Watykan – polskie duchowieństwo – III Rzesza

Autor: Eugeniusz Guz
 

Zaprogramowana eksterminacja narodu polskiego, przede wszystkim inteligencji, nie ominęła duchowieństwa. Ono również znalazło się wśród więzionych i rozstrzeliwanych. Spełnianie przez Kościół powinności duszpasterskich w języku polskim zostało drastycznie ograniczone, a na ziemiach wcielonych do Rzeszy zakazane. Prymas Polski kardynał August Hlond ledwie postawił stopę na ziemi włoskiej, zaczął głosić ponurą prawdę o sytuacji Kościoła katolickiego pod niemiecką okupacją. Raporty podobne nadchodziły z różnych stron, i było oczywiste, że Pius XII – aczkolwiek chciał pozostawać z Rzeszą w stosunkach jak najlepszych – nie mógł całkowicie ignorować informacji dochodzących z Polski.
 
Archiwa hitlerowskiego MSZ (Hitlerowskie AA Politische Abteilung Heiliger Stuhl 3 Polen czerwiec 1936 – styczeń 1940, Pol III, Inland I D Kirche 3 1940–1944. Buero des Staatssekretärs, T. 5 Krieg) zawierają rejestr watykańskich interwencji i korespondencję z władzami niemieckimi o sytuacji Kościoła w Polsce pod niemiecką okupacją. Z pewnością nie jest to rejestr pełny, lecz wystarczająco bogaty, by uprawniać do pewnej konkluzji. Co rzuca się w oczy, przy wertowaniu tej dokumentacji? Stosunkowo rzadkie, w zestawieniu z ogromem zbrodni, a przy tym nieśmiałe, ostrożne interwencje watykańskie. Raczej zapytania niż interwencje. Z drugiej zaś strony kluczenie władz niemieckich w odpowiedziach i nie przejmowanie się zbytnio watykańskimi dociekaniami.
 
1.
 
Pierwsze nieśmiałe pukanie Stolicy Apostolskiej do berlińskich drzwi nastąpiło 17 października 1939 roku, a więc praktycznie miesiąc po opuszczeniu kraju przez najwyższe władze Rzeczypospolitej. Nuncjusz berliński Cesare Orsenigo odwiedził zastępcę ministra spraw zagranicznych Ernsta von Weizsäckera pytając, czy władze niemieckie zezwoliłyby emisariuszowi Watykanu odwiedzać tereny okupowane, by prowadzić działalność charytatywną. Sugerował przy tym chęć skierowania tam dotychczasowego nuncjusza papieskiego w Warszawie Filippa Cortesiego. Ernst von Weizsäcker sporządził po tej rozmowie notatkę, w której czytamy: „Ponieważ nuncjusz przedstawił chęć wysłania Cortesiego jako pomysł papieski, powiedziałem na zakończenie rozmowy, że przez wzgląd na ten fakt, nie chcę odpowiedzieć z góry „nie” i przekonsultuję jego sugestię. Prawdopodobnie jednak odpowiemy, że zadanie to powierzyć należałoby duchownym niemieckim”.
 
msza święta z udziałem SA
 
Streszczenie rozmowy Weizsäcker uzupełnił refleksją: „Sądzę, że w ciągu kilku dni będziemy musieli odpowiedzieć nuncjuszowi uprzejmie, lecz odmownie”.
 
Tego samego dnia, 17 października, do Berlina depeszował ambasador Rzeszy w Watykanie, Diego von Bergen, informując, że rozmawiał o powyższej sprawie z sekretarzem stanu, kardynałem Giovannim Battistą Montinim. Wskazywałoby to na skoordynowane działanie Watykanu.
 
24 października 1939 doszło do skutku kolejne spotkanie Weizsäckera z nuncjuszem, po którym zastępca Ribbentropa zanotował: „Podczas dzisiejszej wizyty nuncjusz sam, z własnej inicjatywy, zrezygnował z podróży Cortesiego na dawne tereny polskie”, zdając sobie sprawę, że jej nie wygra.
 
29 listopada 1939 roku nuncjusz odwiedził berlińskie MSZ ponownie, prosząc o umożliwienie przedstawicielowi watykańskiemu wjazdu do okupowanej Polski. Ściślej tylko do GG. Rozmówcą jego był podwładny Weizsäckera, Ernst Woermann, dyrektor departamentu politycznego. Nuncjusz przypomniał, że przed 3 tygodniami wystąpiono o wizę dla sekretarza nuncjatury, lecz dotąd odpowiedzi brak, podczas gdy wiadomo, że inne osobistości otrzymały prawo wjazdu na teren GG. „Prosi więc ponownie o wydanie zgody na podróż”.
 
