Świąteczne felietony

Autor: Lech Fabiańczyk
 

Choinka

Dawno, dawno temu mędrcy ze Wschodu, którzy znali wiele tajemnic, zobaczyli na niebie gwiazdę, która oznaczała narodziny nowego dobrego króla. Dowiedział się o tym odkryciu również zły król Herod. Przestraszył się. Pomyślał bowiem, że skończy się jego władza, jak tylko nowy król dorośnie. Z tego powodu kazał swoim żołnierzom pozabijać wszystkie dzieci, które urodziły się od czasu pojawienia się tej gwiazdy. Rodzicom dzieciątka Jezus udało się jednak uciec. Wędrowali dość długo i po jakimś czasie poczuli się bardzo zmęczeni. Było bardzo zimno, tak zimno, że ziemie pokrywał biały szron. Na szczęście znaleźli schronienie w jaskini. Był tam mały pajączek, który zwrócił uwagę na dziecię Jezus. Zapragnął coś uczynić dla niego, w jakiś sposób uchronić je przed zimnem. Zrobił co mógł. Utkał pajęczynę u wejścia do jaskini. Ścieżką, obok tego miejsca, przechodzili żołnierze Herod. Zbliżywszy się do jaskini, postanowili ją przeszukać. Dowódca zauważył jednak pajęczynę rozciągniętą u wejścia. Delikatna siatka była pokryta białym śnieżnym szronem. ?Spójrzcie- powiedział- pajęczyna jest nie tknięta. Niemożliwe, żeby ktoś mógł tam być?. Żołnierze odeszli, zostawiając rodzinę w spokoju .

Na pamiątkę tego wydarzenia przybiera się choinkę anielskimi włosami. Natomiast umieszczona na jej czubku gwiazdka symbolizuje  Gwiazdę Betlejemska, którą zauważyli mędrcy ze Wschodu, gdy narodził się Jezus. Cała choinka  i wszystko co się na niej znajduje, ma znaczenie symboliczne. Przedstawia ona drzewo wiadomości złego i dobrego - to samo, które stało w raju i z którego nasi prarodzice Adam i Ewa zerwali zakazany owoc. Bombki to rajskie jabłka, łańcuch to wąż kusiciel. Natomiast światełka mają wiele znaczeń. Przede wszystkim są symbolem szczęścia, radości i dobrobytu. Ich obecność na choince wiążę się ze starożytnym świętem, zwanym Uroczystością Świateł. Właśnie w dniu 25 grudnia na pamiątkę poświęcenia świątyni przez Judę Machabeusza w 164 roku przed naszą erą  zapalono olbrzymie świeczniki.

Święto Bożego narodzenia przypada na ten dzień również  z innego powodu. 25 grudnia to pierwszy dzień wyjścia słońca z fazy zimowej. Innymi słowy, czas ten jest jakby narodzeniem nowego słońca. W starożytnym Rzymie dzień ten nazywano: dies natalis invicti - dzień narodzin niezwyciężonego?. Na ten czas obchodzono tam święta zwane Saturnaliami - był to całotygodniowy karnawał.

Jak można się domyślić, datę 25 grudnia  jako dzień narodzin Jezusa wybrano, między innymi kierując się koniecznością dopasowania religii chrześcijańskiej do obyczajów ludowych panujących w ówczesnym Imperium Rzymskim. Dowodzi tego fakt, że urzędowo ustalono ją dopiero w latach 527-565 naszej ery.

Należy zauważyć, że Jezus nie był jedynym bogiem, którego narodziny wiązano z wyjściem słońca z fazy zimowej. W dniu 25 grudnia  rodzili się również i inni starożytni bogowie:  Ozyrys, Tammuz, Adonis, Attis, Mitrta, Agni , Manu, Apollo, Dionizos....

Warto sobie uświadomić, że nasza tradycja jest owocem długiego procesu kształtowania się cywilizacji ludzkiej. Każdy symbol powstaje na bazie realnego życia bądź refleksji nad nim. Rzecz w tym, aby umieć go dostrzec i właściwie odczytać.
                            

Oto człowiek ?.

