Dziadów cz. V - czyli o wypędzaniu pogaństwa z polskiej szkoły

Autor: Marian Dziwisz
 

A kto prośby nie posłucha, W imię Ojca, Syna, Ducha! Widzicie Pański krzyż? Nie chcecie jadła, napoju? Zostawcież nas w pokoju A kysz, a kysz!
 
Pojawienie się w ustawie medialnej wymogu propagowania przez publiczna telewizję i radio wartości chrześcijańskich, stało się powodem skierowania jej do Trybunału Konstytucyjnego, podobnie jak zarządzenia ministra Edukacji Narodowej o wliczaniu oceny z religii do średniej. Tę drugą skargę Trybunał odłożył ad calendas Graecas, pewnie podobnie uczyni z tą pierwszą byle tylko nie narażać się niektórym hierarchom polskiego Kościoła katolickiego.
 
Ale, co dziwne, niewiele uwagi poświęca się w debacie publicznej procesowi przenikania treści religijnych do programów nauczania i wychowania młodzieży w szkołach polskich. Dlaczego? Bo o szkole dyskutuje się jedynie przy okazji jakiegoś wybryku uczniowskiego, maturalnego błędu CKE lub którejś z OKE, albo ewentualnych zmian w kanonie lektur. Tak jakby przyszłość Rzeczypospolitej oparta na uniwersalnych wartościach humanistycznych była nieważna.
 
Aby mieć pełniejszą orientację w poruszanej tu kwestii warto, jak sądzę poza dokumentami MEN (Pakiet szczegółowych rozporządzeń Ministra Edukacji Narodowej z dnia 15 lutego 1999 r. – zob.: Dz. U. n. 14 z dnia 23 lutego 1999 r. [w tym:] Ministerstwo Edukacji Narodowej, Reforma systemu edukacji. Projekt, Warszawa 1998 [a także:] Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 1 grudnia 1999 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego. Dz. U. RP n. 2 z 17 stycznia 2000 r. poz. 18) zapoznać się także z dokumentami Kościoła, wśród których podstawowym jest Dyrektorium Katechetyczne Kościoła Katolickiego W Polsce przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski i opublikowane w 2001 r. W punkcie 7 tego dokumentu czytamy:
7. Niepokój budzą propagowane, głównie w środkach społecznego przekazu, te tendencje obecne w kulturze i życiu społecznym, które podważają autorytet wychowawczy rodziców i nauczycieli w formacji młodego pokolenia oraz relatywizują tradycyjne wartości i zasady życia oparte na Ewangelii, tudzież oparty na nich system wychowania katolickiego. W ich miejsce proponuje się najczęściej różne formy liberalizmu etycznego, wyrosłego z widocznego już w Polsce nurtu dążeń laicystycznych i dechrystianizacyjnych, które podnoszą niejako do rangi prawa zasadę nadmiernego subiektywizmu w ocenie zachowań ludzkich, sytuacji i zdarzeń. Jest to szczególna forma sekularyzmu, który polega na autonomicznej wizji człowieka i świata, według której tłumaczy się on sam, bez potrzeby uciekania się do Boga. Upowszechnia się też takie rozumienie pluralizmu życia społecznego i tolerancji, w którym prawda i dobro nie są już podstawowymi kryteriami myślenia, wartościowania i działania. W obliczu takich zjawisk duszpasterze, katecheci i wychowawcy chrześcijańscy winni tym bardziej jasno i odważnie głosić prawdę o Bogu jako źródle prawa, będącego najpełniejszą gwarancją prawdziwego rozwoju świata i człowieka.
 
Czwarty rozdział Dyrektorium w całości jest poświęcony szkole i są w nim między innymi takie zapisy jak:
[….] Nauczanie religii nie sytuuje się wobec tych przedmiotów jako coś dodatkowego, lecz stanowi element koniecznego dialogu interdyscyplinarnego. Z tego powodu należy dążyć, na ile zezwalają i umożliwiają to cele katechetyczne, do skorelowania treści nauczania religii z treściami pozostałych przedmiotów szkolnych. Korelacja ta może przyjmować formę integrowania treści i celów wychowawczych lub uzupełniania pomijanych treści. Tam, gdzie to konieczne, nauczanie religii w szkole winno także przyjąć wobec nich funkcję polemiczną.
[…] 84. Nauczanie religii w szkole otwiera nowe możliwości ewangelizacyjne. Zwiększa bowiem zasięg odbiorców Dobrej Nowiny, zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli. Dzięki temu Kościół ma możliwość przezwyciężania stereotypów dotyczących wiary i życia religijnego, zwłaszcza tych, które głoszą prywatność religii i nieuchronność konfliktu wiary i wiedzy. W ramach nauczania religii w szkole należy podejmować zadania nowej ewangelizacji lub pre-ewangelizacji wobec osób nieochrzczonych lub nie mających kontaktu z Kościołem.
[….]. Obecność w szkole katechetów, zwłaszcza kapłanów i sióstr zakonnych, stanowi szansę dla rozwijania duszpasterstwa nauczycieli (podkr. – moje M.D.).
 
