O polskiej inteligencji
 
Debata nad jej stanem i perspektywami
 
 
O polskiej inteligencji, zwłaszcza o stanie i perspektywach inteligencji humanistycznej, debatowali 12 czerwca 2008 r. w Warszawie, jej przedstawiciele, których do wymiany opinii na ten doniosły i aktualny temat zachęciła Rada Krajowa Towarzystwa Kultury Świeckiej oraz redakcja Res Humana.
 
Niżej publikujemy autoryzowane wystąpienia trzech uczestników debaty: profesorów Zdzisława Cackowskiego, Mieczysława Michalika, Jerzego J. Wiatra oraz tekst profesora Janusza Sztumskiego, który nie był w stanie uczestniczyć osobiście w debacie i tekst swojego wystąpienia przesłał do redakcji.
 

 
 
Społeczne problemy inteligencji polskiej
 
Autor: Zdzisław Cackowski
 
1. Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich kilkunastu latach co najmniej pięciokrotnie wzrosła liczba młodzieży studiującej. Istotne zalety w tym fakcie dostrzegam, bowiem przy znaczącym bezrobociu (co jest wielkim marnotrawstwem społecznym!) jest to fakt pozytywny, bowiem duża liczba młodzieży jest zajęta studiami.
 
A jednocześnie jestem bardzo zaniepokojony ogromnym spadkiem poziomu tych studiów. A przyczynę tego spadku poziomu upatruję w komercjalizacji studiów, to znaczy w tym, że wyższe szkoły prywatne właściwie sprzedają dyplomy, a to pociąga ogromny spadek poziomu kształcenia, który przenosi się także do wyższych szkół państwowych.
 
Przy tej okazji muszę stwierdzić, że dwie są składowe studiów wyższych. Pierwszą jest własna praca studentów, a drugą zajęcia (wykłady, ćwiczenia, seminaria). Nieprzypadkowo na pierwszym miejscu wymieniłem właśnie własną pracę studentów. A muszę stwierdzić, że zakres tej pracy w ostatnich kilkunastu latach ogromnie spadł, co powoduje także ogromny spadek poziomu studiów.
 
Do tego muszę dodać pewien ogólniejszy komentarz, w którym stwierdzam, że dzisiejsze czasy (czasy ostatnich kilkunastu lat) przypominają mi rok 50., kiedy w PRL przeprowadzano ?walkę o handel? (w której chodziło o eliminację handlu prywatnego, albo o jego radykalne ograniczenie). Otóż w ostatnich kilkunastu latach też prowadzi się walkę o handel, to znaczy o komercjalizację wszystkiego, w tym zdrowia, wiedzy, oświaty, nauki,... KOMERCJALIZACJĘ WSZYSTKIEGO!
 
2. Etos inteligencji, który ona sama ma sobie wyznaczać. Wobec tej tezy mam pewne wątpliwości, bowiem, gdy sobie przypominam kształtowanie się misji inteligencji polskiej w wieku XIX: w czasie Powstania Listopadowego, a także - zwłaszcza ? w czasie Powstania Styczniowego oraz po tym Powstaniu, to wyznacznikami tamtych misji inteligencji były okoliczności zaborów i zrywów niepodległościowych, były też ruchy wolnościowe na Zachodzie, ale i w samej Rosji, były nurty (zwłaszcza z Zachodu płynące) naukowe (ewolucjonizm Darwina) i społeczno-rewolucyjne programy socjalizmu (zwłaszcza Karola Marksa), były też zrywy rewolucyjne proletariatu (w Polsce szczególnie w roku 1905)...
 
W latach 80. XX wieku w Polsce Ludowej wielki zryw inteligencji był także nie jej własnym dziełem, ale w dużej mierze dziełem buntowniczego zrywu robotników. Ten zryw oraz krytycyzm wobec PRLu części inteligencji rodził sojusz inteligencji i robotników (w szczególności Komitet Obrony Robotnik - KOR), sojusz który istotnie przyczynił się do zakończenia historii PRL i do wkroczenia w system kapitalistyczny, przy czym w system kapitalistyczny o - bodaj - najradykalniejszej swojej formie. Czy nie można było pójść w ślady krajów skandynawskich, a nie w ślady kapitalizmu amerykańskiego (Regana)?!
 
Po roku 90. KOR bardzo byłby potrzebny robotnikom, ale inteligencja o tym jakby zapomniała, bo nie była do tej misji przywoływana. Krytycyzm wobec PRL był tak duży, że wszystko co odmienne wydawało się na początku dobre i tylko dobre, wobec czego wydawał się początkowo wszelki krytycyzm zbędny.
 
3. A jednak krytycyzm jest potrzebny. Nie istnieją wszak idealne systemy społeczne. Nawet systemy społeczne o dużych zaletach, nawet najlepsze systemy mają swoje wady. I dlatego sądzę, że w każdym systemie społecznym trzeba nań patrzeć dwojakim okiem: okiem anielskim oraz okiem diabelskim, czyli krytycznym.
 
Tymczasem oko diabelskie jest dość często, a nawet bardzo często, tłumione. Działa tu coś w rodzaju konformizmu wobec teraźniejszości. Krytycyzm wobec teraźniejszości zastępuje się krytycyzmem wobec przeszłości: za PRL był on skierowany na dwudziestolecie międzywojenne, a obecnie kieruje się go na PRL, odwracając uwagę od wad aktualnego ustroju.
 
W tym miejscu muszę wtrącić pewien komentarz na temat motywów znacznej części inteligencji, która wspierała kierunek reform Polski Ludowej. Tragedią Polski była, rzecz jasna, okupacja hitlerowska. Ona w dużej mierze przesłaniała negatywy Polski międzywojennego dwudziestolecia, kiedy około 60% ludności zamieszkującej ówczesną Polskę żyło na poziomie przedludzkim: analfabeci, bez opieki lekarskiej, bez przyzwoitych środków do życia... Przy wszystkich wadach Polski Ludowej, zwłaszcza mam tu na myśli okropności stalinizmu, Polska Ludowa te co najmniej 60 procent ludności uczłowieczyła. Jest to niezaprzeczalny fakt.
 
4. Problem czasu. Do tego poprzedniego punktu przywołam problem czasu. Na początku przypomina mi się Iliada Homera, kiedy Achilles naradę zwołuje i zwraca się do kapłanów, aby powiedzieli skąd ta chłosta sroga i woła, aby dla przebłagania Apollina bić owce i kozy dla niego w ofierze, aby odwrócił od Achajów ten gniew niebezpieczny, co ?powiedziawszy usiadł Achilles waleczny?. Wtedy ?Wstał Testora syn Kalchas, pierwszy w swym urzędzie: Zna, co jest, zna, co było, zna nawet, co będzie;...?.
 
Wiemy wszyscy, że istnieją 3 fazy czasu: przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. A ja sobie myślę, że społeczeństwa ludzkie żyją w dwu fazach czasu: w teraźniejszości oraz w jednym dopełnieniu. Kiedy teraźniejszość jest płodna, brzemienna, to jej dopełnieniem jest przyszłość, bo ona (ta płodna teraźniejszość) tworzy przyszłość, czyli otwiera teraźniejszość na czas przyszły, na przyszłość. Natomiast, kiedy teraźniejszość jest jałowa, marna, to jej dopełnieniem jest tak lub inaczej fałszowana przeszłość, fałszowana przez jej idealizację albo fałszowana przez zwalanie na nią wszelkich możliwych wad, w szczególności wad czasu teraźniejszego. Właśnie między innymi ofensywną krytyką przeszłości skrywa się wady aktualnej teraźniejszości, odwracając - tą krytyką przeszłości - uwagę od wad teraźniejszości.
 
I to jest bardzo aktualna postawa inteligencji, większości inteligencji, która nie dostrzega wad obecnego ustroju. Muszę tę postawę nazwać konformizmem inteligencji wobec obecnej rzeczywistości.
 
5. Porządek społeczny - równość czy hierarchia? Kiedy po najazdach Dorów na teren Grecji (X wiek p.n.e.) i załamaniu się społecznego systemu wertykalnego, co stwarzało - przynajmniej w niektórych obszarach ówczesnej Grecji - możliwość demokracji, kiedy w okolicach VII - V wieków stawiano w Grecji pytanie o to, co to jest porządek społeczny, to na pytanie to padały dwie przeciwstawne odpowiedzi: porządek społeczny to hierarchia; porządek społeczny to równość. Złoty wiek demokracji w Atenach, to było dążenie do równości; średniowiecze europejskie (nazywane - co wydaje mi się nieporozumieniem - epoką chrześcijaństwa) natomiast realizowało porządek społeczny poprzez hierarchię, a nawet HIERARCHIĘ.
 
