Rozważania  o  Europie  (esencja pojęcia)
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 
 
Hic  habitat  felicitas*
(łac.) = tu mieszka szczęście

Dzisiejsza sytuacja w jakiej znajduje się Europa i Unia Europejska (choć to nie są na pewno tożsame pojęcia) zmusza do głębokiej refleksji nad tym czym jest w II dekadzie XXI wieku tzw. ?europejskość?. Jak ją zdefiniować i urzeczywistniać.

*          *          *

Europa była córką Agenora, władcy fenickiego miasta Sydon. Jak pisze Jan Parandowski w MITOLOGII (kwalifikując mit o Europie do tzw. ?Legend tebańskich?) była to najpiękniejsza, najseksowniejsza ? jakbyśmy dziś powiedzieli ? kobieta na Ziemi. Rzecz gustu i pojęcia piękna?? Lubiła spacery nad morzem, zbierać kwiaty, tańczyć, bawić się. Wiodła więc żywot młodej, pięknej, beztroskiej (zapewniał jej to zapewne status jej ojca) osoby. 50, 60 lat temu nad Wisłą byśmy powiedzieli o niej i jej towarzystwie; bananowa młodzież.

Razu pewnego na łące nadmorskiej spotkała białego Byka. Miał lśniącą sierść, rozłożyste i nadobne rogi, był wypasiony, buńczuczny, hardy, ale jednocześnie stąpał lekko i delikatnie, nie gniotąc trawy, ziół i kwiatów na łące. Z zaciekawieniem i sympatią został otoczony Byk przez Europę i jej fraucymer (Byk jak wiemy w tamtej, bliskowschodnio-lewantyjskiej kulturze symbolizował męskość, płodność, jurność, dawanie życia i satysfakcji seksualnej ? dziś mówimy w tym kontekście o kulturze czy syndromie macho). Parandowski opisuje doskonale ? i taktowanie (jak na owe czasy gdy tworzył swoją MITOLOGIĘ) ? igraszki dziewcząt z Bykiem. Oplecionego wieńcami kwiatów, obłaskawionego Byka-albinosa, dosiada Europa: kroczą przez łąkę, a fraucymer bawi się wokoło, tańczy, weseli się (ta sekwencja, z kobietą dosiadającą symbolu płodności, męskości, seksu ? byk, koń, słoń ? powtarza się wielokrotnie w kulturze europejskiej, a nawet indoeuropejskiej: ot choćby doroczny przejazd ulicami angielskiego Coventry konno przez nagą Lady Godivę).

Byk z dziewczyną na karku jednym gigantycznym susem skoczył do Morza Śródziemnego i popłynął unosząc w siną dal zaskoczoną, przerażoną (lecz może tylko pro forma, dla zachowania twarzy przed fraucymerem ? bo tak wypadało i było przyjęte), ale może i zadowolą de facto Europę.

Był to Zeus, mężczyzna w sile wieku, dojrzały, bóg bogów, pan wszechrzeczy, który (jak to często u panów w tym wieku)  zakochał się bez pamięci w pięknej Europie, postanowił ja porwać i zniewolić. Posejdon ? władca mórz i oceanów ? wygładził tak taflę wody, iż Byk z Europą na grzbiecie mógł spokojnie żeglować ku północy. Nereidy na delfinach otoczyły parę towarzysząc im jako orszak, a Afrodyta ? stojąc  w olbrzymiej muszli ciągnionej przez trytony obsypywała Europę kwiatami i darzyła ją wonnościami.  Płynęli na Kretę, gdzie Zeus dla swej oblubienicy wybrał i przygotował w olbrzymiej i przepięknej grocie kryjówkę oraz miejsce miłosnych uciech. Przed grotą stał olbrzymi, rzucający cień i maskujący wejście, rozłożysty klon??.

*          *          *

Wiemy więc czym mityczna Europa była. Kultura rzymsko-hellenistyczna (tak jak limesy Imperium Rzymskiego) zatrzymuje się w I tysiącleciu nowej ery na Renie i Dunaju. Oddziaływanie ? w formie peryferyjnej, luźnych wpływów kulturowych (świadczą o tym dość liczne artefakty archeologiczne znajdowane na wschód i północ od tych rzek) ? sięga jeszcze w Europie Środkowej Łaby, na Bałkanach dotyczy to tzw. Dacji. Dalej w głąb kontynentu te echa są coraz słabsze. Próbom podbojów krain i terenów między Renem a Łabą oraz ich kolonizacji na kształt np. Galii czy Wysp Brytyjskich, kres ostateczny położyła klęska legionów rzymskich w 2 w. n.e. w tzw. Lesie Teutoburskim (łac. Teutoburgensis Saltus). To pasmo niewysokich wzgórz ciągnące się na północ od dzisiejszego miasta Bielefeld między rzekami Wezerą, a Ems w zachodnich Niemczech. Legiony  rzymskie - XVII, XVIII, XIX - zostają rozgromione, ginie ponad 20 000 legionistów, a ich wódz - Publiusz Kwintyliusz Warus popełnia ze sromoty samobójstwo. Numery tych legionów nigdy już w historii Rzymu nie zostają powtórzone z racji rozmiarów blamażu oręża rzymskiego, hańby i utraty symboli legionowych. Klęskę zadają Rzymianom połączone siły germańskich plemion (podstawę stanowią Cheruskowie) w liczbie ok. 40 000 pod dowództwem Arminiusa.

