Populorum Progressio
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Rozwój wymaga przeobrażeń śmiałych, głęboko odnowicielskich
Paweł VI (1963-78)
 
Dnia 26 marca 1967 roku została opublikowana encyklika papieża Pawła VI zatytułowana Populorum progressio, jeden z doniosłych dokumentów społecznych w dziejach papiestwa. Ten wiekopomny dokument dziś jest przemilczany, pomijany, okryty cieniem milczenia. Dlaczego tak się dzieje i co jest tego przyczyną?
 
Ogłoszenie tego dokumentu stało się wydarzeniem znacznym, świadczącym o zmieniającym się stosunku Kościoła i katolicyzmu do szybko zmieniającego się świata. Była to egzemplifikacja nastrojów panujących wówczas na świecie, ilustracja prądów umysłowych epoki, a także ukoronowanie procesu modernizacji doktryny zapoczątkowanej przez pontyfikat Jana XXIII. Stanowiło autentyczny dorobek Vaticanum II.
 
Dziwić może milczenie, zawstydzenie czy pewne zażenowanie z jaką środowiska katolickie w Polsce, jak również dyżurni apologeci bezkrytycznie nastawieni do wszystkiego co związane z pojęciem ?katolicka nauka społeczna?, podchodzą do wspomnianego, znaczącego dokumentu Kościoła.
 
Czego się te środowiska wstydzą? Czym owa encyklika może drażnić lub powodować niekoherencję wobec dzisiejszych, jedynie słusznych postaw, sądów i teorii? Milczenie owo ukazuje przede wszystkim nie zrozumienie istoty ciągle rozwijającego się świata przez tych, którzy sądzą, że są jedynie prawdziwymi interpretatorami dziejącej się rzeczywistości.
 
Niniejsze uwagi nie mają ambitnej dogłębnej analizy i omówienia tekstu encykliki. Odnoszą się jedynie do pewnych elementów tego dokumentu, które wyznaczają owe standardy przełomu, rewolucji (w sensie kościelnej doktryny).
 
Nowoczesność charakteryzuje się przede wszystkim promocją postępu i rozwoju we wszystkich wymiarach życia ludzkiego. Jest z nim bezpośrednio i immanentnie związana. Ceni wszelkie zmiany, ruch, dyspersję. Pojęcie nowoczesności stało się podstawową determinantą współczesnej cywilizacji i kultury.
 
Ponieważ ekonomia i technika tracą jakikolwiek sens, kiedy przestają służyć człowiekowi, wykład Pawła VI nie mógł pominąć tego problemu, jakże istotnego w dobie przyspieszonego postępu technicznego i w okresie konfrontacji dwóch ideologicznie przeciwstawnych bloków polityczno-społecznych, kreujących dwie odmienne koncepcje człowieka. Jest to z jednej strony przykład na ewolucję katolickiej nauki społecznej (zapoczątkowanej przez Jana XXIII), a z drugiej - próba oddania ?ducha? tamtej epoki i spójności doktryny z najistotniejszymi prądami umysłowymi ówczesnego świata. Egzystencjalizm, demokracja, modernizm, gloryfikacja wolności jednostki, personalizm zainfekowały w takim stopniu swoimi ideami mentalność człowieka czasów po II wojnie światowej, że Kościół w trosce o swoje społeczne znaczenie musiał przystosować własną naukę do realnie istniejącej sytuacji. To jest rzeczywiste znaczenie ?znaków czasu? Jana XXIII.
 
Dziś, po pontyfikacie Jana Pawła II, który zadeklarował i ex cathedra ogłosił, iż to ?człowiek jest droga Kościoła? większość (zwłaszcza w Polsce) przyjmuje, że ta dewiza jest od zawsze własnością katolicyzmowi. Nic bardziej błędnego. Nauka ta ewoluowała i nadal ewoluuje tak jak ludzka świadomość, jak myśl człowieka, jak układają się stosunki społeczne i jak zmienia się personalna bądź zbiorowa interpretacja otaczającego nas świata. Ten proces zmian oddaje procesy przebiegające w makro skali, oddając ?ducha? epoki i materializując się w wypełnianiu wspomnianych ?znaków czasu?.
 
W kwestiach ekonomiczno-społecznych przypominana encyklika zajmowała stanowisko w niespotykany dotąd (i później również) sposób, odwołując się m.in. do słów św. Ambrożego: ?....Nie z twojego dajesz ubogiemu, ale oddajesz mu to co jest jego. Sam używasz tego co jest wspólne. Ziemia należy do wszystkich, nie tylko do bogatych?. Jakim dysonansem jest ta myśl w świetle współcześnie preferowanych w Kościele mniemań, poglądów i doktryn.
 