Świąteczna choinka symbolizuje rajskie drzewo wiadomości dobra i zła. Raj to nie miejsce lecz stan, w którym człowiek nabył świadomość moralną wartości swoich czynów i  poczucie odpowiedzialności. Zerwanie i zjedzenie owocu z tego drzewa przez naszych prarodziców Adama i Ewę można zinterpretować jako alegorie  przejścia człowieka ze stanu zwierzęcego w duchowy świat wartości. Umiejętność odróżniania dobra od zła dała im podstawę  właściwej samooceny?A wtedy otworzyły się  im obojgu oczy i poznali, że  są  nadzy...?(Rdz 3,7a). Innymi słowy zrozumieli, że sami z siebie nie są  źródłem żadnych wartości, że cała ich dotychczasowa aktywność  jak i wszystko to co sobą  reprezentują  pochodzi z zewnątrz. Uświadomiwszy sobie nicość własnego ?ja? zawstydzili się i  przestraszyli. Aczkolwiek ich próba zakrycia gałązkami figowymi  swojej nagości była mało skuteczna a nawet śmieszna, to jednak ten  czyn można uznać za objaw narodzin u nich  poczucia odpowiedzialności za własne istnienie. Byli bardziej niewolnikami okoliczności  aniżeli posiadali zdolność do duchowego samostanowienia. Ludzie zacząwszy poznawać i współtworzyć moralny obszar rzeczywistości stali się  prawdziwymi panami swojej woli. Dobitnie wskazuje na to fakt, że Bóg nie wcześniej jak dopiero po przekroczeniu przez ludzi   zakazu spożywania owoców z drzewa wiadomości dobra i zła powiedział: ?Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać  owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki?(Rdz. 3, 22).W interpretacji biblijnej pierwszym człowiekiem, który to uczynił, był Jezus Chrystus. Swoją męczeńską śmiercią przypieczętował wartość swego życia na Ziemi. Niezależnie od tego, czy uznajemy jego boskość a czy też nie, możemy uznawać go za wzór pełni człowieczeństwa. Jakościowa  różnica pomiędzy sytuacją Jezusa a sytuacją pierwszych ludzi polegała na tym, że on znajdował się na szczycie duchowego rozwoju człowieczeństwa, oni zaś dopiero wchodzili w duchowy obszar rzeczywistości. Jego dramat był wynikiem świadomych działań mających na  celu poprawę stosunków międzyludzkich. Ich odbywał się w otoczeniu przyrody. Łamiąc  boski zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła, nasi prarodzice nie w pełni  zdawali sobie sprawę ze znaczenia swojego czynu. Trudno ich w jakikolwiek sposób  obwiniać skoro wąż był dla nich takim samym autorytetem jak Bóg.

W raju człowiek był nikim. Nie był tam u siebie ani nie należał do siebie. Z biblijnej opowieści o początkach świata i ludzkości nie wynika, że Bóg obdarzył człowieka wolną wolą, lecz, że stworzył warunki aby ta wola się w człowieku wyzwoliła. Innymi słowy człowiek stał się panem swojego ?ja? kiedy został zmuszony do decydowania sam o sobie. Rodzina aby istnieć i funkcjonować musiała rządzić się własnymi prawami, które nie zawsze mogły być zgodne z prawami natury. W tej sytuacji wiedza dobra i zła stała się ludziom  wręcz niezbędna do życia. Gdyby nie przekroczyli boskiego zakazu pod wpływem namowy węża, zrobili by to w innych okolicznościach. Namowa ta była tylko ostatnim ogniwem w procesie ilościowego nagromadzenia przyczyn, które doprowadziły do jakościowej   przemiany człowieka ze zwierzęcia w istotę podobną Bogu. Podobną ale nie tożsamą. Z treści  Księgi Rodzaju niezbicie wynika, że człowiek stał się panem  swojego ?ja? kiedy został  zmuszony do decydowania sam o sobie. Rodzina aby istnieć i funkcjonować musiała rządzić się własnymi prawami, które nie zawsze mogły być zgodne z prawami natury. W tej sytuacji  wiedza dobra i zła stała się ludziom wręcz niezbędna do życia. Gdyby nie przekroczyli  boskiego zakazu pod wpływem namowy węża, zrobili by to w innych okolicznościach. Namowa ta była  tylko ostatnim ogniwem w procesie ilościowego nagromadzenia przyczyn, które doprowadziły do jakościowej przemiany człowieka ze zwierzęcia w istotę podobną Bogu. Podobną ale nie tożsamą.