Lekceważący stosunek Berlina do watykańskich interwencji i próśb widoczny jest tutaj jak na dłoni. Sprzeczny był ponadto z konkordatem Watykan – III Rzesza: zabraniano bowiem wstępu także na tereny wcielone do Rzeszy, a więc traktowane już przez nazistów jako integralna część Niemiec. Wielotygodniowe zabiegi nuncjusza skończyły się na tym, że przedstawicielowi Watykanu pozwolono w końcu udać się na 3 dni do Warszawy, by zlikwidować archiwum nuncjatury. Polska była chyba jedynym katolickim krajem w Europie, do którego Watykan w czasie wojny nie miał bezpośredniego dostępu, ani na teren GG, ani na ziemie wcielone do Rzeszy.
 
2.
 
Kolejny kompleks spraw, na które archiwalia hitlerowskie rzucają nieco inny snop światła, niż dostrzegany u nas, to interwencje z powodu aresztowań polskich biskupów. Przeważnie były to nie tyle interwencje w dosłownym tego słowa znaczeniu, ile powściągliwe dopytywania o losy aresztowanych. Niemcy ze zrozumiałych względów kluczyli w odpowiedziach, sami zresztą nieraz dokładnie nie wiedząc, jak się rzeczy mają. MSZ zdane było na wyjaśnienia gestapo i SD, a ci robili swoje, nie chcąc, z uwagi na kompromitującą materię, wtajemniczać jeszcze hitlerowskich dyplomatów.
 
Pod datą 24.10.1939 r. znajdujemy notatkę Weizsäckera: „Nuncjusz opowiadał mi dzisiaj, że jego audytor dowiedział się od dr Otto, podczas niedawnej podróży dyplomatów do Warszawy, że z dużej liczby księży katolickich aresztowanych w Warszawie, większość została zwolniona. Niemniej 10 księży trzymanych jest jeszcze w więzieniu. Nuncjusz prosił o powiadomienie, czy tych 10 ostatnich również nie można by uwolnić”.
 
Jest to wiele mówiąca notatka. Wynika z niej bowiem, że z podróży dyplomatów do Warszawy, zorganizowanej przez MSZ, wyłączono nuncjusza watykańskiego, chociaż stanowił on część składową korpusu dyplomatycznego. Nuncjusz berliński zmuszony był prosić osoby trzecie o wiadomości dotyczące okupowanej Polski. Informacje udzielone dyplomatom jako poufne przez hitlerowskich rozmówców w Warszawie, okazywały się wyjaśnieniami fałszywymi, obliczonymi na uspokajanie i neutralizowanie protestów. Z relacji Weizsäckera wynika, że nuncjusz „kupił” informację dotyczącą polskich księży, wziął ją za dobrą monetę, redukując cały problem martyrologii polskiego duchowieństwa do 10 osób trzymanych jeszcze w areszcie, mimo że Watykan dysponował już wówczas innymi sygnałami.
 
Na pytanie MSZ o aresztowanie polskich księży, szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa przekazał 14 listopada 1939 roku następującą odpowiedź: „Prawdą jest, że większość przejściowo aresztowanych w Polsce księży katolickich została w tym czasie wypuszczona na wolność. Co się tyczy nielicznych, przetrzymywanych jeszcze w areszcie, to ważne powody przemawiają na razie przeciwko ich zwolnieniu”. Policja okłamywała więc własne MSZ, bagatelizowała problem. Tymczasem wówczas szalał już terror połączony z totalną germanizacją życia kościelnego na wcielonych do Rzeszy terenach Pomorza, Poznańskiego i Śląska, co nie znalazło odbicia w interwencjach nuncjusza berlińskiego.

A przecież Stolica Apostolska mogła, jeśli już nie publicznie, to przynajmniej w wewnętrznej, poufnej korespondencji i w rozmowach z hitlerowskimi dygnitarzami, piętnować cierpienia i bezprawie, jakiego doznawało polskie duchowieństwo. Pierwsza interwencja nuncjusza apostolskiego w Niemczech w sprawie aresztowania polskich biskupów nosi datę 6 grudnia 1939. Czytamy tam: „Według wiadomości uzyskanych przez Stolicę Apostolską, aresztowani zostali Jego Ekscelencja biskup Lublina Marian Fullman oraz biskup-sufragan Władysław Góral. Aresztowanym miał być również biskup siedlecki – Kotowski. (Nazwisko błędne, chodziło o biskupa Czesława Sokołowskiego – przyp. EG). Przedkładając tę notę 7 grudnia nuncjusz określił sprawę jako bardzo pilną”.
 