Odwołałem się przed chwilą do bardzo dawnych czasów, aby stwierdzić, że ta radykalna odpowiedź na pytanie o porządek społeczny jest dzisiaj ciągle w pewnej mierze aktualna.
 
Z dużym rozczarowaniem stwierdzam, że przytłaczająca większość polskich polityków, wypowiadając się o polityce, nie bierze pod uwagę stosunków społecznych, hierarchizowania się w obecnym - kapitalistycznym - ustroju stosunków społecznych. A inteligencja polska też na ten fakt nie zwraca uwagi. Tymczasem od tej hierarchizacji, zwłaszcza od marginalizacji - ekonomicznej i społecznej - pewnej części społeczeństwa zależy natura państwa, bowiem im większa grupa jest ekonomicznie i społecznie marginalizowana, tym bardziej zagrożony jest dany porządek społeczny i tym bardziej państwo musi się stawać systemem represyjnym. W tym miejscu odwołam się do Davida Osta (do jego książki ?Klęska Solidarności?), w której pisze on, że oparciem dla demokracji w ustroju kapitalistycznym są organizacje krytyczne wobec kapitalizmu. Tego rodzaju społeczną strukturą mogłyby być, m.in., związki zawodowe, tymczasem w Polsce zaledwie około 10% pracowników należy do związków zawodowych (w Szwecji natomiast około 85%). Pierwsza Solidarność walczyła o wolne związki zawodowe, obecna o tym chyba całkiem zapomniała. A inteligencja tej niezwykle ważnej sprawy nikomu nie przypomina.
 
6. Tolerancja oraz otwartość wobec świata. Najpierw o tolerancji. Tu raz jeszcze powtarzam wcześniejszą swoją myśl, że zarówno ludzie jak i systemy społeczne mają wady i zalety, że zatem trzeba tak na ludzi, jak i na typy wspólnot ludzkich, patrzeć podwójnym okiem - okiem anielskim oraz okiem diabelskim/krytycznym.
 
Ale relacja tych dwojga oczu może być bardzo różna. Gdy ludzie albo ludzkie wspólnoty ze sobą współdziałają, współpracują (we wspólnym interesie, z przyjaźni, z koleżeństwa,...), to wady drugiej strony (zawsze jakieś tam wady są) nie są najważniejsze, czasami nawet te wady dodają drugiej stronie pewnego nawet uroku. Wtedy możliwa jest tolerancja tych wad, albo pokonywanie tych wad takie, które nie niszczy współpracy, współdziałania. Czyli, tolerancja możliwa jest tylko wtedy, kiedy między ludźmi i wspólnotami istnieje współpraca.
 
Kiedy jednak współpraca ulega załamaniu a na jej miejsce przychodzi niechęć, wrogość, a wreszcie walka i wzajemne zabijanie się ludzi, wtedy wady drugiej strony olbrzymieją, ulegają w oczach strony przeciwnej absolutyzacji. Rodzi się wtedy w stosunkach dwóch wrogich względem siebie stron system wartości absolutnych i w takiej absolutystycznej sytuacji rodzi się po każdej stronie przekonanie, że Bóg, Dobro i Prawda są po jednej stronie, a Szatan, Zło i Fałsz po drugiej stronie. Oczywiście, domyślacie się Państwo, że Bóg, Dobro i Prawda jest po NASZEJ STRONIE, a Szatan, Zło i Fałsz po ICH stronie.
 
Chyba widać wyraźnie z przywołanego przykładu, że w warunkach skrajnej wrogości, rodzącej absolutyzm aksjologiczny, tolerancja jest niemożliwa. W takich warunkach prawda i dobro są absolutyzowane, a zatem druga strona nie może w nich mieć najmniejszego nawet udziału. W kulturach religijnych mamy, a w każdym razie mieliśmy dotąd, ten właśnie absolutyzm prawdy i dobra, który wykluczał najmniejszą nawet rację po drugiej stronie. Dobro i Prawda jest tylko i istnieć może tylko PO NASZEJ STRONIE. Zatem, z drugą stroną można tylko walczyć!
 
A teraz o otwartości wobec świata. Jest to bardzo ważne wołanie, z którym jednak wiąże się pewien dramat oraz niebezpieczna perspektywa. Rzecz w tym, że w połowie XX wieku w obszarze przyzwoitego życia mieszkało (Polska do tego obszaru należała i należy) około l miliarda i dwustu milionów ludzi; w tamtym czasie liczba ta stanowiła prawie połowę ludzkości. A jak jest dzisiaj? Tak samo, albo podobnie. Dzisiaj także w obszarze przyzwoitego życia (świat ?cywilizowany?) mieszka około miliarda i dwustu milionów ludzi, ale to już jest niewiele ponad 20% ludzkości. Czyli, wokół wysepki pomyślności rośnie ocean biedy (nawet jeśli jest ona mniejsza niż sto czy dwieście lat temu), a to znaczy, że wraz z tym zróżnicowaniem poziomu życia narastają też globalne konflikty społeczne. Meksykańczycy pchają się do Stanów Zjednoczonych, Afrykanie szukają lepszego życie w Europie.
 
Jak sobie z tymi konfliktami ludzkość będzie radziła. Istnieją trzy perspektywy: zmniejszanie tych różnic (słaba to szansa!); budowanie murów między obszarami biedy i obszarami zamożności (dzieje się to już wyraźnie, nawet wewnątrz poszczególnych krajów; w Warszawie już podobno istnieje 200 zamkniętych osiedli); wreszcie trzecia możliwość: prędzej czy później może nastąpić EKSPLOZJA i to jest realne niebezpieczeństwo.
 
Z tymi obszarami biedy, a może nawet nędzy, wiąże się - dodatkowo - bardzo przykre zjawisko zwane dzisiaj ?handlem żywym towarem?, czyli rodzajem niewolnictwa, o czym szeroko pisze ostatnio E. Benjamin Skinner w książce pt. A Crime So Monstrous: Face to Face with Modern-Day Slavery? (Monstrualna zbrodnia: Twarzą w Twarz wobec współczesnego niewolnictwa? (?Gazeta Wyborcza? z 14-15 czerwca 2008).
 
7. Problemy światopoglądowe i światopoglądowa niesuwerenność państwa oraz obywateli w Polsce. Znaczenie historyczne katolicyzmu w Polsce i dla Polski było zmienne i różne. Niewątpliwie odrębność wiary wobec Rosji i Prus miała pozytywne znaczenie dla świadomości narodowej Polaków w czasie zaborów.
 
Ale z drugiej strony Państwo Kościelne związane było interesami z państwami Świętego Przymierza (traktat podpisany przez Rosję, Austrię i Prusy w Paryżu w 1815 roku), więc i z Rosją, co się przejawiło m. in. w potępieniu przez papieża Grzegorza XVI w roku 1832 w encyklice Cum Primum Powstania Listopadowego (zob. książkę ks. prof. Mieczysława Żywczyńskiego pt. ?Encyklika Cum Primus?). To chyba ta encyklika, w każdym razie między innymi powodami, znalazła sobie wyraz w krytyce papiestwa ze strony Juliusza Słowackiego. W ?Kordianie? (Papież: ?Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą?, ?Na pobitych Polaków pierwszy klątwę rzucę?) oraz w ?Beniowskim? (?Polsko, twa zguba w Rzymie?).
 
W wieku XX chyba najdonioślejszą rolę odegrał Kościół katolicki we wspieraniu Solidarności i w przekształcaniu niedemokratycznego systemu Polski Ludowej w system demokratyczny i zarazem kapitalistyczny. W tym ostatnim określeniu jednak umieszczam także pewną krytykę (o czym wyżej wyraźnie pisałem).
 
Ale w miarę jak się transformacja ustrojowa dokonywała Kościół coraz bardziej uzależniał od siebie zarówno państwo polskie jak i obywateli, uzależniał na różne sposoby: finansowo, światopoglądowe podporządkowanie sobie szkoły, dramatyczne podporządkowanie sobie także prawa (np. w sprawie aborcji: zabranianie jej wykonywania nawet wtedy, gdy prawo na to pozwala). Tu mamy do czynienia z bardzo kłopotliwą sprawą, a to dlatego, że prawie dla wszystkich rozsądnych obywateli sprawa aborcji to kłopotliwa sprawa, są w tej sprawie argumenty za i przeciw. ALE dla Kościoła ta sprawa jest JASNA, OCZYWISTA, NIE WYMAGA ONA ARGUMENTACJI. Kościół dysponuje tu PRAWDĄ ABSOLUTNĄ, nie wymagającą i nie dopuszczającą dyskusji czy argumentacji. Kościół w tej sprawie decyduje i wymaga POSŁUSZEŃSTWA. Jest to podejście z kultury plemiennej: decyduje tu INSTANCJA i wymaga ona, wręcz żąda POSŁUSZEŃSTWA. Otóż sądzę, że takie podejście do tej sprawy (i nie tylko do niej), podejście bezproblemowe, OCZYWISTE pozbawia stronę kościelną moralnego prawa do wypowiadania się. Zwłaszcza, gdy jednocześnie przeciwdziała się oświacie seksualnej, przeciwdziała się stosowaniu środków antykoncepcyjnych, czyli postępuje się w sposób podprowadzający ludzi do dramatów aborcyjnych!
 
