Cień  Kosowa  (suplement - część V)
(z uchodźcami w tle)
 
Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Kieruje nami w Europie klasa polityczna
składająca się z analfabetów. Gardzą historią
i socjologią, więc się ich nie uczą. To ludzie
partii lub kapitału, bez kontaktu z rzeczywistością.

Artur PEREZ-REVERT (pisarz hiszpański)
 
W jednym z licznych wywiadów jakie udzielił po odejściu z czynnej polityki Bartłomiej Sienkiewicz wiosną tego roku celnie zauważył on, że „… Polityka bez realizmu politycznego nie jest polityką”. I to jest oczywista oczywistość pokazująca cały wachlarz zagadnień związanych z problemem uchodźców jaki dziś dotyka Europę. Bo nigdy nie poznamy przyczyn, nie zgłębiając wcześniej prawdy (Arystoteles).

Klęska humanitarna grożąca Unii Europejskiej, (oprócz innych zagrożeń niesionych przez ową współczesną wędrówkę ludów) jakiej po raz któryś doświadcza Stary Kontynent w swej historii, a związana z masowym napływem uchodźców (czy emigrantów) jaka ma miejsce w bieżącym roku milczy nad jednym z zasadniczych problemów jakie pozostają w tle tych wydarzeń. Chodzi mianowicie o Kosowo, quasi-państwo powstałe 8 lat temu (w 2007 roku) zgodnie z decyzjami (i przedsięwzięciami militarnymi) podjętymi przez polityczne elity Zachodu. Kosowo mimo swej 8-mioletniej niepodległości jest utrzymywane w zasadniczym stopniu z budżetu Unii Europejskiej. To kraj ponad 2 milionowej populacji Albańczyków gdzie ponad 48 % ludzi w wieku produkcyjnym nie ma pracy (w tej masie jest ponad 76 % ludzi młodych poniżej 25 roku życia), gdzie ponad 37 % populacji żyje w biedzie (poniżej progu ubóstwa za 1,42 euro dziennie), zaś prawie 20 % - w biedzie ekstremalnej (poniżej 93 euro-centów dziennie). To kraj z którego od początku 2015 roku co miesiąc wyjeżdża, emigruje, ucieka (w różny sposób) około 20 000 ludzi ! i odbywało się to zanim ruszył wiosną bieżącego roku potok ludzi z Sahelu i Erytrei (przez Morze Śródziemne do Włoch) czy z Syrii, Iraku, Afganistanu, Jemenu i Kurdystanu przez Bałkany.

Kosowo to quasi-państwo, gdzie elity wywodzące się z szeregów walczącej o „wolność i demokrację” (jak powszechnie zapewniali w zachodnich mediach politycy i komentatorzy) UCK  - Armia Wyzwolenia Kosowa - podzieliły terytorium Kosowa na mafijne strefy wpływów i czerpią korzyści z przemytu broni, papierosów, narkotyków, ludzi (do tej pory były to głównie młode kobiety dostarczane do domów publicznych zlokalizowanych na zachodzie Europy i w bogatych państwach arabskich, zaś dziś ten proceder przeniósł się na rzesze uchodźców), oszustw finansowych (tak przepadły miliardy euro kierowane na pomoc dla Kosowa, a które w porozumieniu z kosowskimi klanami mafijnymi zdefraudowali urzędnicy oddelegowani z Brukseli – UNMIK i EULEX - do pomocy w organizowaniu administracji kosowskiej na wzór europejski). Wreszcie na wielu reprezentantach elit Kosowa, zajmujących eksponowane stanowiska rządowe i parlamentarne, ciążą bardzo poważne zarzuty – sformułowane oficjalnie przez Carlę del Ponte czy szwajcarskiego senatora Dicka Marty’ego (którzy zajmowali się profesjonalnie tymi problemami): handel narządami ludzkimi pobranymi od osób porwanych czy zamordowanych w tym celu podczas irredenty w Kosowie (proceder ten dotyczył głównie Serbów kosowskich, ale też tych Albańczyków którzy nie godzili się z polityką UCK).

Powszechna nędza powoduje, iż rynek narządów potrzebnych do przeszczepu w klinikach na Zachodzie, USA czy Izraelu posiada w Kosowie spory potencjał (w tym biznesie – są to oczywiście dane szacunkowe – Kosowo dzierży prym w Europie).

Jak podawał w sierpniu Newsweek.pl mafijne miliony widać w Kosowie gołym okiem: w kraju o powierzchni niewiele większej od polskiego województwa działa ponad 1000 stacji benzynowych, świecących pustkami. Obok stoi nierzadko kilkupiętrowy hotel, też zazwyczaj pusty. Pralnie brudnych pieniędzy …….W tym kraju działa ponad 30 państwowych wyższych uczelni, rozdających nic nie warte dyplomy. Zezwolenia wydaje Ministerstwo Edukacji, za symboliczną kwotę datku na rzecz ministra – która jest tajemnicą poliszynela – 50 000 euro.