W tekście dokumentu znalazły się te sformułowania dopuszczające możliwość wywłaszczenia, negujące nienaruszalność, świętość i wieczność własności prywatnej. A więc ?wspólne dobro wymaga niekiedy? radykalnych działań i rozwiązań, kiedy zachodzi np. przypadek wielkich posiadłości ziemskich, które ?stanowią przeszkodę dla wspólnego dobrobytu, gdy są zbyt rozległe, gdy mało albo wcale nie są uprawiane, gdy powodują nędzę ludności, gdy przynoszą nędzę krajowi?. Papież krytykuje także niczym nieograniczony postęp ekonomiczny dla samego tylko zysku, fetyszyzację wolnej konkurencji, absolutyzację prywatnej własności środków produkcji jako elementy ?nie znające ograniczeń i nie wiążące się z żadnymi zobowiązaniami społecznymi?.
 
Rozwijając ten wątek Paweł VI wydaje w kolejnych fragmentach encykliki negatywną ocenę odhumanizowania kultury i stosunków interpersonalnych w wyniku robotyzacji, pogoni za dobrami doczesnymi, wzrostem tendencji egoistycznych czy pogardy dla słabszych i przegranych. Papież wyprzedza tu myśl Jana Pawła II w tych kwestiach czyniąc to jednak jak się wydaje z innych przesłanek ideowych, bliższych lewicowo-liberalnemu opisowi świata. To jest zbyt progresywne i zawstydzające stanowisko dla aktualnie funkcjonujących w polskiej przestrzeni publicznej egzegetów nauki Kościoła. Przeczy jawnie obowiązującym dogmatom i sądom. Autor dokumentu dochodzi do wniosku, że niekiedy istnieją sytuacje ?tak niesprawiedliwie, że wołają o karę Bożą. Gdzie bowiem ludy całe pozbawione są koniecznych środków do życia znajdują się w takiej zależności od drugich, że nie mogą podejmować żadnej inicjatywy, dochodzić do odpowiedzialnych stanowisk, osiągnąć wyższego stopnia kultury, uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym ? tam łatwo rodzi się pokusa odparcia siłą krzywdy wyrządzonej godności ludzkiej?.
 
Liczni komentatorzy, religioznawcy, watykaniści czy publicyści w Polsce (np. S. Markiewicz, J. Turowicz czy M. Wrzeszcz) zajmujący się problematyką kościelną określali rozwój myśli katolickiej na podstawie analizy tego tekstu jako radykalną i stanowiącą inspirację dla ruchów skrajnych, które na przełomie lat 60. i 70. ub. wieku ujawniły się w łonie Kościoła katolickiego. Patrząc jednak racjonalnie, można także konkludować, iż nastroje wiernych, jej oczekiwania, ówczesna świadomość i zainteresowania wymusiły niejako takie stanowisko Pawła VI. Bo według słów św. Pawła z Tarsu Kościół ma być przecież ?Żydem wśród Żydów, a Grekiem wśród Greków?.
 
Pozostała warstwa wykładu tonuje co prawda radykalizm zacytowanych stwierdzeń, w dotychczasowym duchu katolickiej ?miłości bliźniego? i solidaryzmu klasowego, ale wymiar użytych słów pozostał i zasiał określone ziarna.
 
Przytoczone fragmenty encykliki i interpretacja myśli w nich zawartych okazały się - zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej - huraganem inicjatyw, pomysłów, działań i projektów. Z jednej strony odzwierciedlały nastroje społeczne rzesz katolików, a z drugiej - stanowiły wyjście naprzeciw tym oczekiwaniom i pobudzały do dalszych poszukiwań w teorii i praktyce tych działaczy, którzy identyfikowali się z tradycją lewicową, liberalną, modernistyczną, postępową. Najbardziej reprezentatywnym znakiem tej sytuacji stała się II sesja Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM) w Medellin (Kolumbia) w 1968 roku oraz atmosfera wokół tej konferencji. Klimat intelektualnych poszukiwań, próby praktycznych rozwiązań niezwykle skomplikowanej sytuacji społeczno-politycznej kontynentu latynoamerykańskiego (choć w zasadzie - jak pokazały czasy późniejsze ? dotyczyć to miało wymiaru globalnego) sprowadzić można było do tezy, iż analiza oparta o tradycyjną metafizykę, jak też i tak wychwalane po II wojnie światowej modne w kulturze Zachodu interpretacje, przeżyły się.
 
?Tradycyjne zaplecze scholastyki, także myśli egzystencjalnej i personalistycznej jest już niepewne. Nowe rubieże filozofii nie pojawiły się jeszcze na horyzoncie, także (...) teologia katolicka, a w szczególności dogmatyka i teologia fundamentalna, nie mają już filozoficznej podstawy wyjściowej?. Takie i podobne stwierdzenia czy konkluzje towarzyszące opublikowaniu encykliki, jak również wypowiedzi znaczących przedstawicieli teologii, filozofii, politologii czy religioznawstwa takich jak; J.B. Metz, H. Cox, J. Moltmann, R. Schaull czy J. Comblin skłoniły katolickich działaczy społecznych do interpretacji orędzia chrześcijańskiego w perspektywie polityczno-praktycznej, która to płaszczyzna interesuje człowieka najbardziej i określa jego zachowania oraz postawy. Na taki stan rzeczy dodatkowo nakładały się powszechne w owej epoce tendencje antyhierarchiczne, decentralistyczne, prowolnościowe, modna kontestacja dotychczasowej tradycji i postępująca we wszystkich wymiarach życia indywidualizacja.
 