W kulturze religijnej katolicyzmu mamy właśnie do czynienia z posługiwaniem się PRAWDAMI ABSOLUTNYMI I Z WYMOGAMI POSŁUSZEŃSTWA ORAZ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZBIOROWĄ. Przeciwko tej plemiennej kulturze wypowiadają się niekiedy nawet bardzo aktywni katolicy. Jako przykład powołam się tu na Jeana Delumeau, wybitnego francuskiego znawcę dziejów średniowiecza oraz odrodzenia, a jednocześnie aktywnego katolika, który jednocześnie woła o wycofanie się z idei odpowiedzialności zbiorowej, czyli z ?Grzechu Pierworodnego?. Wszak chyba już dzisiaj odpowiedzialność zbiorowa jest moralną nieprzyzwoitością, choć nie zawsze szkoła o tym młodzież uczy, co jest moralnym skandalem.
 
Podsumuję to, co w tym punkcie napisałem, twierdzeniem, że kto dysponuje prawdami absolutnymi, ten nie może z innymi ludźmi rozmawiać, bo oni są dla niego intelektualnym i moralnym zerem. Czyli, dla kogoś takiego inni ludzie nie istnieją, albo ? inaczej mówiąc - inni nie mogą dlań być partnerami. Co z tego wynika? Chyba tylko to, że dysponent prawd absolutnych nie ma moralnego prawa publicznego wypowiadania się, bowiem, nie ma on do kogo mówić. Z tym jednak, że ?ten kto dysponuje prawdami absolutnymi? moralnością się nie kieruje.
 
8. ZAKOŃCZENIE. Wymieniłem wyżej kilka spraw, które są ważne dla życia społecznego Polaków i wobec których inteligencja polska powinna się wypowiadać, a nie zawsze to czyni, choć wiele osób w tych sprawach incydentalnie głos zabiera. Brakuje jednak w tych sprawach czegoś, co można by nazwać krytycznym ruchem społecznym. Objaśniam ten brak częściowo konformizmem inteligencji, ale nie tylko jej; objaśniam go także ogólniejszym konformizmem społecznym. Przypuszczam jednak, że niebawem może to ulec zmianie. Taką mam nadzieję.
 
Autor tekstu jest filozofem, profesorem Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie; autorem kilkudziesięciu książek; członkiem zespołu naszej Redakcji.
 

 
 
Między tradycją a współczesnością
 
Autor: Mieczysław Michalik
 

Jednym z kryteriów klasyfikacji oraz charakterystyki wielkich grup - klas ? warstw społecznych jest kryterium pełnionej roli społecznej uznawanej za historycznie doniosłą i cenną, określającą miejsce i rangę grupy w życiu całej zbiorowości. Kryterium to występuje obok, lub łącznie, m.in. z kryteriami stosunku do własności (jej rodzajów), stanu posiadania, miejsca zajmowanego w społecznym podziale pracy, itp. Z tego punktu widzenia zarówno w teoretycznej jak i potocznej świadomości wyróżniane bywają takie historyczne misje poszczególnych grup, jak kreowanie i ochrona wartości, tworzenie dóbr kultury, rozwój nauki i oświaty, dziedziczenie i ochrona tradycji, troska o stan zdrowia czy ?żywienie i bronienie narodu", pobudzanie technologicznego postępu społecznego, pomnażanie bogactw materialnych, wolność i bezpieczeństwo kraju.
 
Można rzec, że inteligencja jako swoista grupa społeczna, jej geneza, status, rola społeczna a zwłaszcza etos i zachowania cieszy się szczególnym zainteresowaniem. Tak było w przeszłości, chociaż historia inteligencji jako warstwy społecznej jest względnie krótka, pojęciowo zaczyna się bowiem w połowie XIX wieku, i spleciona jest głównie z zawiłościami losów Polski - i tak jest współcześnie. Świadczą o tym liczne dowody: publikacje, dyskusje, apele, a także zaklęcia, wyrazy apologetyki lub pogardy i zaklęć. Inteligencji, jej społecznemu rodowodowi i roli poświęcali w przeszłości swój teoretyczny namysł m.in. tacy myśliciele jak K. Libelt, B. Trentowski, J. Chałasiński, J. Szczepański.
 
Dyskusje o inteligencji miewały różne natężenia, przypływy i odpływy - zawsze jednak były obecne w polskim życiu umysłowym. Dodajmy, że w ostatnim półwieczu, obok wojny światowej i polskiego w niej udziału, dokonały się duże rewolucyjne przemiany społeczne - od stosunków kapitalistycznych ku socjalistycznym, i vice versa, nie mówiąc o trwającej rewolucji informacyjnej, co również dynamizowało owe dyskusje.
 
Gorące dyskusje nad charakterem, losami i zadaniami inteligencji toczyły się w pierwszych latach po II wojnie światowej zwłaszcza na łamach ?Kuźnicy? i ?Odrodzenia?. Współcześnie obserwować można ów przypływ - wiele publikacji, konferencji naukowych w tej kwestii, a w tym teksty i wypowiedzi poważne, dociekające istoty rzeczy, i zdawkowe, często infantylne, sprowadzające się m.in. do pytań - lub twierdzeń ? czy inteligencja to tylko kategoria historyczna, czy nadal aktualna, czy jej rola zanikła, czy jeszcze ma znaczenie, itp.
 
Oczywiście, każdy krótki tekst, skrócona wypowiedź, ograniczona w czasie dyskusja zawiera nieuchronnie ryzyko pewnej powierzchowności, a w każdym razie problemowej selektywności. Trzeba to mieć na uwadze, dążąc jednak do racjonalizacji owego zainteresowania bytem i rolą inteligencji. W swej wypowiedzi chcę zasygnalizować tezowo kilka kwestii.
 
1. Kwestia przyczyn wspomnianego zainteresowania inteligencją w naszym społeczeństwie. Można - i należy - mieć tu na uwadze: społeczny rodowód inteligencji, jako fenomenu polskiego, i związany z tym jej status i rolę; złożoność, wieloskładnikowość tej grupy, a zatem i wielofunkcyjność, a także kłopoty klasyfikacyjno-definicyjne; istotną, faktyczną rolę, jaką w historii Polski odgrywała inteligencja, a raczej różnorodność ról, związane z tym uznanie lub krytyka, a także formułowane społecznie oczekiwania; nieuchronne odniesienie analiz dotyczących inteligencji do charakterystyki losów narodu, procesów historycznych, konfliktów, nadziei i porażek, czynników przemian społecznych, itp.; fakt, że inteligencja jest sama przedmiotem własnego zainteresowania, autorefleksji, nawet jeżeli opinie mają pozory zewnętrznych - np. politycznych -jest to w gruncie rzeczy współcześnie kwestia wewnętrznego zróżnicowania działalności i poglądów.

2. Wielce złożoną kwestię genezy, statusu, struktury inteligencji, związanej z tym roli - czy raczej ról społecznych, w historii i współcześnie. Tu ujawnia się najwięcej dyskusji - i nieporozumień; ocen kwalifikacyjnych i postulatywnych zadań; trudności definicyjno-interpretacyjnych i łatwych, prostych schematów i stereotypów.
 
Ograniczę się do - znów tezowego - zaznaczenia trzech subkwestii dotyczących dwoistości genezy, charakteru i misji inteligencji.
 
2a. Uniwersalny, ogólnoludzki - i partykularny, polski rodowód i charakter inteligencji. Uniwersalność związana jest z historycznym podziałem pracy, zwłaszcza na fizyczną i umysłową, twórczą i odtwórczą, z procesami rozwoju nauki, edukacji, kultury. W tym znaczeniu inteligencja jest ogólnohistorycznym i trwałym elementem struktury społecznej i procesów cywilizacyjnych, chociaż werbalnie nie jest tak określana. Polski, partykularny aspekt inteligencji, sprawiający że ta nazwa własna przyjęła się w połowie XIX wieku, i funkcjonuje dzisiaj, i na tym polega jej społeczny rodowód, wiąże się ze splotem, jaki w tym okresie w historii Polski stanowiły: kwestia niewoli i dążeń do wyzwolenia i odrodzenia narodowego; kwestia społeczna, zarówno jeszcze chłopska, jak i już proletariacka i tendencje humanistyczno-wyzwoleńcze; swoista degradacja warstwy szlacheckiej, przechodzenie wielu jej przedstawicieli na poza arystokratyczny rynek podziału pracy.
 
