoglądowego, ponadreligijnego dyskursu etycznego.
 
 
Profesor Janusz Y. OSTROWSKI
 
Chciałbym się w pełni zgodzić z wypowiedzią Pana profesora Wiatra. I chciałbym dodać, że w Stanach Zjednoczonych odbywają się takie interesujące dyskusje etyczne pomiędzy przedstawicielami różnych światopoglądów, w których także uczestniczyłem.
 
 
Profesor Jerzy PELC
 
Proponuję najpierw włączyć do naszej dyskusji kilka fragmentów z pism Tadeusza Kotarbińskiego.
 
Oto pierwszy z nich: ?Chciałbym widzieć w formach laickich i tylko laickich nauczanie moralności. Odrywamy sprawy sumienia od światopoglądowych uzasadnień...?. I dalej: ?Potrzebna synteza interpretacji rzetelnego głosu sumienia porządnych ludzi z istotą dążeń do socjalizmu?. A z drugiej strony takie oto fragmenty: ?Cztery cnoty kardynalne: roztropność, wstrzemięźliwość, męstwo, sprawiedliwość. Grzechy główne: wygórowane ambicje władcze, chciwość, porywy nienawiści, niepohamowanie żywiołu seksualnego, lenistwo, alkohol?. Autor tych słów kładzie nacisk na głos sumienia i powiada, że ?głosu własnego sumienia niepodobna zastąpić głosem sumienia innego człowieka?.
 
Myślę, że można by przytaczać jeszcze wiele innych podobnych dyrektyw ze sfery etyki normatywnej. I na to kładł on nacisk. Bo jeśli chodzi np. o pewien rodzaj nauki o moralności, o etologię, którą uprawiała Maria Ossowska to profesor Kotarbiński odnosił się do tego z rezerwą. Mówił, że to nie zastąpi etyki, a etyka ma mieć do pewnego stopnia charakter intuicyjny, tyle jednak, żeby głos sumienia, który powstał jako produkt dziejów pełnych rozterki walk, które ludzie toczyli w trosce o fizyczne warunki przetrwania, żeby ten głos sumienia ukształtować tak, żebyśmy mogli się nauczyć od idealistów, którzy lepiej uczyli na ten temat niż materialiści, żebyśmy się nauczyli od nich materializm uetycznić. Materialista odrzuca jako notoryczny fantazmat tezę o nadprzyrodzonym pochodzeniu głosu sumienia.
 
Otóż mnie się wydaje, że mamy do czynienia z dwiema warstwami: jedna warstwa to są te enuncjacje i ten program, który na pewno zantagonizuje ludzi wierzących. Natomiast kiedy się wsłucha w to, co mówił Tadeusz Kotarbiński o tych głównych dyrektywach moralnych - to jest to przecież Ewangelia w pewien sposób zminimalizowana, z odciętym Bogiem. I jeżeli ograniczy się dyskusje tylko do tego właśnie, do tego, czego się od człowieka oczekuje czy żąda i co się streszcza w postulatach spolegliwego opiekuna, będących zminimalizowaną i urealnioną dyrektywą przykazania miłości bliźniego - to tworzy się szerokie pole do dyskusji, do dialogu.
 
Ale niestety, wydaje mi się, że ludzie mają bardziej skłonność do podkreślania i wydobywania tego co ich różni, niż tego co może ich łączyć, być wspólne. I to w dużym stopniu wpływa na stan czy powodzenie dialogu.
 
Natomiast ja bym widział pewną szansę pokonania tych przeszkód - i tu odnoszę się do rozterek jakie przedstawił Pan Adam Kotarbiński, gdy mówił o oczekującym go spotkaniu z młodzieżą szkolną ? w pewnej aktualizacji wskazań etycznych. Znajduję u Tadeusza Kotarbińskiego taki fragment: ?Nie będzie od rzeczy, jeżeli w obrębie etyki wyróżnimy trzy główne dziedziny zagadnień: jak działać, aby działać sprawnie, jak działać, aby w miarę możliwości uniknąć przykrości własnej i cudzej i przeciwnie - jak życie najbardziej umilić i wreszcie jak działać, aby żyć w zgodzie z sumieniem odwracającym się od czynów haniebnych i zachęcającym do czynów, które działającemu zapewnią szacunek ludzi godnych szacunku?.
 
