Od oblegania po uzdrawianie
 
Autor: Michał Horoszewicz
 

?Musimy przyjmować otaczające nas krytyki z pokorą, z zastanowieniem, a nawet z wdzięcznością. Rzym nie musi się bronić, zamykając uszy na sugestie poddawane przez uczciwe głosy, a tym bardziej, jeśli są to głosy przyjaciół i braci? - wskazywał papież Paweł II w przemówieniu do Kurii Rzymskiej 21 IX 1963 roku. Krytykę Kościoła w przeszłości - ale po części także współcześnie - mogły powodować: jego roszczenia do uzyskania przez duchowieństwo decydującego wpływu na pozakościelną strefę życia polityczno-społeczno-kulturalnego; uporczywe orientowanie się na kurs ultrazachowawczy; predyspozycje do ustanawiania klimatu nietolerancji wobec innego myślenia; kierowanie się uprzedzeniem lub rozeznaniem wtórnym bądź regionalnie zawężonym; wypaczenia - nierzadko rażące - w sprawowaniu urzędów eklezjalnych; skostnienia interpretacyjne i strukturalne (nadmierne centralizacje, przesadne sklerykalizowanie, piramidalne hierarchizacje).
 
Chodzi oczywiście o krytykę intencjonalnie konstruktywną (choć nierzadko nie tak odbieraną przez jej adresatów), nie zaś o krytykę niszczycielską; także nie o krytykę aberracyjną, reprezentowaną dziś choćby przez funkcjonujące i w Polsce Bractwo Św. Piusa X, którego założyciel abp Lefebvre w Vaticanum II dostrzegał ?sobór bandycki?.
 
Krytykę poczyna się akceptować. Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny ?Tygodnika Powszechnego?, stwierdza: ?W Kościele jest miejsce na myślenie krytyczne? (2003). ?Krytycy mogą być głosem sumienia, budzącym świadomość niedomagań Kościoła i przynaglającym do szukania nowych rozwiązań? - uważa oblat Wacław Hryniewicz (1997). Szczególne zadanie przypada teologii: franciszkanin Stanisław Napiórkowski (1991) akcentuje potrzebę odwagi na krytykę - w przeciwnym bowiem razie ?teologia łatwo może zamienić się w ideologię, stojącą na usługach pewnej grupy osób, określonych struktur i form władzy w Kościele?. Taką ideologię będzie więc wyrażała rzesza pokornych ?potakiwaczy?, nie przynoszących Kościołowi korzyści, dostarczanej natomiast przez ?teologów krytycznych? - zauważa ks. Alfons Skowronek (1989). Teologia nie może stać się ?narzędziem w ręku prawowitej nawet władzy?, co by oznaczało ?porażkę rozumu?: od owej władzy winna być swoiście niezależna - utrzymywał dominikanin M.-D. Chenu (1975); to samo akcentował dominikanin Yves Congar (1975): ?Niezależna krytyka teologiczna jest elementem życia Kościoła w prawdzie?.
 
Syndrom twierdzy oblężonej
 
Z nasileniem w ostatnich pięciuset latach nastała epoka apologetyki nie dopuszczającej do żadnego otwartego przyznania się do win Kościoła. Wolno uznać, że kościelne stany lękowe powodowały zamykanie się w twierdzy obleganej - wedle mniemania zwierzchników eklezjalnych ? przez wraże siły świata uwspółcześniającego się. Przeświadczenie o zagrożeniu powoduje w systemie autorytarnym zwieranie szeregów, co zapobiega wszelkiej krytyce zwierzchników. Dla XIX w. można wysunąć trzy wyznaczniki symbolizujące uodpornianie się instytucji kościelnej na jakąkolwiek krytykę: w encyklice Mirari vos (1832) Grzegorz XVI uznał za obelgę dla Kościoła możliwość jego ?odnowienia i odrodzenia"; encyklika Quanta cum Piusa IX i dołączony do niej Sylabus (1864) mają charakter syntezy stosunku Kościoła przeciw liberalnej koncepcji religii oraz społeczeństwa; wreszcie Sobór Watykański I (1869-70) dokonał kodyfikacji absolutyzmu papieskiego oraz przyczynił się do rozrostu centralizmu rzymskiego.
 
Modernizm - pojmowany jako ruch na rzecz reform strukturalnych i doktrynalnych ? spotkał się ze zdecydowaną wrogością Piusa X poprzez dekret Lamentabili (1907), jak gdyby antymodernistyczny Syllabus, poprzez kampanię donosów i wymuszone rezygnacje z funkcji kościelnych. Pojawiło się, odnotowane przez historyka ks. Auberta, określenie owych lat jako ?ery stalinowskiej Watykanu?.
 
W latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. wyłoniła się tak zwana nowa teologia we Francji: kwestionowano ?system piramidalny, zhierarchizowany, jurydyczny, wprowadzany przez nurt kontrreformacji? (tak Congar); starano się o nowe metody duszpasterskie poprzez formację księży-robotników. Ale Kuria Rzymska czuwała: encyklika Humani Genesis (1950) położyła kres wszelkim pracom badawczym, a dominikanie Chenu i Congar - obok innych jak jezuici de Lubac czy Teilhard de Chardin - mogli symbolizować zderzenie teologicznego ?zmysłu Kościoła? ze ?zmysłem instytucji piramidalnej? (rzeczników monopolu interpretacyjnego). W owych czasach przedpoborowych uważano - jak zapisuje jezuita Zdzisław Kubacki (2003) - że ?lojalność wymaga unikania wszelkiej krytyki?, bowiem odsłanianie słabości Kościoła powoduje ?zgorszenie maluczkich?; z kolei Congar podkreślał, że jeszcze w latach czterdziestych ?wszelka krytyka była odbierana jako wyraz ducha buntu?.
 
Kościelne lęki wobec świata współczesnego przybierały niekiedy szczególną formę przebóstwienia papieża, co poprzez wysunięcie go ponad możliwość jakiejkolwiek krytyki miało chronić Kościół. Już przed Soborem Watykańskim I abp Landriot z Reims piętnował ?idolatrię papiestwa?, bowiem w Piusie IX starano się widzieć ?wice-Boga ludzkości?, a prasa kościelna potrafiła uznać, że ?gdy papież rozważa, to Bóg w nim myśli?. Z kolei Congar uważał, że chwalenie Piusa XII ?przyjmowało formy zastraszające... Kościół miał całkowicie zależeć od myśli i słów natchnionego papieża? - często więc zaznaczał ?papolatrię?. Warto zatem odnotować, iż historyk chrześcijaństwa, Marcel Bernos, katolik wierzący, radykalnie przestrzega: ?Ludzie utrzymujący, że pozostają jedynymi i autentycznymi interpretatorami woli Boga, są niebezpieczni dla rodzaju człowieczego?.
 
Niewątpliwie odtąd wiele się zmieniło. A przecież w ostatnim ćwierćwieczu kurialne represje nadal spadały na teologiczne niepokorności w Niemczech i we Francji, w USA i w Ameryce Łacińskiej. Wolność poszukiwań teologicznych (a taki jest tytuł książki Chenu przygotowanej w 1975 r.) najwyraźniej wciąż nie znalazła należytego zrozumienia w aparacie nadtybrzańskim.
 
Przewin wyznawanie
 
Dopiero w czasach Soboru Watykańskiego II (1962-65) rozpoczyna się w Kościele dostrzeganie przewin i dopuszczalność krytyki. Uznanie uchybień z przeszłości to przecież samokrytyka kościelna, to uprawomocnienie tych, którzy ongiś potrafili ?przed czasem? głosić krytykę, narażając się na sankcje Kościoła oficjalnego. W półtora miesiąca po wzmiankowanym przemówieniu Pawła VI zaznaczył on wysoką ocenę jezuity Rahnera i dominikanina Congara, a poprzez to krytycznie odniósł się do represyjnych metod Św. Oficjum; z kolei w przekazaniu przez papieża Montiniego jego osobistej tiary na rzecz ubogich dostrzeżono samokrytykę rzymskiego przepychu. Jak gdyby poczęto odzyskiwać wskazanie Leona XIII z 1883 r., na otwarcie Archiwów Watykańskich: ?Pierwsze prawo historii to nie ośmielać się kłamać, drugie zaś nie lękać się mówienia prawdy?.
 
W połowie maja 1969 r. równocześnie w kilkunastu czasopismach katolickich od USA po Kraków kard. Suenens z Brukseli - Malines wręcz zaatakował Kurię Rzymską i jej instytucjonalno-socjologiczne mechanizmy; u schyłku 1968 r. w pierwszym manifeście teologicznym 38 teologów (Chenu, Congar, Kiing, Rahner, Ratzinger... - z czasem liczba sygnatariuszy przekroczyła 1300) domagało się utrzymania odzyskanej swobody dla teologów w służbie Kościoła; wiosną 1972 r. w drugim manifeście krytykowano książęcy absolutyzm w Kościele i brak wizji przyszłościowej; nowe akcenty wniosło w latach 1974- 76 Ekumeniczne Stowarzyszenie Teologów Trzeciego Świata. Według przytaczanych świadectw Jan Paweł I zmierzał do obwieszczenia różnych przewin Kościoła: wobec Żydów, wobec Indian i zniewolonych Afrykanów, wobec represjonowanych teologów, z tytułu działalności Inkwizycji.
 