Ponad 700 lat później w pobliżu tego samego miejsca Karol Młot gromi Sasów, podporządkowując ich władzy Franków. Imperium jego wnuka Karola Wielkiego swym maksymalnym  zasięgiem opiera się o rzekę Łabę. Na wschód i północny-wschód od niej są to już terytoria opanowane przez plemiona Słowian.

Ciekawostką niech będzie informacja ? aspekt ów podnosi wielu autorów polskich i zachodnich ? iż na Łabie de facto (z niewielkimi korektami) od roku 1945 do 1990 przebiegać będzie, granica między Zachodem, a Wschodem, wedle pojałtańskiego podziału ideologiczno-systemowego (tak jak daleko na Zachód sięga NRD i faktyczna obecność Armii Radzieckiej).

Ten podział w zasadniczym kontekście widać nawet dziś, kiedy to Unia Europejska sięgnęła Narwy, Jeziora Pejpus, Bugu i Prutu. Dotyczy to latynizacji kultury w formule wdrożenia prawa rzymskiego, jego rozumienia oraz stosowania się do niego przez mieszkańców tych regionów, rozwoju form feudalizmu a następnie -kapitalizmu oraz wynikający z tego charakteru gospodarki (chodzi o schemat folwarczno-rolno-ziemiański funkcjonujący na wschód od Łaby ? Prusy, I RP, Węgry ? oparty o autarkiczną strukturę organizacji produkcji lub eksport nisko przetworzonych produktów i związane z tym zapóźnienie cywilizacyjno-innowacyjne), a co za tym idzie ? określoną strukturę społeczną, styl sprawowania władzy, stosunki interpersonalne, mentalność etc. Ten wpływ i to piętno kultury rzymsko-hellenistycznej, tak jak w pierwszych wiekach nowej ery powoli rozmywają się, glajchszaltują się, nikną, popieleją w tych otwartych, niczym nieograniczonych przestrzeniach biegnących na wschód od Łaby, nie poprzecinanych już aż po Ural żadnym znaczącym pasmem górskim. Teren jest płaski, równy, od czasu do czasu zaburzony polodowcowym krajobrazem obfitującym we wzgórza, jeziora i piaszczyste ozy. Zanik tego piętna rzymsko-helleńskości porównać możemy do echa jakie słyszy wędrowiec zmierzający na Wschód, ku Azji. I znika, ginie, zatraca się on (a z nim owo echo) w stepach Kazachstanu, Mongolii, Chin czy bezkresnej (zdawałoby się) Syberii.

Lecąc samolotem z Abakanu do Moskwy (ze Wschodu ku Uralowi czyli w kierunku odwrotnym w jakim podąża nasz wspomniany i hipotetyczny wędrowiec), mając doskonałą widoczność widziałem te przestrzenie, te odległości, ten bezkres. I doświadczałem tego uczucia zupełnie odmiennego od europejskich: tu co chwila jest granica ? umowna bądź nie, ale mamy ją ?w głowach?, w językach, w kuchniach, w świadomości: tam przestrzeń i poczucie bezkresu glajchszaltuje wszystko. Przestrzeń i czas, czas i przestrzeń. I pulsująca przyroda ?

Te regiony, na wschód od Łaby i na północ od Dunaju służyły zawsze Zachodowi jako zaplecze surowcowo-rolne, stanowiąc przy okazji bazę dla najemnej i taniej siły roboczej (sezonowej lub czasowo-ograniczonej). Uboższe, zapóźnione cywilizacyjnie ? z racji trwania gospodarki folwarcznej ? bez potencjału twórczej myśli (np. technicznej czy w przedmiocie idei), traktowane były jako typowe półkolonie. Czy dziś wiele osób z tych regionów nie ma takiego poczucia, mimo przynależności do gigantycznie powiększonej Unii Europejskiej? Czy czasem nie stąd biorą się sukcesy parlamentarne skrajnie prawicowych, nacjonalistycznych i ksenofobicznych ugrupowań? Bo nie ma to nic wspólnego z powszechnie głoszonymi hasłami równości, solidarności czy braterstwa mającymi spajać wspólny, europejski dom i społeczeństwa tu żyjące. Klasycznym tego przykładem niech będzie powszechne mniemanie Niemców ze Wschodu (czyli byłych NRD-owców) wobec postawy swoich ziomków z Zachodu po zjednoczeniu Niemiec: podział na Wesich i Osich jest nie tylko na poziomie życia i jego standardów, ale także w swoistej mentalności i kulturze Niemców ze Wschodu, ugruntowanej nie tyle przez 45?lecie NRD, ale przede wszystkim przez tzw. długie trwanie.