Zasady owej korelacji, czyli podporządkowania treści innych przedmiotów nauczanych w szkole wszechobejmującej katechetyzacji objaśnia ks. prof. Jan Szpet, kierownik Zakładu Wychowania Chrześcijańskiego na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu, konsultor Komisji Programowej do Spraw Podręczników i Pomocy do Nauki Religii przy MEN. W referacie wygłoszonym na sympozjum katechetycznym Wychowanie religijne u progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa w Opolu, w dniach 27–28 kwietnia 2001 r. stwierdził on. m.in.:
Zadaniem katechety i katechezy jest włączenie się w tworzenie programu wychowawczego szkoły oraz poszukiwanie możliwości korelacji, integracji treści nauki religii z przedmiotami i ścieżkami edukacyjnymi jako wyraz podjęcia zadań nakreślonych w Dyrektorium Ogólnym o Katechizacji, kiedy mówi się o korelacji i dialogu interdyscyplinarnym (DOK 73) oraz ducha reformy. Nauczanie religii w szkole nie sytuuje się obok tych dyscyplin (szkolnych) jako coś dodatkowego, ale jako element koniecznego dialogu interdyscyplinarnego. […] Wypełniając zadania szkoły, winna korelować, integrować treści kształcenia religijnego z kształceniem pozostałych przedmiotów. Działania takie mogą stanowić dla niektórych nauczycieli problem, gdyż mogą nie widzieć potrzeby integrowania wiedzy świeckiej jako jedynie naukowej z wiedzą religijną uważaną za irracjonalną. Korelacja musi być podjęta na centralnej płaszczyźnie podstawy programowej oraz programów poszczególnych szkół i nauczycieli. Jej zadaniem będzie zintegrowanie, pogłębienie treści, uniknięcie jednostronności, doskonalenie wyrażania myśli, logicznego argumentowania, przygotowanie do apostolstwa, umiejętności mówienia o Chrystusie i wierze w środowisku życia. Obszarami korelacji będą przede wszystkim takie przedmioty, jak: język polski, historia, biologia, filozofia, wiedza o społeczeństwie, etyka. Inna forma tej współpracy będzie miała miejsce w ramach realizacji międzyprzedmiotowych ścieżek edukacyjnych (podkr. moje – M.D.).
 
Korelacja z innymi przedmiotami szkolnymi i ścieżkami przedmiotowymi została przestawiona w dokumencie Podstawa programowa katechezy Kościoła katolickiego w Polsce. Katecheza wyznania i rozumienia wiary4. Wynika z niej, że jedynymi przedmiotami nauczania nieobjętymi uzgodnieniami treści nauczania z Dyrektorium są: matematyka, fizyka i chemia. Za ustalenie zgodności w MEN są odpowiedzialni kosultorzy, tacy jak ks. prof. Jan Szpet, czy też w zakresie języka polskiego i edukacji artystycznej prof. Sławomir Jacek Żurek z KUL. Tajemnicą poliszynela jest to, że w zespołach zatwierdzających programach nauczania i podręczniki pracują osoby duchowne, lub świeckie z uczelni katolickich rekomendowane przez władze Kościoła.
 