Dziś także poczęto inaczej patrzeć i mówić o sprawie wsi Raczak. To od tej rzekomej zbrodni na kosowskich wieśniakach nagłośnionej odpowiednio przez media (de facto byli to polegli w boju z serbską policją bojownicy UCK) od której NATO rozpoczęło naloty na Serbię. Otwarcie mówi się o celowo zorganizowanej akcji ze strony bojowników kosowarskich celem sprowokowania tej interwencji. Co z tym fantem w takim razie zrobić ? Mleko się rozlało, problemu nie ma, albo go nie zauważamy. O moralności czy tzw. dobrych obyczajach (bądź jakimkolwiek zadośćuczynieniu – w formie dementi czy przeprosin) nikt nawet nie wspomina.

W pespektywie tych 8 lat trwania kraju zwanego Kosowem, który nie potrafił wykształcić elit zachowujących przynajmniej w drobnym stopniu standardów w europejskim mniemaniu i który bardziej w swym jestestwie przypomina Somalii, Libię (po obaleniu pułkownika Kaddafiego) czy kilkanaście przynajmniej krajów afrykańskich – pod względem funkcjonowania oraz tzw. jakości życia – rodzi się pytanie o sens, logikę i polityczne efekty (nie wspominając o kosztach) tego eksperymentu, który skomasować można w określeniu:  jeden naród – dwa kraje.

Chodzi  jednak o coś innego w tym przypominającym wędrówkę ludów problemie. Kosowo pozostaje bowiem nie tyle w jego tle, co jest jego integralną częścią.  Uchodźcy z ogarniętych wojnami domowymi Syrii, Iraku, Jemenu czy tureckiego Kurdystanu gdzie Ankara ponownie wystąpiła zbrojnie przeciwko dążeniom Kurdów do niepodległości, są problem z gatunku humanitarno-ogólnoludzkiego: pomoc poszkodowanym, zwykłe ludzkie współczucie i solidarność (choć nie przeczę, iż ów exodus może być wykorzystywany jako pas transmisyjny przez ekstremistycznych islamistów dla eksportu do Europy ludzi, idei, materiałów propagandowych etc.). A przede wszystkim do przerzutu na obszar Starego Kontynentu potencjalnych zamachowców, terrorystów czy dżihadystów (obojętnie jak ich nazwiemy). Mogą to być tzw. śpiochy, które latami będą żyły w naszych społecznościach wtapiając się w otoczenie. To bardzo poważny problem dla spec. służb i policji. Zwrócić pragnę jednak  uwagę na inne, dwa aspekty bezpośrednio związane z Kosowem, a pomijane w dyskusjach dotyczących uchodźców. Mafia albańska jest jak podają źródła jedną z najlepiej zorganizowanych narodowo-klanowych struktur tego typu w Europie i USA. Opiera się o więzy klanowe, gdzie jak we wszystkich społecznościach o tradycyjnym i konserwatywnym rodowodzie – przykłady z innych rejonów Bałkanów, a przede wszystkim z południa Włoch, Sycylii i Sardynii, także Korsyki, Kaukazu, interioru Turcji potwierdzają tę regułę – nie werbuje  członków. W nich trzeba się urodzić, być w jakimś sensie spokrewnionym z bossami klanu. Klany albańskie rządzą się specyficznym kodeksem honorowym zwanym Kanuni i Lekë Dukagjinit. Regulował on w najdrobniejszych szczegółach wszelkie sfery życia zbiorowego i prywatnego, poczynając od sposobu i form przywitania gościa w domu, przez model wypasania owiec w górach (znaczna część Albanii i Kosowa to tereny górskie i górzyste przedgórza, gdzie hodowla od wieków stanowiła podstawę egzystencji miejscowej ludności obok przemytu, kontrabandy i wypraw łupieskich na południe, do Epiru), korzystania z wody której w tych regionach zawsze brakowało, po zasady wendetty. Od XIX wieku Kanuni powoli zanika. Ostateczny cios zadają mu rządy komunistów w Albanii i Jugosławii, choć niektóre elementy – zwłaszcza te które mówią o krwawej zemście w razie śmierci w wyniku zabójstwa członka klanu, podległości i hierarchii w klanie oraz zachowania tajemnicy – funkcjonują nadal.