Słowa  Boga: ?Oto człowiek stał się taki jak My...? odzwierciedlają prawdę, że kontynuacja nie może być biernym trwaniem, lecz oznacza ciągłą walkę z przeciwnościami losu; walkę wznoszącą nas na coraz wyższe poziomy rozwoju duchowego. W ujęciu biblijnym pierwszym krokiem na tej drodze było przekroczenie przez naszych prarodziców: Adma i Ewę boskiego zakazu spożywania owoców z drzewa dobra i zła. Po wygnaniu z raju,  świat przestał być dla nich zbiorem gotowych wartości, lecz rzeczywistością, na którą można mieć nie tylko wpływ ale również ją przekształcać według własnej woli. Osiągnięcie przez  ludzi poczucia własnej podmiotowości i wolnej woli, miało jednak swoją cenę. Pierwszym  tego objawem było poczucie wyobcowania i strachu, kiedy zauważyli swą nagość. I tak, w zasadzie jest za każdym razem, jak tylko człowiek wykracza poza ramy własnego poznania. Odczuwa wówczas nicość własnego ?ja? i obawę przed nieznanym.  Dzieje się tak dlatego, że poznaje on wtedy swoje ograniczenia, o których przedtem nie zdawał sobie sprawy. Jak by nie było, ludzie nagimi i bezbronnymi byli za nim doszło to do ich świadomości. Opis  wszelkich negatywnych skutków złamania boskiego zakazu nie powinien w żadnym  wypadku przesłaniać prawdy, że osiągnięta przez ludzi zdolność odróżniania dobra od zła  wprowadziła ich  w świat duchowych wartości  dostępny do tej pory jedynie dla Boga.

Scena, w której Bóg obarcza kobietę cierpieniem związanym z rodzeniem dzieci, a  mężczyznę trudem pracy obrazuje prawdę, że za prawo do samostanowienia człowiek musi  zapłacić odpowiednią  cenę. Nie można przecież  być wolnym bez  zdolności do dźwigania ciężaru własnej egzystencji. Praca i cierpienie nie są żadną karą za zerwani  zakazanego owocu przez naszych prarodziców, lecz nieodłącznym warunkiem każdego tworzenia. Przecież sam Bóg trudził się stwarzając świat (Rdz 3,17 -19; 2, 2.3)...
 
 
Święta  Rodzina

W czasach Jezusa, Żydzi uważali małżeństwo nie tylko za związek naturalny i instytucję społeczną, lecz także jako obowiązek religijny. Pierwszym i głównym celem małżeństwa było przestrzeganie nakazu: ?Rośnijcie i rozmnażajcie się (Rodz.1,26). Wypełnienie tego nakazu było możliwe tylko w małżeństwie płodnym. Długi szereg potomków sięgający do trzeciego, czwartego pokolenia uchodził za wyraz szczególnego upodobania Bożego.

Życzono  go sobie tak jak długiego życia i dobrobytu. A kiedy nadchodziła godzina śmierci, pocieszała konającego świadomość, że nie umrze całkowicie, bo żyć będzie w swoich potomkach: w synach, wnukach i prawnukach; a jeżeli Bóg pobłogosławi, żyć będzie jeszcze w ich następcach.

Szansę doczekania się licznego potomstwa dawało wczesne małżeństwo. Uważano za nieszczęście, jeżeli mężczyzna odwlekał je do dwudziestego roku życia. Natomiast dziewczęta wydawano za mąż ledwie  dorosły do wieku małżeńskiego, tj. 14-15 lat. Żydówki w tym wieku wyglądały już  na kobiety dojrzałe. Na podstawie tych zwyczajów sądzić można, że podobnie było z Marią i Józefem. Ona  mogła mieć 15 lat a on najwyżej 20.