Jedna z notatek Weizsäckera, nosi datę 14.12.1939 r.: „Nuncjusz znów dopytywał się u mnie dzisiaj o los dostojników katolickich i duchownych aresztowanych w Lublinie. Odpowiedziałem mu, że nie mam jeszcze urzędowej i dokładnej odpowiedzi. Według informacji, jakie doszły mnie nieoficjalnie, aresztowano biskupa Lublina, biskupa-sufragana i ok. 13 księży. Najwidoczniej w ich mieszkaniach znaleziono broń. Można także przyjąć, że wśród aresztowanych znajduje się biskup siedlecki. O wyrokach śmierci, jakie już zapadły, nuncjuszowi nic jeszcze nie mówiłem. Obiecałem mu dalsze informacje, skoro tylko otrzymam coś urzędowo. W odpowiedzi nuncjusz wystąpił z prośbą, by wolno mu było nawiązać kontakt z którymś z duchownych diecezji lubelskiej lub najlepiej z aresztowanym biskupem i niezależnie od prawno-karnego biegu sprawy ustalić, co będzie z dalszym kierowaniem diecezją. Pragnąłby uczynić co można, aby zapewnić diecezji opiekę duszpasterską. Na ostatnią prośbę nie zareagowałem. Proszę jednak (w duchu dzisiejszej narady dyrektorów) o dalsze wyjaśnienie sprawy i zakomunikowanie mi wyników”.
 
19 grudnia 1939 r. znajdujemy informację, że nuncjusz berliński bezskutecznie dopytywał Woermanna o los aresztowanych. Dowiadywał się o możliwość świadczenia przez Watykan pomocy charytatywnej Polakom i dopominał o zgodę na wysłanie do Krakowa przedstawiciela Watykanu. Odpowiedź Berlina była bądź negatywna, bądź żadna.
 
12 stycznia 1940 roku nastąpiła kolejna interwencja bez jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony Niemców. Wynika z niej, że 2 stycznia 1940 roku nuncjusz pytał o losy biskupów: Tomczaka z Łodzi, A. J. Nowowiejskiego z Płocka i wikariusza generalnego Michała Kozala z Włocławka. Niemcy znów udali głuchych, nie zorientowanych, nie poinformowanych. Trudno o bardziej arogancki przejaw lekceważenia interwencji watykańskich. Berlin wykorzystywał znaną słabość Piusa XII do III Rzeszy. Wsparta o fundament antyradziecki, Stolica Apostolska wychodziła Berlinowi naprzeciw, chociażby w sprawie nominacji gdańskiego biskupa Carla Marii Spleeta, pozwalając na przejęcie przezeń władzy duchownej na wcielonych do Rzeszy terenach Pomorza. Krzywiła się także na działalność demaskatorską Prymasa Polski, zamykając mu dostęp do rozgłośni watykańskiej. Nie znajdujemy śladu interwencji w sprawie biskupów: Bieńka, Adamskiego, Dymka czy Dominika. W „Osservatore Romano” ukazała się wprawdzie wiadomość o zgonie biskupa Leona Wetmańskiego, lecz bez wnikania w okoliczności. O rozstrzeliwaniu polskich księży znajdujemy wzmiankę 2 marca 1943 roku w nocie kardynała Maglioniego do Ribbentropa. Jak na martyrologię polskiego duchowieństwa trochę to mało.
 
3.
 
Po jednej z wizyt w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy pracownik MSZ zredagował dla przełożonych następującą notatkę z przebiegu rozmów: „Ustnie zakomunikowano mi co następuje: biskup Leon Fullman i biskup-sufragan Władysław Góral znajdują się obecnie w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Wraz z liczniejszą grupą księży zostali aresztowani, ponieważ podczas rewizji znaleziono broń. Ilości broni i amunicji nie były zresztą bardzo duże. Zgodnie z obowiązującymi ustawami zostali oni skazani na karę śmierci, lecz ułaskawiono ich w wyniku interwencji Reichsführera SS. W Sachsenhausen wspomniani biskupi podlegają wprawdzie ogólnie obowiązującym przepisom obozowego regulaminu, jednakże są zwolnieni z pracy przymusowej i oddzielnie zakwaterowani. Co się tyczy administratora biskupstwa siedleckiego, to Głównemu Urzędowi Bezpieczeństwa nic o nim nie wiadomo. Nie jest jednak wykluczone, że i on został aresztowany”.
 