2b. Socjologiczne, empiryczne - oraz moralne, postulatywne, chociaż pod wielu względami również empiryczne kryteria przynależności do warstwy inteligencji. Owe kryteria socjologiczne - uniwersalne - to związane z podziałem pracy wykształcenie (wcześniej średnie, matura, dzisiaj wyższe) oraz rodzaj pracy - z natury praca umysłowa, chociaż ta kategoria jest bardzo pojemna, historycznie zmienna, wiąże się z różnymi rolami społecznymi, ich hierarchizacją i prestiżem. Kryterium zaś postulatywno-moralne - to przypisywany inteligencji etos, mający ją wyróżniać i społecznie nobilitować. A to jest już polskie, partykularne kryterium.
 
2c. Społeczna autonomia oraz zależność inteligencji - jej statusu i roli społecznej. Zawsze w historii poszczególne odłamy inteligencji zwłaszcza twórczej walczyły o wolność działania, słowa, twórczości, myślenia, idei. Przejawiały praktyczną autonomię w swej aktywności. I odgrywały rolę autonomiczną, sprawczą, wywierając wpływ na naukę, wiedzę, myśl polityczną czy gospodarczą. A zarazem działalność ta była zawsze zależna - a przez to i ograniczana, także inspirowana - od czynnika pieniądza - sił gospodarczych (mecenatu); władzy, czynnika politycznego; Kościoła, czynnika religijnego.
 
Powyższe przesłanki rodzą realne implikacje dotyczące właśnie statusu i roli inteligencji - zarówno jej historycznej doniosłości - jak i dramatyzmu, kompleksów i złudzeń. O tym za chwilę - po naszkicowaniu kolejnej istotnej kwestii.
 
3. Jest nią etos inteligencji. Przyjąłem, że wiąże się on zarówno z genezą, jak i rolą inteligencji. Pojęcie etosu - istoty zjawiska, struktury, przejawów, znaczenia - to zagadnienie samo w sobie. Można je pojmować szeroko, np. w odniesieniu do całego narodu, jego historycznej tożsamości, poczucia misji, dokonań, a także węziej w odniesieniu do poszczególnych np. ruchów politycznych, grup zawodowych, wyznań religijnych. Kategoria ta stanowić może metodologiczny instrument opisu i analizy społecznej roli ? misji danej wspólnoty, jeśli przyjąć, że jest to ?zespół zachowań charakteryzujących jakąś grupę, a wyznaczonych przez przyjętą w niej hierarchię wartości? (M. Ossowska), a także, iż ?Każda wspólnota żyje ze swego wewnętrznego etosu. Myśląc o sobie, myśli według stanowiących go wartości. Według nich siebie ocenia, według nich modeluje swoje pragnienia?. (J. Tischner). Z etosu wywodzi się orientacja grupy na kierunek zaangażowania w procesy społeczne, na swoją historyczną misję i historyczną odpowiedzialność.
 
Pojęcie etosu - jego moralna istota - a zatem i historycznej roli, posłannictwa, odpowiedzialności, także prestiżu w sposób szczególny i tradycyjnie kojarzone było z inteligencją, ze względu na jej szczególny status. Zwłaszcza intelektualista ?prowadzi praktyczną akcję odsłaniania prawdy, zwalczając ideologie i obnażając przemoc, którą one maskują lub uzasadniają; pracuje z myślą o tym, aby pewnego dnia stało się możliwe społeczeństwo uniwersalne, w którym ludzie będą naprawdę wolni, równi i zbratani? (J.P. Sartre).
 
Tradycyjnie z etosem i misją inteligencji, zwłaszcza jej ?górnych? warstw intelektualnych: kreatorów teorii, idei oraz kultury, czyli z inteligencją humanistyczną wiązano takie cele i zadania, jak: nie tylko szerzenie, ale tworzenie wiedzy, budowę jej gmachu; - tworzenie i obronę podstawowych wartości kultury: prawdy, rozumu, wolności, równości ludzi, ich godności, pokoju; - obrona pokrzywdzonych, uciśnionych, upośledzonych; - tworzenie wizji istnienia i perspektyw gatunku ludzkiego; - poczuwanie się do odpowiedzialności za jego losy.
 
Ale oto i cala złożoność kwestii etosu - wielość dotyczących go znaków zapytania. Sprawa zaczyna się już od złożoności, wywołującej sprzeczne tezy, struktury inteligencji. Uwzględniając tradycyjne kryteria przynależności - stanowią ją zarówno twórcy kultury - literatury, sztuki nauki -jak i np. rzesze pracowników biurowych, ślęczących współcześnie przy komputerach itp. Czy ów wysublimowany etos zawierający tak górne hasła, w jednakowym stopniu dotyczy ich wszystkich? A także - czy np. operator współczesnej maszyny budowlanej z komputerowym oprzyrządowaniem - to jeszcze pracownik fizyczny, czy już umysłowy w klasycznym, a nie tylko formalnym znaczeniu? Itp.
 
4. Wspólne źródło potencji i ograniczeń. Na przykładzie inteligencji wyraziście potwierdza się uniwersalna teza, że to co żywi - zarazem uśmierca, że w czynnikach siły i znaczenia zawierają się zarazem elementy generujące słabość, ograniczenia. Skoro zaś u genezy inteligencji, jak ją pojmujemy, leżały narodowe zniewolenie, trauma zrywów powstańczych, nierówność i niesprawiedliwość społeczna - to rzutowało to i na jej kondycję intelektualną i moralną oraz moc historycznie sprawczą. Jakby sam sens istnienia i roli inteligencji warunkowany był przez te dramatyczne sytuacje. One również rodziły szlachetny idealizm, kult poświęcenia i wyrzeczeń, bohaterskiego patriotyzmu - ale zarazem brak niezbędnego nastawienia pragmatycznego w polityce i życiu gospodarczym, nieumiejętność wykorzystania realnych szans. Sprzeciw wobec zniewolenia i krzywdy - zarazem patos mesjanizmu, cierpiętnictwa, poetyka klęski. A jak zawsze skrajności rodzą skrajności - biegunowi skrajnego idealizmu odpowiada biegun konformizmu i materialnego koniunkturalizmu. Tutaj też rodzą się różne mity i złudzenia samej inteligencji oraz rozczarowania w zetknięciu ze skrzeczącą rzeczywistością.
 
W tym też kontekście odnotować należy niebagatelną kwestię swoistego rozdarcia i dramatyzm inteligencji - zwłaszcza humanistycznej, wynikających z istoty jej statusu oraz etosu. Teorie, idee, systemy wartości same w sobie stanowią jedynie świat idealny, często iluzoryczny. Ich realizacja wymaga sprzęgnięcia z realnymi w życiu społecznym siłami: władzy politycznej i władzy pieniądza. Tego wymaga też poczucie historycznej misji, przeżywanie wizji świata, przyjmowanie odpowiedzialności za jego losy. W zdolności krytycznego wzbogacenia ze swej natury sprawczych dysponentów władzy politycznej i pieniądza wyraża się ostatecznie społeczna rola inteligencji humanistycznej, jej współudział w ?tworzeniu? historii. I w tym również tkwią dramatyczne możliwości deprecjacji i wynaturzeń tej roli. Mogą się one wyrażać, jak bywało to w historii, w tworzeniu złowrogich, obłędnych idei i koncepcji życia społecznego, jego zmian. Także w zbyt łatwym, by nie rzec naiwnym zawierzaniu deklaracjom sił decydenckich, obdarzaniu ich zaufaniem i poparciem, rodzącym późniejsze rozczarowania i poczucie winy. Zaufanie to i poparcie często przeradza się w koniunkturalną już praktykę adoracji i pochlebstw. Także w rezygnację z wizjonerstwa, romantyzmu, odpowiedzialności, na rzecz oportunistycznego pragmatyzmu.
 