Do tego dochodzi specyficzny język – albański to mowa wyalienowana z rodziny języków indoeuropejskich, nie podobna do żadnego języka ani na Bałkanach ani tym bardziej w Europie Zachodniej, przez co niezwykle utrudniający dotarcie do owych wspólnot i struktur (brak odpowiedniej ilości tłumaczy czy osób znających biegle ten język). No i religia – większość Albańczyków to muzułmanie. Co prawda w podstawowej masie jest to wersja islamu light, ale zainwestowane w budowę meczetów i medres miliardy petrodolarów (zarówno w Kosowie jak i w Albanii właściwej), w naukę w szkołach koranicznych na płw. Arabskim rzeszy mułłów i przewodników duchowych, muszą dać za jakiś czas określony, purytański, wahhabistyczny efekt. Podobnie miała się (i ma) rzecz w sąsiedniej Bośni. Arabia Saudyjska jest głównym sponsorem rozprzestrzeniania się tej właśnie wersji religii Mahometa, która jest doskonałą płaszczyzną dla ideologii islamistycznej.

No i wreszcie na koniec – zasadniczy element związany z potokiem uchodźców podążających przez Bałkany do granic Unii. Szlak musi wieźć (i wiedzie) od Grecji, przez Macedonię, Kosowo do Serbii, a potem na granicę z Węgrami lub Chorwacją. Pomińmy udział Kosowarów w przemycie, transporcie czy przerzucie tych dziesiątek tysięcy ludzi na granice unijne (przy stanie gospodarki i jakości życia jest to aktualnie doskonałe – i jedynie pewne – źródło utrzymania rzesz obywateli Kosowa). Serbia informuje Europę, iż wzdłuż szos i linii kolejowych wiodących do granic Unii Europejskiej od początku wspomnianego exodusu znajdować można setki, dziś – tysiące, paszportów wystawionych przez administrację Kosowa. Ocenia się, iż od początku tego roku Kosowo opuściło około 300 000 ludzi (niektóre źródła mówią nawet o 0,5 mln).

Apele władz o pozostanie nie dają rezultatu. Ostatnio późną wiosną apelował o to w orędziu Premier Edi Rama. Znikł entuzjazm z racji niepodległości, panuje apatia i  wszech-ogarniająca potrzeba emigracji, ucieczki, wyjazdu; głównie do Niemiec, Szwajcarii czy Szwecji (gdzie znajdują się skupiska Albańczyków  - potwierdza to klanowo - plemienną strukturę funkcjonowania mniejszości albańskich także za granicami Albanii czy Kosowa).

Taki efekt daje – nie popularna w mainstreamie i elitach – dewiza mesjanizmu demokratycznego * uprawianego w sposób irracjonalny i nierealistyczny (jako typowe chciejstwo i koncert pobożnych życzeń) przez dzisiejsze elity Zachodu. Miało to miejsce zarówno w odniesieniu do Bliskiego Wschodu, Libii czy właśnie Kosowa.

W kontekście Kosowa z początkiem wiosny br. jeden z komentatorów  Der Spiegel podczas dyskusji telewizyjnej (kanał ZDF) nad całokształtem zagadnień związanych z problemami stwarzanymi przez istnienie Albanii-bis (jak niektórzy nazywają Kosowo) miał powiedzieć narzekającym przedstawicielom elit politycznych z Berlina i Brukseli: „Chcieliście tego bękarta to go utrzymujcie”.

Wydźwięki tego artykułu nie jest przeciwny przyjęciu uchodźców, którzy są na prawdę pokrzywdzeni przez los czy sytuację. Materiał ten ma na celu przypomnienie o czymś, co we współczesnej polityce stało się – jak widać po Kosowie, Libii, Iraku czy wcześniej Erytrei (gdzie Isajas Aferwerki przedstawiany był podczas secesji Erytrei jako szczery demokrata, niosący wartości Zachodu, a aktualnie okazuje się dyktatorem i ciemiężcą nie gorszym od Husajna i Kaddafiego, usuniętych siłą przez militarne interwencje Zachodu pod egida USA) - towarem deficytowym: odpowiedzialność i myślenie jak w szachach, na kilka przynajmniej ruchów do przodu. Waszyngton dziwnie milczy w kontekście owej wędrówki ludów zalewającej Stary Kontynent, będąc de facto głównym sprawcą we wszystkich wymienionych przypadkach tego dramatu.

Demokratyczny mesjanizm bez kontekstu kulturowego, socjologicznego, cywilizacyjnego (w tym mieszczą się zagadnienia stosunków religijnych na danym obszarze i uwarunkowań historycznych) jest wyłącznie wańkowiczowskim chciejstwem, podyktowanym najzwyklejszymi dobrymi chęciami (bądź ignorancją) – nie chłodną analizą i racjami rozumu. A dobrymi chęciami to podobno jest wybrukowane jedynie piekło.

*-To termin ukuty przez prof. Siergieja Karaganowa, dziekana Wydziału Polityki i Gospodarki Światowej moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej, politologa i honorowego przewodniczącego znaczącego think tanku p/n Rada Polityki Zagranicznej i obronnej Federacji Rosyjskiej.