Małżeństwo uważano za sprawę zbyt poważną, aby o jego zawarciu mogły decydować tylko uczucia. Pierwszym etapem żydowskiej procedury związanej z zawarciem ślubu była obietnica. Często dawano ją gdy małżonkowie byli jeszcze dziećmi. Zwykle dokonywali tego rodzice lub zawodowa swatka. Bywało, że przyszła para w ogóle się nie widziała, aż do momentu ślubu.

Obietnica małżeńska  mogła być cofnięta, jeżeli młodzi nie godzili się na nią. Jednakże po zaręczynach obietnicy nie można było już cofnąć. Ewangeliczna opowieść o Maryi i Józefie zaczyna się właśnie w takim momencie. Uważano ich już za męża i żonę, chociaż nie przysługiwały im pełne prawa małżeńskie. Właściwe życie rodzinne  rozpocząć mieli dopiero z chwilą, gdy Józef oficjalnie wprowadziłby Marię do własnego domu. Prawo w Galilei przewidywało, że mogło to się stać po upływie pewnego czasu od daty zaręczyn, nie dłuższego niż jeden rok. Okres ten wykorzystywano na zbudowanie lub wynajęcie domu, a  także urządzenia go. Po tym czasie mogło dojść do zaślubin (Nissun) polegającym na przyjęciu oblubienicy do domu, który oblubieniec zbudował. Zanim jednak w małżeństwie  Marii i Józefa nastąpił ten akt, do Marii przybył posłany od Boga anioł Gabriel i powiedział:
?Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała co by mogło znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł  rzekł do Niej ?Nie bój się Maryjo, znalazłaś  bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz w łonie i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki a jego panowaniu nie będzie końca( Łuk 1,28-33).

Scena ? Zwiastowania? to nie opis faktów postrzeganych przez ludzkie zmysły. Przedstawia ona rzeczywistość duchowych przeżyć i przemyśleń. Informację ewangelisty o ?zstąpieniu na Marię Ducha Świętego? należy przyjąć dosłownie. Wszelkie roztrząsania  kwestii w jaki sposób Maria zaszła w ciąże, są bezsensowne. Główną intencją  Ewangelisty  była bowiem dążność do opisania duchowych, a nie cielesnych narodzin Jezusa.

Wątpliwości w tym względzie powinien rozwiać następujący fragment ze sceny ?Zwiastowania?: ?...Maria rzekła do anioła: ?Jakże to się stanie, skoro nie znam męża?? Anioł Jej odpowiedział: ?Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię . Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym?.(Łuk 1, 34- 35). Innymi słowy Maria po spotkaniu z aniołem stała się brzemienną ?Duchem?.(zob. Mat 1,18). Fakt, że  niedługo później narodziła człowieka z krwi i kości, nie zaprzecza temu, że otrzymała od  Boga duchowy pierwiastek, którego ziemskim nosicielem stał się jej syn Jezus.

Bez żadnych alegorii, syntetycznie ale niezrozumiale dla osób niewtajemniczonych,  problem narodzin nowej idei zbawiającej świat, której ucieleśnieniem był Jezus Chrystus  przedstawił w prologu do swej ewangelii św. Jan: ?Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było (Słowo) a świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności a swoi go nie przyjęli dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi tym którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas i oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca pełen łaski i prawdy. (Jn 1, 9-14)