5. I konkluzyjna kwestia współczesnej roli inteligencji - zwłaszcza humanistycznej - czyli związanej z kulturą, wiedzą i edukacją, ale także ochroną zdrowia, obywatelskiego bezpieczeństwa, pomyślnej przyszłości narodu. Podstawowe bowiem pytanie brzmi: czy tradycyjnie przypisywana inteligencji rola rozpada się, zanika we współczesnym społeczeństwie wiedzy, informacji, demokracji, znoszenia przepaści między poziomem wiedzy różnych grup społecznych, także tych, które w historii były pozbawione do niej dostępu, a także w sytuacji, w której kierunki rozwoju społecznego nadają twórcy techniki, technicznych narzędzi wytwarzania dóbr, oraz przemian społecznych? Czy przeciwnie - rola ta jest zachowana, lub nawet wzrasta? Można przyjąć, że w warunkach współczesnych grupa ta nie ma już monopolu na wspomniany etos - dzieli go z innymi grupami. Ale go nie traci, choć zmienia on swe odniesienia, a także treści. Jej powinnością jest: wpisywać go w nowe warunki cywilizacyjne, owe przysłowiowe szanse i zagrożenia, umieć współdziałać z grupami techniczno-wytwórczymi, i organizacyjno-zarządzającymi, nadającymi koloryt współczesnemu społeczeństwu, w sposób zasadniczy modelującymi świat, jakkolwiek nie brzmiałoby to banalnie, korygować kształty tego świata, wpływać na jego charakter, w tym na model sukcesu, osobowości, stosunku do inwazji dóbr materialnych.
 
W świecie współczesnym, nawet przy w pełni optymistycznym widzeniu jego kształtów - nadal wszak istnieją wojny, przejawy ludobójstwa, zagrażające ludzkości zbrojenia, różne formy niewolenia, terroryzmu, niska, wręcz szokująca kultura narodowego życia politycznego. To w świecie wielkiej polityki. A w tak znanym życiu codziennym? Nasze potoczne doświadczenia i wyrażający je język dostarczają nadmiar przykładów nienawiści i wrogości, agresji, nietolerancji, czy choćby ludzkiej obojętności. Nie mnożąc tych przykładów - można rzec, iż tak, jak nie znikają realia, wymagające interwencji i przeciwdziałania ideowego i praktycznego - tak nie zanika rola inteligencji. Powtórzmy - zwłaszcza humanistycznej. Współczesny problem wolności - to wszak także problem tolerancji, wolności światopoglądowej, racjonalizmu. Współczesny problem postępu - to wszak także problem przeciwdziałania dewastacji aksjologicznej - dopełniania kapitału wiedzy, powszechności wykształcenia, troski o materialny poziom życia ? poziomem moralnym, kapitałem humanistycznych wartości. Zwłaszcza że odnotować można swoisty paradoks: powszechnym roszczeniom moralnym, przestrzegania praw ludzkich ? towarzyszy zarazem w świadomości (np. studentów) przeświadczenie o zbędności wiedzy etycznej, aksjologicznej.
 
6. Można więc nakreślać równie podstawowy wniosek: współcześnie etos, rola i odpowiedzialność inteligencji humanistycznej polega także na konieczności nieustającej autocenzury i autokrytycyzmu, dystansowania się wobec samej siebie. Dodajmy ? współczesny etos inteligencji, zawierający element moralnego idealizmu, bezinteresowności, bynajmniej nie musi wykluczać zabiegów o własną pozycję materialną, stawiać grupę w pozycji ekonomicznego upośledzenia w stosunku do innych grup społecznych. W warunkach współczesnych zmienia się charakter zadań inteligencji, stają się one szersze i trudniejsze, wyrastając zwłaszcza z warunków współczesnej cywilizacji, globalizacji, a w Polsce wolnorynkowej transformacji, skłaniającej często do przystosowywania się do oportunistycznej gry o partykularne, pragmatyczne interesy. W tych warunkach niezbędne jest postrzeganie realnych wyzwań. Współczesny dyskurs nie może sprowadzać się do kwestii, czy inteligencja humanistyczna ma jeszcze do spełnienia jakąś misję, lecz powinien oznaczać odczytywanie owych wyzwań oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak im racjonalnie i bez megalomanii sprostać. A jest to również sprawa warunków, celów i założeń kształcenia współczesnej inteligencji.
 
Autor jest etykiem, profesorem jednej z niepublicznych szkół wyższych w Warszawie; autorem kilkunastu książek, studiów, esejów.
 

 

Spór o rozumienie inteligencji
 
Autor: Janusz Sztumski
 

Słowo inteligencja, w znaczeniu socjologicznym, nie jest na ogół używane w literaturze zachodnioeuropejskiej, ponieważ nie jest przydatne w analizach społecznej struktury krajów wysoko rozwiniętych pod względem cywilizacyjnym. Używa się go raczej w znaczeniu psychologicznym. Natomiast w naszych publikacjach z zakresu nauk społecznych jest ono używane w znaczeniu socjologicznym, co pozostaje w związku z odmiennym poziomem rozwoju i tradycji. Jednak także u nas sens interesującego nas słowa ulega pewnym zmianom.
 
O ile wcześniej, tzn. około połowy XX wieku, słowo inteligencja było w naszych publikacjach socjologicznych używane dla oznaczenia takiego elementu struktury społecznej, jak warstwa albo kategoria społeczna - to na przełomie XX i XXI wieku używa się go raczej dla określenia pewnej grupy etosowej, czyli takiego zbioru ludzi, którzy w swoich opiniach, postawach i zachowaniach dają wyraz określonym wartościom i dążą do ich realizacji. Coraz bardziej zaczęto więc uwzględniać psychospołeczne i moralne aspekty tego zbioru. Na wspomniane przeobrażenia sensu słowa inteligencja wskazują publikacje ze wspomnianych okresów. Tytułem przykładu przypomnijmy prace Jana Szczepańskiego, Włodzimierza Wesołowskiego oraz Marii Ossowskiej (J. Szczepański, Struktura inteligencji w Polsce, w: Odmiany czasu teraźniejszego, Warszawa 1973, s. 78-122; W. Wesołowski, Studia z socjologii klas i warstw społecznych. Warszawa 1962; M. Ossowska, Etos rycerski i jego odmiany. Warszawa 1986).
 
Wcześniej zatem określano inteligencję posługując się słowami warstwa i kategoria społeczna. Z uwagi na to, że zarówno słowo warstwa, jak i kategoria społeczna mają sobie właściwe znaczenia w socjologii, zastanówmy się nad tym, na ile są one przydatne dla określenia inteligencji, jako pewnego elementu struktury społecznej.
 
Otóż brak dotąd jednoznacznej definicji warstwy, a istniejące różnią się nie tylko stopniem abstrakcyjności, zakresem czy praktyczną użytecznością, ale także tym, co się przez wspomniane pojęcia rozumie. Biorąc pod uwagę znane określenia terminów warstwa można wyróżnić następujące jego rozumienia:
a) warstwy - to takie kategorie społeczne, jakie charakteryzują się określonymi cechami sprawdzalnymi empirycznie, które mogą być stopniowane, a wówczas umożliwiają ich hierarchizację;
b) to zbiór jednostek o podobnej zazwyczaj sytuacji gospodarczej i poziomie kultury, którym obyczaj, tradycja i wszelkiego rodzaju obowiązujące zasady hierarchizacji społecznej wyznaczają dosyć wyraźnie określone i trwałe stanowisko nadrzędne albo podrzędne w stosunkach z przedstawicielami innych warstw;
c) to takie względnie liczne grupy ludzi, którzy mają pewną świadomość swojej wspólnoty i odrębności w stosunku do innych grup.
 
I to ostatnie spośród wymienionych znaczeń terminu warstwa wydaje się najbardziej przydatne dla określenia tego, czym jest inteligencja w znaczeniu socjologicznym. Jednak poprzestanie tylko na określeniu inteligencji jako warstwy w wyróżnionym znaczeniu nie wydaje się wystarczające, ponieważ jest ono dość ogólnikowe. Zastanówmy się więc nad tym, czy może bardziej przydatnym będzie wykorzystanie terminu kategoria społeczna.
 
Problem jednak w tym, że termin ten jest też niejednoznacznie rozumiany. Najbardziej rozwiniętą jej koncepcję przedstawił Tadeusz Szczurkiewicz. Według tego autora zbiór ludzi wydzielony w praktyce życia społecznego w obrębie zbiorowości lub zbiorów społecznych ze względu na określone cechy fizyczne lub inne, które same albo przez swój rzeczywisty czy domniemany związek strukturalny bądź funkcjonalny z innymi cechami wydają się ludziom na tyle ważne, że łączy się z nimi określone obowiązki, czyli funkcje i uprawnienia, tzn. pozycje społeczne.
 
Przypomnijmy, że próbę bliższego określenia zbioru społecznego, jakim jest inteligencja podjął ongiś Jan Szczepański - wyróżniając w nim właśnie następujące kategorie:
a) inteligencję twórczą, czyli pracowników nauki, pisarzy, artystów, aktorów, dziennikarzy itp.;
b) ekspertów, to znaczy pracowników umysłowych z wyższym wykształceniem, samodzielnie stosujących wiedzę do rozwiązywania zagadnień zawodowych, np. lekarzy, inżynierów, nauczycieli itp.;
c) kierowników i organizatorów życia politycznego, społecznego, gospodarczego i kulturalnego;
d) pracowników administracyjno-biurowych, stanowiących podstawową grupę pracowników umysłowych.
 