Wielkim zamysłem Jana Pawła II jest oczyszczanie pamięci poprzez kościelny ?rachunek sumienia?. W liście apostolskim Tertio millennia adveniente (1994) papież wskazał, że Kościół nie może ?przekroczyć progu nowego tysiąclecia, nie przynaglając swoich synów do oczyszczania się poprzez pokutę z błędów, niewierności, niekonsekwencji i zaniedbań?. Podczas Światowego Dnia Modlitw o Pokój (1986) przypomniał: ?Nie byliśmy zawsze czyniącymi pokój?. Niejednokrotnie odczuwał odpowiedzialność za dyskryminowanie Żydów i zachowanie obojętności wobec prześladowania.
 
Potrafił obwieścić: ?Ja, papież Kościoła rzymskiego, w imieniu wszystkich katolików proszę o przebaczenie wszystkich krzywd wyrządzonych niekatolikom? (1995). Przyznał, że Galileusz ?wiele wycierpiał ze strony ludzi Kościoła i jego organizacji? (1979). To tylko kilka spośród jakże już wielu wyznań wojtyliańskich, składających się na unikalny przekaz samokrytycznego zaświadczania.
 
Polskie interpelacje od wewnątrz
 
Należy teraz pokusić się o nakreślenie kilku przejawów wychodzącej ?od wewnątrz? krytyki Kościoła polskiego w ostatnich kilkunastu latach.
 
Ustąpienie metropolity poznańskiego (winnego nadużyć seksualnych w stosunku do kleryków i kapłanów własnej diecezji) zakończyło ?dramatyczny akt tragedii, która przez lata raniła archidiecezję?, pisał redaktor naczelny miesięcznika ?Znak? Jarosław Gowin. Sprawa ta, jego zdaniem, ukazała, że ?Kościół w Polsce wymaga głębokiej odnowy: dlaczego z rozwiązaniem gorszącego problemu tak długo zwlekano? Nie reagowano na wiadomości, ukrywano je, nawet tuszowano. Nie doczekali się pomocy ci poznańscy księża, którzy próbowali interweniować: spadły na nich szykany. Odsłonił się anachroniczny model Kościoła: nadmiernie hierarchicznego, zbiurokratyzowanego, sklerykalizowanego - najwyraźniej kleryków wychowuje się przede wszystkim na sprawnych i posłusznych urzędników?.
 
W 1965 r. rozpoczęto wydawanie międzynarodowego przeglądu teologicznego ?Concilium? w szeregu identycznych edycji językowych; Kościół polski dysponował edycją cząstkową - dobiegła ona końca w 1971 r. Jak się wydaje, tę ?depolonizację? przeglądu spowodował ówczesny rządca Kościoła w Polsce, który - choć uchodzący za wyraziciela teologii narodu - nie żywił nadmiernego zrozumienia dla refleksji teologicznej. Teolog Napiórkowski (1991) stwierdza, że jest to ?najbardziej twórcze czasopismo teologiczne w okresie posoborowym... likwidacja wersji polskiej wyrządziła ogromną szkodę chrześcijańskiej kulturze w naszym kraju?. Podobnie ocenia to ?teolog świecki? Józef Majewski (2003): uznaje ?Concilium? za ?chyba najważniejszy światowy periodyk teologiczny? i zaznacza, iż w obliczu decyzji likwidatorskiej ?na nic zdały się tłumaczenia, że poważnie ucierpi na tym polska kultura teologiczna?.
 
Kurialne posunięcia wymierzone w różnych teologów przyjmowano w Kościele polskim z aprobatą lub obojętnością- wszakże niekiedy występowali obrońcy uciśnionych. Prawdziwie dalekosiężny w swych wizjach lankijski teolog Balasuriya znalazł wybitnego orędownika w osobie oblata Hryniewicza. Redemptorysta Tadeusz Pawlik namiętnie bronił latynoamerykańskiej teologii wyzwolenia: ?Nie zrodziła się ona przy biurku! Wyrosła z troski duszpasterskiej Kościoła Ameryki Łacińskiej? (1987). Teologa Hansa Kiinga, będącego od 1979 r. na swoistym indeksie kurialnym, ks. Skowronek nazwał ?rozmiłowanym w Kościele nieustraszonym jego krytykiem? (1995).
 