W nauczaniu języka polskiego i historii podporządkowanie treści wymogom Dyrektorium owocuje miedzy innymi eliminowania wszelkiego rodzaju „pogaństwa” oraz ocenianiem postaw bohaterów literackich, czy też postaci historycznych zgodnie z kryteriami etyki katolickiej, co niekiedy prowadzi do takich absurdów, jak pojawiające się w wielu opracowaniach stwierdzenie: Antygona kierowała się w swoim postępowaniu wartościami chrześcijańskimi. Czy można się temu dziwić, gdy dziś już nikogo już nie zaskakują zdania z podręczników do języka polskiego brzmiące niemal jak dogmaty: Kultura europejska posiada korzenie chrześcijańskie; Europejską wspólnotę kulturową tworzy przede wszystkim chrześcijaństwo, którego korzenie tkwią głęboko w „Biblii”, w kulturze judejskiej (żydowskiej); „Biblia” jest najstarszym źródłem kultury europejskiej. A oto cytat z wybranego, spośród wielu, podręcznika:
Mówimy często o tradycji starożytnej, zwanej też „antyczną” w niej zaś najpierw o tradycji biblijnej, ściśle zaś, tradycji Pierwszego Testamentu, zwanego też Starym Testamentem albo Starym Zakonem [….] Biblia, w niej zaś Pierwszy Testament jest także „naszym” – tzn. zarówno europejskim i polskim, bo chrześcijańskim, tekstem podstawowym. Zarówno w funkcji religijnej, jak i kulturotwórczej (Andrzej Borowski, Literatura polska i powszechna, Starożytność-Oświecenie. WL, Kraków 2002, s. 15). W tym samym podręczniku czytamy: Omówienie źródeł kultury europejskiej zaczniemy od Biblii, która powstała wcześniej niż dzieła kultury greckiej. Czyżby autor podręcznika nie miał wiedzy i świadomości, że Stary Testament był spisany w języku hebrajskim i aramejskim i przez wiele stuleci aż do III wieku przed naszą erą, był jedynie świętą księgą narodu żydowskiego? Czyżby nie wiedział, że Biblia została przełożona na język grecki dzięki wysiłkowi wielu ludzi (siedemdziesięciu), którzy doskonale znali dorobek bogatej kultury greckiej w tym dzieła Homera, wielu dramaturgów i poetów, jak też filozofów, bez czego przekład tak bogatego w treści i formy dorobku Żydów byłby niemożliwy. Czyżby nie był świadom, że bez przyswojenia owego dorobku, podobnie jak alfabetu zarówno greckiego a później łacińskiego niemożliwe byłoby późniejsze upowszechnienie Biblii wśród narodów europejskich. Dziwi więc pogarda do wszystkiego co przedchrześcijańskie, gdyż gdyby nie istniały wcześniejsze (etniczne) formy religii i kultury, to apostołowie chrześcijaństwa, dla których zresztą Stary Testament tylko w jakiejś mierze jest źródłem, mieliby poważny kłopot w szerzeniu nauki Kościoła.
 
Oczywiście możemy jeszcze spotkać programy nauczania języka polskiego i podręczniki, w których nauka o literaturze rozpoczyna się od antyku greckiego i rzymskiego. Stanowią one jednak mniejszość. Niemniej jednak i w nich powtarzane jest jak dogmat zdanie: Korzenie kultury i literatury europejskiej tkwią w chrześcijaństwie. Wbrew oczywistości historycznej, że owe korzenie są pogańskie, bo to na pogańskich pniach ludów żyjących w Europie zaszczepiono chrześcijaństwo i to zarówno to wschodnie (prawosławne, dla którego nie greka ani łacina, lecz języki narodowe były i są językiem modlitwy i literatury), jak też to zachodnie łacińskie, dla którego języki narodowe stały się ważne dopiero dzięki reformacji. O zasługach reformacji tak dla upowszechnienia Biblii w językach narodowych jak i dla rozwoju kultury odrodzenie niemal się nie wspomina.
 
W kolejnych podstawach programowych języka polskiego eliminuje się więc lektury i treści, które popadają w sprzeczność z zasadą nadrzędności wartości chrześcijańskich. Spór wokół kanonu lektur proponowanego przez Romana Giertycha, który przetoczył się w mediach, zaledwie, dotknął problemu, który jakby wraz z jego odejściem ze stanowiska ministra Edukacji Narodowej przestał istnieć. Tak się jednak nie stało.
 