Przy wyróżnianiu powyższych kategorii odwołał się on do dwóch podstawowych kategorii społecznych, tzn. do kategorii wykształcenia i zawodu, co umożliwiło bardziej konkretne określenie inteligencji jako jednego z elementów struktury społecznej. Mam jednak wątpliwości co do tego, czy jest to wystarczające uszczegółowienie socjologicznego terminu inteligencja, bowiem o każdym zbiorze społecznym można powiedzieć, że składa się on z jakiejś ilości kategorii społecznych.
 
Wydaje się zatem, że żadne z wymienionych znaczeń terminów warstwa lub kategoria społeczna nie obejmuje w pełni swym zakresem takiego segmentu, jakim jest inteligencja w naszym społeczeństwie. Uważam więc, że w badaniach dotyczących inteligencji postrzeganej jako swoisty zbiór społeczny, należałoby uwzględniać zarówno strukturalne, jak i psychospołeczne aspekty, czyli traktować ten zbiór jako historycznie i kulturowo ukształtowany element struktury społecznej, określony w swoim istnieniu i rozwoju zarówno społeczno-ekonomicznymi, jak i psychospołecznymi czynnikami.
 
Inteligencja, rozumiana jako całość, stanowi swoisty zbiór klasopodobny, czyli sprawiający wrażenie klasy, który nie jest jednak klasą społeczną, ponieważ nie spełnia określonych wymogów społeczno-ekonomicznych. W strukturze społeczeństwa - w którym zbiór taki można wyróżnić - jest on usytuowany pomiędzy istniejącymi klasami lub analogicznymi warstwami społecznymi. Zauważmy również, że omawiany zbiór jest zróżnicowany ze względu np. na społeczną proweniencję osób, które do niego wchodzą lub środowisko społeczne, w którym funkcjonuje on jako inteligencja. Można zatem wyróżnić np. inteligencję wiejską - związaną genetycznie z klasą chłopską; inteligencję miejską; inteligencję techniczną czy też humanistyczną itp. Ze względów ekonomicznych można z kolei wyróżnić u nas liczną i ulegającą pauperyzacji inteligencję budżetową oraz mniej liczną, lecz coraz bardziej bogacącą się inteligencję biznesu.
 
Inteligencja jest na ogół utożsamiana z bardziej wykształconymi osobami danego społeczeństwa. O przynależności do tego zbioru decyduje przede wszystkim wykształcenie. Kiedyś swoistą przepustką do niego była matura, potwierdzająca średnie wykształcenie danego człowieka. Ale w miarę szybko postępującego rozwoju cywilizacyjnego powodowanego przez kolejne rewolucje naukowo-techniczne, wzrasta zapotrzebowanie na ludzi posiadających wyższe wykształcenie, które też staje się coraz bardziej powszechne. Powoduje to wzrost liczebny oraz zmiany jakościowe inteligencji i jej rozwarstwienie ze względu na poziom wykształcenia.
 
W coraz bardziej licznych, czyli masowych społeczeństwach możemy więc zauważyć wzrost liczby ludzi wykształconych, a nawet uczonych, których jest w nich znacznie więcej niż w minionych wiekach. Ale pomimo tego - jak zauważa Ortega y Gasset - jest w nich stosunkowo mniej ludzi światłych niż było ich np. w XVIII wieku. Postępujący wzrost liczby osób zaliczanych do inteligencji nie przyczynia się do upowszechniania się krytycyzmu lub racjonalizmu, nawet w tych społeczeństwach, w których jest on szczególnie duży. Rozmaici szarlatani, wróżbici i rzecznicy irracjonalnych sposobów postrzegania świata mają się nadal dobrze, a wśród ich klienteli nie brak nawet osób należących do najbardziej wykształconych warstw inteligencji. I dla wielu spośród nich nawet najbardziej niedorzeczne w świetle nauki koncepcje zasługują na zaufanie tylko dlatego, że są po prostu uświęcone długą tradycją. Nie zdają oni też sobie sprawy z tego, że taką postawą negują poniekąd swoje stopnie lub tytuły naukowe, a tym samym posiadany tytuł uprawniający zaliczanie się do inteligencji.
 
Wobec panoszącej się ignorancji oraz skłonności do irracjonalnego myślenia, twierdzenie, że obecnie żyjemy w społeczeństwie wiedzy, wydaje się być osobliwym żartem.
 
Przynależność do inteligencji nobilituje społecznie i skłania wielu jej przedstawicieli bardziej świadomych tego faktu do godnego zachowania, przejawiającego się w realizacji pewnego wzoru społecznego, który jest w jakimś stopniu określony przez oczekiwania danego społeczeństwa wobec osób legitymujących się średnim - a zwłaszcza wyższym wykształceniem. Oczekiwania społeczeństwa wobec inteligencji wyznaczają jej funkcję społeczną, czyli ogół powinności. A wielkość tych oczekiwań wyznacza z kolei jej pozycję społeczną.
 
Inteligenci, którzy są tego świadomi - podobnie, jak ongiś arystokraci ? zachowują się zgodnie z zasadą, że noblesse oblige - a tym samym starają się dbać o swój wizerunek społeczny, m.in. poprzez swój wygląd zewnętrzny, udział w konsumpcji - zwłaszcza dóbr kultury - oraz prezentowane wartości i postawy, czyli urzeczywistniać społeczny wzór inteligenta. I ta świadoma część inteligencji stanowi elitę danego społeczeństwa w szerokim tego słowa znaczeniu, która jest podstawą do tworzenia się elit w węższym zakresie, np. w nauce, kulturze, gospodarce, polityce i w innych sferach życia społecznego. Inteligencja w naszym kraju w całej swojej masie nie jest zatem jakąś szeroko pojętą elitą. Tylko ta jej część staje się elitą, która jest świadoma swoich funkcji społecznych, czyli pewnych powinności wobec społeczeństwa lub społeczności, wśród których żyje.
 
Inaczej mówiąc: można być formalnie zaliczanym do inteligencji z tytułu posiadanego dyplomu potwierdzającego np. uzyskane stopnie lub tytuły naukowe, ale nie wystarczy to, aby można było zostać zaliczonym do elity danego społeczeństwa. Bowiem o przynależności do elity decydują rzeczywiste, a nie pozorne zachowania, które są zgodne z wzorem społecznym określonym przez posiadany stopień lub tytuł naukowy. Elegancki ubiór, wyszukany, a niekiedy trudny do zrozumienia sposób wyrażania swoich poglądów, drobiazgowe przestrzeganie przyjętych form lub obyczajów towarzyskich itp. Zachowania nie świadczą wcale o tym, że dany człowiek rzeczywiście urzeczywistnia obowiązujący go wzór społeczny. Nie czyni on zadość tej powinności, jeśli np. w jego myśleniu, postawach i zachowaniach przejawia się prostactwo, obskurantyzm i brak krytycyzmu wobec siebie i świata. Biorąc to pod uwagę możemy stwierdzić, że znaczna część spośród osób zaliczanych do inteligencji jest z nią po prostu formalnie związana tylko, ponieważ w jej sposobie myślenia i zachowania brak po temu podstaw, aby można było zaliczyć ją do szeroko pojętej elity społeczeństwa.
 
Autor jest profesorem socjologii, wykładowcą jednej z niepublicznych szkół wyższych w Katowicach.
 

 
 
Jaka jest dziś polska inteligencja?
 
Autor: Jerzy J. Wiatr
 

Kogo mamy na myśli, gdy mówimy o inteligencji? Joanna Kurczewska wyróżnia cztery podstawowe rozumienia tego terminu. Mówimy o inteligencji jako o zbiorowisku osób wyróżniających się wysokimi walorami intelektualnymi, artystycznymi lub moralnymi, jako o zbiorowisku osób zawodowo zajmujących się pracą umysłową lub artystyczną, jako o zbiorowisku osób, których miejsce w strukturze społecznej określa wykonywanie pracy umysłowej, wreszcie jako o zbiorowości wyróżnionej ze względu na szczególny typ orientacji aksjologicznej, wynikający z kompetencji intelektualnych. W typ ostatnim sensie, bliskim zwłaszcza tradycji Stanisława Brzozowskiego, także Floriana Znanieckiego, inteligenta wyróżnia nie tyle wykształcenie czy typ pracy, ale pewna (prospołeczna) orientacja, czy jakbyśmy dziś powiedzieli - określony etos.
 