Bez względu na występujące różnice w Ewangeliach ich autorzy, byli zgodni co do przekonania, że pojawienie się na świecie Jezusa, było równoznaczne z początkiem realizacji  ideału Królestwa Bożego tj. rzeczywistości w której  powszechnie panować będą: Miłość, Sprawiedliwość i Prawda. Ewangeliści głosili jednak, że Królestwo Boże urzeczywistniać się będzie w dramatycznych okolicznościach. Nie jest bowiem możliwe aby władcy tego świata, którzy swe rządy opierali na niesprawiedliwych zasadach chcieli ustąpić miejsca. Nadejście Królestwa Bożego oznaczało dla nich Koniec Świata. Dlatego też - jak podaje  ewangelia św. Mateusza- na wieść o narodzinach Jezusa - ?zatrwożył się król Herod a z nim cała Jerozolima?( Mat. 2,3). Oczywiście nie należy przez to rozumieć, że wszyscy mieszkańcy Jerozolimy byli źli. Wielu z nich obawiało się nie tyle nadejścia Królestwa Bożego, co dramatycznej konfrontacji tegoż Królestwa z potężnymi ziemskimi siłami przeciwnymi jego  wprowadzeniu. Społeczeństwo żydowskie od dawna było karmione przerażającymi wizjami apokaliptycznymi. Nieuchronność społecznych zaburzeń zapowiadał również Jezus: ?Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz ( Mat 10, 34). Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaje udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro  będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciwko dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej. (Łuk 12, 49- 53). Oczywiście powszechny stan wojny wszystkich ze wszystkimi nie był celem do jakiego zmierzał Jezus. Tak on jak i ewangeliści zdawali sobie sprawę, że świat na lepsze nie odmieni się automatycznie, i że ta odmiana będzie niestety poprzedzona dramatyczną walką sił dobra z siłami zła. Jezus wielokrotnie uświadamiał swoich uczniów i zwolenników na co się narażają  idąc w jego ślady. Prawdziwe przyjęcie jego nauk i gotowość ich realizacji w niesprzyjających  okolicznościach, było i jest decyzją dramatyczną w życiu każdego człowieka. Dlatego też  nieprzypadkowo Maryja na wieść, że będzie matką Zbawiciela odczuła zaniepokojenie. Nie od razu też przyjął Jezusa, jego ziemski ojciec-Józef. Wątpliwości jego bynajmniej nie dotyczyły prywatnych spraw małżeńskich. Świadczy o tym argumentacja jakiej użył wobec Józefa anioł Pański, który ukazał mu się we śnie: ?Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej narodziło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów? (Mt. 1,21).

Z przytoczonego cytatu wyraźnie wynika, że Józef zamierzał oddalić od siebie Maryję nie dlatego, że poczuł się zdradzony  jako mężczyzna, lecz z obawy przed konsekwencjami przyjęcia nowej idei. W wypadku winy Maryi, nie miał się przecież czego bać. Opis duchowej walki jaką Józef rozgrywał sam ze sobą, miał przekonać czytelników, że warto przyjąć nauki Jezusa albowiem pochodzą one wprost od samego Boga. Ewangelista określając Józefa  człowiekiem sprawiedliwym, dawał  niejako sygnał wzywający wszystkich ludzi sprawiedliwych aby podobnie jak Józef pokonali wewnętrzne opory i uwierzyli w boskość Jezusa. Intencja ta zawarta jest również w  znaczeniu imienia  Józef, które było skrótem hebrajskiego słowa Yosephel: ?Oby Bóg dorzucił ?Nieprzypadkowa jest też symbolika imienia Maria (hebr. Miryam ) oznaczającego w języku hebrajskim kobietę kochaną przez Boga. Była to sugestia, że idee Jezusa muszą być dobre. Przecież przez kobietę kochaną  przez Boga nie mogło przejść nic złego.

Imię Jezus też  miało znaczenie symboliczne. Pochodziło od hebr. imienia Yehoszua - czyli Jahwe zbawia - krócej Zbawiciel albo Uzdrowiciel.

Głoszona przez Jezusa i  jego następców Ewangelia czyli ?Dobra  Nowina? dawała  nadzieję na pozytywną zmianę świata szczególnie ludziom, żyjącym w poniżeniu materialnym i duchowym: ?Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.?( Łuk 6, 20). Ze wszystkich Ewangelii płynęło przekonanie, że idee Jezusa zdolni są przyjąć i wprowadzić w życie właśnie ludzie prości, że prawda dociera do nich szybciej aniżeli do kapłanów czy też uczonych w piśmie. Dobitnie wyraża to pozornie niewiele  znacząca scena hołdu złożonego Marii przyszłej matce Jezusa przez Elżbietę przyszłą matkę św. Jana. Ta pierwsza była żoną cieśli z prowincjonalnego a nawet pogardzanego przez  Jerozolimczyków miasta Nazaret (Mi 5,1), ta druga żoną kapłana świątyni Jerozolimskiej  czyli reprezentanta najwyższej duchowej władzy w Izraelu. Słowa Elżbiety skierowane do Marii: ?...a skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie?? (Luk.1) jednoznacznie  wyrażają myśl, że godnym najwyższego szacunku nie jest ten kto posiada wysoką pozycję społeczną, lecz ten kto jest bliżej nauk Jezusa. Uzasadnieniem tego przekonania są m.in. słowa samego Jezusa zapisane w Ewangelii Św. Jana: ?Ja Jestem  drogą  i prawdą i życiem.?