Dziś już nikogo nie dziwi, że wśród lektur nie ma już ani Iliady ani Odysei Homera, z dramatów została Antygona Sofoklesa w gimnazjum i Król Edyp w liceum. Z bogatego dorobku literatury rzymskiej jedynie wybrane pieśni Horacego. W kanonie nie znajdziemy żadnych literackich świadectw o przedchrześcijańskiej kulturze. Nie ma nawet fragmentów powieści Kraszewskiego, Bunscha czy też fragmentów Kronik mówiących o tamtym czasie a nawet Pieśni Sobótkowych Jana Kochanowskiego. Niewiele pozostało z Mickiewiczowskich świadectw. A przecież to jego ballady ukazują jak kształtowało się patriotyczne przywiązanie do miejsc szczególnych, miejsc świętych, jakim były rzeki, gaje, jeziora takie jak Świteź. Ballady też ukazały, jak dawna takie jak Świteź. Ballady też ukazały, jak dawna wiara mieszała się i łączyła z nową – z chrześcijaństwem. Nawet balladę programową dla romantyzmu, jaką jest Romantyczność usunięto z podstawy programowej aż do 2009 roku. Z bogatego dorobku Mickiewicza w całości ocalał w podstawie Pan Tadeusz, ale Dziady już nie miały takiego szczęścia, no bo jak tu pogodzić z chrześcijańskim wartościami ich część IV, w której Upiór-Pustelnik-Gustaw przedkłada wolną, szczęśliwą miłość ponad małżeństwo, lub też domaga się od księdza przywrócenia obrzędu dziadów. Pozostała więc Dziadów cz. III, z której najważniejsze jest Widzenie Księdza Piotra i idea mesjanizmu przeciwstawiana idei grzesznego prometeizmu.

To nieważne, że nie znając Dziadów cz. IV uczniowie nie będą mieli zielonego pojęcie o tym dlaczego w celi Gustaw zmienia się w Konrada, ani też o tym czego dotyczy scena IX Noc Dziadów, która łączy w całość wszystkie części dramatu i wyjaśnia tajemnicę ich głównego bohatera.
 
Jeszcze większego pecha ma twórczość Juliusza Słowackiego. Owszem w gimnazjum znalazła się Balladyna. W podstawie programowej do liceum na lata 1997–2006 mamy jedynie: wybrane sceny z dramatów romantycznych (J. Słowackiego, Z. Krasińskiego) z jakich dramatów i które sceny nie wskazano. Naprawiano więc te niedopatrzenia w podstawie na następne lata i wskazano na: Kordiana: akt I, Akt II, akt III Sc. 5 i 6 oraz Nie-Boską komedię Zygmunta Krasińskiego część I, część II (scena w obozie rewolucji), część IV (scena w obozie arystokracji i scena finałowa). W. Gombrowiczowi też nie uszło na sucho, bo, owszem, w kanonie znalazła się kontrowersyjna w czasach R. Giertycha Ferdydurke, ale ograniczona do rozdz. II, III i od VI do XII i XIV. Czym należy wyjaśniać, co było powodem takiego okaleczenia arcydzieł literatury polskiej?! Kto zna te utwory odpowie sobie bez trudu.
 
Warto jednak podać chociaż jedną wymowną przyczynę np. wyrzucenia z lektury Kordiana J. Słowackiego Przygotowania. Zaiste powodem było to, że biorą w nim udział Czarownice, Diabli, Szatan, Mefistofel, ale przede wszystkim znajduje się opis zegara dziejów (czyli europejskiego procesu dziejowego) zaprezentowany przez Astarota. Ze względu na jego trafność warto go przypomnieć:
 
ASTAROT
Wszystkie koła, wszystkie druty
Całe, rdza wieków nie trawi;
Godzinnik z hostii, co dławi,
Po nim żądło Lewiatana
Przez wieki wieków się toczy,
Na dnie wskazuje ząb smoczy,
Na godziny żądło osy;
I odtąd trawa nieprzerwana
Włosień siwa z kós szatana,
Któremu zbielały włosy
Od strachu, gdy grom z obłoku….
Pamiętacie?.... A sprężyna
Z ojczyzny Tela, Kalwina
Na ludzkim wsadzona oku,
Chodzi jak na dyjamencie.
W kółek i sprężyn zamęcie
Zamknięta grzesznika dusza
Kurant po kurancie jąka.
Noga kossacza pająka
Wszystkie sprężyny porusza
Jak wahadło….
 
Juliusz Słowacki, Kordian [w:] Utwory wybrane, PIW, Warszawa 1964, T. I, s. 436-437
 
Zapoznanie się z Dyrektorium… i jego wpływem na treści nauczania w polskiej szkole dowodzi, że Godzinnik z hostii skutecznie dławi wszystko to co jest niezgodne z wartościami chrześcijańskimi a młyny kościelne nie tylko wolno, ale także okrutnie mielą.

Autor tekstu jest doktorem nauk humanistycznych, filozofem i polonistą.
 
 
Res Humana nr 4-5/2009, s. 36-39