Efektem tych zjawisk, trendów i procesów stały się inicjatywy określone później szerokim mianem ?teologii wyzwolenia? oraz ?Kościołem ubogich? (zwłaszcza w Brazylii, Peru, Kolumbii, Nikaragui i Salwadorze). W nich mieszczą się zarówno działalność ks. C. Torresa (w działalności praktycznej) - także dziwnie przemilczana - jak i rola arcbp. D.H. Camary (w sferze pastoralno-doktrynalnej). Te dwie osoby latynoamerykańskiego Kościoła stanowią o ?horyzontalnym ramieniu krzyża? niesionego przez wspólnotę katolików w Ameryce Łacińskiej w latach 60., 70. i początku 80. XX wieku do chwili pacyfikacji ruchu dokonanego przez kurię rzymską (Jan Paweł II i kard. J. Ratzinger). To także poniekąd spuścizna po Populorum progressio dziś przemilczana i usuwana w cień.
 
W związku z wydaniem Populorum progressio sekretarz generalny Konfederacji Chrześcijańskich Związków Zawodowych w Ameryce Łacińskiej E. Maspero wydał oświadczenie, w którym po słowach atencji, uznania i szacunku pod adresem autora encykliki wyznał, iż masy katolików latynoamerykańskich ?...uważają, iż zapewnienie rozwoju nie będzie możliwe bez zażartej walki przeciwko tym, którzy stworzyli i którzy utrzymują przyczyny nędzy?.
 
Konferencja w Medellin (otwarta przez papieża 23 lipca 1968 r.) i klimat stworzony wokół omawianej encykliki dały asumpt do wydania niezliczonej liczby publikacji, listów i enuncjacji. Dwa z nich są najbardziej charakterystyczne i symptomatyczne zarazem, oddają bowiem atmosferę tamtej epoki.
 
Jeden to ?List otwarty robotników Ameryki Łacińskiej do papieża Pawła?. Autorzy zgodnie z formułą przyjętą w kulturze latynoamerykańskiej zwracają się do papieża w drugiej osobie: ?Bracie Pawle? - piszą - ?czytaliśmy list Twój otwarty...? pt. Populorum progressio (tu następuje ocena treści zawartych w encyklice i stanowiska poszczególnych środowisk wobec problematyki poruszonej w dokumencie). Sygnatariusze piszą, że warstwy właścicieli ziemskich, kapitaliści, bankierzy i rządzący Ameryką Łacińską z nadania USA - ?uprzywilejowane grupy feudałów XX wieku? - nazywają Pawła VI w kontekście tekstu encykliki ?komunistą i wywrotowcem?, że posługują się od lat religią i Kościołem ?...dla usprawiedliwienia i umocnienia niesprawiedliwości, ucisku, prześladowań, wyzysku i morderstw dokonywanych na ubogich...?. W konkluzji tego wystąpienia znajdziemy słowa smutku i rozczarowania postawą wielu Latynosów mieniących się chrześcijanami, katolikami, ludźmi wierzącymi (predestynowanych z racji kanonów wyznawanej religii do jej doczesnej materializacji). ?Doświadczenie nauczyło nas, że nie można liczyć na ewangeliczną zmianę postawy możnych tego świata. Ubodzy ludzie i ubogie narody wiedzą, że mogą bardziej liczyć na samych siebie i na własne siły niż na pomoc bogatych...?.
 
Drugie stanowisko, noszące tytuł ?Dlaczego się nie zgadzamy", pozostające na antypodach prezentowanego wcześniej punktu widzenia (autorzy cytowanego wcześniej listu to działacze CLSC i FLC), reprezentuje środowiska radykalnej lewicujące, wręcz lewackie (w ramach katolicyzmu), posiłkujące się wyraźnie retoryką anarchistyczną i odwołujące się do praktyki rewolucyjno-marksistowskiej; ?Zapowiadana podróż papieża do Kolumbii (...) stanowi nową niespodziankę dla milionów biednych, uciśnionych braci naszego kontynentu. Sama obecność Pawła VI obok oligarchów i wyzyskiwaczy będzie ratyfikacją stosunków miedzy Kościołem a reakcyjnymi siłami kierowniczymi skupiającymi władzę wojskową i ekonomiczną...?. Następnie autorzy, wzorem latynoamerykańskich antyimperialistów ?gromią? w ostrych słowach USA i reakcyjne reżimy południowo-amerykańskie pozostające w zażyłych stosunkach z Waszyngtonem.
 
Jak widać encyklika Populorum progressio budziła olbrzymie emocje, spore zainteresowanie, stała się zaczynem wielu inicjatyw, pobudzała ferment intelektualny i określone działania takie wśród najszerzej pojmowanej lewicy. Warto powracać do tej encykliki także i dziś.
 
Autor artykułu jest religioznawcą, stałym współpracownikiem naszego czasopisma
 

Res Humana nr 2/2008, s. 23-25 i 31-32