Kilkadziesiąt lat temu zapytano Wielkiego Sternika Mao Zedonga (I Sekretarz Komunistycznej Partii Chin) co sądzi o Europie: ?to taki mały półwysep na zachodnich krańcach Azji? - odparł z typową dla chińskiej mentalności i kultury dezynwolturą Przewodniczący Mao.

*          *          *

Kto był więc wczoraj, kto jest dziś, a kto będzie jutro i pojutrze tym Bykiem porywającym Europę? Czy tak jak przez ostatnie dwa wieki ? w każdym wymiarze ? będzie to nadal Ameryka (ta swoista hybryda kultury rzymsko-hellenistycznej, przepoczwarzonej w średniowieczu przy pomocy chrześcijaństwa w zachodnio-europejską, a po irredencie 13 kolonii w Nowym Świecie w końcu XVIII wieku - zwłaszcza przez ostatnio miniony wiek ? określanej jako łacińsko-atlantycka)? A może w związku z rosnącym znaczeniem wielkich tygrysów azjatyckich ? Chin, Indii, a poniekąd i Rosji (będącej znaczącym zwornikiem tych dwóch światów), Bykiem stanie się mityczna Azja? I niech porwanie nie oznacza zawieruchy wojennej czy militarnego starcia. Owo porwanie może się zrealizować w innych przestrzeniach: gospodarka, ekonomia, sposób sprawowania władzy, stosunek do tzw. praw człowieka, hierarchii potrzeb i wartości etc.

Ktoś zapytać może ? nie bez racji - czy dziś tym Bykiem nie jest właśnie Europa, uwodząca, porywająca (de facto, choć w sposób non violence), pociągająca i przyciągająca zarazem Innego? Kojarzyć się to może ? owo porwanie ? z utratą przez emigrantów (przybywających na Stary Kontynent) w różny sposób swej tożsamości, ich wynarodowieniem i alienacją z tego co do tej pory przeżyli oraz zapamiętali, co się im wdrukowało w ich świadomości i mentalności, a co wraca w postaci różnych zagrożeń w drugim bądź trzecim pokoleniu wcześniejszych imigrantów.

Tak, bo czyni to Europa nie jako Byk-albinos vel Zeus bezpośrednio, ale (pozostając w poetyce greckiej MITOLOGII) poprzez syreni śpiew kuszący żeglarzy: syreny siedzą na brzegu i śpiewają, zasłuchani i urzeczeni śpiewem ludzie morza wpadają na przybrzeżne rafy i porohy ginąc w morskich odmętach ? miało się to dziać koło jońskiego miasta Fokaja, lub powaby i wdzięki Kirke (która dzięki nim Odyseusza przez rok bodajże trzymała na swej wyspie Ajai).

Czy porwania poprzez syreni śpiew lub powaby Kirke są trwałe i ostateczne czy to jest jedynie efemeryda, jakich w historii było sporo, pokaże przyszłość. Bo czy stanie się Europa mitologicznym Bykiem czy smokiem wawelskim (umierającym z racji swej żarłoczności i łakomstwa) zależy tylko i wyłącznie od niej samej. I czy poprzestanie na racjach rozumu ? które to racje legły u podstaw de facto założycielskich fundamentów dzisiejszej Europy: Oświecenie ? myśląc o sobie i swej byczej sile oraz wielkości jako czymś immanentnym i uniwersalnym (Europa od Atlantyku po Kamczatkę), czy powróci do namiętności, afektów, a przy tym - nadal będzie ulegać amerykanizacji życia i myślenia zachowując się jak ubogi krewny wobec  zza oceanicznego Big Brothera, ześlizgując się tym samym ku pozostawaniu na zawsze pół-kolonią Wuja Sama, zależy tylko od światłych, otwartych, nonkonformistycznych i zarazem przyszłościowo patrzących ? na dekady do przodu ? Europejczyków. Tylko czy dziś tacy są w elitach politycznych i mainstreamowych  Starego  Kontynentu?

*- Napis umieszczony nad wejściem do lupanaru w Pompejach odkopanego podczas prac archeologicznych