W/g ewangelistów osobiste wkroczenie Boga w ludzkie sprawy zostało prawie  niezauważone. Spełniło się jakby proroctwo Izajasza: ?Izrael nie poznał, lud mój nie zrozumiał.?

Od niepamiętnych czasów malarze przestawiają narodziny Jezusa w stajence. Stojące obok żłobu osioł i wół obrazują słowa proroka wyrażającego zdumienie, że zwierzęta zdolne są do poznania  właściwej hierarchii wartości ludzie zaś nie zawsze: ?Zna wół właściciela swego, a osioł żłób pana swego. Izrael nie poznał, lud mój nie zrozumiał?( Iz 1,3).
 
 

*Ewangelie rzeczywistość  traktują  przede wszystkim w wymiarze prawdy duchowej. Sprawa tzw. niepokalanego poczęcia przedstawiona została tylko u św. Mateusz, który konstruował swą opowieść, tak aby  sprawiała wrażenie wypełnienia proroctw Starego Testamentu: ?A stało się wszystko aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: ?Oto (Panna) Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadasz imię Emmanuel to znaczy ?Bóg z nami?. Maria w momencie narodzin była  pełnoprawną małżonką Józefa, zatem nie mogła być panną. Mateusz chcąc odwrócić uwagę czytelnika od tej  niekonsekwencji posunął się jeszcze dalej  pisząc: ?zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł pański wziął swoją małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus?. Można zadać pytanie dlaczego nadał imię Jezus a nie Emanuel?. Ta niekonsekwencja Mateusza najwyraźniej jest celowa. Ewangelie były bowiem bardziej pismami propagandowymi aniżeli opowieściami w naszym rozumieniu. Pisane były do wtajemniczonego grona odbiorców. Tak, że wszelkie zawarte w nic niekonsekwencje formalne były dla nich zrozumiałymi sygnałami ideowymi.  Doszukiwanie się w  Ewangeliach  tego typu nieścisłości  formalnych nie ma najmniejszego sensu, skoro w sprawie zasadniczej -  w  głoszeniu idei Królestwa Bożego -prawdy objawionej  przez Jezusa - są one  wyjątkowo zgodne. Tak w Ewangelii  Mateusza a tym bardziej pozostałych najmniej istotne jest czy Maria była dziewicą a Józef biologicznym ojcem  Jezusa. Łatwiej się je  zrozumie, jeżeli obedrze z niepotrzebnych  interpretacji, które bardziej zaciemniają niż objaśniają duchowe prawdy w nich zawarte. Tak jest  również z  kontrowersyjnym problemem niepokalanego poczęcia - problemem, który tak naprawdę nie istnieje.. Ewangelistów tak  naprawdę nie  interesował problem, czy Józef  był biologicznym ojcem Jezusa.  Tego  problemu ewangeliści w ogóle  nie rozpatrywali. Chcieli za to zaakcentować swe przekonanie, że duchowym ojcem Jezusa jest  sam ?Bóg? i że on sam  jest bogiem . Najlepiej zostało wyrażone to  w prologu do  Ewangelii św. Jana: (Słowo ) było na świecie, przez Nie stał się świat, a jednak świat Go nie poznał.

Scena ta opisana w pierwszych rozdziałach  Starego Testamentu stanowi alegorię przejścia człowieka ze stanu zwierzęcego w duchowy świat wartości. Człowiek osiągając zdolność  odróżniania dobra od zła, stał się istotą   odpowiedzialną za siebie ze wszystkimi płynącymi z tego faktu konsekwencjami. Stał się istotą podobną Bogu.   Tak on jak i ewangeliści zdawali sobie sprawę, że świat na lepsze nie odmieni się automatycznie i ,że ta odmiana  będzie  niestety  poprzedzona  dramatyczną  walką  sił  dobra ze siłami zła. Jezus  wielokrotnie uświadamiał  swoich uczniów i zwolenników na co się narażają  idąc w jego ślady. Prawdziwe przyjęcie  jego nauk i  gotowość ich  realizacji  w niesprzyjających  okolicznościach, było i jest decyzją dramatyczną w życiu  każdego człowieka.