Jak na poufną, dziwna to informacja. Według stanu z połowy stycznia 1940 roku, aresztowano ponoć tylko dwóch biskupów i kilkunastu księży. Nie podaje się nawet ilu. Czyżby u każdego z nich znaleziono broń? Absurd. Sam urzędnik zaznaczył, że broni było niewiele. Biskup siedlecki zagubił się w tej informacji jak igła w stogu siana. A przecież urzędnik MSZ uprzedzał o celu swej wizyty. Funkcjonariusz bezpieczeństwa przedstawił mu niechlujną dokumentację, załatwiając go na „odczepnego”. Lekceważenie interwencji Watykanu było uderzające.

Pod wpływem kolejnej noty z 2 lutego 1940 roku von Weizsäcker 8.02.1940 roku zwrócił się do samego Reichsführera SS Himmlera o wyjaśnienie, uzasadniając, że nuncjusz nachodzi go bezustannie, lecz on musi odsyłać go za każdym razem z kwitkiem, bo nic nie wie o sprawach, z jakimi do niego się zwraca.
 
5.12.1940 roku do MSZ wpłynęło pismo od samego Reinharda Heydricha, szefa Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, jako odpowiedź na interwencje MSZ z 9 i 18 stycznia 1940 roku, pismo będące następstwem „pytań nuncjusza o losy dostojników katolickich”. Czytamy: „Biskup Jasiński z Łodzi wygłosił 5.09.1939 roku w rozgłośni łódzkiej antyniemieckie przemówienie do ludności, wzywając cywilów do obrony. Znany on jest od dawna jako jeden z największych podżegaczy antyniemieckich. Trzeba było liczyć się z tym, że po wkroczeniu wojsk niemieckich zostanie on jednym z najważniejszych przywódców polskiego ruchu oporu. Dlatego musieliśmy nałożyć nań obowiązek powstrzymywania się od wszelkiego kontaktu z ludnością i nie wychodzenia z domu.
 
Biskup-ordynariusz Tomczak, który spędził kilka dni w areszcie, został z tych samych względów objęty również identycznymi decyzjami co biskup Jasiński. Jeśli chodzi o losy biskupów z Płocka i Włocławka, informację przekażę jeszcze oddzielnie. Jednocześnie uważam, że nuncjuszowi należałoby zwrócić uwagę, iż arcybiskup Hlond, który uciekł z Polski, prowadzi antyniemiecką działalność. Dopóki Watykan nie oświadczy jednoznacznie, że arcybiskup Hlond został pozbawiony swojej funkcji w Polsce i dopóki nie spowoduje zaprzestania przezeń aktywności antyniemieckiej, dopóty nie należy dawać Stolicy Apostolskiej jakiejkolwiek obietnicy, że stworzymy jej możliwości współpracy z polskim duchowieństwem” (na okupowanych terenach – przyp. EG).
 
Ostatnią informacją o losach biskupów polskich, jaką znalazłem w archiwaliach hitlerowskiego MSZ, jest pismo szefa Policji Bezpieczeństwa z 15 grudnia 1944 r. skierowane do MSZ jako odpowiedź na zapytanie z 4 listopada 1944 r. Policja potrzebowała aż 6 tygodni, by przekazać skąpą informację, że biskup Kozal „z powodu szowinistycznej i fanatycznie wrogiej Niemcom postawy został 15 lutego 1941 r. aresztowany i skierowany do obozu koncentracyjnego Dachau. Zmarł tam 26.01.1943 r. na tyfus. Biskup Góral aresztowany został 25 listopada 1939 r. Skazany na śmierć za posiadanie broni, następnie ułaskawiony przez Reichsführera i 4 grudnia 1939 r. skierowany do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, gdzie przebywa do dziś”.
 
Wszelkie prośby Watykanu dotyczące skierowania kogokolwiek do Polski, nawet sióstr zakonnych, Berlin załatwiał odmownie. Powód był zrozumiały. Chodziło o uniknięcie dodatkowych świadków wydarzeń, jakie miały miejsce w Polsce. Nie chciano, by ktokolwiek mógł potwierdzić prawdziwość tego, co w Rzymie przedstawiał na przykład prymas August Hlond.
 