Dwaj teologowie w ?Studia Theologica Varsaviensia? (1985) przyznali, że teologia polska jest ?tradycyjna i konserwatywna?, a wydaje się być ?mało krytyczna w stosunku zarówno do siebie samej, jak i do Kościoła? - tyle że upozytywnili ją poprzez rozpatrzenie na tle losów narodu i Kościoła. Wręcz bezkompromisowo wypowiedział się w ?Tygodniku Powszechnym? (1984) teolog Marek Starowieyski - wskazał na brak ?samodzielnej refleksji teologicznej?, zapytywał: ?jak jest z odczytywaniem znaków czasu przez polskich teologów??, utrzymywał, że teologia polska przebywa we wspaniałym odosobnieniu ?od polskiej rzeczywistości? i ?jest uprawiana z doskoku?.
 
Dominikanin Tadeusz Bartoś uznaje, że dominujące w polskim Kościele ?wychowanie - tradycyjne... w dużej mierze autorytarne? kształtuje ?ludzi niesamodzielnych moralnie? i uniemożliwia ?dojrzewanie ludzkiego sumienia?. Utrzymuje, że ujawniający się w życiu Kościoła duch pozytywizmu prawnego nie pozwala ?na żadną dyskusję? i wytwarza ?społeczność religijną, w której władze duchowne kwestionują wszelką różnorodność opinii w kwestiach moralnych?. W dalszych autor przypomina, że rozwój teologii ?dokonuje się właśnie na drodze sporu?, a ?sakralizacja duchowych prowadząca do ich przesadnego społecznego wyniesienia? to łatwy sposób na rozwiązanie kłopotów z wiarygodnością, wszakże jest to ?głębokie zafałszowanie Ewangelii?.
 
Tych kilka uwag pozwala uznać zasadność konstatacji teologa ks. Skowronka (1989), że w Polsce ?nie uprawia się dialogu wewnątrzkościelnego?.
 
Polskie zastrzeżenia z zewnątrz
 
Odnosi się wrażenie, że w ostatnich kilkunastu latach wydłużyła się u nas lista znaków zapytania formułowanych pod adresem Kościoła. Krytycznie odnoszono się do licznych roszczeń zgłaszanych w odniesieniu do utraconych - w czasach zaborów albo i dawniej - nieruchomości czy posiadłości; powstawały konflikty wokół zadrażnień lokalnych (przykładowo: samowolne przesuwanie granic cmentarza - ?ksiądz nie boi się tej sprawiedliwości, na którą my, chrześcijanie, pracujemy przez całe życie?); wokół okrzepłych niejasności finansowych w aparacie kurialnym jednej diecezji; wokół ?pralni brudnych pieniędzy? w wydawnictwie archidiecezjalnym. Zakłócały ład przypadki graniczące z molestowaniem dzieci (w jednej diecezji starano się to przytłumić, w innej natomiast zareagowano bezzwłocznie i założono stosowne wyrazy ubolewania). Bez zadowalającego rozwiązania pozostawała w każdym razie do listopada 2003 r. sprawa obrazów przedstawiających rzekomy mord rytualny, a stanowiących wystrój katedry sandomierskiej? - kuria diecezjalna nie reagowała na ponaglające apele o usunięcie ich lub przynajmniej zaopatrzenie w stosowne napisy korygujące. Budzi wciąż zastrzeżenia tryb zawarcia konkordatu, jak też dalsze w tej sprawie postępowanie Stolicy Apostolskiej: wskazuje się, że ?jednowymiarowość kultury jest ukochanym kanonem Kościoła rzymskokatolickiego ? konkordat jest tego kolejnym świadectwem?.
 
W 2003 r. okazało się, że w piwnicach warszawskiego kościoła Wszystkich Świętych funkcjonuje od dawna księgarnia rozprowadzająca (w każdym razie do jesieni 2003 r.) liczne publikacje antysemickie, a także szkalujące papieża i Stolicę Apostolską wydawnictwa polskich lefebvrystów. Niczego nie przyniosły wnikliwe artykuły prasowe, próby interwencji u proboszcza i w kurii warszawskiej, posłania z Klubu Inteligencji Katolickiej, protesty środowiska żydowskiego: reakcja kościelna była ?generalnie obojętna, czasem wręcz niechętna? - przyjęto taktykę ?opędzania się? od interwentów. Protestacyjny list otwarty grupy intelektualistów katolickich spotkał się z szokującym atakiem ultraprawicowego publicysty, a grupa posłów wystąpiła w obronie księgarni. Wyraziście zareagował abp Życiński z Lublina: sprzedaż antysemickich publikacji przy kościołach uderza w Kościół i w Chrystusa; duszpasterz akademicki ks. Michalczyk postawił zasadne pytanie: czy księgarnię otacza tajemniczy nimb nietykalności?
 