Grecy i Rzymianie jak i pozostali Indoeuropejczycy uważali, że historia jest cykliczna, czyli toczy się kołem, występują w niej cykle, podobnie jak pory roku zmieniają się od wiosny do zimy. Historia nie ma więc początku ani końca. Często mówi się o różnych światach, które powstają i giną w wiecznej przemianie między życiem a śmiercią./170/ . .. cechą  wspólną dla kultur semickich było linearne traktowanie historii... historię wyobrażano sobie jak linię, której początkiem jest stworzenie świata przez Boga. Od tego momentu rozpoczyna się historia. Kiedyś jednak nadejdzie /171jej kres, nastąpi to w Dniu Sądu, w którym Bóg będzie  sądził żywych i umarłych

Również w czasach Chrystusa wielu wyobrażało sobie, że nadejdzie nowy Mesjasz, polityczny, militarny i religijny  przywódca  na miarę  króla Dawida. Owego  ?zbawiciela? widziano jako bohatera narodowego, który położy kres cierpieniom Żydów pod panowaniem rzymskim/175/

... słowo Chrystus ? jest greckim  tłumaczeniem żydowskiego słowa ?mesjasz? znaczy  więc tyle co pomazaniec?)

Jezus różnił się od innych ?mesjaszy? albowiem dał do zrozumienia, że nie jest wcale  przywódcą  wojskowym, czy politycznym buntownikiem.

W czasach Jezusa  wielu ludzi spodziewało się Mesjasza, który  z wielkim hałasem( tzn. z włócznia i mieczem w ręku) przywróci Królestwo Boże. Samo wyrażenie ?królestwo boże" przewija się niczym czerwona nić także przez przesłanie, które głosił Jezus ? lecz w o wiele  szerszym znaczeniu. Jezus mówił, że królestwo Boże to miłość bliźniego, opieka nad  słabymi i ubogimi oraz odpuszczenie winy tym, którzy błędnie postąpili/176/

.. Jezus w genialny sposób posługiwał się językiem tamtych czasów, nadając jednocześnie starym hasłom zupełnie nowe, szersze znaczenie. Nic dziwnego, że skończył na krzyżu. Jego radykalne przesłanie zbawienia kolidowało z interesami ludzi będących u władzy, musiał więc zostać usunięty z drogi .(cała Jerozolima)... jak niebezpieczne może być  żądanie bezwarunkowej miłości bliźniego i równie bezwarunkowe wybaczanie .. w dzisiejszym świecie obserwujemy/177/ jak potężne państwa są zupełnie bezradne wobec prostych  żądań pokoju, miłości, pożywienia dla ubogich i wybaczenia wrogom/178/
przesłaniem religii chrześcijańskiej jest właśnie to, że Bóg stal się człowiekiem. /181/  Jezus był w pełni Bogiem, w pełni człowiekiem a nie istotą w połowie ludzką, w połowie boską półbogiem
lęk egzystencjalny  z reguły  bywa tylko etapem  do nowego poznania
Jostein  Gaardner Świat  Zofii

