Autorytet rozumu: Co jest rzeczywiście rzeczywiste?

Autor: Jerzy Ładyka
 

Profesor Leszek Kołakowski wygłasza w telewizji cykl wykładów poświęconych analizie myśli wielkich filozofów. Myśli ważnych dla nich samych, a także dla ludzi współczesnych.
 
Ich ważność określa, jak się zdaje, głównie okoliczność, że sformułowane przed wiekami, a nawet przed tysiącami lat, nie tracą świeżości jak jesienne liście. Wciąż zachwycają blaskiem prawdy i przyciągają przeczuwanym sensem wymagającym dalszych rozjaśnień. Profesor nie ograniczył się tylko do informacji o czym uczą nas filozofowie przeszłości. W prezentacji wybranych problemów poszczególnych koncepcji sformułował również pytania, jakie nasuwają się z roztrząsań i konkluzji omawianych myślicieli. Są one ukierunkowane w stronę współczesnego odbiorcy. W ten sposób zaprosił nas do wspólnego myślenia. Uwagi tutaj przedstawione odnoszą się do przedstawionych przez L. Kołakowskiego poglądów Parmenidesa i Sokratesa.
 
Do szczególnego zajęcia jakim są rozważania filozoficzne nie kwapi się zapewne ktoś, kto nie ma serca do fatygi - jak sądzi bezużytecznej. Profesor bierze to pod uwagę. I przekonuje, że odrzucanie z góry zaprzątania sobie głowy problemami filozoficznymi jest decyzją pochopną. W toku swych rozważań o sensie, jaki nadaje Parmenides pojęciu „Byt” i „Jedno”, zauważa mianowicie: „Ktoś mógłby powiedzieć: «A na co komu potrzebne takie rozważania o Bycie niepojętym i o Jedności, co za wielością się skrywa? Takimi spekulacjami ani się nakarmić nie można, ani ogrzać». Głupia to jednak mowa. Pewno, ani nakarmić się ani ogrzać takimi rozmyślaniami nie sposób. To samo wszakże odnosi się do wielkich połaci ludzkiej kultury. Dlaczegóż jednak tylu ludzi przez wieki zadawało sobie takie pytania, argumentem o ich praktycznej jałowości - rzeczywistej czy zmyślonej - niezastraszeni? Byliżby oni wszyscy niemądrzy. Nie, oni chcieli w słowa ująć coś, co umysł nasz nieodparcie spotyka, gdy zyskuje chwilę swobody od spraw pokarmu i przyodziewku: świeci mu, umysłowi temu, dziwne pytanie o Wszystko. Pytanie Parmenidesa można przecież, chyba bez zniekształcenia, tak oto wyrazić: Co jest rzeczywiste? ...w tym pytaniu nie chodzi o dowolną definicję, lecz o zatrważającą sprawę, «Co jest rzeczywiście rzeczywiste?» Ktoś powie, że są to wydarzenia rzeczywiste, które rzeczywiście zachodzą, a więc pewnie są rzeczywiste. Ktoś inny, że nie są rzeczywiste, skoro tylko w mojej świadomości zachodzą, a nie w zbiorowej percepcji (i dalej) ...Według jakich reguł mówią jedni, że Bóg jest rzeczywisty, a inni temu przeczą? Jedni i drudzy mają swoje reguły, lecz skąd wiemy, że albo jedne albo drugie są prawomocne? Jakże to się dzieje, że ta osobliwa intuicja, spotykana w religiach starożytnych i w filozofii - że świat doświadczenia naszego nie jest rzeczywisty - mogła trafić do przekonania? Myślisz, że to oczywisty nonsens? Może poświęć godzinę na skoncentrowanie myśli o tej sprawie. Oto pytanie, jakie Parmenides i jego bogini nam stawiają”.
 
Pytanie Parmenidesa o sens rzeczywistości wypływało z jego ujęcia istoty świata, w którym rozróżniał jego podstawę. Byt, Jedno oraz wielość naszych doświadczeń zakrywających niejako tę podstawę. Byt, Jedno jest prawdziwe „Jest koniecznością i nie możemy tego «jest» uchwycić spostrzeżeniem zmysłowym, to tylko dla Rozumu jest dostępne. Wydaje się, że nie tylko ów Byt, znieruchomiały w swojej tożsamości wiecznej, może być Rozumowi jedynie dostępny, nie zaś spostrzeżeniom, ale ponadto, że jest on także jedyną realnością, jaką Rozum dosięga: myśl, co Byt chwyta i sam ów Byt są tak sprzęgnięte, że są niejako tym samym ...Nie ma jednak u Parmenidesa żadnej aluzji co do tego, że ów Byt (Jedno) jest Bogiem, nie ma w nim niczego osobowego, jest doskonałość, ale tylko na absolutnej, bezpiecznej niezmienności polegająca; podobnie jak starszy odeń znacznie, może nauczyciel jego, Ksenofanes z Kolonu, Parmenides porzucił całkiem tradycyjną mitologię, bogów Homera czy Hezjoda”.
 