Dla obecnych rozważań wybieram jednak takie określenie inteligencji, które nie przesądza z góry ani istnienia określonego etosu, ani sposobu zachowania ludzi zaliczanych do inteligencji. Od czasów Floriana Znanieckiego, który za definicyjną cechę inteligencji uważał pewien sposób zachowania i określał ich jako ?ludzi dobrze wychowanych? wiele się zmieniło. W wykładzie inauguracyjnym wygłoszonym na Uniwersytecie Łódzkim Józef Chałasiński sformułował prowokującą do dyskusji tezę o szlacheckim rodowodzie polskiej inteligencji. Polemizowano z Chałasińskim wskazując na znaczny odsetek ludzi wywodzących się z warstw ludowych. Antoni Podraża wyliczył, że wśród studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego 14% stanowili synowie (znacznie rzadziej córki) chłopów. Chałasiński miał jednak rację, gdy wskazywał na to, że określający inteligencję etos i jej sposób bycia miały szlachecką genezę. To się w latach powojennych zmieniło, tak pod wpływem radykalnej przemiany składu społecznego inteligencji, jak pod wpływem ogólnych zmian kulturowych narzucających znacznie większą niż niegdyś egalitaryzację obyczaju. To, co kiedyś było obyczajem swoiście inteligenckim, albo zanikło, albo się upowszechniło, jak na przykład zwracanie się do siebie przez użycie zwrotów ?pan?, ?pani?.
 
Współczesnego inteligenta definiują, jak sądzę, dwie cechy występujące łącznie: wykształcenie i miejsce w społecznym podziale pracy. Inteligencja jest zbiorowiskiem ludzi mających wyższe wykształcenie i utrzymujących się w okresie aktywności zawodowej z pracy wymagającej takiego wykształcenia. Nie zaliczam więc do inteligencji ani przedsiębiorcy choćby miał stopień naukowy, ani absolwenta wyższej uczelni pracującego jako ekspedient sklepowy. Te role społeczne nie wymagają bowiem wyższego wykształcenia, choć wykształcenie takie może być pożyteczne w wykonywaniu pewnych czynności zawodowych nie należących do typowych zatrudnień inteligenckich. Przedsiębiorcami - i to mającymi sukcesy - bywają ludzie bez wyższego wykształcenia, ale niejeden przedsiębiorca swój sukces zawdzięcza wykształceniu, na przykład ekonomicznemu.
 
W Polsce tak rozumiana inteligencja jest w swej podstawowej masie formacją nową. Jan Szczepański oszacował liczebność przedwojennej inteligencji - przyjmując jako kryterium posiadanie wyższego wykształcenia - na około stu tysięcy a liczbę wydanych w okresie międzywojennym dyplomów wyższych uczelni na 85000. Porównał to z bilansem pierwszych dwudziestu lat Polski Ludowej. W latach 1945-1966 dyplomy wyższych uczelni uzyskało w Polsce 405000 osób. Choć tempo wzrostu liczebnego inteligencji (w ujęciu procentowym) w następnych latach nieco osłabło, do roku 1988 zbiorowość ludzi mających wyższe wykształcenie wzrosła do około dwóch i pół miliona, co stanowiło 6.5% całej ludności. Po zmianie ustroju tempo, w jakim rosną szeregi ludzi z wyższym wykształceniem ponownie wzrosło. W 2002 roku Spis Powszechny wykazał, że wykształcenie takie posiadało 10.2% mieszkańców Polski, przy czym wyższy był ten odsetek wśród kobiet (10.4) niż wśród mężczyzn (9.3).
 
Przyspieszenie procesu uzyskiwania wyższego wykształcenia było wynikiem dwóch podstawowych okoliczności. Pierwszą jest szybki wzrost liczby miejsc na wyższych uczelniach, w dużej mierze uzyskiwany dzięki rozkwitowi sektora szkół niepublicznych, co umożliwiła ustawa o szkolnictwie wyższym z 1990 roku. Umasowieniu wyższego wykształcenia towarzyszy do pewnego stopnia obniżenie średniego poziomu absolwentów, co zresztą - wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu - nie jest prostą konsekwencją pojawienia się szkół niepublicznych, z których część ma bardzo wysoki poziom, wyższy niż niektóre uczelnie państwowe. Obniżenie średniego poziomu absolwentów jest przede wszystkim skutkiem tego, że na studia - wskutek istnienia większej liczby miejsc - dostają się także ludzie intelektualnie słabsi. Myślę jednak, że warto jest ponieść ten koszt po to, by znacznie większej liczbie młodzieży stworzyć warunki kształcenia się a tym samym podnoszenia ogólnego poziomu edukacyjnego społeczeństwa. Innym problemem, którego tu nie omawiam, jest zmiana przeciętnego profilu intelektualnego młodzieży kończącej szkoły średnie. Jest ona gorzej niż jej poprzednicy wykształcona w zakresie humanistyki, mniej czyta i ma słabsze niż dawniej przygotowanie ogólne, ale zarazem opanowała nowoczesne techniki korzystania z wiedzy, w tym zwłaszcza internetowe. System szkolny z trudem dostosowuje się do zmian cywilizacyjnych, które powodują, że dawniej niejako definicyjna cecha inteligenta - codzienne przestawanie z książką - ustępuje miejsca innym zainteresowaniom i umiejętnościom.
 
Zwiększony po 1989 roku napływ na studia wyższe był nie tylko konsekwencją większej chłonności szkolnictwa wyższego, ale także - a może przede wszystkim ? zwiększonego popytu edukacyjnego, co z kolei było następstwem głębokich zmian w położeniu materialnym inteligencji i w roli wyższego wykształcenia w zapewnieniu korzystnej sytuacji materialnej. Pod tym względem ostatnie dziewiętnaście lat oznaczało radykalną zmianę.
 
W całym okresie Polski Ludowej sytuację materialną inteligencji wyznaczał absolutny i względny regres w porównaniu z inteligencją międzywojenną. W pierwszych latach powojennych poziom życia całego społeczeństwa był niższy niż przed wojną, ale w latach następnych wzrostowi ogólnego poziomu towarzyszyło relatywne zubożenie inteligencji. Jej przed wojną uprzywilejowany w stosunku do robotników i rolników status przeszedł do historii. Przez cały okres Polski Ludowej zawody inteligenckie były wynagradzane gorzej niż przed wojną a dystans materialny między inteligencją a warstwami ludowymi uległ niemal całkowitej likwidacji. Badania Michała Kaleckiego i Lidii Beskid nad zarobkami pracowników umysłowych i fizycznych wykazały, że w latach sześćdziesiątych różnica między średnimi dochodami tych zbiorowości wynosiła zaledwie dziesięć procent na korzyść pracowników umysłowych. W latach późniejszych różnice te nieco się zwiększyły, nie na tyle jednak, by można było mówić o systematycznym uprzywilejowaniu inteligencji w stosunku do klasy robotniczej. Różnice stopy życiowej były natomiast większe niż różnice dochodów z uwagi na większą dzietność w rodzinach pracowników fizycznych. Egalitaryzacji sprzyjał natomiast system nakazowo rozdzielczy, powodujący na przykład to, że różnice w standardzie zajmowanych mieszkań były mniejsze niż różnice dochodów. Załamanie systemu gospodarczego na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych osłabiło działanie tego czynnika, ale z drugiej strony spowodowało relatywne pogorszenie sytuacji materialnej ludności miast w stosunku do ludności wiejskiej. Wszystko to łącznie powodowało, że w PRL przynależność do inteligencji nie musiała wiązać się ze szczególnie korzystną sytuacją materialną. Była ona udziałem pewnych grup o bardzo wysokich kwalifikacjach i kadry kierowniczej, ale nic inteligencji jako całości.
 
Zmiana ustroju przyniosła powrót do sytuacji, w której wykształcenie jest silnie korelowane z dochodami. Badania Henryka Domańskiego nad strukturą i ruchliwością społeczną w Polsce dzisiejszej wykazały, że warstwą, która najwięcej zyskała na zmianie ustroju jest inteligencja, a zwłaszcza wchodzące w jej skład kadry kierownicze. Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku wykształcenie najsilniej koreluje się z wysokością dochodów. W okresie wysokiego bezrobocia prawdopodobieństwo pozostania bez prący było w wypadku człowieka z wyższym wykształceniem dziesięciokrotnie mniejsze niż w wypadku człowieka z wykształceniem podstawowym. Te ogólne - korzystne dla inteligencji - tendencje nie przeczą temu, że w ramach inteligencji występują wielkie, zdecydowanie nieuzasadnione, różnice dochodów. Ekonomiczne upośledzenie pewnych grup inteligenckich (między innymi nauczycieli i lekarzy) jest faktem. Faktem jest także, że część inteligencji odczuwa względne pogorszenie swej sytuacji, zwłaszcza w wyniku porównania uzyskiwanych przez siebie dochodów z dochodami najbogatszych przedsiębiorców, a także ludzi zajmujących kierownicze stanowiska polityczne i gospodarcze. Badania Instytutu Badań Społecznych i Międzynarodowych Fundacji Kazimierza Kelles-Krauza wykazały, ze w odczuciu społecznym na wyższe niż obecnie wynagrodzenia zasługują najbardziej nauczyciele, lekarze i uczeni, a najmniej duchowni i politycy.
 