Berlin uważał, że neutralność Watykanu obliguje go do nietolerowania żadnych przejawów antyniemieckiej działalności polskiego duchowieństwa, którą sobie zresztą często zmyślano. Tolerował jednak neutralność jednokierunkową, w duchu dla siebie korzystnym, a wszystko inne nazywano jej łamaniem. Zniknięcie kardynała Hlonda z Watykanu wytrąciło hitlerowcom z ręki kartę przetargową (dostęp do Polski jedynie za cenę zdetronizowania kardynała Hlonda), lecz mimo to nadal wzbraniano emisariuszom watykańskim wszelkich kontaktów z Polską. Hlond przeniósł się z Watykanu na teren rządu Vichy, czując, że poprzez swoje wystąpienia antyniemieckie staje się dla otoczenia kłopotliwy.
 
4.
 
Kazimierz Papée, ambasador Polski w Watykanie, bardzo krytycznie, negatywnie, ocenia ówczesny stosunek Stolicy Apostolskiej do spraw polskich.
 
J. Sobczak, który prezentuje dowody w „Przeglądzie Zachodnim” (1980, nr 2) pisze: „Gdy wysłane z tego powodu, w ciągu listopada i grudnia 1939 roku, do Watykanu liczne protesty rządu polskiego na emigracji pozostawały bez skutku, ambasador udał się 18 grudnia w tej sprawie do sekretarza stanu kardynała Maglione, który z nie ukrywaną ironią odpowiedział, że Niemcy potrafią wszystkiemu zaprzeczyć”.
 
Nasuwa się pytanie, czy papież w ogóle dostrzegałby cierpiącą Polskę, gdyby nie napływające z różnych stron informacje, naciski, błagania, aby Pius XII wziął sobie los Polski do serca. Przecież do nielicznych zresztą gestów publicznych na rzecz Polaków trzeba było papieża usilnie zachęcać. Czynili to polscy duchowni i dyplomaci, rząd emigracyjny i inni ludzie przybywający z kraju.
 
Interesująca i bardzo prawdopodobna jest opinia ambasadora Jana Gawrońskiego, uczestnika audiencji dla Polaków z 30 września 1939 roku. Według niego „sens wywodów Pacellego był straszliwy w ich wymowie. Pacelli uznał, że klęska Polski jest ostateczna i wzywał Polaków, by się z nią pogodzili”. W wyniku zabiegów generała Zakonu jezuitów Włodzimierza Ledóchowskiego, drukowana wersja wystąpienia papieża została odpowiednio złagodzona.
 
Wersja Gawrońskiego wydaje się całkiem logiczna, ponieważ i inni watykaniści odnotowują wypowiedzi dostojników Kurii Rzymskiej, że bez względu na to jak konflikt światowy się zakończy, Polska już nie odrodzi się. Głośne wystąpienie wigilijne papieża z 1939 roku zawierało pięciopunktową koncepcję przywrócenia pokoju, jednakże na bazie monachijskiego rozwiązania spraw Polski. Dopiero gdzieś od połowy 1943 roku, gdy papież przekonał się, że płaci hitlerowcom bez najmniejszej wzajemności, a w okupowanych krajach krytyka jego stronniczej postawy narasta, zaczął ostrzej reagować na zbrodnie Rzeszy. W miarę jak szanse wojenne Rzeszy malały, Watykan bardziej ujmował się za cierpiącymi Polakami.
 
Na zdjęciu: Egzekucja SS-manów z Dachau
Dachau pełnił funkcję m.in. głównego obozu dla duchownych z Kościołów chrześcijańskich, zarówno katolickich jak i protestanckich. Wedle szacunków Kościoła katolickiego, ok. 2900
zakonników (w tym 1773 z Polski),  diakonów, księży i biskupów katolickich zostało zesłanych do Dachau. źródło:
Wikipedia
 
W drugiej wojnie światowej zginęło 2647 polskich księży zamordowanych bądź zmarłych w hitlerowskich więzieniach i obozach. Prześladowania księży w innych krajach nie wytrzymują żadnego porównania z martyrologią polskiego duchowieństwa.
 
Fragment książki „Nieznane fakty i tajemnice Września 1939”, która ukaże się nakładem Wyd. Bellona.
 
 
Res Humana nr 4-5/2009, s. 31-35