Ja myślę, że to dobra wskazówka, pozwalająca porozumieć się z młodym pokoleniem .Chodzi tutaj o umiejętne połączenie tych elementów o charakterze praktycznym z nurtem moralnym a nawet moralizatorskim.
 
GŁOS Z SALI
 
Z praktyki pedagogicznej nie zalecałbym posługiwania się nadmierną ilością dyrektyw czy norm moralnych. Może kierować się jakąś jedną grupą norm, choćby tych, które wyrażają znane dyrektywy Tadeusza Kotarbińskiego: ?Nie bądź gałganem, kochaj kogoś, bądź pożyteczny i bądź poważny?. W tych dyrektywach mieści się, moim zdaniem, to wszystko, co najistotniejsze w dziesięciu przykazaniach.
 
Powiedzmy sobie otwarcie: czy tak naprawdę ważne jest dla zwykłego człowieka skąd pochodzą normy moralne, jakie są ich czynniki sprawcze. Jeśli pijesz wodę to nie ważne z którego źródła pijesz, ważne, że woda gasi twoje pragnienie, zaspokaja twoją potrzebę. Egipcjanie też nie wiedzieli, skąd się bierze woda w Nilu, ale korzystali z niej z wielkim pożytkiem. Podaję te przykłady, aby powiedzieć, że uprawiając etykę uniwersalną można porozumieć się z ludźmi o różnych przekonaniach światopoglądowych.
 
Czy etyka jest nam dzisiaj potrzebna? Niewątpliwie tak, ale sprawą najważniejszą jest postawienie diagnozy obecnej sytuacji moralnej w naszym kraju, choć oczywiście nie można jej odrywać od stanu moralnego w całym współczesnym świecie. Jest kwestią doniosłą zastanowienie się i odpowiedzenie na pytanie, skąd się bierze tyle zła, jakie są jego źródła.
 
Nie podejmując się odpowiedzi na te pytania powiem jedynie na podstawie potocznych obserwacji i wiedzy, że wiele zła idzie od góry. Jeżeli władza postępuje niezgodnie z zasadami moralnymi zakodowanymi w moralnej świadomości obywateli to i obywatele zaczynają w końcu postępować według reguł narzucanych przez władzę. Widać to najlepiej, kiedy patrzymy na nasze życie polityczne: jedni dostosowują swoje zachowania do tych, które widzą lub doświadczają, inni - i w coraz większej liczbie - emigrują z życia politycznego.
 
 
Profesor Andrzej GRZEGORCZYK
 
Jest bezspornie doniosłym problemem kwestia odpowiedzi na pytanie: od czego etyka jest niezależna? Ale warto najpierw skonstatować, że istnieje wiele wspólnych w społeczeństwie poglądów na etykę i niemniej wiele wspólnych zachowań moralnych. Albowiem ludzie dysponują tym, co bym nazwał wyczuciem moralnym, kształtowanym przez całą historię człowieka, nasze ludzkie doświadczenie i wpływ bliższego bądź dalszego otoczenia każdego z nas.
 
Ale w pewnych sytuacjach granicznych będziemy się między sobą różnić. Gdyby natomiast tak się szczęśliwie złożyło, że np. w jakiejś wielkiej wspólnocie ludzkiej zgadzamy się w jakiejś ważnej sprawie, to powstaje jedynie potrzeba wzajemnej pomocy w realizacji wspólnie aprobowanych zasad czy norm moralnych. Nawiązując do wypowiedzi Pani profesor Stanosz powiedziałbym, że etyka jest w dużym stopniu niezależna w tym sensie, że każdy z nas ma jakieś własne wyczucia. Słusznie tu powiedziano, że te wyczucia czy odczucia mogą być od początku lub od jakiegoś czasu skrzywione, wówczas też o takim człowieku możemy powiedzieć, że to gałgan albo łajdak, który nie ma sumienia. Tak się zdarza.
 