Kult prawdziwych portretów przedstawiających Chrystusa odradzał praktyczne  praktyki pogan. Kościół Wschodni chętnie się nimi posługiwał w okresach walki z heretykami, którzy kwestionowali człowieczeństwo Chrystusa widząc w nim nie mężczyznę, ale ducha. Ale to nie oni wymyślili spór o postać Jezusa i prawomocność obrazów. Problem ten jest wpisany w historię chrześcijaństwa, które wywodzi się przecież z judaizmu, wiary w Boga utożsamianego nie z obrazem, lecz ze słowem. Bóg starożytnych  żydów nie mieszkał na ziemi ani się na niej nie pokazywał. Do wiernych mówił, swoje prawa przekazywał im na piśmie. Jedno z nich ? drugie przykazanie ? przestrzega przed tworzeniem przedstawień  ... przez pierwsze 3 wieki Ojcowie Kościoła w zasadzie potępiają wszelkie obrazy, z wyjątkiem  symbolicznych znaków i piktogramów. Po zalegalizowaniu nowej religii przez lubującego   się w wizualnym przepychu cesarza Konstantyna w roku 313 szybko jednak akceptują  przedstawienia. Ale kwestia ta pozostaje sporna, zaś  w Cesarstwie wschodnim przez wieki trwa konflikt między zwolennikami obrazów(ikonodulami) a ich wrogami ikonoklastami). Na dysputy teologów nakładają się czasem ekonomia i walka o władzę. Z cesarzami w stolicy rywalizują  klasztory na prowincjach, czerpiąc swoje bogactwo i wpływy z ikon i relikwii. Na początku VII w spór przeradza się w rewolucję kulturalną. Piętrząc argumenty przeciwko obrazom ikonoklaści wrogowie obrazów (ikonodulowie ? zwolennicy) ogłaszają, że sztukę wynalazł Lucyfer, malarzom obcinają ręce, ze ścian kościołów wymazują freski, a ikony, relikwie i iluminowane księgi palą lub wrzucają do morza wraz z broniącymi swych dóbr zakonnikami. Ikonoklazm przegrywa jednak, a do klęski przyczyniają się kobiety: niezwykle do ikon przywiązane cesarzowe, które po śmierci mężów ? ikonoklastów zasiadają na tronie

C+M+B = Christus Mansionen Benedicat  Chrystus mieszkanie błogosławi

Opiekuńczość często rozpoczyna się od dotyku. Klasyczne badania UCLA wykazały, że ludzie by zachować zdrową emocjonalność, potrzebują od 8 do10 dotyków dziennie (? UCLA Monthly? marzec- kwiecień 1981; cyt. za  Gary Smalley, John Trent, The Blessing Nashville, 1986, s.42.)(...) W XIII wieku  Fryderyk II, cesarz Świętego Imperium Rzymskiego, bezwiednie przeprowadził wczesny eksperyment, który dowodzi mocy dotyku. Jego celem było sprawdzenie, jakie wzorce językowe rozwinie dziecko , jeśli nie będzie miało rodzica, który będzie z nim rozmawiał. Cesarz zastanawiał się, czy pierwsze słowa dziecka będą hebrajskie, greckie, łacińskie, arabskie, czy może będą to słowa w języku jego rodziców.

Fryderyk nakazał grupie mamek, by karmiły i opiekowały się grupą niemowląt, ale zakazał im wypowiadania choćby jednego słowa w ich obecności. Nie mogły też brać dzieci na ręce, przytulać ich ani wydawać jakichkolwiek dźwięków. Fryderyk czekał na wyniki swojego eksperymentu. Niestety, nigdy/167./ nie znalazł odpowiedzi na swoje pytanie, ponieważ wszystkie dzieci zmarły (J. Allan Petrson, Expressing Appreciation, w George Rekers, Famili Building, Ventura 1985, s.89.). To co rozpoczęło się jako  proste badanie lingwistyczne, skończyło się tragiczną lekcją dla wszystkich wieków: dzieci muszą być pielęgnowane przez słowo i dotyk.

Wykładowca pielęgniarstwa na Uniwersytecie w Nowym Jorku odkrył, że kiedy dotykamy drugiego człowieka dłonią, poziom hemoglobiny w obu wzrasta. To oznacza, że tkanki naszego ciała przyjmują więcej tlenu, dzięki czemu czujemy w sobie napływ energii, a jeśli jesteśmy chorzy, przyczynia się to  do poprawy naszego zdrowia. W innych badaniach, na Uniwersytecie w Purdue, badający poprosili pracowników biblioteki, by zamiennie dotykali albo nie dotykali dłoni studentów, kiedy ci oddawali im karty biblioteczne. Po przesłuchaniu studentów badający odkryli, że ci spośród studentów, którzy byli dotykani, mieli bardziej pozytywne odczucia z pobytu w tej bibliotece, niż ci, którzy nie byli dotykani./167,8/
Ken Canfield - Serce ojca  - jak być dobrym ojcem  PAX  2007