Badania Henryka Domańskiego pokazują miedzy innymi, z kogo składa się inteligencja polska obecnie. Jest to nadal warstwa złożona w większości z ludzi, dla których status inteligencki jest awansem w porównaniu ze statusem rodziców. Tylko 22% inteligentów (według badań z 2002 roku) było dziećmi inteligentów. Większość to dzieci robotników, pracowników umysłowych nie mających wyższego wykształcenia i rolników. Trzeba jednak pamiętać, że taki skład dzisiejszej inteligencji jest konsekwencją trwającego ponad pól wieku napływu do inteligencji ludzi wywodzących się z innych warstw społecznych. Obecnie do szeregów inteligencji wchodzi relatywnie więcej ludzi wywodzących się ze środowisk inteligenckich, a wykształcenie rodziców (zwłaszcza ojców) silniej koreluje się z uzyskiwaniem wyższego wykształcenia przez dzieci niż wszystkie inne czynniki, nawet poziom dochodów w rodzinie.
 
Jeśli więc nie mamy do czynienia z zamykaniem się inteligencji we własnym getcie środowiskowym, to tylko dlatego, że szeregi inteligencji rosną zbyt szybko, by wzrost ten dokonywać się głownie w drodze miedzypokoleniowej reprodukcji statusu społecznego.
 
Czy inteligencja polska przewodzi narodowi? Czy żywi takie aspiracje? Czy jest nosicielem szczególnego etosu inteligenckiego na wzór pokoleń dawniejszych?
 
Pozory mogą mylić. Ludzie sprawujący władzę mają niemal w stu procentach wyższe wykształcenie, czym elita polityczna Trzeciej Rzeczypospolitej różni się od elity politycznej Polski Ludowej, zwłaszcza z pierwszych trzech dziesięcioleci. Nie jest to jednak równoznaczne z przewodnią rolą inteligencji jako warstwy społecznej.
 
Inteligencja robi wrażenie zagubionej w wirze otaczających się wydarzeń. Dwie wielkie kwestie, które przez pokolenia określały inteligencki etos - sprawy niepodległości i demokracji - zostały już rozwiązane. Polska dzisiejsza jest nie tylko suwerenna, ale także tak bezpieczna w swym bycie państwowym i w swych granicach, jak nie była od co najmniej czterystu lat.
 
Demokracja polska nie funkcjonuje idealnie (gdzie zresztą mamy do czynienia z idealnie funkcjonującą demokracją?), ale od niemal dwudziestu lat żyjemy pod rządami przez nas samych demokratycznie wybieranymi, a w Polsce nie ma więźniów politycznych. Tak długiego okresu funkcjonowania w Polsce demokracji nigdy dotąd nie było. Większość inteligencji potrafi się zmobilizować, gdy pojawia się zagrożenie dla demokracji, jak to miało miejsce w okresie dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nie bez powodu były marszałek Sejmu Ludwik Dorn pogardliwie mówił o ?wykształciuchach? i nie bez powodu były premier Jarosław Kaczyński przeciwstawiał inteligencji humanistycznej inteligencję techniczną, w jego mniemaniu bardziej uległą w stosunku do ówczesnej władzy. Na szczęście zagrożenia dla demokracji odsunięte zostały kartkami wyborczymi, przy czym fakt, że przeciw autokratycznemu rządowi Jarosława Kaczyńskiego szczególnie licznie głosowali młodzi i dobrze wykształceni wyborcy świadczy o tym, że w młodej inteligencji demokracja ma swego obrońcę.
 
W swej masie jednak inteligencja jest politycznie letnia. Na co dzień znikomy jest jej udział w działalności politycznej i społecznej, co w znacznym stopniu tłumaczy słabość ?społeczeństwa obywatelskiego?. Chociaż inteligenci nieco częściej niż ludzie należący do innych warstw społecznych biorą udział w wyborach, absencja wyborcza jest wśród nich także uderzająco wysoka. Jedynie w sytuacjach wyjątkowych następuje samorzutna mobilizacja polityczna inteligencji, jak to miało miejsce w 2007 roku, gdy sprzeciw w stosunku do ustawy nadmiernie rozszerzającej krąg ludzi objętych lustracją wywołał liczne protesty środowisk inteligenckich.
 
Niemal całkowicie zanikła tradycja inteligenckiego sprzeciwu wobec takich patologii, jak jawnie demonstrowana ksenofobia (zwłaszcza w jej antysemickiej postaci) i klerykalizacja życia publicznego. Choć są odważne jednostki i gotowe zabierać głos środowiska, to jednak większość inteligencji wyrzekła się w tych kwestiach tej tradycji, której symbolami byli Tadeusz Boy-Żeleński, Tadeusz Kotarbiński czy Stanisław Ossowski. Problemem społeczeństwa polskiego nie jest szczególnie wysoki poziom ksenofobii (zapewne nie wyższy niż na przykład we Francji czy w Niemczech), ale to, że jej przejawy spotykają się ze zbyt słabą reakcją - przede wszystkim inteligencji, która tradycyjnie winna dawać dobry przykład.
 
Przyszły historyk ostatniego dwudziestolecia zada zapewne pytanie, dlaczego w tych, tak bogatych w nadzieje, ale także rozczarowania latach nie powstały dzieła na miarę ?Przedwiośnia? Stefana Żeromskiego. Inteligencja twórcza zabiera głos w sprawach publicznych, ale czyni to stosunkowo rzadko i niezbyt doniosłe. Czy wynika to z mniej dramatycznego charakteru polskiego życia politycznego? Czy też z faktu, że inteligencja znacznie liczniejsza, ale zarazem nie stanowiąca już w miarę jednolitego środowiska nie potrafi, a może nawet nie chce, być sumieniem narodu?
 
Słaby jest związek między inteligencją a lewicą polityczną, czemu nie przeczy fakt, że członkami partii lewicowych są głównie inteligenci. Lewica polityczna nie potrafiła jak dotąd dotrzeć ze swymi ideami do szerszych środowisk inteligenckich. Nie jest ani reprezentantem ich zbiorowych interesów, ani nosicielem takiej wizji świata, która mogłaby trafić do najbardziej wrażliwej moralnie części inteligencji. Brak wyrazistej pod względem ideowym ?narracji? powoduje, że wpływy lewicy w środowiskach inteligenckich podobnie zresztą jak w innych - są obecnie niewielkie.
 
Dzieje się tak, mimo że sądząc z licznych badań socjologicznych, znaczna część inteligencji wyznaje wartości tradycyjnie związane z lewicą. Należą do nich przede wszystkim:
- wrażliwość na krzywdę społeczną,
- tolerancja światopoglądowa,
- odrzucanie ksenofobii,
- otwarty stosunek do świata.

Inteligencja nie jest i nigdy nie była monolitem światopoglądowym, ale w jej szeregach jest wielu ludzi wyznających wspomniane tu wartości. Widać to wyraźnie w stosunku do integracji europejskiej. Badania socjologiczne jednoznacznie wskazały na to, że wykształcenie pozytywnie i silnie koreluje się z poparciem dla proeuropejskiej polityki naszego państwa. Lewica nie ma jednak monopolu na prowadzenie takiej polityki, co w istotnym stopniu tłumaczy, dlaczego proeuropejskie nastawienie większości inteligencji polskiej nie przekłada się automatycznie na poparcie dla lewicowych partii.
 
Inteligencja jest dlatego wyzwaniem dla lewicy. By odgrywać w życiu politycznym Polski większą niż obecnie rolę, partie lewicy muszą odnaleźć zagubioną więź z inteligencją. Mogą to zrobić tylko wtedy, gdy same zwrócą się ku wartościom i ideom będącym tradycyjnie częścią inteligenckiego etosu, gdy skierują wzrok nie tylko na doraźne sukcesy polityczne, lecz także na perspektywę przyszłości. Jeśli lewica tak zorientuje swe działania, ma szansę odzyskać wspólny język ze znaczną częścią inteligencji. Należące do lewicy, ale nie mające partyjnego charakteru zorganizowane środowiska inteligenckie, takie jak TKŚ, mogą w tej pracy odegrać istotną, choć pomocniczą rolę.
 
Autor jest profesorem socjologii; autorem kilkudziesięciu książek, składów, esejów; obecnie jest rektorem niepublicznej Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie.
 
 
Res Humana nr 5/2008, s. 6-14 i 26-33