Mówiąc jak najzwięźlej powiem, że etyka jest w znacznym stopniu niezależna a religia jest zależna. Bo świat religijny jest właśnie światopoglądem, który uzasadnia to, że mamy wyczucia, dobudowuje ? tak powiem - ontologię do tego, że mamy np. wspólne wyczucie dobra.
 
Wracając do wcześniejszej myśli powiem, że oczywiście sytuacja nie jest wygodna, ponieważ nie ma jednakowych odczuć czy wyczuć moralnych. Dlatego do pewnego stopnia pomaga nam myślenie racjonalne. To znaczy, że budujemy sobie pewne zasady, które są do określonego stopnia racjonalnym uogólnieniem pewnych ocen, np. że wszyscy ludzie posiadają pewne minimum istotnych potrzeb życiowych po to, aby po prostu przeżyć. Jeżeli uznamy, że życie każdego człowieka jest cenne to łatwo możemy się zgodzić co do takich stosunków społecznych, w ramach których wartość tego życia jest zapewniona.
 
Jeżeli wspomnę już tylko o kwestii aborcji to powiem, że decydujący wpływ na ocenę takiego zabiegu odgrywają niewątpliwie przekonania światopoglądowe poszczególnych ludzi.
 
 
GŁOS Z SALI
 
W jaki sposób kształtować szacunek dla zasad i norm moralnych w warunkach postępującej pluralizacji życia i poglądów?
 
 
Profesor Jerzy PELC
 
Rozterki moralne, które były aktualne sześćdziesiąt-siedemdziesiąt lat temu zostały w znacznym stopniu przezwyciężone. Chociaż z drugiej strony to co zdołał dostrzec przed laty Boy-Żeleński wraca obecnie w stanach bardzo zaawansowanych. Sprawa następna. Mówimy tutaj o światopoglądach, o wierzeniach, ale chyba nie zdajemy sobie sprawy z tego, do kogo ta problematyka może zostać zaadresowana. Byłem wstrząśnięty, kiedy przypadkowo w niedzielę rano otworzyłem to radio, w którym w poniedziałki króluje w nim rano pani redaktor Paradowska. Otóż w ową niedzielę występowała w tym radio pani przedstawiona jako astrolog. Pomyślałem sobie: będą ją pytały kobieciny z głębokiej prowincji, osoby starsze, mało wykształcone itd. Nic bardziej mylnego. Oto bowiem zgłasza się pani, która się przedstawia jako pracownik naukowy, podaje datę i godzinę swojego urodzenia i z całą powagą pyta czy ma mieszkanie zamienić, powiększyć czy wyremontować! Pani astrolog z równą powagą i bardzo autorytatywnie odpowiada a jeszcze wcześniej upewniała się co do godziny urodzenia zadającej pytanie. I zgłaszały się następne osoby, z reguły inteligentne - osoby czterdziesto-pięćdziesięcioletnie i zadawały z równą powagą różne szczegółowe pytania, a mnie coraz bardziej dech zapierały.
 
Ja się w związku z tym zastanawiam, czy mamy okazywać równy szacunek dla wszystkich przekonań czy wierzeń skoro wiemy, że są głęboko nieprawdziwe.
 