Dlaczego Permenidesa, o którego koncepcji wiadomo tyle, co da się odczytać z kilkudziesięciu zdań, jakie zachowały się z jego twórczości zapisanej, dlaczego uznaje się go za wielkiego filozofa? Profesor Kołakowski nazywa go „Siłaczem, który w ruch wprawił wielki strumień myśli europejskiej...a ów strumień to rozmyślanie o tym Jednym, które się skrywa za wielością naszego świata, doświadczenia”. Dlaczego, pytamy dalej, owe rozmyślania Parmenidesa i dziś jeszcze wydają się tak ważne? Otóż metafizyczny punkt widzenia Parmenidesa pozwala bowiem widzieć w nim jednego z pierwszych, a może nawet pierwszego myśliciela, który dokonuje wyłomu w utrwalonym przez tradycję światopoglądzie skazującym człowieka na wieczną podrzędność w sferze możliwości poznawczych i moralnych. W jego ujęciu świata i człowieka wyartykułowany jest wyraźnie pogląd, że w zderzeniu człowieka z tajemnicą Bytu on jedynie (owa myśląca trzcina - jak powiedział Pascal) ma szansę dotrzeć w refleksji do sedna tej tajemnicy. A to pozostaje w związku z rozumnym odniesieniem się do tajemniczości własnej egzystencji. Parmenides nie przenosi problematyki tajemnicy Bytu do sfery myślenia religijnego. Idzie dalej. W rozumie ludzkim właśnie, a nie w wierzeniu religijnym dostrzega główny, rozstrzygający czynnik w osiąganiu prawdy. Zarówno prawdy o świecie ludzkiego doświadczenia, jak też o rzeczywistości ukrytej - czyli o Jednym, o Bycie który jest, co dzisiaj zwykle nazywa się transcendencją.
 
Trafnie nazwany przez Profesora siłaczem myśli Parmenides oddziaływał nie tylko w tysiącleciu trwania akademii ateńskiej. Jego wpływ na teologię i filozofię trwał w późniejszych wiekach, aż do czasów nowożytnych. Wydaje się pewnym, że kategoria Dingan sich - „rzecz sama w sobie”, w ujęciu Immanuela Kanta pozostaje w odległym, ale rzeczywistym pokrewieństwie z poglądem Parmenidesa. „Rzeczy samej w sobie” Kanta nie daje się poznać w doświadczeniu zmysłowym a tylko uchwycić jej sens w myśleniu rozumnym. Jest ona bowiem „zakryta” przez świat zjawisk podobnie jak Jedno, Byt Parmenidesa. Starożytny myśliciel nie uwzględniał w swej metafizyce tradycji mitologicznej. Immanuel Kant wyprowadzał z tego ujęcia wnioski, odrzucające kierunek chrześcijańskiej metafizyki moralności. W sytuacji niemożności sformułowania przekonujących dowodów na istnienie Boga uznał, że zasady etyki nie mogą być narzucone jako obowiązujące dogmaty religijne, lecz wyprowadzane z istoty (rozumnej) samego człowieka. Wyraził to obrazowo w zdaniu: „Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”. Stanowiło ono w samej rzeczy przesłankę słynnego imperatywu kategorycznego: „Postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem”.
 