Na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu RP i Episkopatu 14 XI 2003 r. bp Libera, sekretarz generalny Episkopatu, zgłosił w jego imieniu postulat - wedle zapisu ?Tygodnika Powszechnego? - ?aby projekty ważnych ustaw opracowywanych przez rząd były przesyłane tytułem konsultacji do Sekretariatu Episkopatu (na razie czynią tak niektóre ministerstwa)?. Wolno uznać za zdumiewające samorzutne kierowanie projektów ustaw do konsultacji przez ?niektóre ministerstwa? (ale ciekawe: które?); istotniejsze chyba jest wyrażenie postulatu, by rozszerzyć zasadę konsultowania z przypadków niejako uzasadnionych - dla spraw religijnych i kościelnych - na wszelkie ?ważne ustawy? (ale: dla kogo ważne, przez kogo i w jakim trybie tak uznawane?). Można w tym odczytywać próbę ustanowienia episkopalnego biura, jakąś ponadministerialną i pozakonstytucyjną instancją superkonsultacyjną. Zdecydowaną krytykę tego projektu przedłożył na łamach ?Tygodnika Powszechnego? prof. Jan Woleński w liście Eskalacja - zamieszczenie tej wypowiedzi w formie swoiście wyeksponowanej pozwala domniemywać, że postulat episkopalny zakłopotał także redakcję czasopisma katolickiego.
 
Biskupi ponadto zapragnęli, by na świadectwie szkolnym ocenę z religii wliczano do średniej; prof. Jan Woleński uznał, że skoro ?religia jest przedmiotem dobrowolnie wybieranym przez uczniów?, to chyba wykluczone jest ?wliczanie oceny z niej do średniej? - podkreślił też: ?Oba roszczenia Episkopatu wskazują, ile kosztuje brak zasady rozdziału Kościoła od państwa?.
 
Można przypuszczać, że podtrzymywanie kościelnej roszczeniowości przyniosłoby wyrazistsze ujawnianie się społecznego sprzeciwu krytycznego. Aktualnie, wedle sondażu opinii publicznej, więcej niż połowa badanych ufa Kościołowi (?Gazeta Wyborcza? 5 II 2004): daje się zauważyć rosnącą akceptację dla pewnych form obecności Kościoła w życiu publicznym, ponadto dostrzegalny jest proces wycofywania się Kościoła z polityki - mimo to 48 proc. badanych uznaje, że udział Kościoła w sferze politycznej jest za duży. Wydaje się skądinąd, że niektóre formacje polityczne jeszcze nie wyzbyły się pokusy państwa wyznaniowego.
 
Aspekt uzdrowicielski
 
Sumujące, wolno chyba uznać, że dialogowo ujęta krytyka Kościoła podejmowana w jego obrębie, nie jest żadnym buntem w Kościele; wyrażana zaś spoza jego granic, nie ustanawia jakiegokolwiek zamiaru unicestwiania. W obu przypadkach to próby wyprowadzenia Kościoła ze swoistych manowców, wyzwolenia go z uchybień i zaszłości, ukazania perspektyw dla podjęcia kursu ku nierozpoznanym rubieżom.
 
Nierzadka jest świadomość pozytywnych aspektów krytyki. ?Teologia osądza Kościół? - utrzymuje ks. Skowronek. Franciszkanin Napiórkowski przypomina: ?Zdarza się, że więcej można się nauczyć od nieprzyjaciół niż od przyjaciół? - i cytuje abpa Heldera Camarę: ?Jeśli we wszystkim jesteś ze mną zgodny, nie jesteś moim przyjacielem, ale tylko moim cieniem. Ubogacasz mnie wówczas, gdy się ze mną nie zgadzasz?. Zdaniem teologa: ?Człowiek inaczej myślący może ukazać nam niezauważone przez nas aspekty rzeczywistości?.
 
Wyciągnięcie właściwych wniosków z krytyki może stanowić pozytywną lekcję dla instytucji, wciąż - mimo wszystko ? tkwiącej w przeświadczeniu o jedynościowym dysponowaniu prawdą. Warto więc wspomnieć konstatację Congara: ?...nic bardziej nie oddala od wiary, jak ta pretensja Kościoła katolickiego o to, żeby mieć zawsze rację, żeby mieć odpowiedź na wszystko?.
 
Autor artykułu jest historykiem, religioznawcą, wybitnym znawcą dziejów i problemów Kościoła katolickiego.
 

Res Humana nr 3/2004, s. 25 i 30-33