 
Profesor Zbigniew SZAWARSKI
 
Chciałbym odnieść się do wypowiedzi prof. Wiatra na temat mojego wystąpienia o pesymistycznej wymowie. Tak, nie ukrywam swego pesymizmu i powiem więcej, że zaczynam utwierdzać się w tym pesymizmie na podstawie gorzkich doświadczeń z pracy - m.in. wraz z obecnym tu profesorem Pelcem - w komitecie etyki w nauce. Jakże nie być pesymistą, skoro dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego nie widzi nic złego w obszernym przytaczaniu w swoich pracach prac swoich magistrów traktując je jako swoją współwłasność, a rektor tej uczelni nie widzi z kolei nic złego w szczególnym uprzywilejowaniu dzieci prawników ubiegających się o przyjęcie na studia poprzez przyznawanie im dodatkowych punktów według swojego uznania. Jakże mogę nie być pesymistą kiedy dowiaduję się o tym, że można kupować recenzje prac doktorskich i habilitacyjnych.
 
Czegoś takiego 20-30 lat temu nie było. Oczywiście jest to kwestia skali zjawiska, z którym obecnie mamy do czynienia. Dawniej ta skala była zapewne bardzo niewielka, obecnie - często poraża. W każdym społeczeństwie żyją ludzie nieuczciwi, zdemoralizowani, lecz obecnie został przekroczony próg bezpieczeństwa społecznego, próg wobec którego nie wolno milczeć. Nie wolno nam także milczeć wobec coraz bardziej nagannego zachowania studentów choćby w murach uczelni.
 
W tym miejscu prof. Wiatr przypomniał przedwojenną działalność studenckich bojówek Falangi.
 
 
Profesor Mieczysław MICHALIK
 
Mówiąc o etyce niezależnej mnie osobiście odpowiada takie rozróżnienie, przy którym etyka niezależna to z jednej strony etyka, która mówi o statusie ocen i powinności moralnych, która wskazuje na ich pochodzenie, a z drugiej - etyka niezależna to pewien program, który zawiera pewne hasła i postulaty dotyczące m.in. czcigodności, sprzeciwu wobec określonych przekonań czy postaw.
 
To określa, jak sądzę, uniwersalny charakter etyki niezależnej, którą mogą aprobować także ludzie wierzący nie uprzedzeni wobec niej z powodów pozamerytorycznych. Czyż ludzie wierzący mogą np. kwestionować wyróżnione w naszej dyskusji trzy osie ocen moralnych: oceny prakseologiczne, ściśle etyczne (np. rozciągające się od bieguna czcigodności do bieguna gałgaństwa) i felicytologiczne, rozpięte pomiędzy stanami przyjemności i przykrości.
Powiem w tej kwestii coś jeszcze: otóż na podstawie wielu moich osobistych kontaktów z Tadeuszem Kotarbińskim wynoszę głębokie przekonanie, że kształtując założenia etyki niezależnej kierował się myślą i potrzebą jej roli jednoczącej ludzi wierzących i niewierzących wokół określonego i zarazem wspólnego świata wartości i norm moralnych. Czy uprawnione są w związku z tym poglądy, zgodnie z którymi etyka niezależna jest w istocie etyką chrześcijańską? Otóż sądzę, że taką nie jest. Oczywiście etyka niezależna zawiera wiele elementów wspólnych z etyką chrześcijańską, ale przekracza je, formuje nowe treści, nowe wartości, otwiera nowe horyzonty każdemu, kto pragnie godnie żyć. Dodam, że wykładając etykę przyszłym nauczycielom nie czynię ze zróżnicowania światopoglądowego jakiejś nieprzekraczalnej granicy w kwestiach moralnych, jakiegoś czynnika różnicującego, lecz staram się w duchu idei etyki niezależnej Tadeusza Kotarbińskiego otwierać jak najszerszą przestrzeń zrozumienia i porozumienia.
 
Zamykając debatę prof. Jerzy J. WIATR podziękował wszystkim zebranym za wielce owocny trud poszukiwania tego wszystkiego, co w dorobku myśli laickiej jest trwałym składnikiem ogólnoludzkiego dziedzictwa.
 

Res Humana nr 6/2005, s. 4-8 i 26-30