Zbiegły się w czasie koncepcje Parmenidesa i nieco odeń młodszego Sokratesa (IV wiek pne) który dowodził, że człowiek zdolny jest dzięki własnemu rozumowi docierać do prawdy. Prawda zaś pozwala odróżnić dobro od zła. Rozum więc i jego praca umysłowa okazuje się podstawą moralności. Uzbrajając człowieka w mądrość i wiedzę skłania go w stronę dobra a nie zła. Sokrates zaświadczył swoim życiem (i także śmiercią) wyrazistą obecność myślenia świeckiego w kulturze duchowej ludzi. Profesor mówił o nim: „Ponieważ Sokrates Rozum wielbił - choć może go nie określił wyraźnie – i ponieważ wierzył, że prawdę jakąkolwiek tylko wysiloną pracą Rozumu zdobyć się daje, oskarżenie, którego padł ofiarą nie było może całkiem bezzasadne. Oskarżali go (Ateńczycy), że nie uznaje bogów miasta, ale innych jakichś zmyśla i tak młodzież na manowce prowadzi... rzeczywiście tak było, że szukał Prawdy w samym Rozumie, a nie w tradycji, że wszystko zalecał kwestionować i młodych ludzi w tym samym duchu wychowywał. Wszystko było na lasce Rozumu, nie uznawał prócz Rozumu żadnych autorytetów”.
 
Poglądy Parmenidesa i Sokratesa zaświadczają o dokonaniu się w kulturze duchowej swoistego przełamania światopoglądowych wyobrażeń ludzi. Wyodrębniły się dwie opcje światopoglądowe. Z jednej strony formacja myślenia przyjmującego w akcie wiary pogląd o istnieniu Boga (bogów) jako wartości (w sensie ontologicznym i gnoseologicznym) nadrzędnej. Jako siły decydującej o losach świata i każdego człowieka obdarzającego ją pełnym zaufaniem. Siły określającej jego możliwości poznawcze zasadniczo ograniczone, bo uzależnione od punktu widzenia instytucji religijnych, kościelnych mieniących się z reguły przedstawicielstwem Boga na ziemi. Z drugiej strony formacja, którą można by porównać do wędrówki myślenia ludzkiego, myślenia autonomicznego, zakorzenionego w rozumie własnym. Człowiek sam określa podstawy swego oglądu świata, oraz miejsce i szansę życiowe swej egzystencji. Mając odwagę ponoszenia odpowiedzialności za swój los, czyni swój rozum i swoje sumienie ostatnimi instancjami, które rozstrzygają o prawdzie i powinnościach moralnych.
 
Te dwa nurty myślenia współistnieją w dziejowym procesie kulturotwórczym. Współistnienie to wszelako przesycone jest konkurencyjnymi zmaganiami o zajęcie pierwszego miejsca w hierarchii autorytetów zainteresowanych z reguły poszerzaniem zakresu swoich wpływów na myślenie ludzi i na ich zachowania. Na tym polega nieustający bój o rząd dusz, jaki wiodą instytucje i poszczególne jednostki wychodzący naprzeciw naturalnym oczekiwaniom ludzkim w świecie pełnym trudności i zagrożeń. Tak działo się wczoraj i tak jest dzisiaj. Interesująco wypowiada się w tej kwestii profesor Barbara Skarga: „Przyznaję, że autorytety bywają ludziom potrzebne, zwłaszcza w czasach zagubienia. Autorytetów się szuka. Nie należy jednak zapominać, że czasem ktoś z udzielonego nam autorytetu może skorzystać ponad miarę i w brutalny sposób, a czyni tak zwykle ten, którego wyróżniono na podstawie powierzchownych opinii, nieraz wręcz fałszywych. Należy więc zachować ostrożność. Nie udzielać zbyt łatwo zaufania. Boję się tej ufności na wiarę, poszukiwania oparcia w czymś, co racjonalności najczęściej urąga. Sama nie mam autorytetów i ich nie lubię. Wydaje mi się, że w stosunkach międzyludzkich wystarczy wzajemny szacunek - kaniowskie poszanowanie godności. Sądzę też, że należy, tak jak to uczynił św. Augustyn, rozum przeciwstawić autorytetowi. Tylko rozum powinien mieć autorytet, on rzadziej zawodzi”.
 
Profesor Kołakowski skutecznie przyzwyczaja szerszą widownię ekranu telewizyjnego do kontaktu z filozofią. Jego wykłady cieszą się wzrastającym powodzeniem. Nie jest to skutkiem łatwizny merytorycznej ani sztuczek recytatorskich. Profesor zakłada obecność wysiłku myślenia słuchaczy. Stać ich na to w sytuacji, gdy roztrząsania problemów uniwersalnych dotykają zarazem przeżywanych aktualnie napięć ideowych i moralnych dylematów. A to właśnie odnajdują w prezentowanych wykładach.
 
Autor artykułu jest profesorem filozofii, autorem wielu książek i studiów.
 

Res Humana nr 3/2004, s. 36-38